Dyrdymały Filmowo‑Serialowe

Dyrdymały Filmowo‑Serialowe

oraz inne związane z tym głupoty

Szaleństwo Serialowe:

Wizu­al­ne por­no w biblio­te­ce

Księga Czarownic / A Discovery of Witches, sezon 1, odcinki 1-5

Pozo­ry mogą mylić. Ze zwia­stu­na Księ­gi Cza­row­nic wywnio­sko­wa­łam, że będzie to mrocz­ne (w dobrym tego sło­wa zna­cze­niu) urban-fan­ta­sy. Wie­cie, coś w sty­lu House of Cards, ale z cza­row­ni­ca­mi i wam­pi­ra­mi w tle. Tym­cza­sem serial oka­zał się być bar­dziej sty­lo­wą i doj­rza­łą wer­sją Zmierz­chu.

Naj­więk­szym zasko­cze­niem nie jest dla mnie jed­nak fabu­ła Księ­gi Cza­row­nic, tyl­ko to, że choć serial posia­da sce­na­riusz nie­zbyt wyso­kich lotów – jego oglą­da­nie moc­no mnie wcią­gnę­ło. I to do tego stop­nia, że jak widzi­cie – muszę wam o nim opo­wie­dzieć na łamach Dyr­dy­ma­łów!

PS. Wbrew zwy­cza­jo­wi, będę uży­wać pol­skie­go tytu­łu seria­lu, bo jest łatwiej­szy do zapi­sa­nia.

Wyci­sza­ją­ce jaj­ko po szkoc­ku

Nie wiem, czy wyni­ka to z ata­ku­ją­ce­go mnie na każ­dym kro­ku nad­mia­ru i szu­mu infor­ma­cji, czy po pro­stu się zesta­rza­łam, w każ­dym razie, choć nie pogar­dzę dobrym seria­lem sen­sa­cyj­nym, coraz czę­ściej moją uwa­gę przy­ku­wa­ją pro­duk­cje o spo­koj­niej­szej akcji. Taki Good Fight albo Bet­ter Call Saul nie są prze­cież rze­cza­mi, któ­re oglą­da­ło­by się w napię­ciu sie­dząc na skra­ju kana­py (choć, kie­dy sytu­acja tego wyma­ga – potra­fią wywo­łać emo­cje), ale i tak z nie­cier­pli­wo­ścią wycze­ku­ję na ich nowe odcin­ki.


Innym przy­kła­dem niech będzie Bro­ad­church. Są w tym seria­lu momen­ty, do oglą­da­nia któ­rych lubię wra­cać, bo pozwa­la­ją mi wylu­zo­wać się po cięż­kim dniu. Taka sce­na roz­mo­wy przy jaj­ku po szkoc­ku, na przy­kład. Jest w niej jakiś taki spo­koj­ny rytm, któ­ry poma­ga wyci­szyć myśli.

Broadchurch - Scotch egg scene

Są takie chwi­le, kie­dy zamiast wód­ki lepiej się­gnąć po jaj­ko po szkoc­ku.

źró­dło zdję­cia: kadr z seria­lu Bro­ad­church

Cze­mu o tym wszyst­kim wspo­mi­nam? Bo o ile w Bro­ad­church relak­su­ją­cych scen jest zale­d­wie kil­ka, tak Księ­ga Cza­row­nic skła­da się nie­mal w poło­wie z takich wła­śnie ujęć.

Sztu­ka malo­wa­nia świa­tłem

Spo­wi­te mgłą i oświe­tlo­ne poran­nym słoń­cem, neo­go­tyc­kie budyn­ki Oxfor­du, ską­pa­ne w pół­mro­ku zabyt­ko­we wnę­trza, nowo­cze­sne labo­ra­to­rium wypeł­nio­ne zim­nym bla­skiem kom­pu­te­ro­wych moni­to­rów. W Księ­dze Cza­row­nic od oglą­da­nia takich na pozór bła­hych ujęć nie spo­sób się ode­rwać.

Discovery of Witches - dark and light

Pra­wie, jak u Cara­vag­gia, serial jest utrzy­ma­ny w ciem­nych tona­cjach i „malo­wa­ny” świa­tłem.

Na tym popi­sy ope­ra­to­rów kamer i osób odpo­wie­dzial­nych za oświe­tle­nie się nie koń­czą. Tere­sa Pal­mer, któ­ra gra tu głów­ną boha­ter­kę – Dia­nę Bishop – w każ­dym innym fil­mie lub seria­lu jest po pro­stu blon­dyn­ką o nie­bie­skich oczach (i oglą­da­jąc ją, raczej nie zwró­ci­cie uwa­gi na to dru­gie). Tym­cza­sem w Księ­dze Cza­row­nic oczy aktor­ki w nie­któ­rych momen­tach nie­mal jarzą się sza­fi­ro­wym bla­skiem. Dodat­ko­wo ich kolor jest pod­kre­śla­ny przez nie­bie­skie stro­je Dia­ny. Dodaj­my do tego, że kobie­ta jest zazwy­czaj oświe­tla­na w bar­dzo korzyst­ny dla swo­jej uro­dy spo­sób. Efekt? Kie­dy Tere­sa Pal­mer poja­wia się na ekra­nie, nie mogę prze­stać się na nią gapić. I te jej nie­bie­skie oczy – rety, chy­ba nigdy wcze­śniej nie widzia­łam kogoś o takim spoj­rze­niu!

Discovery of Witches - Teresa Palmer

Może to jej urok. Może to magiczne moce kamerzysty i oświetleniowca. A może zaczarowany filtr kolorów nałożony na nagranie w postprodukcji.

Bez względu na to, co to jest – ewidentnie mamy tu do czynienia z nadprzyrodzonym zjawiskiem!

Pochwa­li­łam kame­rzy­stów i oświe­tle­niow­ców, ale rów­nie duże bra­wa nale­żą się oso­bom odpo­wie­dzial­nym za sce­no­gra­fię. Poja­wia­ją­ce się w tle przed­mio­ty z jed­nej stro­ny powo­du­ją, że kadry są cie­kaw­sze, a z dru­giej – spra­wia­ją, że kli­mat seria­lu sta­je się jesz­cze bar­dziej magicz­ny. A obser­wo­wa­nie pro­ce­du­ry tak banal­nej, jak wysła­nie rewer­su do biblio­tecz­ne­go maga­zy­nu, nie­spo­dzie­wa­nie oka­zu­je się czymś bar­dzo inte­re­su­ją­cym.

Por­no dla biblio­fi­li

W popkul­tu­rze biblio­te­ki są czę­sto przed­sta­wia­ne w magicz­no-roman­tycz­ny spo­sób. I choć nie ma to nic wspól­ne­go z rze­czy­wi­sto­ścią*, to nawet oso­by, któ­re tak, jak ja, zna­ją praw­dzi­we obli­cze biblio­tek – potra­fią się tą wizją zachwy­cić.

W pierw­szych trzech odcin­kach Księ­gi Cza­row­nic spo­ra część akcji roz­gry­wa się w sta­rej, Oxfordz­kiej biblio­te­ce i twór­cy seria­lu mak­sy­mal­nie wyko­rzy­sta­li kli­ma­tycz­ność tego miej­sca. Do tego stop­nia, że oglą­da­nie tych scen daje nie­przy­zwo­icie dużą satys­fak­cję.

Discovery of Witches - Library

Cie­ka­wost­ka: tych ujęć nie krę­co­no w praw­dzi­wej biblio­te­ce (czyż­by eki­pa fil­mo­wa nie potra­fi­ła zacho­wać ciszy?). Zamiast tego w stu­dio, w naj­drob­niej­szych szcze­gó­łach, odtwo­rzo­no wygląd oxfordz­kiej czy­tel­ni.

Tu nie cho­dzi już tyl­ko o to, jak wnę­trze biblio­te­ki zosta­ło oświe­tlo­ne i nakrę­co­ne, o sce­no­gra­fię i o pięk­ną Tere­sę Pal­mer.

W wypeł­nia­ją­cej czy­tel­nię ciszy, sze­lest papie­ru miło łasko­tał moje uszy. A Dia­na doty­ka­ła zabyt­ko­we książ­ki z taką czu­ło­ścią, że kie­dy na to patrzy­łam, nie­mal czu­łam pod opusz­ka­mi pal­ców ich fak­tu­rę.

Sama nie wiem kie­dy, atmos­fe­ra w biblio­te­ce sta­ła się gęsta od pew­ne­go rodza­ju napię­cia ero­tycz­ne­go. To było dziw­ne. Tak dziw­ne, że myśla­łam, iż dziw­niej już być nie może. I wte­dy Dia­na zaczę­ła wzdy­chać nad sta­rym ręko­pi­sem w taki spo­sób, że chy­ba się zaru­mie­ni­łam. Uwierz­cie mi, żaden inny serial, któ­ry może­cie zna­leźć na HBO, nie jest tak nie­przy­zwo­ity, jak sce­ny w biblio­te­ce w Księ­dze Cza­row­nic!

Discovery of Witches - Book Reading

Gdy­by pod­czas moje­go dyżu­ru na czy­tel­ni, ktoś zaczął wzdy­chać do sta­rych ksią­żek tak, jak Dia­na Bishop, praw­do­po­dob­nie zadzwo­ni­ła­bym po ochro­nę… albo karet­kę, bo pomy­śla­ła­bym, że głu­pia baba tak moc­no zacią­ga­ła się zapa­chem sta­rych ksią­żek, że w koń­cu dosta­ła ata­ku ast­my.

Na prze­glą­da­niu sta­ro­dru­ków i zabyt­ko­wych ręko­pi­sów, eks­ce­sy się jed­nak nie skoń­czy­ły. Bo kie­dy tyl­ko uda­ło się nam jakość ochło­nąć, do biblio­te­ki wkro­czył Mat­thew Goode. I wziął książ­kę do ręki. A to już było total­ne beze­ceń­stwo**. Nic dziw­ne­go, że ten serial jest emi­to­wa­ny po wie­czo­ryn­ce!

Discovery of Witches - Matthew Goode and book

Mat­thew Goode w biblio­te­ce, z książ­ką w dło­ni, czy­li por­no­gra­fia w naj­grzesz­niej­szej posta­ci.

* Poważ­nie, nie zacią­gaj­cie się zapa­chem sta­rych ksią­żek, bo skła­da się on z mie­sza­ni­ny roz­to­czy, bak­te­rii i grzy­bów!

** Z racji tego, że w tek­ście trud­no jest wyra­zić iro­nicz­ny ton, to na wypa­dek, jak­by­ście się nie zorien­to­wa­li – ja nie piszę o tym ero­ty­zmie na serio!

Gen­tle­man w gar­ni­tu­rze

Mat­thew Goode jest takim typem akto­ra, któ­ry dobrze wyko­nu­je swo­ją pra­cę, ale jed­no­cze­śnie – zupeł­nie nie zasłu­gu­je na Osca­ra. Nie wiem, na ile wyni­ka to z jego umie­jęt­no­ści, a na ile z tego, do jakich ról jest zatrud­nia­ny, w każ­dym razie Bry­tyj­czyk nie­mal zawsze gra ten sam typ posta­ci – nie­co tajem­ni­cze­go i zdy­stan­so­wa­ne­go gen­tle­ma­na w gar­ni­tu­rze.

Matthew Goode in Good Wife

Czy to kolej­ny kadr z Księ­gi Cza­row­nic? Nie, to Mat­thew Goode w Good Wife (czy­li tak na mar­gi­ne­sie pierw­szej pro­duk­cji, w któ­rej zauwa­ży­łam tego akto­ra).

źró­dło zdję­cia: CBS

Co praw­da żad­na z gra­nych przez Goode­go posta­ci nie jest dokład­nie taka sama – widać, że aktor sta­ra się, by róż­ni­ły się one pew­ny­mi niu­an­sa­mi. Gdy­by jed­nak zmon­to­wać role Bry­tyj­czy­ka w jeden film, spo­koj­nie wyszła­by z tego histo­ria o wam­pi­rze, któ­ry – żeby ukryć swo­ją nie­śmier­tel­ność – co jakiś czas zmie­nia toż­sa­mość i przy oka­zji nie­znacz­nie mody­fi­ku­je wła­sne zacho­wa­nie.

A sko­ro o wam­pi­rach mowa: w Księ­dze Cza­row­nic aktor świet­nie spi­su­je się w roli takie­go wła­śnie krwio­pij­cy – pro­fe­so­ra Cla­ir­mon­ta.

Wam­pir naj­wyż­szej kla­sy

Podob­nie, jak w przy­pad­ku Tere­sy Pal­mer, ope­ra­to­rzy kamer i oświe­tle­niow­cy z Księ­gi Cza­row­nic zadba­li o to, by Mat­thew Goode pre­zen­to­wał się nie­ziem­sko pięk­nie. Występ Bry­tyj­czy­ka został tak­że pod­ra­so­wa­ny przez dźwię­kow­ców, któ­rzy spra­wi­li, że głos akto­ra, któ­ry już sam w sobie jest miły (głos, nie aktor… choć aktor chy­ba też), w Księ­dze Cza­row­nic roz­brzmie­wa rów­nie przy­jem­nie, co nagra­nia typu ASMR.

Discovery of Witches - Matthew Goode and bookshelf

Im dłu­żej oglą­dam ten serial, tym bar­dziej utwier­dzam się w prze­ko­na­niu, że nakrę­ci­li go książ­ko­wi fety­szy­ści.

Opra­wa wizu­al­no-dźwię­ko­wa to jed­nak nie wszyst­ko – Mat­thew Goode tak­że wyko­nu­je tu kawał dobrej robo­ty. Jego ruchy są lek­kie i płyn­ne, przez co sta­ją się kolej­nym ele­men­tem seria­lu, któ­re­go oglą­da­nie hip­no­ty­zu­je. Podo­ba mi się też to, że w zależ­no­ści od sytu­acji Goode poru­sza się dyna­micz­nie, dzię­ki cze­mu widać, iż jego boha­ter jest nad­na­tu­ral­nie szyb­ki albo bar­dzo powo­li – czy­li dokład­nie tak, jak nie­śmier­tel­na isto­ta, któ­ra wie, że nie musi się śpie­szyć, bo czas nie ma dla niej zna­cze­nia. Tą dru­gą, wam­pi­rzą cechę, akto­ro­wi uda­ło się wyra­zić tak­że w taki spo­sób, że jego boha­ter cza­sem reagu­je na pew­ne rze­czy lub opo­wia­da na pyta­nia z kil­ku­se­kun­do­wym opóź­nie­niem. Ani razu nie pomy­śli­my wte­dy, że Cla­ir­mont ma sła­by refleks lub nie jest zbyt bystry – on po pro­stu wie, że nie musi się pochop­nie zacho­wy­wać.

Discovery of Witches - Matthew Goode smile

Wyda­je mi się, że wie­lu akto­rów pre­zen­tu­je się lepiej w „star­szym” wie­ku, bo zmarszcz­ki nada­ją ich twa­rzom bar­dziej inte­re­su­ją­cy wygląd i doda­ją mimi­ce eks­pre­sji. Spójrz­cie tyl­ko na ten kadr – o ile mniej cie­ka­wie pre­zen­to­wał­by się Mat­thew Goode, gdy­by był w tej sce­nie mło­dy i gład­ko­li­cy, a co za tym idzie – bez takie­go świa­tło­cie­nia na twa­rzy.

Swo­ją grą aktor­ską Goode spra­wia tak­że, że kie­dy jego postać wcho­dzi do poko­ju, ani przez moment nie mamy wąt­pli­wo­ści, że to on jest w tym miej­scu sam­cem alfa. Cla­ir­mont nie musi zacho­wy­wać się bru­tal­nie lub w jaki­kol­wiek inny spo­sób demon­stro­wać swo­jej siły – jed­no sro­gie spoj­rze­nie i drob­na zmia­na into­na­cji w gło­sie Goode­go wystar­czą, byśmy nie mie­li wąt­pli­wo­ści, że gdy­by pan wam­pir chciał – mógł­by nas z łatwo­ścią roze­rwać na strzę­py. Z dru­giej stro­ny, kie­dy Cla­ir­mont obie­cu­je Dia­nie, że nie zro­bi jej krzyw­dy oraz że będzie ją chro­nił – Goode mówi to z takim uczu­ciem, że ani przez moment nie wąt­pi­my w szcze­rość i praw­dzi­wość jego słów.

Discovery of Witches - Matthew Goode and books

Mia­łam zro­bić tyl­ko kil­ka rzu­tów ekra­nu na potrze­by Dyr­dy­ma­łów. Skoń­czy­łam z fol­de­rem peł­nym ład­nych ujęć z Mat­thew Goodem…

I mogła­bym tak jesz­cze dłu­go występ Mat­thew Goode­go w Księ­dze Cza­row­nic chwa­lić. Ale powiedz­my sobie szcze­rze – w tej pro­duk­cji naj­bar­dziej liczy się jed­no. To, że aktor jest kolej­nym ele­men­tem seria­lu, na któ­ry po pro­stu miło się patrzy.

Cze­goś tu bra­ku­je

Domy­ślam się, że czy­ta­cie tego Dyr­dy­ma­ła i czy­ta­cie, i pew­nie w gło­wie od dłuż­sze­go cza­su koła­cze się wam myśl: „Hoł­ka, rozu­mie­my, że Księ­ga Cza­row­nic faj­nie wyglą­da, ale o czym w ogó­le jest ten serial?”

I tu docho­dzi­my do naj­bar­dziej pro­ble­ma­tycz­nej kwe­stii.


Księ­ga Cza­row­nic opo­wia­da o na pozór zwy­czaj­nej dziew­czy­nie, któ­ra odkry­wa, że posia­da super magicz­ną moc, i że od niej będą zale­żeć losy świa­ta. A przy oka­zji – nasza boha­ter­ka zako­chu­je się w wam­pi­rze.

Jeśli brzmi to dla was zna­jo­mo, nie myli­cie się – na podob­ną fabu­łę natknę­li­ście się wcze­śniej wie­le razy, w innych książ­kach, fil­mach lub seria­lach fan­ta­sy. I gdy­by­ście pod­czas oglą­da­nia Księ­gi Cza­row­nic gra­li w drin­king game, pole­ga­ją­cy na piciu za każ­dym razem, kie­dy uda­ło­by się wam prze­wi­dzieć, co się zaraz wyda­rzy – szyb­ko upi­li­by­ście się do nie­przy­tom­no­ści.

Discovery of Witches - Staircase

Przy oka­zji oglą­da­nia Księ­gi Cza­row­nic odkry­łam, iż mój umysł jest „zbry­ta­nio­ny” do tego stop­nia, że par­sk­nę­łam śmie­chem na widok klat­ki scho­do­wej.

Jeśli nie wie­cie, na czym pole­ga żart, klik­nij­cie TUTAJ.

Pro­ble­mem seria­lu nie jest jed­nak to, że się­ga po okle­pa­ne sche­ma­ty. Rzecz w tym, że kie­dy prze­sta­nie się patrzeć na pięk­nie oświe­tlo­ne wnę­trza i uro­cze­go Mat­thew Goode­go, szyb­ko oka­zu­je się, że fabu­ła jest miał­ka i dziu­ra­wa, niczym ser szwaj­car­ski.

Weź­my pierw­szy z brze­gu przy­kład: pro­fe­sor Cla­ir­mont, zdra­dza Dia­nie, że z racji tego, iż jest nie­śmier­tel­ny, co jakiś czas musi zmie­niać miej­sce zamiesz­ka­nia oraz nazwi­sko. Dia­na pyta go, jak brzmi jego praw­dzi­we nazwi­sko. Co odpo­wia­da wte­dy nasz wam­pir? Uwa­ga, trzy­maj­cie się: że jego praw­dzi­we nazwi­sko to… de Cler­mont. Tak, dobrze prze­czy­ta­li­ście! Ale jed­no­cze­śnie sami przy­znaj­cie: cze­goś takie­go na pew­no się nie spo­dzie­wa­li­ście!

Discovery of Witches - Alex Kingston

W Księ­dze Cza­row­nic zatrud­nio­no masę wspa­nia­łych akto­rów i co waż­ne – ich talent nie został zmar­no­wa­ny. Poza tym cała obsa­da była zawsze pięk­nie oświe­tla­na i fil­mo­wa­na.

Następ­ny kło­pot pole­ga na tym, że o ile pierw­sze trzy odcin­ki Księ­gi Cza­row­nic mia­ły napraw­dę faj­ny kli­mat i che­mię pomię­dzy nie­któ­ry­mi boha­te­ra­mi, tak póź­niej, wszyst­ko to gdzieś znik­nę­ło.

Fru­stru­je mnie też to, jak roz­wi­nę­ła (lub prę­dzej: zwi­nę­ła) się postać Dia­ny Bishop. Na począt­ku ją polu­bi­łam, bo choć wyda­wa­ła się oso­bą cichą i tak zwy­czaj­ną, że aż nud­ną, to kie­dy sytu­acja tego wyma­ga­ła – nie dawa­ła sobie w kaszę dmu­chać i potra­fi­ła sko­men­to­wać pew­ne sytu­acje w iro­nicz­ny spo­sób. Nie­ste­ty od czwar­te­go odcin­ka rola Tere­sy Pal­mer ogra­ni­cza się nie­mal wyłącz­nie do tego, że aktor­ka ład­nie się uśmie­cha albo robi maśla­ne oczy do Mat­thew Goode­go. Kur­cze, gdy­bym ja pozna­ła tysiąc­pięć­set­let­nie­go wam­pi­ra, któ­ry zabrał­by mnie do swo­je­go zam­ku we Fran­cji i jesz­cze powie­dział „będziesz noco­wać w mojej wie­ży” to sko­men­to­wa­ła­bym to na sto dzie­sięć mniej lub bar­dziej głu­pich i zło­śli­wych spo­so­bów*. Tym­cza­sem Dia­na po usły­sze­niu takich infor­ma­cji nie ode­zwa­ła się ani sło­wem.

Discovery of Witches - Window Light

OK, tak napraw­dę po trze­cim odcin­ku Księ­ga Cza­row­nic popsu­ła się dla­te­go, bo boha­te­ro­wie prze­sta­li odwie­dzać biblio­te­kę. Co praw­da sce­ny we fran­cu­skim zam­ku zosta­ły sfil­mo­wa­ne rów­nie pięk­nie, ale tam nikt nie wzdy­cha do sta­rych ksią­żek.


* Hmm, wła­śnie dotar­ło do mnie, dla­cze­go do tej pory nie zna­la­złam swo­je­go księ­cia z baj­ki. Oni muszą wyczu­wać, że jestem oso­bą, któ­ry na każ­dym kro­ku żar­to­wał­by z ich szla­chec­twa i dla­te­go omi­ja­ją mnie sze­ro­kim łukiem!

Czy to dno?

Tak, Księ­gi Cza­row­nic nie jest arcy­dzie­łem. Ale nie jest też total­nie zła. Co wię­cej, nie­któ­re rze­czy zosta­ły w niej cał­kiem nie­źle roze­gra­ne. Przy­kła­do­wo Dia­na wie o ist­nie­niu wam­pi­rów, więc nie musi­my przez nie wia­do­mo ile pierw­szych odcin­ków obser­wo­wać, jak boha­ter­ka zasta­na­wia się „kim jest ten tajem­ni­czy, niu­cha­ją­cy książ­ki, gen­tle­man z biblio­te­ki”.

Bar­dzo cie­ka­wie pre­zen­tu­je się też świat przed­sta­wio­ny, a odkry­wa­nie o co cho­dzi z tymi wam­pi­ra­mi, cza­row­ni­ca­mi oraz demo­na­mi daje spo­ro fraj­dy. No wła­śnie – demo­ny! O ile tego, kim są i co potra­fią cza­row­ni­ce oraz wam­pi­ry, może­my się domy­ślić, tak ta ostat­nia, magicz­na rasa, skry­wa wie­le tajem­nic. I to jest bar­dzo na plus.

Discovery of Witches - Hamish

Pal licho romans wam­pi­ra z cza­row­ni­cą! Ja chcę wię­cej poga­da­nek Cla­ir­mon­ta z jego naj­lep­szym kum­plem – demo­nem Hami­shem! I gene­ral­nie – wię­cej Hami­sha. Hamish jest super!

Pierw­sze trzy epi­zo­dy Księ­gi Cza­row­nic mnie ocza­ro­wa­ły, następ­ne dwa – roz­cza­ro­wa­ły. Z tego powo­du cięż­ko jest mi spe­ku­lo­wać, co przy­nie­sie resz­ta sezo­nu. Mam nadzie­ję, że serial jesz­cze mnie zachwy­ci, ale jed­no­cze­śnie nie zdzi­wię się, jeśli tak się nie sta­nie. Jed­nak bez wzglę­du na głu­po­ty fabu­lar­ne, póki co z rado­ścią zasią­dę do oglą­da­nia nowych odcin­ków. Bo chy­ba nigdy wcze­śniej nie widzia­łam pro­duk­cji, któ­ra była­by tak ład­nie nakrę­co­na. I któ­rej oglą­da­nie tak bar­dzo by mnie relak­so­wa­ło. O sek­sow­nych biblio­te­kach i przy­stoj­nym wam­pi­rze-Bry­tyj­czy­ku nie wspo­mi­na­jąc.


A czy wy powin­ni­ście zer­k­nąć na Księ­gę Cza­row­nic? Jeśli macie sła­bość do kli­ma­tycz­nych ujęć zabyt­ko­wych wnętrz, sta­rych ksią­żek oraz Mat­thew Goode­go – jak naj­bar­dziej TAK!


Nie bądź pirat - kliknij tutaj i sprawdź, gdzie tą produkcję możesz obejrzeć legalnie

o ile nie zosta­ło stwier­dzo­ne ina­czej, zdję­cia ilu­stru­ją­ce wpis są kadra­mi z pierw­szych pię­ciu odcin­ków Księ­gi Cza­row­nic