Dyrdymały Filmowo‑Serialowe

Dyrdymały Filmowo‑Serialowe

oraz inne związane z tym głupoty

Filmy Przeróżne:

Sąsiad stwo­rzo­ny do pod­glą­da­nia?

The Neighbor

Wil­liam Ficht­ner nie ma szczę­ścia do gra­nia w block­bu­ste­rach, bo te, w któ­rych się poja­wiał (zwłasz­cza nie­daw­no) oka­zy­wa­ły się być strasz­ny­mi kaszan­ka­mi. Aktor ma nato­miast nosa do fil­mów nie­za­leż­nych i więk­szość tego typu pro­duk­cji z jego udzia­łem to rze­czy świet­nie nakrę­co­ne, nie­tu­zin­ko­we i poru­sza­ją­ce.

W 2015 roku Ficht­ner zagrał głów­ną rolę w nisko­bu­dże­to­wym The Neigh­bor. Przez następ­ne dwa lata pro­duk­cja była poka­zy­wa­na na mniej lub bar­dziej niszo­wych festi­wa­lach fil­mo­wych, gdzie zgar­nę­ła masę pochwał i kil­ka nagród (z cze­go jed­na tra­fi­ła bez­po­śred­nio w ręce Ficht­ne­ra). Nie­daw­no Sąsiad* tra­fił do sze­ro­kiej dys­try­bu­cji i jak pew­nie zdą­ży­li­ście się domy­ślić – już go obej­rza­łam, i zaraz podzie­lę się z wami wra­że­nia­mi z sean­su.


* Będę cza­sem uży­wać tak spo­lsz­czo­ne­go tytu­łu, choć zna­jąc fan­ta­zję naszych nad­wi­ślań­skich dys­try­bu­to­rów, nada­dzą oni fil­mo­wi bar­dziej wymyśl­ną nazwę, na przy­kład „Mil­czą­cy obser­wa­tor” albo „Jak pod­glą­dać mło­dą sąsiad­kę”.

Indie peł­ną parą

UWA­GA, ta część tek­stu jest teo­re­tycz­no-tech­nicz­na. Wła­ści­wa recen­zja zaczy­na się TUTAJ.


Fil­my nie­za­leż­ne, czy­li po angiel­sku inde­pen­dent movies, czy­li w skró­cie indie movies, choć są pro­duk­cja­mi krę­co­ny­mi za nie­wiel­kie pie­nią­dze, to mały budżet wca­le nie ozna­cza ich kiep­skiej jako­ści (tak, piję tu do pol­skich twór­ców i ich uspra­wie­dli­wień typu: „lepiej się nie dało, bo kasy było mało”). Prze­ciw­nie – pro­duk­cje nie­za­leż­ne czę­sto wyróż­nia­ją się nie­tu­zin­ko­wym sce­na­riu­szem, świet­ny­mi zdję­cia­mi, dobrą reży­se­rią oraz wspa­nia­łym aktor­stwem. Z resz­tą (o czym wspo­mi­na­łam cho­ciaż­by w poprzed­nim Dyr­dy­ma­le), nie­raz przy­cią­ga­ją zna­nych akto­rów, co pro­wa­dzi do wspa­nia­łej sym­bio­zy: zado­wo­lo­ny jest zarów­no cele­bry­ta, któ­ry może zagrać coś nie­tu­zin­ko­we­go, jak i twór­cy fil­mu, bo dzię­ki sław­ne­mu nazwi­sku ich dzie­ło zain­te­re­su­je więk­sze gro­no odbior­ców.

Co cie­ka­we, niski budżet oraz świa­do­mość, że fil­my nie­za­leż­ne raczej nie tra­fia­ją do sze­ro­kiej dys­try­bu­cji spra­wia­ją, iż twór­cy takich pro­duk­cji nie czu­ją pre­sji, że ich dzie­ło musi na sie­bie zaro­bić i pra­cu­ją bar­dziej dla idei, niż sła­wy lub pie­nię­dzy. Dzię­ki temu, cza­sem moż­na odczuć, że film nie­za­leż­ny został stwo­rzo­ny z miło­ścią, że bije od nie­go pozy­tyw­na ener­gia. I czę­sto to, co dzia­ło się za kuli­sa­mi – na przy­kład fakt, że dzie­ło stwo­rzy­ła pacz­ka zna­jo­mych, albo że eki­pa fil­mo­wa zży­ła się ze sobą, jak rodzi­na – jest histo­rią rów­nie pięk­ną, a nawet wspa­nial­szą, niż pro­duk­cja sama w sobie.

Co praw­da zdję­cia do The Neigh­bor trwa­ły na tyle krót­ko, że eki­pa fil­mo­wa raczej nie zdą­ży­ła się ze sobą zżyć, ale podej­rze­wam, że wszy­scy miło spę­dza­li czas na pla­nie.

The Neigh­bor jest pro­duk­cją nie­za­leż­ną pod chy­ba każ­dym, moż­li­wym wzglę­dem. Twór­ca­mi były głów­nie oso­by mło­de, czę­sto zaraz po stu­diach (Ficht­ner był chy­ba naj­star­szym człon­kiem eki­py), a w napi­sach koń­co­wych zosta­ło w sumie wymie­nio­ne może z pięć­dzie­siąt osób. Zdję­cia do fil­mu trwa­ły jakieś trzy tygo­dnie i nie­mal wszyst­ko zosta­ło nakrę­co­ne w jed­nym miej­scu (nie zdzi­wi­ła­bym się, gdy­by oka­za­ło się, że w domu nale­żą­cym do zna­jo­mych reży­se­ra, czy coś w tym sty­lu).

Tej nisko­bu­dże­to­wo­ści jed­nak zupeł­nie nie widać, tech­nicz­nie film stoi na naj­wyż­szym pozio­mie. Sce­no­gra­fia wyglą­da natu­ral­nie (co, jak wspo­mnia­łam, mogło – choć nie musia­ło! – wyni­kać z tego, że Sąsiad był praw­do­po­dob­nie krę­co­ny w czy­imś domu), stro­je tak­że, a dźwięk jest wyraź­ny.

Na naj­więk­szą uwa­gę zasłu­gu­je nato­miast to, jak film został nakrę­co­ny. Począt­ko­wo pro­duk­cja nosi­ła tytuł Last Days of Sum­mer i kolo­ry­sty­ka oraz świa­tło w fil­mie na każ­dym kro­ku koja­rzą się wła­śnie z leni­wym, let­nim popo­łu­dniem. Co cie­ka­we, w nie­któ­rych sce­nach bar­wy w The Neigh­bor zosta­ły przy­ga­szo­ne w taki spo­sób, że uję­cia te, choć krę­co­ne w ple­ne­rze, w peł­nym słoń­cu – spra­wia­ją wra­że­nie nie­mal ciem­nych.

William Fichtner The Neighbor

Kadry z fil­mu, któ­re umiesz­czę w tek­ście, nie zosta­ły prze­ze mnie w żaden spo­sób ska­dro­wa­ne, ani tym bar­dziej pod­ra­so­wa­ne w Pho­to­sho­pie.

Ope­ra­tor kame­ry nie tyl­ko bawił się oświe­tle­niem, ale przede wszyst­kim – wyka­zał dużym wyczu­ciem este­tycz­nym. Wie­le ujęć wyglą­da bowiem malow­ni­czo ład­nie. I choć nie znam się na tech­ni­ka­liach, podej­rze­wam, że na pla­nie uży­wa­no tego same­go mode­lu kame­ry, co w Bro­ad­church, bo w Sąsie­dzie tak­że poja­wia­ją się sze­ro­kie uję­cia, w któ­rych obraz jest nie­ostry w gór­nej i dol­nej czę­ści kadru.

Cie­ka­wost­ka: nie­wie­le bra­ko­wa­ło­by i Wil­liam Ficht­ner nie zagrał­by w tej pro­duk­cji. Akto­ro­wi zupeł­nie nie paso­wał ter­min, w któ­rym The Neigh­bor miał być krę­co­ny. Na szczę­ście, spe­cjal­nie dla nie­go – zdję­cia uda­ło się prze­su­nąć.

War­to też wspo­mnieć, że Ficht­ner nie tyl­ko zagrał głów­ną rolę, ale był tak­że pro­du­cen­tem fil­mu. I znów to tyl­ko moje gdy­ba­nie, ale podej­rze­wam, że w przy­pad­ku tak nisko­bu­dże­to­we­go przed­się­wzię­cia wystar­czy­ło, że aktor posta­wił wszyst­kim człon­kom eki­py obiad, by zyskać mia­no pro­du­cen­ta.

I jesz­cze jed­na cie­ka­wost­ka: dla Ficht­ne­ra, pra­ca w Sąsie­dzie była nie­co rodzin­nym przed­się­wzię­ciem. Jed­nym z asy­sten­tów reży­se­ra był bowiem star­szy syn akto­ra – Sam. Tym spo­so­bem The Neigh­bor stał się praw­do­po­dob­nie pierw­szym (i mam nadzie­ję, że nie ostat­nim!) fil­mem, w któ­rym Ficht­ne­ro­wie pra­co­wa­li razem.

Nie mam stu­pro­cen­to­wej pew­no­ści, ale przy­pusz­czam, że chło­pak w oku­la­rach to syn Ficht­ne­ra. Mło­dy Ficht­ner jest też praw­do­po­dob­nie widocz­ny na poprzed­niej foto­gra­fii – to sie­dzą­cy tyłem jego­mość po pra­wej stro­nie zdję­cia.

Pew­ne rze­czy cięż­ko ubrać w sło­wa

Tak, jak pisa­łam na wstę­pie – fil­my nie­za­leż­ne, w któ­rych poja­wia się Ficht­ner, zazwy­czaj są bar­dzo dobre. W przy­pad­ku Sąsia­da moje zain­te­re­so­wa­nie tą pro­duk­cją dodat­ko­wo rosło za każ­dym razem, kie­dy dowia­dy­wa­łam się, że film został doce­nio­ny i wyróż­nio­ny na kolej­nym festi­wa­lu.

Jed­no­cze­śnie mia­łam pew­ne oba­wy. Bo kie­dy czu­ję do jakie­goś akto­ra sym­pa­tię, to są pew­ne role, w któ­rych wola­ła­bym go nie oglą­dać. A z opi­su The Neigh­bor wyni­ka­ło, że będzie to thril­ler, w któ­rym Ficht­ner wcie­li się w męż­czy­znę obse­syj­nie pod­glą­da­ją­ce­go swo­ją mło­dą sąsiad­kę. Bałam się więc, że obej­rze­nie fil­mu będzie dla mnie doświad­cze­niem dziw­nym i nie­po­ko­ją­cym, może nawet nie­przy­jem­nym.

William Fichtner The Neighbor

To jest zdję­cie gra­nicz­ne. Po jego prze­kro­cze­niu znaj­dzie­cie się w miej­scu zawie­ra­ją­cym nie­przy­zwo­icie dużo kadrów z Ficht­ne­rem. :P

Do oglą­da­nia zasia­dłam więc z mie­sza­ni­ną wiel­kich nadziei i ocze­ki­wań oraz jesz­cze więk­szych obaw. Na szczę­ście nie było się cze­go bać.

Oka­za­ło się, że wbrew zapo­wie­dziom The Neigh­bor nie jest thril­le­rem, a motyw pod­glą­da­nia sąsiad­ki został poka­za­ny zupeł­nie ina­czej, niż się spo­dzie­wa­łam. Jed­no­cze­śnie to taki film, w któ­rym fabu­ła nie ma więk­sze­go zna­cze­nia i dało­by się ją stre­ścić w kil­ku zda­niach. To nie tyle pro­duk­cja nie­za­leż­na, co kino arty­stycz­ne, w któ­rym nie liczy się to, co zosta­ło poka­za­ne, ale JAK zosta­ło to nakrę­co­ne.

Posta­wa to pod­sta­wa

Pod­czas wywia­dów Wil­liam Ficht­ner czę­sto wspo­mi­na, że kie­dy wcie­la się w jakąś postać, nie tyl­ko zmie­nia dla niej swo­ją mimi­kę i spo­sób mówie­nia, ale też wymy­śla, jak gra­ny przez nie­go boha­ter powi­nien się poru­szać. W Sąsie­dzie aktor poka­zał kunszt swo­ich umie­jęt­no­ści, bo bez pomo­cy żad­nych dia­lo­gów – tyl­ko za spra­wą tego, jak się poru­szał, uda­ło mu się poka­zać cha­rak­ter, emo­cje, a nawet myśli Mike'a, czy­li gra­nej przez Ficht­ne­ra posta­ci.

William Fichtner The Neighbor

Sta­tycz­ny­mi kadra­mi nie­ste­ty nie da się oddać ruchów Ficht­ne­ra – trze­ba je po pro­stu obej­rzeć na fil­mie.

W pierw­szej chwi­li spo­sób, w jaki cho­dził Mike'a sko­ja­rzył mi się z For­re­stem Gum­pem. On też poru­szał się sztyw­no i nie tyle szedł, co drep­tał. Za spra­wą tego sko­ja­rze­nia boha­ter Ficht­ne­ra wydał mi się czło­wie­kiem dobrym i pro­sto­dusz­nym.

Swo­imi rucha­mi Ficht­ner oddał też, że jego postać była oso­bą nie­śmia­łą i nie­zbyt pew­ną sie­bie. Wręcz odnio­słam wra­że­nie, że przy każ­dym kro­ku Mike powta­rzał w myślach „do przo­du, do przo­du”, bo gdy­by się zde­kon­cen­tro­wał i tego nie zro­bił – zaczął­by się cofać.

Ficht­ne­ro­wi uda­ło się też w swo­jej posta­wie zawrzeć pew­ne sprzecz­no­ści. Aktor jest dość musku­lar­ny, ale w fil­mie wyglą­dał na kru­che­go. Cho­dził wypro­sto­wa­ny, ale jak­by się gar­bił. Niby gra­ny przez nie­go Mike spra­wiał wra­że­nie znu­dzo­ne­go i roz­le­ni­wio­ne­go bez­tro­ską ruty­ną dnia codzien­ne­go, ale wyda­wał się nie­ustan­nie czymś zestre­so­wa­ny. Zupeł­nie jak­by jego mię­śnie bez prze­rwy były napię­te i męż­czy­zna nie­ustan­nie oba­wiał się, że lada moment, ktoś nie­spo­dzie­wa­nie trzep­nie go w tył gło­wy. Do tego wszyst­kie­go Mike czę­sto wyglą­dał jak­by chciał być nie­wi­dzial­ny i jed­no­cze­śnie… zauwa­żo­ny. Wiem, że kie­dy to czy­ta­cie, pew­nie trud­no wam to sobie wyobra­zić, ale Ficht­ne­ro­wi napraw­dę uda­ło się to wszyst­ko poka­zać.

William Fichtner The Neighbor

Nie wiem, ile jest w tym mojej nad­in­ter­pre­ta­cji, ale w nie­któ­rych sce­nach Mike był ubra­ny w spo­sób, któ­ry spra­wiał, że nie­mal zle­wał się z oto­cze­niem. I były też momen­ty odwrot­ne – w któ­rych za spra­wą kolo­ru koszu­li boha­ter był widocz­ny naj­bar­dziej ze wszyst­kich.

Kie­dy liczy się naj­mniej­szy gest

Kil­ka lat temu gigan­tycz­ne wra­że­nie zro­bił na mnie występ Ficht­ne­ra w fil­mie The Home­sman (po pol­sku Eskor­ta). Aktor zagrał tam w zale­d­wie kil­ku sce­nach, w któ­rych pra­wie nicze­go nie mówił. Pomi­mo tak krót­kie­go cza­su ekra­no­we­go, samą mimi­ką uda­ło mu się oddać uczu­cia jego boha­te­ra tak bar­dzo, że choć nie wie­dzia­łam o nim pra­wie nicze­go, współ­czu­łam mu tak bar­dzo, że mia­łam ocho­tę przy­tu­lić go, pocie­szyć i zapła­kać nad jego losem. A to było tyl­ko parę scen. W Sąsie­dzie Ficht­ner w podob­ny spo­sób „popi­sy­wał się” swo­imi zdol­no­ścia­mi aktor­ski­mi przez cały film!

William Fichtner The Neighbor

Uśmiech kąci­kiem ust trwa­ją­cy uła­mek sekun­dy, mini­mal­ny ruch oczu, drgnię­cie policz­ka – Ficht­ner zda­je się pano­wać nad każ­dym mię­śniem swo­jej twa­rzy. Nawet naj­drob­niej­szy gry­mas, jaki aktor pre­zen­tu­je w fil­mie wyglą­da na prze­my­śla­ny i mają­cy głę­bo­kie zna­cze­nie.

Tak, The Neigh­bor jest dzie­łem, któ­re opo­wia­da o face­cie w śred­nim wie­ku, któ­ry przez okno pod­glą­da swo­ją mło­dą, przy oka­zji zamęż­ną, sąsiad­kę. Ale tu nie liczy się fabu­ła, tyl­ko to, jak ten pro­sty motyw został poka­za­ny.

Mło­da sąsiad­ka wpa­da Mike'owi w oko od pierw­sze­go wej­rze­nia, ale nasz boha­ter wie, że to, co czu­je do kobie­ty jest nie­wła­ści­we. Bo nie tyl­ko ona jest od nie­go dużo młod­sza i zamęż­na, ale też on ma żonę i spo­koj­ne, uło­żo­ne, choć zara­zem nud­ne życie, któ­re­go jed­nak nie chciał­by znisz­czyć. Poja­wie­nie się sąsiad­ki jed­no­cze­śnie Mike'a cie­szy i fascy­nu­je oraz nie­po­koi i fru­stru­je. A Ficht­ner, bez wypo­wia­da­nia ani jed­ne­go sło­wa, potra­fi zagrać te roz­ter­ki w taki spo­sób, że nie­mal sły­szy­my potok myśli prze­le­wa­ją­cy się przez jego umysł.

William Fichtner The Neighbor

Są momen­ty, kie­dy bez pro­ble­mu moż­na sobie wyobra­zić, jak Mike w myślach dys­ku­tu­je ze sobą, niczym Gol­lum i Sme­agol we Wład­cy Pier­ście­ni.

Roz­ter­ki Mike'a sta­ją się jesz­cze więk­sze, kie­dy odkry­wa, że mąż sąsiad­ki może się nad nią znę­cać. Świet­na jest sce­na, w któ­rej boha­ter Ficht­ne­ra nie wie, jak zare­ago­wać, kie­dy sły­szy, że sąsiad krzy­czy na swo­ją żonę. A potem kłót­nię prze­ry­wa odgłos ude­rze­nia, po któ­rym nastę­pu­je cisza. I znów samą swo­ją mimi­ką Ficht­ner oddał myśli, któ­re koła­ta­ły się w gło­wie jego posta­ci: „Wtrą­cać się, czy wszyst­ko zigno­ro­wać? Zadzwo­nić na poli­cję, czy same­mu inter­we­nio­wać? A jeśli inter­we­niu­ję, to czy nie znaj­dę się w nie­bez­pie­czeń­stwie? I czy to nie będzie wcho­dze­nie z buta­mi w życie obcych ludzi?”

William Fichtner The Neighbor

I znów: sta­tycz­ny kadr nie odda geniu­szu gry aktor­skiej.

Póź­niej podob­nych momen­tów jest wię­cej. Co waż­ne, wewnętrz­ne roz­dar­cie boha­te­ra powo­du­je, że nie da się jed­no­znacz­nie stwier­dzić, jakie są jego inten­cje i co popy­cha go do dzia­ła­nia. Czy w grę wcho­dzi głów­nie potrze­ba zaim­po­no­wa­nia mło­dej sąsiad­ce, czy też ludz­ki odruch chę­ci pomo­cy oso­bie, któ­ra ma kło­po­ty? I myślę, że nawet Mike do koń­ca nie wie­dział, co nim kie­ro­wa­ło.

William Fichtner The Neighbor

Chcia­ła­bym się dowie­dzieć, co o gra­nym przez sie­bie boha­te­rze myśli Ficht­ner. I czy aktor wie, jakie napraw­dę były inten­cje Mike'a?

Wróć­my do Ficht­ne­ra. War­to zwró­cić uwa­gę na to, że w Sąsie­dzie prze­wa­ża­ją dłu­gie, poje­dyn­cze uję­cia, w któ­rych Wil­liam stoi sam na sam z kame­rą. Krę­ce­nie takich scen czę­sto jest dla akto­rów dużym wyzwa­niem. A Ficht­ner nie tyl­ko sobie z nim radzi, ale też uda­ło mu się wszyst­ko zagrać w spo­sób wia­ry­god­ny i przej­mu­ją­cy, nicze­go przy tym nie prze­szar­żo­wu­jąc. Odwa­żę się nawet stwier­dzić, że aktor, za swój występ w The Neigh­bor powi­nien dostać Osca­ra.

Siła nie­do­po­wie­dzeń

Cięż­ko jest opi­sać fabu­łę The Neigh­bor tak­że z powo­du tego, że film nie tłu­ma­czy nam wie­lu rze­czy. Czę­sto poka­zu­je pew­ne sce­ny i pozo­sta­wia widzom sze­ro­kie pole do ich inter­pre­ta­cji.

William Fichtner The Neighbor symbolika kadrów

Znów nie wiem, czy to było celo­we dzia­ła­nie, czy też ja nada­ję zna­cze­nie ele­men­tom, któ­re go nie mają. W każ­dym razie, cza­sem to, co poka­zy­wa­ła kame­ra, zda­wa­ło się mieć sym­bo­licz­ne zna­cze­nie.


Spójrz­cie na te trzy uję­cia kola­cji. Na począt­ku fil­mu Mike i jego żona są poka­za­ni w jed­nym kadrze – niby syme­trycz­nie, ale boha­ter Ficht­ne­ra ma wokół sie­bie mniej prze­strze­ni, zda­je się być wręcz przy­tło­czo­ny przez to, co znaj­du­je się na pierw­szym pla­nie (nad-nad­in­ter­pre­ta­cja: drzwi z pierw­sze­go pla­nu są meta­fo­rycz­ną maską, za któ­rą Mike skry­wa swo­je nagro­ma­dzo­ne przez lata zawo­dy i fru­stra­cje). W poło­wie The Neigh­bor w cen­trum kadru poja­wia się bukiet kwia­tów, któ­ry na pozór sym­bo­li­zu­je miłość, ale tak napraw­dę two­rzy mię­dzy posta­cia­mi barie­rę, poka­zu­je pierw­szą rysę, roz­łam w mał­żeń­stwie. Nato­miast na koń­cu kadr jest niby taki sam, jak na począt­ku fil­mu, ale jed­no­cze­śnie inny – Mike znaj­du­je się w nim na środ­ku, przez co uję­cie jest syme­trycz­ne (gdy­by kadr był dokład­nie taki sam, jak w sce­ne pierw­szej kola­cji, kom­po­zy­cja prze­wa­ża­ła­by na jed­ną stro­nę), co poka­zu­je jego osa­mot­nie­nie, ale też wska­zu­je, że boha­ter odzy­skał rów­no­wa­gę i (przez to, iż znaj­du­je się w cen­trum kadru) – że posta­no­wił od tej pory sku­piać się bar­dziej na sobie i wła­snych potrze­bach.

Na pierw­szy rzut oka Mike jest czło­wie­kiem dobrym, spo­koj­nym i życz­li­wym, ale jed­no­cze­śnie – nie­zno­śnie wręcz nud­nym. W pew­nej chwi­li stwier­dza jed­nak, że kie­dyś miał wiel­kie pla­ny i marze­nia, a potem dopa­dła go sza­ra rze­czy­wi­stość dnia codzien­ne­go. Nato­miast jakiś czas póź­niej mamy sce­nę, w któ­rej ten teo­re­tycz­nie fleg­ma­tycz­ny, nie­cie­ka­wy i pozba­wio­ny cha­ry­zmy facet, z wiel­kim roz­en­tu­zja­zmo­wa­niem opo­wia­da o tym, jak w mło­do­ści, został nie­mal zła­pa­ny przez poli­cję za posia­da­nie mari­hu­any. To spra­wi­ło, że zaczę­łam się zasta­na­wiać, czy Mike zawsze był nudzia­rzem, czy też został zga­szo­ny przez życie.

William Fichtner The Neighbor

W fil­mie nastą­pi­ła pew­na zamia­na ról: żona Mike'a robi­ła karie­rę poza domem i ewi­dent­nie speł­nia­ła się w pra­cy, a Mike był „kurem domo­wym”, któ­ry sprzą­tał, pie­lę­gno­wał ogród i każ­de­go wie­czo­ra cze­kał na mał­żon­kę z pysz­ną kola­cją.

Mam co do tego roz­wią­za­nia mie­sza­ne uczu­cia. Bo pre­zen­to­wa­ło­by się ono bar­dzo faj­nie, gdy­by Mike miał inny cha­rak­ter. Tym­cza­sem w tym przy­pad­ku odno­si­ło się wra­że­nie, że zaj­mo­wa­nie się domem uczy­ni­ło z tej posta­ci nie­mę­skie­go pan­to­fla­rza, któ­ry został przez żonę stłam­szo­ny i men­tal­nie nie­mal wyka­stro­wa­ny.


PS. Przy czym jak na „kura domo­we­go” Mike był strasz­nie powol­nym kucha­rzem. Nawet ja – oso­ba zupeł­nie nie wpra­wio­na w goto­wa­niu – kro­ję pomi­do­ry szyb­ciej, niż on! Jak to moż­li­we, że rodzi­na Mike'a przez tyle lat nie wymar­ła z gło­du, w trak­cie cze­ka­nia na to, aż facet w koń­cu przy­rzą­dzi kola­cję? :P

Przy oka­zji muszę się z wami podzie­lić pew­nym nad­pro­gra­mo­wym prze­my­śle­niem. Zala­złam kie­dyś w inter­ne­cie cie­ka­we spo­strze­że­nie, że gra­ny przez Davi­da Ten­nan­ta w Black­po­ol Peter Car­li­sle i Alec Har­dy, w któ­re­go Ten­nant wcie­lił się w Bro­ad­church, cha­rak­te­ro­lo­gicz­nie zda­ją się być tą samą posta­cią. To zna­czy: Har­dy spo­koj­nie mógł­by być Car­li­slem po przej­ściach.

Pod­czas oglą­da­nia Sąsia­da nasu­nę­ło mi się podob­ne sko­ja­rze­nie. Bo Mike zda­je się być Ryanem Spark­sem (czy­li posta­cią, w któ­rą Ficht­ner wcie­lił się w Gra­ce Under Fire) – tyle, że z ponad dwu­dzie­sto­let­nim baga­żem doświad­czeń.

Fichtner Under Fire

Ryan też miał ster­czą­ce wło­sy, a poza tym poru­szał się i gesty­ku­lo­wał podob­nie, jak Mike. Co praw­da był posta­cią bar­dziej wylu­zo­wa­ną, prze­bo­jo­wą i wyga­da­ną, ale mówił głów­nie po to, by zaim­po­no­wać dziew­czy­nie. Gdy­by nie musiał się przed nikim popi­sy­wać, praw­do­po­dob­nie momen­tal­nie zmie­nił­by się w nud­ne­go milcz­ka… zupeł­nie takie­go same­go, jak Mike.

Wróć­my do fabu­ły The Neigh­bor. Na to, jak odbie­ra­łam zacho­wa­nie głów­ne­go boha­te­ra wpły­wał tak­że kli­mat fil­mu. Niby było widać, że Mike jest czło­wie­kiem dobrym i łagod­nym, któ­ry co praw­da z rado­ścią pod­glą­dał sąsiad­kę przez okno i fan­ta­zjo­wał na jej temat, ale ewi­dent­nie nie miał zamia­ru zro­bić nicze­go wię­cej (tro­chę, jak w dow­ci­pie, w któ­rym na widok mło­dej, pięk­nej dziew­czy­ny, star­szy pan spo­glą­da w nie­bo i stwier­dza: „Panie Boże zabra­łeś mi siły, zabierz i ocho­tę!”). Jed­no­cze­śnie atmos­fe­ra w Sąsie­dzie cały czas była napię­ta, przez co zacho­wa­nie Mike'a wyda­wa­ło się nie­po­ko­ją­ce i non-stop zasta­na­wia­łam się, czy lada moment gra­na przez Ficht­ne­ra postać nie posta­no­wi wspo­mnia­nych fan­ta­zji urze­czy­wist­nić. Dodat­ko­wo (choć oczy­wi­ście było to zupeł­nie nie­za­mie­rzo­ne przez twór­ców fil­mu) moje podej­rze­nia potę­go­wa­ła sza­le­ją­ca teraz w Hol­ly­wo­od seks-afe­ra.

William Fichtner The Neighbor

Niby nie­win­ne, zupeł­nie neu­tral­ne uję­cie, a czło­wie­ka ciar­ki prze­cho­dzą, jak na nie patrzy.

Nie do koń­ca wiem nato­miast, jak oce­nić zacho­wa­nie rodzi­ny Mike'a pod koniec fil­mu. Kie­dy bowiem roz­trzę­sio­ny Mike powie­dział żonie, że ich sąsiad znę­ca się nad swo­ją żoną, żona Mike'a (strasz­nie dużo Mike'ów i żon w jed­nym zda­niu, sor­ry!) zamiast go uspo­ko­ić i pochwa­lić za to, że przej­mu­je się losem innych, stwier­dzi­ła, że dziw­ne zacho­wa­nie męża się jej nie podo­ba, i że… ona i Mike powin­ni się na jakiś czas roz­stać, a męż­czy­zna zamiesz­kać gdzieś indziej, ochło­nąć i zasta­no­wić nad swo­im postę­po­wa­niem. Jak­by tego było mało, póź­niej syn Mike'a zda­wał się być zupeł­nie nie­prze­ję­ty tym, że jego rodzi­ce nie­spo­dzie­wa­nie się roz­sta­li.

The Neighbor

Żona Mike'a, choć nie­po­zba­wio­na wad, była sym­pa­tycz­ną posta­cią (chy­ba naj­sym­pa­tycz­niej­szą w całym fil­mie), a przy oka­zji gra­ła ją ład­na aktor­ka. Dzię­ki temu film poka­zy­wał, że cza­sem mał­żeń­stwa – zwłasz­cza te uło­żo­ne i wie­lo­let­nie – roz­pa­da­ją się z powo­du ruty­ny, a nie dla­te­go, bo ktoś na sta­rość stał się brzyd­ki i zgryź­li­wy.

W pierw­szej chwi­li ode­bra­łam to wszyst­ko jako spo­re nie­do­cią­gnię­cie w sce­na­riu­szu. Potem jed­nak zaczę­łam zasta­na­wiać się, czy zabieg ten nie był celo­wy. Moż­na prze­cież zin­ter­pre­to­wać to tak, że żona Mike była nim tak znu­dzo­na, że tyl­ko cze­ka­ła na pre­tekst, by wyrzu­cić go z domu. Bez­dusz­ność syna mogła nato­miast poka­zy­wać, że chło­pak wdał się w ojca i przyj­mo­wał wie­le spraw z nie­na­tu­ral­nie sto­ic­kim spo­ko­jem.

Rzecz w tym, że nie potra­fię stwier­dzić, czy ta inter­pre­ta­cja nie jest jed­nak tro­chę na siłę. I czy moje pierw­sze odczu­cie, że cały wątek był kiep­ski (i przy oka­zji nie­po­trzeb­ny, do „wygna­nie” Mike'a nie mia­ło więk­sze­go wpły­wu na dal­szą fabu­łę) nie było bliż­sze praw­dy.

Cze­ka­jąc na burzę

Od pierw­szej sce­ny The Neigh­bor czu­je się nara­sta­ją­ce napię­cie, gęst­nie­ją­cą atmos­fe­rę, ciem­ne burzo­we chmu­ry zbie­ra­ją­ce się nad gło­wą głów­ne­go boha­te­ra. Dzie­je się tak głów­nie dzię­ki temu, jak Sąsiad został nakrę­co­ny – świa­tło, powol­ny ruch kame­ry, odpo­wied­nie kadry i ścież­ka dźwię­ko­wa (lub jej brak) zosta­ły w fil­mie wyko­rzy­sta­ne w feno­me­nal­ny spo­sób. Spo­ro w tym tak­że zasłu­gi Ficht­ne­ra, któ­ry w gra­nej przez sie­bie posta­ci zawarł coś dziw­ne­go i nie­po­ko­ją­ce­go.

William Fichtner The Neighbor

W każ­dym innym fil­mie spo­koj­ne zacho­wa­nie boha­te­ra świad­czy­ło­by o jego dobro­ci i mądro­ści – tutaj nato­miast budzi nie­po­kój.

Na uzna­nie zasłu­gu­je tak­że to, że twór­cy The Neigh­bor kon­se­kwent­nie, do same­go koń­ca utrzy­my­wa­li film w takim samym tonie, choć wie­le było momen­tów, w któ­rych Sąsiad mógł łatwo skrę­cić w stro­nę dyna­micz­ne­go thril­le­ra lub pro­duk­cji sen­sa­cyj­nej. Lub też, tro­chę, jak w Gone Girl (czy­li Zagi­nio­nej dziew­czy­nie) zafun­do­wać widzom zaska­ku­ją­cy zwrot akcji.

William Fichtner The Neighbor

Szcze­rze mówiąc liczy­łam na to, że akcja fil­mu toczy się śla­ma­zar­nie tyl­ko dla nie­po­zna­ki. I że lada moment, już za chwi­lę, całość zmie­ni się w trzy­ma­ją­cy w napię­ciu, mrocz­ny thril­ler. Tak się nie sta­ło, ale nie świad­czy to o miał­ko­ści sce­na­riu­sza, tyl­ko prze­ciw­nie – o doj­rza­ło­ści jego twór­ców.

Pro­blem w tym, że spo­koj­ny i pełen napię­cia kli­mat The Neigh­bor świet­nie spi­sał­by się w fil­mie krót­ko­me­tra­żo­wym, ale w ponad pół­to­ra­go­dzin­nej pro­duk­cji zaczy­na szyb­ko męczyć. Sąsia­do­wi bra­ku­je scen lżej­szych, któ­re pozwo­li­ły­by ode­tchnąć. To zna­czy, niby poja­wia­ją się momen­ty, któ­re w zało­że­niu twór­ców praw­do­po­dob­nie mia­ły taką rolę peł­nić – mam tu na myśli głów­nie roz­mo­wy Mike'a z jego kum­plem z sąsiedz­twa. Rzecz w tym, że zupeł­nie one nie dzia­ła­ją – ani nie śmie­szą, ani tym bar­dziej nie roz­ła­do­wu­ją napię­cia.

William Fichtner The Neighbor

Kum­pel Mike'a był niby tym rubasz­nym, zawa­diac­kim face­tem, któ­ry wdzię­ki mło­dej sąsiad­ki bez zaże­no­wa­nia komen­to­wał sło­wa­mi „ruchał­bym”. Nie­ste­ty ta postać w fil­mie zupeł­nie nie zadzia­ła­ła.

Naj­więk­sze roz­cza­ro­wa­nie przy­no­si nato­miast zakoń­cze­nie. Bo choć znów – jest ono zgod­ne z kli­ma­tem fil­mu, to po tak dłu­gim ocze­ki­wa­niu w napię­ciu, liczy­łam na coś bar­dziej wstrzą­sa­ją­ce­go. Te zbie­ra­ją­ce się nad boha­te­ra­mi chmu­ry zwia­sto­wa­ły nadej­ście potęż­nej nawał­ni­cy, tym­cza­sem jedy­ne, co dosta­łam w fina­le, to poje­dyn­czy grzmot.

Tak, przy­zna­ję, sam moment „ude­rze­nia pio­ru­na”, czy­li kul­mi­na­cyj­na sce­na, był bar­dzo dobry – i tak reali­stycz­ny, że aż praw­dzi­wie zatrwa­ża­ją­cy, smut­ny i bole­sny. Rzecz w tym, że zanim emo­cje te zdą­ży­ły porząd­nie wybrzmieć – nastą­pi­ły napi­sy koń­co­we.

William Fichtner The Neighbor

Bra­ko­wa­ło mi w fil­mie jakiś dwóch, trzech dodat­ko­wych scen. Cze­goś, dzię­ki cze­mu lepiej poczu­ła­bym dra­ma­tyzm sytu­acji i zoba­czy­ła, jak Mike pono­si kon­se­kwen­cje swo­ich czy­nów.

Sąsiad nie dla każ­de­go

Moje począt­ko­we oba­wy doty­czą­ce tego, w jaką postać w The Neigh­bor wcie­li się Ficht­ner, na szczę­ście się nie spraw­dzi­ły, ale nie zmie­nia to fak­tu, że wola­ła­bym oglą­dać moje­go ulu­bio­ne­go akto­ra w innych rolach. Para­dok­sal­nie, Sąsiad jest dokład­nie takim fil­mem, jakie­go potrze­bo­wa­łam. Dzię­ki nie­mu przy­po­mnia­łam sobie, za co tak bar­dzo cenię Ficht­ne­ra i cze­mu facet przy­kuł moją uwa­gę, kie­dy po raz pierw­szy zoba­czy­łam go na ekra­nie. Wil­liam jest w koń­cu bar­dzo uta­len­to­wa­nym akto­rem, ale musi mieć moż­li­wość gra­nia do dobre­go sce­na­riu­sza. A ja nie­mal zupeł­nie o tym zapo­mnia­łam przez to, że przez ostat­nie kil­ka lat oglą­dam go głów­nie w kiep­skich pro­duk­cjach.

William Fichtner The Neighbor

Nie lubię porów­ny­wać ze sobą zdol­no­ści róż­nych akto­rów, ale cza­sem myślę, że gdy­by dać Ficht­ne­ro­wi szan­sę, to swo­im wystę­pem poru­szył­by widzów bar­dziej, niż cho­ciaż­by David Ten­nant.

Chcia­ła­bym w tym momen­cie rado­śnie stwier­dzić „ogląd­nij­cie Sąsia­da!”, ale nie mogę tego zro­bić. Nie z powo­du tego, że to zły film, ale dla­te­go, bo nie jest to pro­duk­cja dla wszyst­kich. Ponie­waż akcja toczy się tu powo­li, a fabu­ła ma dru­go­rzęd­ne zna­cze­nie – więk­szość z was zapew­ne uśnie (o ile nie umrze z nudów) po kwa­dran­sie oglą­da­nia (albo jesz­cze wcze­śniej, jeśli przed sean­sem nie napi­je­cie się moc­nej kawy). Z resz­tą, choć The Neigh­bor był chwa­lo­ny i wyróż­nia­ny na festi­wa­lach fil­mo­wych, to teraz, po tym jak tra­fił do sze­ro­kiej dys­try­bu­cji, zaczął zbie­rać mniej pochleb­ne recen­zje, głów­nie z powo­du tego bra­ku akcji.

The Neighbor

Film zaczął się od uję­cia poka­zu­ją­ce­go, jak Mike przy­rzą­dza sobie kawę. Czy była to jakaś suge­stia dla widzów?

Sama też nie potra­fię The Neigh­bor jed­no­znacz­nie oce­nić. Oglą­da­nie fil­mu było inte­re­su­ją­cym doświad­cze­niem, ale nie jest to pro­duk­cja, któ­rą chcia­ła­bym zoba­czyć ponow­nie. Choć w dużej mie­rze wią­że się to z tym, że nie uda­ło mi się gra­nej przez Ficht­ne­ra posta­ci polu­bić, choć momen­ta­mi szcze­rze jej współ­czu­łam. Bo jeśli zda­rza mi się w kół­ko oglą­dać jakiś film lub serial – robię to głów­nie z powo­du boha­te­rów, któ­rych darzę sym­pa­tią.

William Fichtner The Neighbor

Podob­no dobry aktor potra­fił wcie­lić się w każ­dą rolę. The Neigh­bor poka­zał, że Ficht­ner do gra­nia pew­ne­go typu posta­ci zupeł­nie się nie nada­je. Jak widzi­cie na załą­czo­nym obraz­ku – Wil­lia­mo­wi jest zupeł­nie nie do twa­rzy w kape­lu­szach, więc raczej nie spi­sał­by się w roli India­na Jone­sa lub inne­go poszu­ki­wa­cza przy­gód (dla któ­re­go takie nakry­cie gło­wy było­by prze­cież czymś obo­wiąz­ko­wym).

Czy w takim razie pole­cam wam Sąsia­da? Nie­bar­dzo. No chy­ba, że śla­ma­zar­na akcja nie jest wam strasz­na, lubi­cie fil­my, któ­re są kli­ma­tycz­ne i ład­nie nakrę­co­ne, a przy oka­zji – podob­nie, jak ja – jeste­ście miło­śni­ka­mi Ficht­ne­ra. Wte­dy i tyl­ko wte­dy, powin­ni­ście dać The Neigh­bor szan­sę i raczej nie będzie­cie zawie­dze­ni. W innej sytu­acji pro­duk­cja raczej się wam nie spodo­ba.

Zdję­cia, któ­re nie pocho­dzą z Twit­te­ra są wyko­na­ny­mi prze­ze mnie kadra­mi z fil­mu The Neigh­bor (oczy­wi­ście poza jed­nym kadrem z Gra­ce Under Fire).