Dyrdymały Filmowo‑Serialowe

Dyrdymały Filmowo‑Serialowe

oraz inne związane z tym głupoty

Złote Dyrdymały:

Zło­te Dyr­dy­ma­ły 2017

Nietuzinkowe nagrody filmowo-serialowe

Szyb­ko, nim skoń­czy się luty! Pora na dyr­dy­ma­ło­we pod­su­mo­wa­nie tego, co dzia­ło się w świe­cie fil­mów i seria­li w zeszłym roku.

Naj­lep­sza Pro­mo­cja

Thor: Ragna­rok

Zwia­stu­ny do fil­mu zosta­ły zmon­to­wa­ne tak, że ich oglą­da­nie samo w sobie dawa­ło dużą radość. Do tego nie robi­ły tego, za co tra­ile­rów nie lubię. Czy­li nie oszu­ki­wa­ły co do jako­ści i cha­rak­te­ru fil­mu (Thor był dokład­nie tak samo zabaw­ny i pełen akcji, jak na zwia­stu­nach), i nicze­go nie spo­ile­ro­wa­ły (co wię­cej, pew­ne sce­ny w tra­ile­rach zosta­ły zmie­nio­ne kom­pu­te­ro­wo, by bar­dziej zwo­dzić widzów).

Thor: Ragna­rok miał też pięk­nie zapro­jek­to­wa­ne pla­ka­ty. Tak pięk­nie, że spo­koj­nie moż­na by nimi ozdo­bić każ­de, nawet zupeł­nie nie-geeko­we, miesz­ka­nie.

Thor: Ragnarok Valkyrie Thor: Ragnarok Grandmaster

źró­dło zdjęć: IMDb oraz IMDb

Naj­bar­dziej Wstrzą­sa­ją­cy Począ­tek Fil­mu

Logan

Pomi­mo tego, że Wolve­ri­no­wi z jego zdol­no­ścia­mi rege­ne­ra­cji, kule są nie­strasz­ne, było coś moc­no przej­mu­ją­ce­go w tym, że facet osła­niał wła­sną pier­sią samo­chód, któ­re­go był szo­fe­rem (dla tych, co nie oglą­da­li: Logan chro­nił auto samo w sobie, w środ­ku nie było żad­nych pasa­że­rów). To lepiej, niż wszyst­ko inne poka­zy­wa­ło, w jak paskud­nym świe­cie przy­szło żyć nasze­mu Roso­ma­ko­wi. Bo powiedz­my sobie szcze­re: przy­szłość, w któ­rej bar­dziej, niż o wła­sne zdro­wie i życie, musisz trosz­czyć się o samo­chód, któ­ry na doda­tek nie nale­ży do cie­bie, jest dużo gor­sza, od tej peł­nej krwio­żer­czych Sen­ti­ne­lów.

Logan

źró­dło zdję­cia: IMDb

Naj­bar­dziej Wstrzą­sa­ją­cy Począ­tek Seria­lu

Bro­ad­church

Cza­sem mniej zna­czy wię­cej, a cisza jest bar­dziej wymow­na i prze­ra­ża­ją­ca od huku wystrza­łu lub wybu­chu bom­by.

Broadchurch Trish

źró­dło zdję­cia: Metro UK

W sce­nie otwie­ra­ją­cej trze­ci sezon Bro­ad­church nie ma wie­lu dia­lo­gów, cie­ka­wych ujęć czy muzy­ki. Jest tyl­ko prze­ra­żo­na i mil­czą­ca kobie­ta, któ­ra zosta­ła zgwał­co­na. I para poli­cjan­tów, któ­rzy z jed­nej stro­ny sta­ra­ją się zacho­wy­wać spo­koj­nie i pro­fe­sjo­nal­nie, ale z dru­giej – są całą sytu­acją wstrzą­śnię­ci tak samo moc­no, jak kobie­ta, któ­ra się do nich zgło­si­ła.

Cze­goś takie­go nie da się obej­rzeć obo­jęt­nie.

Naj­ład­niej Zapro­jek­to­wa­ny Film

Thor: Ragna­rok

Daw­no nie widzia­łam fil­mu, w któ­rym tak bar­dzo zachwy­cił­by mnie świat przed­sta­wio­ny. Ani tym bar­dziej takie­go, w któ­rym tym świa­tem była pla­ne­ta-zło­mo­wi­sko.

Thor Ragnarok

źró­dło zdję­cia: IMDb

W Tho­rze na wspo­mnia­nej pla­ne­cie pięk­ne jest wszyst­ko: archi­tek­tu­ra, ozdo­by, stro­je, zbro­je i maki­ja­że (bar­wy wojen­ne?). I do tego te wszech­obec­ne, żywe i kon­tra­sto­we kolo­ry. Po pro­stu: cudo!

Naj­cie­ka­wiej Wykre­owa­na Kra­ina Fan­ta­sy

Wen­di­mo­or z Holi­stycz­nej Agen­cji Detek­ty­wi­stycz­nej Dir­ka Gently'ego

Choć na ekra­nie widzia­łam wie­le róż­nych świa­tów fan­ta­sy, żaden z nich nie był baj­ko­wą kra­iną zapro­jek­to­wa­ną przez dziec­ko. Miej­scem, w któ­rym księ­życ ma uśmiech­nię­tą twarz, po nie­bie lata pociąg, ryce­rze wal­czą mię­dzy sobą wiel­ki­mi nożycz­ka­mi, a cza­ro­dzie­je mają kolo­ro­we, magicz­ne różdż­ki. Dopie­ro twór­cy Dir­ka Gently'ego odwa­ży­li się na poka­za­nie cze­goś takie­go!

Dirk Gently fantasy moon

źró­dło zdję­cia: kadr z seria­lu

Jak­by tego było mało, choć na pierw­szy rzut oka Wen­di­mo­or wyglą­da absur­dal­nie i śmiesz­nie, w rze­czy­wi­sto­ści jest miej­scem dość nie­bez­piecz­nym. A wiel­ki­mi noży­ca­mi moż­na pozba­wić kogoś koń­czyn lub życia rów­nie łatwo, jak praw­dzi­wym mie­czem.

Naj­bar­dziej Iry­tu­ją­ca Postać

Mały Gro­ot ze Straż­ni­ków Galak­ty­ki

Nie­któ­re rze­czy są zabaw­ne przez pięć minut, a potem sta­ją się iry­tu­ją­ce. O ile duży Gro­ot z pierw­szej czę­ści Straż­ni­ków Galak­ty­ki skradł moje ser­ce, tak jego mała wer­sja z dru­giej czę­ści zaczę­ła mnie iry­to­wać już w zwia­stu­nach. I potem, w trak­cie oglą­da­nia fil­mu sytu­acja ani tro­chę nie ule­gła popra­wie.

Baby Groot

źró­dło zdję­cia: IMDb

Dru­gie miej­sce: Porgi z Gwiezd­nych Wojen. Z tego same­go powo­du, co mały Gro­ot. Z tym, że zaj­mo­wa­ły znacz­nie mniej cza­su ekra­no­we­go.

Naj­faj­niej­sza Koza

Lupe z Fer­di­nan­da

Zasad­ni­cza róż­ni­ca pomię­dzy małym Gro­otem i Lupe jest taka, że jedy­ny­mi cecha­mi tego pierw­sze­go było to, że był słod­ki, zabaw­ny i nie rozu­miał, co się do nie­go mówi­ło, nato­miast koza z Fer­di­nan­da mia­ła praw­dzi­wą oso­bo­wość i cha­rak­ter. Dzię­ki temu Lupe była nie tyl­ko inte­re­su­ją­ca i łatwo dało się ją polu­bić, ale też – oka­za­ła się auten­tycz­nie zabaw­na.

Naj­lep­szy Sta­tek Kosmicz­ny

Pojazd Wal­ki­rii z Thor: Ragna­rok

Dobrze zapro­jek­to­wa­ny sta­tek kosmicz­ny musi wyglą­dać cool, ale jed­no­cze­śnie – być funk­cjo­nal­ny. Powi­nien spra­wiać wra­że­nie wehi­ku­łu, na któ­rym moż­na pole­gać, ale nie zaszko­dzi, jeśli cza­sem ma humo­ry i się psu­je. Powin­no być też widać więź pomię­dzy nim i jego pilo­tem, któ­ra spra­wi, że sta­tek prze­sta­nie się nam jawić jedy­nie jako pojazd i sta­nie pew­ne­go rodza­ju dodat­ko­wym boha­te­rem fil­mu lub seria­lu.

Stat­ko­wi Wal­ki­rii z nowe­go Tho­ra co praw­da nie do koń­ca uda­ło się speł­nić ten ostat­ni postu­lat, ale i tak jest on naj­faj­niej­szym wehi­ku­łem tego typu, jaki widzia­łam na ekra­nie w zeszłym roku.

Naj­pięk­niej­szy, Epic­ki Mini­ma­lizm

Skok w nad­prze­strzeń w Ostat­nim Jedi

Zale­d­wie kil­ka sekund, bez ogni­stych wybu­chów, bez dźwię­ku, w czer­ni i bie­li. Pomi­mo tego ten krót­ki moment Ostat­nie­go Jedi wgniótł mnie w fotel i wywo­łał opad szczę­ki dużo więk­szy, niż nie­jed­na, wypa­sio­na sce­na bata­li­stycz­na.

Naj­faj­niej­sza Sztucz­na Inte­li­gen­cja

Janet z Good Pla­ce

OK, Janet nie była może typo­wym przed­sta­wi­cie­lem „sztucz­nej inte­li­gen­cji” i podej­rze­wam, że w ziem­skich warun­kach stra­ci­ła­by więk­szość swo­ich mocy, ale i tak chcia­ła­bym mieć taką asy­stent­kę (lub choć­by asy­sten­ta gło­so­we­go w tele­fo­nie), jak ona.

Good Place Janet

źró­dło zdję­cia: IMDb; autor: Robert Trachtenberg/​NBC

Naj­bar­dziej poko­cha­łam Janet za to, że potra­fi­ła być jed­no­cze­śnie nie­zwy­kle pozy­tyw­na i miła oraz do bólu szcze­ra. Dzię­ki temu była­by nie tyl­ko świet­ną asy­stent­ką, ale tak­że – genial­nym tre­ne­rem oso­bi­stym. A gdy­by dodat­ko­wo Janet mia­ła na zie­mi takie same moce, jak w zaświa­tach – to dopie­ro było­by coś!

Naj­le­piej Dobra­ny Duet

Mil­ler i Har­dy z Bro­ad­church

Za to, że potra­fi­li się ze sobą prze­ko­ma­rzać nawet bez uży­cia słów. Za che­mię bez naj­mniej­sze­go suge­ro­wa­nia, że może z niej wynik­nąć jakiś romans. Za to, że wspól­nie two­rzy­li pięk­ne połą­cze­nie ser­ca i rozu­mu. I za to, że dzię­ki Mil­ler maru­dze­nie Hardy'ego zawsze było uro­cze, a Har­dy dla Mil­ler sta­rał się być mil­szym czło­wie­kiem.

Za to, że oglą­da­nie każ­dej ze scen z udzia­łem tej dwój­ki, dawa­ło mi masę rado­chy. I za to, że każ­da ich roz­mo­wa była świet­nie napi­sa­na. A tak­że za poga­dan­kę przy jaj­ku po szkoc­ku, któ­rej oglą­da­nie i słu­cha­nie chy­ba nigdy mi się nie znu­dzi.

Za Oli­vię Col­man i Davi­da Ten­nan­ta. I za to, że oby­dwo­je wło­ży­li w gra­nie swo­ich posta­ci masę ser­ca i jed­no­cze­śnie – ewi­dent­nie świet­nie bawi­li się na pla­nie. I po pro­stu za to, że mało jest boha­te­rów, któ­rych lubi­ła­bym tak bar­dzo, jak Mil­ler i Hardy'ego.

Miller and Hardy reading newspaper

źró­dło zdję­cia: David Ten­nant News

A gdy­by­ście chcie­li poczy­tać wię­cej moich zachwy­tów na temat tej pary, zaj­rzyj­cie do tego wpi­su.

Nie Lubię Zom­bia­ków, ale…

San­ta Cla­ri­ta Diet

Cza­sem zasia­dam do oglą­da­nia jakiejś pro­duk­cji z czy­stej zło­śli­wo­ści, tyl­ko po to, by utwier­dzić się w prze­ko­na­niu, że dany motyw w popkul­tu­rze słusz­nie mi się nie podo­ba i wyda­je głu­pi. Nie­ste­ty od kil­ku lat twór­cy fil­mów i seria­li o zom­bie robią mi na złość, i nie tyl­ko two­rzą dzie­ła, któ­rych nie potra­fię kry­ty­ko­wać, ale któ­re wręcz lubię i uwa­żam za bar­dzo uda­ne (ku wła­sne­mu zasko­cze­niu i jed­no­cze­snej roz­pa­czy, że odczu­wam coś wbrew swo­im prze­ko­na­niom :P ).

Santa Clarita Diet

źró­dło zdję­cia: IMDb

W zeszłym roku taką wła­śnie krzyw­dę wyrzą­dzi­ła mi San­ta Cla­ri­ta Diet, czy­li serial o zom­bie, któ­ry spraw­nie łączył maka­brę z gro­te­ską. Sła­bym punk­tem mojej zatwar­dzia­łej nie­chę­ci zom­bia­ków oka­zu­je się bowiem być to, że nie potra­fię nie lubić pro­duk­cji, któ­re do tema­tu żywych tru­pów pod­cho­dzą zupeł­nie nie­po­waż­nie.

Uda­ny Powrót z Dzie­ciń­stwa

Duck­Ta­les / Kacze Opo­wie­ści

Choć za mło­du oglą­da­łam Kacze Opo­wie­ści, nigdy nie darzy­łam tej baj­ki dużym sen­ty­men­tem (bar­dziej lubi­łam Chi­pa, Dale'a i Bry­ga­dę Ryzy­kow­ne­go Ratun­ku). I pew­nie infor­ma­cja o tym, że ma powstać nowa wer­sja tej ani­ma­cji spły­nę­ła­by po mnie… jak po kacz­ce, gdy­by nie to, że wśród akto­rów, któ­rzy mie­li pod­kła­dać gło­sy w angiel­skiej wer­sji języ­ko­wej, poja­wił się David Ten­nant. Co spra­wi­ło, że moje nasta­wie­nie do Duck­Ta­les w jed­nej chwi­li z „zupeł­nie mnie to nie obcho­dzi” zmie­ni­ło się na „rety, mam nadzie­ję, że to będzie dobre… tyl­ko co, jeśli to nie będzie dobre?”.

Duck Tales Poster

źró­dło gra­fi­ki: IMDb

Obaw mia­łam napraw­dę spo­ro. Począw­szy od takich, że więk­szość bajek, w ramach uwspół­cze­śnia­nia prze­ra­bia się z dwu­wy­mia­ro­wych kre­skó­wek na ani­ma­cję 3D, przez co tra­cą one swój dotych­cza­so­wy urok i czę­sto wyglą­da­ją po pro­stu paskud­nie. A na oba­wach odno­śnie moje­go wie­ku skoń­czyw­szy – wszak nie­któ­re pro­duk­cje dla dzie­ci, choć uda­ne, nie prze­ma­wia­ją do mnie tyl­ko dla­te­go, bo jestem na nie za sta­ra. Kolej­ną nie­wia­do­mą budzą­cą mój nie­po­kój był Ten­nant, któ­ry z jed­nej stro­ny ma szczę­ście do poja­wia­nia się w uda­nych pro­jek­tach, ale z dru­giej – aktor miał uży­czyć swo­je­go gło­su Skne­ru­so­wi McKwa­czo­wi, co wyda­wa­ło mi się chy­bio­ną decy­zją z racji tego, że głos Davi­da nie brzmi, jak­by nale­żał do sta­re­go, zgryź­li­we­go kaczo­ra.

Duck Tales Scrooge

źró­dło gra­fi­ki: IMDb

Na szczę­ście wszyst­kie moje oba­wy oka­za­ły się nie­słusz­ne. Nowe Kacze Opo­wie­ści mają faj­nie wyglą­da­ją­cą, dwu­wy­mia­ro­wą, komik­so­wą ani­ma­cję. I choć rze­czy­wi­ście są skie­ro­wa­ne do młod­szych widzów, ich oglą­da­nie daje mi masę fraj­dy. Nie wspo­mi­na­jąc o tym, że wszyst­kie kacz­ki mają tak faj­ne oso­bo­wo­ści, że nie spo­sób im nie kibi­co­wać. A Ten­nant? Och, on chy­ba został stwo­rzo­ny do pod­kła­da­nia gło­su McKwa­czo­wi!

Naj­więk­sze Fil­mo­we Roz­cza­ro­wa­nie

Ato­mic Blon­de

Pierw­szy zwia­stun fil­mu był tak nud­ny, że prze­szedł nie­mal zupeł­nie bez echa. Dru­gi – tak wystrza­ło­wy, że nawet wspo­mnia­łam o nim tutaj.

Atomic Blonde

źró­dło zdję­cia: IMDb

Osta­tecz­nie oka­za­ło się, że pierw­szy zwia­stun mówił praw­dę, a dru­gi dość moc­no Ato­mo­wą Blon­dyn­kę kolo­ry­zo­wał (far­bo­wał?). I choć Ato­mic Blon­de mia­ła spo­ro poten­cja­łu, by zostać cie­ka­wym fil­mem sen­sa­cyj­nym w sty­lu retro, osta­tecz­nie oka­za­ła się być mega, strasz­li­wie i cho­ler­nie nud­na.

Nie Rozu­miem, Skąd Ten Entu­zjazm

River­da­le, Runa­waysSeria Nie­for­tun­nych Zda­rzeń

Wszyst­kie z wymie­nio­nych seria­li wyda­ły mi się nud­ne, peł­ne nie­cie­ka­wych boha­te­rów i w takim emo-mhrocz­nym kli­ma­cie, któ­ry iry­to­wał zamiast intry­go­wać. Runa­ways roz­cza­ro­wy­wa­ło mnie dodat­ko­wo z powo­du tego, że kil­ka lat temu czy­ta­łam komiks, na pod­sta­wie któ­re­go wszyst­ko nakrę­co­no. I choć nie­wie­le z nie­go pamię­tam, wyda­je mi się, że był on przede wszyst­kim zabaw­ny i dyna­micz­ny. Cze­go zupeł­nie nie moż­na powie­dzieć o tele­wi­zyj­nej pro­duk­cji.

Runaways

źró­dło zdję­cia: Hulu

Rzecz w tym, że w przy­pad­ku wszyst­kich trzech tytu­łów jestem chy­ba jedy­ną oso­bą, któ­rej nie przy­pa­dły one do gustu. Resz­ta ludzi w inter­ne­cie zda­je się być nimi zachwy­co­na. Cze­go zupeł­nie nie potra­fię zro­zu­mieć.

Nie Rozu­miem Tego Cze­pial­stwa

Super-Lea z Ostat­nie­go Jedi

Odwrot­nie, niż przy poprzed­nim Zło­tym Dyr­dy­ma­le – inter­nau­ci nie pozo­sta­wi­li na tym roz­wią­za­niu suchej nit­ki. Tym­cza­sem, choć zga­dzam się z tym, że było ono bar­dzo kiczo­wa­te i nie­po­trzeb­ne, jed­no­cze­śnie nie wyda­je mi się cał­ko­wi­cie nie­lo­gicz­ne oraz pozba­wio­ne sen­su.

Pomy­śl­cie tyl­ko: sko­ro zwy­kłym ludziom, w sytu­acji zagro­że­nia życia i pod wpły­wem adre­na­li­ny, uda­je się pod­nieść samo­chód lub kil­ku­to­no­wy głaz, to dla­cze­go Lea nie mia­ła­by w podob­nych oko­licz­no­ściach użyć Mocy w mega efek­tow­ny spo­sób?

Ja przy­naj­mniej tak to sobie wyja­śni­łam, kie­dy pierw­szy raz zoba­czy­łam Super-Leę i po prze­my­śle­niu spra­wy – cały czas pozo­sta­ję przy swo­im.

Naj­smut­niej­szy Odci­nek Seria­lu

Porząd­ko­wa­nie domu po zmar­łym boha­te­rze Halt and Catch Fire

Halt and Catch Fire

źró­dło: Halt and Catch Fire Face­bo­ok Fan­pa­ge

Nie zoba­czy­li­śmy pogrze­bu w stru­gach desz­czu ani nawet zwy­kłe­go pogrze­bu. Zamiast tego przez cały odci­nek Halt and Catch Fire poka­zy­wa­ło nam, jak rodzi­na i przy­ja­cie­le zmar­łe­go porząd­ku­ją i paku­ją jego rze­czy. Nigdy wcze­śniej nie widzia­łam, by komuś tak dobrze uda­ło się uchwy­cić pust­kę, jaka powsta­je w czy­imś domu, po jego śmier­ci. I wyra­zić tą nie­na­tu­ral­ną ciszę, któ­rej nie jest w sta­nie zagłu­szyć ani muzy­ka, ani gło­sy innych ludzi. A tak­że poka­zać inne, zwy­kłe i try­wial­ne, ale jed­no­cze­śnie jak­że praw­dzi­we rze­czy, z któ­ry­mi po śmier­ci bli­skiej oso­by, zapew­ne musiał kie­dyś zmie­rzyć się każ­dy z nas.

Naj­bar­dziej Zaska­ku­ją­cy Finał Sezo­nu

Good Pla­ce

Mam tu na myśli koń­ców­kę pierw­sze­go sezo­nu. I nie, nie zdra­dzę, o co cho­dzi!

The Good Place Poster

źró­dło zdję­cia: ZapTV

Napi­szę jedy­nie, że choć w ostat­nim odcin­ku zaczę­łam się domy­ślać pew­nych rze­czy, to i tak sam pomysł na taki twist pozy­tyw­nie mnie zasko­czył!

Naj­bar­dziej Chwy­ta­ją­ce za Ser­ce Poże­gna­nie

Ostat­ni mono­log Dwu­na­ste­go Dok­to­ra

Dwu­na­ste­go Dok­to­ra nie lubię tyl­ko i wyłącz­nie za to, że spo­koj­nie mógł­by on się stać moim ulu­bio­nym wcie­le­niem Wład­cy Cza­su, ale twór­cy seria­lu zupeł­nie nie potra­fi­li wyko­rzy­stać jego poten­cja­łu. Powiedz­my sobie szcze­rze: gdy­by Dwu­na­sty zawsze był taki, jak na przy­kład tuż przed rege­ne­ra­cją, to mój uko­cha­ny Dzie­sią­ty, na spół­kę z Dzie­wią­tym, pew­nie nie dosię­ga­li­by mu do pięt.

Dobrze, że Mof­fat dał Pete­ro­wi Capal­die­mu przy­naj­mniej wspa­nia­łą mowę poże­gnal­ną. I przy­znam, że po tym, jak usły­sza­łam ostat­nie sło­wa Dwu­na­ste­go Dok­to­ra, sta­ram się sto­so­wać do więk­szo­ści z jego rad tak, jak­by były one skie­ro­wa­ne bez­po­śred­nio do mnie.

A tu tłu­ma­cze­nie naj­waż­niej­szych z tych dobrych rad Dok­to­ra, dla tych, któ­rzy nie radzą sobie z języ­kiem angiel­skim:

Nigdy nie bądź okrut­ny, nigdy nie bądź tchórz­li­wy […].

Pamię­taj, że nie­na­wiść jest zawsze głu­pia, a miłość zawsze mądra.

Zawsze sta­raj się być miły, nigdy nie prze­sta­waj być dobry* […].

Śmiej się gło­śno, bie­gaj szyb­ko, bądź ludz­ki*.


*pięk­no angiel­skie­go sło­wa "kind" pole­ga na tym, że ma ono wie­le, róż­nych, pozy­tyw­nym zna­czeń, w tym dobry, łaska­wy, ludz­ki, poczci­wy i życz­li­wy


Naj­lep­sze Zakoń­cze­nie Seria­lu

Bro­ad­church

W przy­pad­ku seria­li czę­sto przy­ta­czam sło­wa Per­fec­tu, że trze­ba wie­dzieć kie­dy ze sce­ny zejść nie­po­ko­na­nym. Zawsze zapo­mi­nam jed­nak wspo­mnieć o pew­nej, bar­dzo istot­nej rze­czy. Otóż, kie­dy serial już scho­dzi z tej meta­fo­rycz­nej sce­ny, musi uwa­żać, by się nie potknąć i w ostat­niej chwi­li nie roz­cza­ro­wać widzów.

Broadchurch The End

źró­dło zdję­cia: David Ten­nant News

Twór­ca Bro­ad­church, Chris Chib­nall, wie­dział, że nie nale­ży prze­cią­gać stru­ny i z góry zało­żył, że jego serial będzie skła­dał się tyl­ko z trzech sezo­nów. Jed­no­cze­śnie uda­ło mu się zna­leźć dla tej wspa­nia­łej try­lo­gii naj­lep­sze zakoń­cze­nie z moż­li­wych. Bo jak się oka­zu­je – pięk­no tkwi w pro­sto­cie. I tym, że zamiast wiel­kie­go fina­łu, któ­ry defi­ni­tyw­nie by wszyst­ko koń­czył, głów­ni boha­te­ro­wie mówią sobie po pro­stu „do zoba­cze­nia jutro” i wra­ca­ją do swo­ich domów.

Nawet dla Ficht­ne­ra Nie Było War­to

Top Gear Ame­ri­ca

Szu­ka­łam plu­sów tej pro­duk­cji i jed­no­cze­śnie znę­ca­łam się nad nią przez cały, dłu­gi Dyr­dy­mał, więc teraz nie będę już kopać leżą­ce­go. Napi­szę jedy­nie, że strasz­nie szko­da, iż Top Gear Ame­ri­ca mia­ło tyle wad, bo to mógł być bar­dzo sym­pa­tycz­ny pro­gram.

Top Gear America - Hosts

źró­dło zdję­cia: Dri­ve­Tri­be

W obec­nej chwi­li zagad­ką cały czas pozo­sta­je to, czy powsta­nie dru­gi sezon Top Gear Ame­ri­ca. Cze­go jed­no­cze­śnie nie chcę i bar­dzo pra­gnę, bo jak na nie­po­praw­ną opty­mist­kę przy­sta­ło, łudzę się, że przy dru­gim podej­ściu twór­cy pro­gra­mu napra­wi­li­by błę­dy, któ­re popeł­ni­li w pierw­szej serii.

A co waż­niej­sze: po pro­stu chcia­ła­bym, by Ficht­ner w koń­cu wystą­pił w jakiejś faj­nej pro­duk­cji, w któ­rej miło mi by się go oglą­da­ło. Ech, może w przy­szłym roku będzie lepiej…

Naj­wspa­nial­sze Obco­wa­nie z Popkul­tu­rą

Wiel­ka, Geeko­wa Przy­go­da

Oglą­da­nie fil­mów i seria­li to dla mnie coś wię­cej, niż gapie­nie się w ekran. Skła­nia mnie do reflek­sji na róż­ne tema­ty, poma­ga w odkry­wa­niu nowych, cie­ka­wych i przy­dat­nych rze­czy, a przy oka­zji daje tak­że masę rado­ści.

Ninth Ten Doctor Who Coral TARDIS interior

W zeszłe waka­cje moje zafa­scy­no­wa­nie fil­ma­mi i seria­la­mi pchnę­ło mnie o krok dalej. I spra­wi­ło, że ode­rwa­łam się od ekra­nu i ruszy­łam w, chy­ba naj­wspa­nial­szą, podróż moje­go życia. O któ­rej, jeśli wam to przy­pad­kiem umknę­ło – może­cie poczy­tać na zwy­kłych Dyr­dy­ma­łach.


Tak, wiem, że to tro­chę głu­pio przy­zna­wać nagro­dę samej sobie. Ale hej – to moje Dyr­dy­ma­ły, więc kto mi zabro­ni? :P

Do zoba­cze­nia za rok!

To wszyst­kie Zło­te Dyr­dy­ma­ły, jakie mia­łam w tym roku do przy­zna­nia.

Przy czym, jeśli lista lau­re­atów wyda­je się wam w jakiś spo­sób nie­kom­plet­na, to śpie­szę z wyja­śnie­niem, że pod­czas jej two­rze­nia sama byłam dość moc­no zdzi­wio­na tym, jak wie­lu pro­duk­cji, o któ­rych w 2017 roku było gło­śno, nie uda­ło mi się obej­rzeć. Lub też je zoba­czy­łam, ale wywar­ły one na mnie tak małe wra­że­nie, że zupeł­nie nie wie­dzia­łam, jak je oce­nić.

Ale hej – może za rok będzie lepiej. Zwłasz­cza, że zwia­stu­ny wska­zu­ją, iż 2018 może być bar­dzo cie­ka­wy i obfi­to­wać w masę wspa­nia­łych fil­mów i seria­li.

w tle gra­fi­ki ilu­stru­ją­cej wpis wyko­rzy­sta­no zdję­cie fajer­wer­ków ze stro­ny Dyna­mic Fire­works