Dyrdymały Filmowo‑Serialowe

Dyrdymały Filmowo‑Serialowe

oraz inne związane z tym głupoty

Szaleństwo Serialowe:

Popisy za kierownicą

Top Gear America, sezon 1

Kie­dy ktoś opo­wia­da mi z pasją o swo­ich zain­te­re­so­wa­niach – mogę go słu­chać godzi­na­mi. Nawet, jeśli na dany temat nie mam zie­lo­ne­go poję­cia lub do tej pory zupeł­nie mnie on nie inte­re­so­wał. I przy­kła­do­wo nie krę­ci mnie moto­ry­za­cja, ale jeśli o samo­cho­dach zacznie mówić Wil­liam Ficht­ner – nie potra­fię przejść obo­jęt­nie obok jego wypo­wie­dzi (nie tyl­ko z powo­du tego, że Ficht­ner jest moim ulu­bio­nym aktorem).

Kie­dyś w trak­cie słu­cha­nia jed­ne­go z wywia­dów, pod­czas któ­rych Ficht­ner zachwy­cał się samo­cho­da­mi, pomy­śla­łam sobie, że aktor powi­nien kie­dyś (czy­taj: na fil­mo­wo-seria­lo­wej eme­ry­tu­rze) zostać gospo­da­rzem pro­gra­mu o moto­ry­za­cji. I chy­ba nie tyl­ko mi wpadł do gło­wy taki pomysł (albo też ktoś w Hol­ly­wo­od czy­ta moje myśli), bo w tym roku Wil­liam (mam nadzie­ję, że jesz­cze nie myślą­cy o eme­ry­tu­rze) został jed­nym z pro­wa­dzą­cych w ame­ry­kań­skiej wer­sji Top Gear.

Pierw­szy sezon pro­gra­mu nie­daw­no dobiegł koń­ca, a ja w dzi­siej­szym Dyr­dy­ma­le spró­bu­ję odpo­wie­dzieć na pyta­nie, czy oglą­da­nie Ficht­ne­ra w nowej „roli” było dla mnie speł­nie­niem marzeń, czy też jed­ną z sytu­acji typu „uwa­żaj, cze­go sobie życzysz”. I czy Top Gear Ame­ri­ca sam w sobie jest pro­duk­cją, na któ­rą war­to zwró­cić uwagę.

PS. We wpi­sie poja­wią się rucho­me GIFy. Nie prze­pa­dam za taką for­mą ilu­stra­cji i z góry prze­pra­szam tych, któ­rzy rów­nież jej nie lubią. Nie­ste­ty w nie­któ­rych przy­pad­kach do tre­ści Dyr­dy­ma­ła nie paso­wa­ło ani zdję­cie, ani wideo (bo takich w sie­ci po pro­stu nie było), tyl­ko wła­śnie GIF.

Top Gear? I co z tego?

Mam dość bab­skie podej­ście do samo­cho­dów – oce­niam je po wyglą­dzie. Obej­rzę się na uli­cy za Porsche lub Mustan­giem, bo to ład­ne przy­kła­dy sztu­ki użyt­ko­wej. Nato­miast zupeł­nie nie obcho­dzi mnie, co te cac­ka mają pod maską i jak szyb­ko jeżdżą.

Nigdy nie inte­re­so­wa­ły mnie też pro­gra­my o moto­ry­za­cji. Owszem, w dzie­ciń­stwie zda­rza­ło mi się oglą­dać Pimp My Ride (czy­li Odpi­cuj mi bry­kę), ale robi­łam to z powo­du tego, że pro­duk­cja była zabaw­na. Poza tym z praw­dzi­wy­mi pro­gra­ma­mi o moto­ry­za­cji nie mia­ła chy­ba wie­le wspólnego.

Pimp My Ride

Pamiętacie to?

źródło: Rolling Out

Co się zaś tyczy ory­gi­nal­ne­go, bry­tyj­skie­go Top Gear, to choć o nim sły­sza­łam i wiem, że przez wie­lu pro­duk­cja jest uwa­ża­na za kul­to­wą – nigdy nie cią­gnę­ło mnie do jej oglą­da­nia (i dalej nie cią­gnie, bo Top Gear jest emi­to­wa­ny do tej pory). W sumie obej­rza­łam dwa odcin­ki tego pro­gra­mu i to też nie w cało­ści, a jedy­nie ich frag­men­ty. Dla­cze­go aku­rat dwa? Ponie­waż były to epi­zo­dy, w któ­rych gościn­nie wystą­pił David Ten­nant (gdy­by­ście byli zain­te­re­so­wa­ni: TUTAJ link do pierw­sze­go z tych odcin­ków, a TUTAJ do drugiego).

David Tennant in Top Gear 2017

Tak na marginesie: po obejrzeniu drugiego występu Tennanta w Top Gear stwierdziłam, że nigdy nie pozwoliłabym temu aktorowi prowadzić mojego samochodu (gdybym takowy posiadała).

źródło: David Tennant News

Dla­cze­go o tym wszyst­kim wspo­mi­nam? Ponie­waż kie­dy dowie­dzia­łam się o Top Gear Ame­ri­ca, moje nasta­wie­nie do tego pro­jek­tu było bar­dzo nie­jed­no­znacz­ne. Niby nie mia­łam zawy­żo­nych ocze­ki­wań, bo nie oglą­da­łam ory­gi­nal­nej wer­sji pro­gra­mu, ale jed­no­cze­śnie liczy­łam na to, że wszyst­ko będzie tak samo cool jak dwa odcin­ki z Ten­nan­tem. I że Ficht­ner będzie rów­nie cza­do­wy, jak szkoc­ki aktor. Chcia­łam też, by Top Gear Ame­ri­ca tak zwy­czaj­nie dobrze mi się oglą­da­ło, żeby pro­gram mnie nie nudził i dawał fraj­dę. Jed­nak­że z racji tego, że Wil­liam nie ma ostat­nio szczę­ścia do wystę­po­wa­nia w uda­nych pro­duk­cjach – bałam się, że ta tak­że oka­że się kla­pą. Trzy­ma­łam więc kciu­ki po pro­stu za to, by pro­gram był zno­śny i przy­naj­mniej odro­bi­nę powy­żej wil­lia­mo­wej średniej.

Falstart

Pro­duk­cje takie, jak Top Gear Ame­ri­ca mają pod gór­kę już na star­cie, ponie­waż widzo­wie ocze­ku­ją, że zoba­czą coś rów­nie wspa­nia­łe­go, jak ory­gi­nal­ny pro­gram. W takim wypad­ku pierw­szy odci­nek jest decy­du­ją­cy – powi­nien wywo­łać eks­cy­ta­cję i zachę­cić do dal­sze­go oglą­da­nia. Choć oczy­wi­ście dobrze by było, gdy­by nie oszu­ki­wał i osta­tecz­nie nie oka­zał się być jedy­nym dobrym epi­zo­dem w sezonie.

Dodat­ko­wym utrud­nie­niem dla Top Gear Ame­ri­ca było to, że pierw­sza seria była krót­ka, mia­ła tyl­ko osiem odcin­ków. A w takiej sytu­acji nie ma miej­sca na potknię­cia, bo jed­na nie­uda­na odsło­na pro­gra­mu zna­czą­co zani­ża śred­nią całe­go sezo­nu. Twór­cy pro­duk­cji o krót­kich sezo­nach muszą więc moc­niej się sta­rać, pil­no­wać by każ­dy odci­nek był moż­li­wie jak naj­bar­dziej udany.

Tym­cza­sem pierw­szy epi­zod Top Gear Ame­ri­ca był chy­ba naj­gor­szy ze wszyst­kich. Błę­dy, o któ­rych zaraz wam opo­wiem – tam były naj­le­piej widocz­ne. Nawet zapro­szo­ny do pro­gra­mu gość, któ­re­go zada­nie pole­ga­ło mię­dzy inny­mi na przy­cią­gnię­ciu widzów przed tele­wi­zo­ry, oka­zał się oso­bą nad wyraz nie­cie­ka­wą*.

Na szczę­ście twór­cy Top Gear Ame­ri­ca chy­ba zorien­to­wa­li się, że w pilo­cie coś poszło nie tak. Pew­ne błę­dy uda­ło im się napra­wić, a inne przy­naj­mniej odro­bi­nę sko­ry­go­wać. Ale mle­ko zosta­ło roz­la­ne – pierw­szy odci­nek znie­chę­cił do sie­bie zarów­no widzów jak i recen­zen­tów. I wie­lu z nich nie dało Top Gear Ame­ri­ca dru­giej szansy.


* W jed­nym z ostat­nich odcin­ków wystą­pił prze­bo­jo­wy Xzi­bit (czy­li pro­wa­dzą­cy Pimp My Ride). Pomy­śl­cie sobie o ile lep­sze dla pro­mo­cji Top Gear Ame­ri­ca było­by, gdy­by taki gość poja­wił się w pilo­cie tego programu.

Można przewijać

Każ­dy odci­nek Top Gear Ame­ri­ca skła­dał się z trzech czę­ści, któ­re prze­pla­ta­ły się ze sobą nawzajem.

Trzon pro­gra­mu sta­no­wi­ły wystę­py przed publicz­no­ścią w stu­dio przy torze wyści­go­wym w Las Vegas. Pole­ga­ły one głów­nie na tym, że trzech pro­wa­dzą­cych – Ficht­ner, bry­tyj­ski dzien­ni­karz Tom "Wookie" Ford (któ­ry wcze­śniej pro­wa­dził 5ht Gear, czy­li spin-off ory­gi­nal­ne­go Top Gear) oraz kie­row­ca raj­do­wy Antron Brown – prze­ko­ma­rza­li się ze sobą na róż­ne tema­ty. Dru­gą czę­ścią były nagra­nia z „przy­go­dy tygo­dnia”, w trak­cie któ­rej nasi pro­wa­dzą­cy wspól­nie bra­li udział w jakimś zwa­rio­wa­nym pro­jek­cie. Przy­kła­do­wo pró­bo­wa­li nauczyć się samo­cho­do­wych sztu­czek kaska­der­skich albo odtwa­rza­li sta­ry wyścig przy pomo­cy aut ze zło­mo­wi­ska. Trze­cią część sta­no­wi­ły nato­miast mini-repor­ta­że, nakrę­co­ne z udzia­łem jed­ne­go lub dwóch prowadzących.

Top Gear America - Hosts

Uwielbiam, kiedy działa magia polegająca na tym, że udzielają mi się emocje osób, które widzę na ekranie. Pod tym względem Top Gear America momentami spisywało się na medal, bo widać było, że gospodarze programu doskonale się bawili, a mi udzielał się ich nastrój.

źródło: DriveTribe

Nie wiem, na ile moż­na to uznać za plus, a na ile za wadę Top Gear Ame­ri­ca, ale dzię­ki takiej seg­men­ta­cji mogłam prze­wi­jać pew­ne frag­men­ty pro­gra­mu, bez oba­wia­nia się, że zgu­bię wątek. Czy czę­sto zda­rza­ło mi się robić coś takie­go? To oczy­wi­ście zale­ża­ło od tego, co aku­rat dzia­ło się na ekranie.

„Przy­go­dy tygo­dnia” zawsze były zabaw­ne i ich oglą­da­nie spra­wia­ło mi naj­więk­szą fraj­dę. Tych ele­men­tów pro­gra­mu nie prze­wi­nę­łam ani razu.

Naj­czę­ściej prze­ska­ki­wa­łam mini-repor­ta­że, ponie­waż te zazwy­czaj pole­ga­ły na tym, że pro­wa­dzą­cy roz­wo­dzi­li się nad osią­ga­mi jakie­goś samo­cho­du. Ale i tutaj tra­fia­ły się pereł­ki, a nawet rze­czy, któ­re bar­dzo pozy­tyw­nie mnie zaska­ki­wa­ły. Przy­kła­do­wo jeden repor­taż zaczął się od zachwy­tów nad nowym Lam­bor­ghi­ni, przez co oczy­wi­ście zaczę­łam go prze­wi­jać. Aż tu nagle w nagra­niu padło pyta­nie „ale jak w ogó­le uda­ło się nam nakrę­cić Lam­bor­ghi­ni jadą­ce z dużą pręd­ko­ścią po dro­dze gdzieś na pust­ko­wiach?”. W tym momen­cie repor­taż zmie­nił się w opo­wieść o samo­cho­dach prze­zna­czo­nych do fil­mo­wa­nia, takich z wysię­gni­ka­mi, na któ­rych są kame­ry. I moje nasta­wie­nie zmie­ni­ło się o sto osiem­dzie­siąt stop­ni, z „zupeł­nie mnie to nie obcho­dzi” na „jej, jakie to interesujące!”

Top Gear America - Lamborghini

Ze wszystkich samochodów widocznych na zdjęciu, najmniej chciałabym się przejechać Lamborghini.

źródło: Top Gear America Twitter

Poza tym – a jak­że! – z przy­jem­no­ścią oglą­da­łam każ­dy mini-repor­taż, któ­re­go boha­te­rem był Bill Ficht­ner. Przy czym, na swo­ją obro­nę dodam, że były to praw­do­po­dob­nie naj­cie­kaw­sze mate­ria­ły tego typu. Sta­ło się tak mię­dzy inny­mi dla­te­go, bo Ficht­ner rzad­ko „rekla­mo­wał” nowe auta. Dużo czę­ściej pre­zen­to­wał sta­re samo­cho­dy i z typo­wą dla sie­bie pasją opo­wia­dał nie tyl­ko o nich, ale też o ame­ry­kań­skiej histo­rii i kulturze.

Naj­bar­dziej „skom­pli­ko­wa­ne” było oglą­da­nie nagrań w stu­dio w Vegas. W tym przy­pad­ku nigdy nie było wia­do­mo, co się czło­wie­ko­wi tra­fi. Cza­sem wywiad z zapro­szo­nym do Top Gear Ame­ri­ca gościem były naj­cie­kaw­szym punk­tem pro­gra­mu, a cza­sem tym naj­nud­niej­szym (wię­cej na ten temat opo­wiem wam za chwi­lę). Zazwy­czaj prze­wi­ja­łam momen­ty, w któ­rych po torze wyści­go­wym jeź­dził jakiś samo­chód, ale nie zawsze tak było. A w kil­ku przy­pad­kach zno­wu: coś począt­ko­wo nud­ne­go, prze­ra­dza­ło się w rzecz mega ciekawą.

Prowadzący – niedzielni kierowcy?

Powiedz­my sobie szcze­rze: oso­by takie, jak ja, nie oglą­da­ją pro­gra­mów o moto­ry­za­cji dla samo­cho­dów, tyl­ko dla osób, któ­re nimi jeż­dżą. Jak pod tym wzglę­dem wypa­da Top Gear Ame­ri­ca?

Z trój­ki pro­wa­dzą­cych naj­le­piej pre­zen­to­wał się Tom Ford. Nie wiem, na ile wyni­ka­ło to z jego cha­rak­te­ru, a na ile z doświad­cze­nia zwią­za­ne­go z wystę­pa­mi w podob­nych pro­gra­mach, ale facet kradł cały show. Był zabaw­ny, zgryź­li­wy i pew­ny sie­bie w nie­wy­mu­szo­ny spo­sób, a kie­dy coś mówił brzmia­ło to natu­ral­nie, a nie jak wyku­te na pamięć linij­ki scenariusza.

Naj­trud­niej jest mi oce­nić Antro­na Brow­na. Spra­wiał on wra­że­nie oso­by bar­dzo ser­decz­nej, sym­pa­tycz­nej i uro­czej. Ale jed­no­cze­śnie było w nim coś… hmm, cięż­ko to dokład­nie okre­ślić, bo „nud­ny” to w tym przy­pad­ku zbyt moc­ne sło­wo. Facet wyda­wał się po pro­stu „neu­tral­ny” i przez to nie­po­trzeb­ny, a do nie­któ­rych mini-repor­ta­ży wręcz wsta­wio­ny na siłę.

Bill, czy to ty?

Trze­cim gospo­da­rzem Top Gear Ame­ri­ca był Ficht­ner. Z całe­go ser­ca chcia­ła­bym teraz napi­sać, że Bill dał cza­du i skradł całe show. Ale jest pewien pro­blem. Ja nim jestem.

Z racji tego, że obej­rza­łam masę wywia­dów z moim ulu­bio­nym akto­rem, wiem jak Ficht­ner się zacho­wu­je, znam jego publicz­no-sce­nicz­ną oso­bo­wość (bo oczy­wi­ście nie mam poję­cia, jakim czło­wie­kiem Bill jest pry­wat­nie). W Top Gear Ame­ri­ca aktor niby był sobą, ale jed­no­cze­śnie musiał grać wedle wcze­śniej przy­go­to­wa­ne­go sce­na­riu­sza. Bo choć w tego typu pro­gra­mach jest miej­sce na pew­ne impro­wi­za­cje, więk­szość zacho­wań i dia­lo­gów pro­wa­dzą­cych ktoś wcze­śniej pla­nu­je. Nie­ste­ty sce­na­rzy­ści Top Gear Ame­ri­ca nie­mal na pew­no obej­rze­li znacz­nie mniej wywia­dów z Ficht­ne­rem, niż ja. Co w efek­cie dopro­wa­dzi­ło do tego, że aktor momen­ta­mi zacho­wy­wał się nie­na­tu­ral­nie. Pro­sty przy­kład: Bill raczej nie jest typem czło­wie­ka, któ­ry pod­czas roz­mów z kum­pla­mi cyto­wał­by Juliu­sza Ceza­ra, a w Top Gear Ame­ri­ca coś takie­go mia­ło miejsce!

Podob­ne­go poczu­cia sztucz­no­ści nie mia­łam w przy­pad­ku Toma For­da i tyl­ko cza­sa­mi nie­au­ten­tycz­ne wyda­wa­ły mi się zacho­wa­nia Antro­na Brow­na. Co naj­pew­niej wyni­ka­ło z tego, że nie zna­łam tych panów wcześniej.

Na szczę­ście z cza­sem sce­na­rzy­ści Top Gear Ame­ri­ca naj­praw­do­po­dob­niej lepiej pozna­li zarów­no Ficht­ne­ra, jak i pozo­sta­łych gospo­da­rzy pro­gra­mu, bo z odcin­ka na odci­nek nie tyl­ko Bill zacho­wy­wał się bar­dziej jak Bill, ale też roz­mo­wy mię­dzy trój­ką pro­wa­dzą­cych były mniej drętwe.

http://​top​ge​ar​.tum​blr​.com/​p​o​s​t​/​1​6​3​8​8​4​8​5​5​6​6​2​/​t​u​n​e​-​i​n​t​o​-​t​o​n​i​g​h​t​-​f​o​r​-​a​n​-​a​l​l​-​n​e​w​-​a​u​t​h​e​n​t​i​c​-​car

Nie­ste­ty na tym moje zarzu­ty wobec Ficht­ne­ra się nie koń­czą. Widzi­cie, aktor ten nie musi uda­wać, że jest spo­ko gościem, bo przy­cho­dzi mu to zupeł­nie natu­ral­nie, samo z sie­bie. Pro­blem poja­wia się wte­dy, kie­dy Bill wcho­dzi w „tryb szpa­ner­ski”, czy­li zaczy­na wygłu­piać się przed kame­rą, uda­wać divę i popi­sy­wać. Rzecz w tym, że gra­ni­ca mię­dzy byciem auten­tycz­nie zabaw­nym i żenu­ją­co śmiesz­nym jest bar­dzo cien­ka, a Ficht­ner, w „try­bie szpa­ner­skim” czę­sto ją prze­kra­cza. Na szczę­ście w wywia­dach Bill bar­dzo rzad­ko zacho­wu­je się w taki spo­sób (zda­rza mu się nie­mal wyłącz­nie wte­dy, kie­dy w pobli­żu jest jego naj­lep­szy kum­pel, Kim Coates)*. Na nie­szczę­ście – w Top Gear Ame­ri­ca aktor robił to nagminnie.

Przy czym znów nie winię za to same­go Ficht­ne­ra, ale sce­na­rzy­stów, któ­rzy ewi­dent­nie nie wie­dzie­li, jak wyko­rzy­stać oso­bo­wość akto­ra i któ­re z jego cech uwy­pu­klić… No chy­ba, że – odwrot­nie niż ja – twór­cy Top Gear Ame­ri­ca stwier­dzi­li, że w „try­bie szpa­ner­skim” Bill jest spoko.

Nie ozna­cza to, że występ Ficht­ne­ra w Top Gear Ame­ri­ca to total­na poraż­ka. Świet­nym pomy­słem było uczy­nie­nie z akto­ra głów­ne­go spe­ca od sta­rych samo­cho­dów. Dzię­ki temu nawet, jeśli było widać, że Bill wypo­wia­dał do kame­ry wcze­śniej wyuczo­ny tekst – robił to z wiel­kim entu­zja­zmem. A co jesz­cze waż­niej­sze: moż­li­wość pro­wa­dze­nia tych zabyt­ko­wych fur ewi­dent­nie spra­wia­ła mu fraj­dę. Podo­ba­ło mi się tak­że to, że dla pozo­sta­łych pro­wa­dzą­cych, Ficht­ner stał się kimś w rodza­ju dobre­go, choć nie­co kąśli­we­go, wujka.

Przy oka­zji nie wiem, ile jest w tym praw­dy, a ile mojej wła­snej inter­pre­ta­cji oraz postrze­ga­nia rze­czy taki­mi, jaki­mi chcę je widzieć, ale wyda­je mi się, że Ficht­ner naj­le­piej radził sobie wte­dy, kie­dy pozwa­la­no mu impro­wi­zo­wać. I chwa­ła mon­ta­ży­stom za to, że wie­le takich momen­tów umie­ści­li w pro­gra­mie. Bo kie­dy widzia­łam, jak Bill rado­śnie „tań­czył” pod­czas pro­wa­dze­nia zabyt­ko­we­go samo­cho­du, stwier­dzał, że jest strasz­nie sta­ry albo ury­wał wypo­wiedź w poło­wie zda­nia i pro­sił jakąś prze­cho­dzą­cą za kame­rą oso­bę, by przy­nio­sła mu kawy – przy­po­mi­na­łam sobie, za co tak uwiel­biam tego gościa.

Dużo natu­ral­niej wypa­da­ły tak­że sce­ny, w któ­rych Ficht­ner pro­wa­dził samo­chód w eks­tre­mal­nych warun­kach. Tutaj nie było miej­sca na grę aktor­ską i „tryb szpa­ner­ski” – za kie­row­ni­cą Bill był sku­pio­ny, ale zda­rza­ło mu się też rado­śnie zaśmiać albo prze­kląć, kie­dy auto nie­bez­piecz­nie pod­sko­czy­ło na wybo­jach. I znów, niby były to drob­nost­ki, ale dla mnie sta­no­wi­ły jed­ne z lep­szych momen­tów Top Gear Ame­ri­ca.

http://​for​no​other​re​ason​da​ve​.tum​blr​.com/​p​o​s​t​/​1​6​4​3​6​0​5​2​3​798

Przy czym tak, jak napi­sa­łam – naj­więk­szym pro­ble­mem jestem tutaj ja. W jaki spo­sób występ Ficht­ne­ra odbie­rze ktoś, kto zna karie­rę akto­ra mniej dokład­nie? Podej­rze­wam, że nie zauwa­ży nie­na­tu­ral­ne­go zacho­wa­nia Wil­lia­ma. I kto wie, może te sce­ny, któ­re dla mnie były nie­au­ten­tycz­ne, takiej oso­bie przy­pad­ną do gustu i będą wyda­wać się zabawne?


* W pod­lin­ko­wa­nym wideo może­cie zoba­czyć, jak (po dwóch minu­tach wywia­du) zmie­nia się zacho­wa­nie Ficht­ne­ra, kie­dy poja­wia się jego przy­ja­ciel (ta „wal­ka kogu­tów” nie jest na serio).

Studio? Mamy problem!

Naj­trud­niej­szym do oce­ny ele­men­tem Top Gear Ame­ri­ca jest to, co dzia­ło się na żywo, w wypeł­nio­nym publicz­no­ścią stu­dio przy torze wyści­go­wym w Las Vegas. Tutaj nie­na­tu­ral­nie zacho­wy­wał się nie tyl­ko Ficht­ner, ale tak­że Antron Brown. O dzi­wo nie­mal cał­ko­wi­cie bez fał­szu pre­zen­to­wał się Tom Ford. Podej­rze­wam, że zno­wu wyni­ka­ło to z tego, że Bry­tyj­czyk ma doświad­cze­nie w wystę­po­wa­niu w podob­nych pro­gra­mach. W przy­pad­ku dwóch pozo­sta­łych pro­wa­dzą­cych nie wiem, jak bar­dzo na ich pre­zen­cję wpły­wa­ła tre­ma i to, że musie­li mówić z pamię­ci do publicz­no­ści, a na ile pełen sucha­rów sce­na­riusz. Ale w tym przy­pad­ku ponow­nie – pano­wie naj­le­piej wypa­da­li wte­dy, kie­dy musie­li improwizować.

Top Gear America - Studio

Nie wiem, ile w tym winy panów prowadzących, a ile scenariusza, ale momentami Top Gear America wyglądało tak nieautentycznie, że wręcz przypominało kiepski teatrzyk szkolny.

źródło: Top Gear America Twitter

Nie­ste­ty znów muszę nie­co skry­ty­ko­wać Ficht­ne­ra (nie wyobra­ża­cie sobie, jak bar­dzo źle się czu­ję z tego powo­du). Widzi­cie – Bill potra­fi zabły­snąć, kie­dy ktoś prze­pro­wa­dza wywiad z nim, ale jak się oka­zu­je, zupeł­nie nie spi­su­je się w roli oso­by zada­ją­cej pyta­nia. Bo dobry „wywia­dow­ca” potra­fi utwo­rzyć z prze­py­ty­wa­ną oso­bą pew­ne­go rodza­ju więź. Spra­wić, że „prze­słu­chi­wa­ny” prze­sta­nie czuć się skrę­po­wa­ny i zacznie odpo­wia­dać na pyta­nia tak, jak­by pro­wa­dził nie­zo­bo­wią­zu­ją­cą roz­mo­wę z dobrym zna­jo­mym. Taką umie­jęt­ność posia­da więk­szość osób pro­wa­dzą­cych talk-sho­wy. Nato­miast Wil­lia­mo­wi nie tyl­ko nie uda­ło się doko­nać tego typu sztucz­ki, ale też całe two­rze­nie wię­zi dzia­ła­ło w dru­gą stro­nę – kie­dy w stu­dio poja­wiał się prze­bo­jo­wy gość, to Ficht­ner za jego spra­wą się oży­wiał, nabie­rał pew­no­ści siebie.

Przy czym wina nie leży tyl­ko po stro­nie akto­ra (a nawet: jest on winien naj­mniej). Oso­by odpo­wie­dzial­ne za pro­duk­cję powin­ny wcze­śniej spraw­dzić, jak Ficht­ner spraw­dzi się w roli oso­by prze­pro­wa­dza­ją­cej wywia­dy. I może… roz­wa­żyć, czy wywia­dów lepiej nie popro­wa­dził­by Tom Ford. Na szczę­ście twór­cy Top Gear Ame­ri­ca chy­ba dostrze­gli to samo, co ja, bo w póź­niej­szych odcin­kach zapra­sza­li do stu­dia bar­dziej prze­bo­jo­wych gości.

Top Gear America - Studio - William Fichtner

Fichtner jest utalentowanym aktorem, ale podczas przeprowadzania wywiadów potrzebne są inne umiejętności oraz doświadczenie zawodowe.

źródło: Top Gear America Twitter

Sko­ro już wspo­mnia­łam o gościach Top Gear Ame­ri­ca, to napi­szę o nich wię­cej. Na pew­no spo­rym pro­ble­mem było to, iż byli to ludzie, któ­rych czę­sto w ogó­le nie koja­rzy­łam. A prze­cież laika takie­go jak ja, do oglą­da­nia pro­gra­mu moto­ry­za­cyj­ne­go, może zachę­cić tyl­ko obec­ność ulu­bio­ne­go akto­ra, pio­sen­ka­rza lub inne­go ido­la. Dla­te­go myślę, że twór­cy Top Gear Ame­ri­ca powin­ni bar­dziej się wysi­lić i zapro­sić do stu­dia lepiej roz­po­zna­wal­nych cele­bry­tów. I może jakieś kobie­ty, bo pro­gram był tak bar­dzo męski, że to momen­ta­mi było aż śmieszne.

Z ośmiu gości pro­gra­mu uda­ło mi się zapa­mię­tać poło­wę. Xzi­bit był po pro­stu cool. Rów­nie dobrze wypadł Rus­sell Peters oraz Penn Jil­let­te (tak, ja też nigdy wcze­śniej nie sły­sza­łam o tych panach, ale wspo­mi­nam o nich, bo byli naj­za­baw­niej­si ze wszyst­kich gości) – cie­ka­we było nie tyl­ko oglą­da­nie wywia­dów z ich udzia­łem, ale też obser­wo­wa­nie, jak radzi­li sobie za kie­row­ni­cą (w Top Gear jaz­da na czas po torze wyści­go­wym jest obo­wiąz­ko­wym punk­tem wystę­pu każ­de­go gościa). Nato­miast naj­więk­sze wra­że­nie, zupeł­nie nie­spo­dzie­wa­nie i naj­praw­do­po­dob­niej cał­ko­wi­cie nie­umyśl­nie – zro­bił na mnie Haley Joel Osment.

Jeśli nie koja­rzy­cie Osmen­ta, to pod­po­wiem wam, że to ten dzie­ciak z Szó­ste­go zmy­słu. Z tym, że nie jest już dzie­cia­kiem, tyl­ko doro­słym face­tem. I ma lek­ką nad­wa­gę. I gigan­tycz­ną bro­dę, któ­ra dodat­ko­wo, optycz­nie go pogru­bia. Gene­ral­nie, pierw­sze co pomy­śla­łam po zoba­cze­niu Osmen­ta (i co zapew­ne prze­cho­dzi też przez myśl więk­szo­ści osób), to „WTF, czło­wie­ku, co z cie­bie wyrosło?!”

Haley Joel Osment

Nie, to nie jest żart. Tak teraz wygląda „ten słodki-creepy dzieciak” z Szóstego zmysłu.

źródło: Vanity Fair

Ale wygląd to nie wszyst­ko – Haley Joel Osment zro­bił na mnie gigan­tycz­ne wra­że­nie swo­im zacho­wa­niem. Facet nie jest prze­bo­jo­wy, spra­wia nawet wra­że­nie nie­co nie­śmia­łe­go i zagu­bio­ne­go. Jed­no­cze­śnie ma bar­dzo duży dystans do sie­bie i swo­je­go wyglądu.

Nato­miast jego występ w Top Gear Ame­ri­ca, był jed­no­cze­śnie naj­lep­szym i naj­gor­szym ze wszyst­kich. Pod­czas jaz­dy na czas po torze wyści­go­wym oka­za­ło się bowiem, że Osment nie potra­fi zmie­niać bie­gów w samo­cho­dzie (co przy oka­zji świet­nie poka­zu­je, że oso­ba zapra­sza­ją­ca gości do Top Gear Ame­ri­ca nie­zbyt dobrze wyko­ny­wa­ła swo­ją pra­cę). W efek­cie aktor osią­gnął naj­gor­szy czas ze wszyst­kich osób zapro­szo­nych do pro­gra­mu. I choć było widać, że jest tym mega zaże­no­wa­ny, dziel­nie przy­jął swo­ją poraż­kę, nawet pró­bo­wał z niej żar­to­wać. I to napraw­dę było coś! Bo nie wiem, jak wy, ale gdy­bym ja zali­czy­ła podob­ną sku­chę, to czu­ła­bym się tak upo­ko­rzo­na, że z pła­czem ucie­kła­bym z samo­cho­du w siną dal (i bie­gła­bym tak szyb­ko, że gdy­bym przy­pad­kiem ucie­ka­ła w stro­nę mety, poko­na­ła­bym tor wyści­go­wy szyb­ciej, niż kie­row­ca raj­do­wy w samochodzie).

Dla­te­go jeśli chce­cie zoba­czyć, jak z god­no­ścią znieść poraż­kę – koniecz­nie obczaj­cie sobie występ Haley Joel Osmen­ta w Top Gear Ame­ri­ca (albo wer­sję skró­co­ną, poniżej).

(jeśli wideo się nie otwo­rzy, spró­buj je obej­rzeć TUTAJ)

Top Gear, czy Top Fail?

Trzy typy pro­duk­cji wywo­łu­ją u mnie wiel­ką iry­ta­cję. Takie, któ­re są po pro­stu złe. Takie, któ­re są tak nud­ne i nija­kie, że nie chce mi się nawet komen­to­wać, że mi się nie podo­ba­ły. I takie, któ­rych nie potra­fię oce­nić, a ta nie­moż­li­wość pod­ję­cia decy­zji bar­dzo mnie fru­stru­je. Top Gear Ame­ri­ca zali­cza się do tego trze­cie­go typu.

To nie jest pro­gram masa­krycz­nie zły. Mie­wa napraw­dę dobre momen­ty, ale jest ich zbyt mało, by całą pro­duk­cję zali­czyć do uda­nych. To samo z pro­wa­dzą­cy­mi – niby nie iry­tu­ją, jak się czło­wiek uprze, to może nawet ich polu­bi, ale jed­no­cze­śnie ich obec­ność na ekra­nie nie wywo­ła w widzu szyb­sze­go bicia ser­ca. Bo sko­ro u mnie Bill Ficht­ner nie wzbu­dził pra­wie żad­nych emo­cji, to wąt­pię, czy wy poczu­je­cie coś więcej.

Top Gear America - happy William Fichtner

Fanowski paradoks: z jednej strony jestem wściekła na Fichtnera o to, że znów pojawił się w kiepskiej produkcji, z drugiej widzę, że udział w programie dał aktorowi masę radochy, więc cieszę się jego szczęściem.

źródło: Top Gear America Twitter

Inny­mi sło­wy, Top Gear Ame­ri­ca to taki popraw­nie napi­sa­ny śred­niak. Przy­ku­je two­ją uwa­gę, jeśli jesteś fanem moto­ry­za­cji, sie­dzisz znu­dzo­ny przed tele­wi­zo­rem i od kwa­dran­sa ska­czesz po kana­łach szu­ka­jąc cze­goś cie­ka­we­go. Ale nie będziesz z nie­cier­pli­wo­ścią wycze­ki­wał następ­ne­go odcin­ka. Tyl­ko tyle i nie­ste­ty nic więcej.

Osob­nym pyta­niem jest to, czy powsta­nie dru­ga seria pro­gra­mu. Nie wiem, jakie są sta­ty­sty­ki oglą­dal­no­ści, ale sądząc po kiep­skich recen­zjach i sła­bym zain­te­re­so­wa­niu na tor­ren­tach (nie, żebym sama pira­ci­ła – po pro­stu w takich miej­scach dobrze spraw­dza się popu­lar­ność danej pro­duk­cji! ;) nie wró­żę Top Gear Ame­ri­ca świe­tla­nej przyszłości.

Przy oka­zji, to nie jest pierw­sza, ame­ry­kań­ska odsło­na Top Gear. Poprzed­nia – Top Gear USA – mia­ła sześć sezo­nów. Wąt­pię, by nowej wer­sji pro­gra­mu uda­ło się utrzy­mać na ante­nie tak długo.

Top Gear America - USA Flag

To nie pierwszy raz, kiedy Amerykanie próbowali zrobić swoją wersję Top Gear. Pytanie, czy ta odsłona programu nie będzie ich ostatnim podejściem do tego tematu?

źródło: Top Gear America Twitter

Co do Ficht­ne­ra, cały czas uwa­żam, że był­by on świet­nym pro­wa­dzą­cym pro­gra­mu o moto­ry­za­cji. Ale nie Top Gear Ame­ri­ca. Bill potrze­bo­wał­by cze­goś świe­że­go, z wła­sną toż­sa­mo­ścią, co przy oka­zji wpi­sy­wa­ło­by się w cha­rak­ter i zain­te­re­so­wa­nia akto­ra. Taki pro­gram o sta­rych samo­cho­dach i histo­rii moto­ry­za­cji – w czymś takim Wil­liam spi­sał­by się wyśmie­ni­cie. Pyta­nie, czy po Top Gear Ame­ri­ca znaj­dzie się śmia­łek, któ­ry chciał­by coś takie­go z udzia­łem Ficht­ne­ra wypro­du­ko­wać? Opty­mi­stycz­na część mojej oso­bo­wo­ści trzy­ma za to kciu­ki, ale ta racjo­nal­na, na spół­kę z pesy­mi­stycz­ną zakła­da, że coś takie­go raczej nie nastą­pi. A szko­da, bo Bill ma poten­cjał. Tyl­ko ostat­nio bra­ku­je mu szczę­ścia do wystę­po­wa­nia w dobrych produkcjach.

Top Gear America - William Fichtner

Na koniec muszę napisać, że William Fichtner, w odróżnieniu od Davida Tennanta, zdaje się być ostrożnym i odpowiedzialnym kierowcą. Co wbrew pozorom wcale nie przeszkadza mu w szybkim dojeżdżaniu do linii mety.

źródło: Top Gear America Twitter

źró­dło zdję­cia ilu­stru­ją­ce­go wpis: Top Gear Ame­ri­ca Twitter

  • Mar­le­na Bier

    Jesteś naj­lep­szym adwo­ka­tem jakie­go mógł­by sobie Wil­liam tyl­ko wymarzyć :)
    Oso­bi­ście widzia­łam pilot pro­gra­mu, bo strasz­nie natręt­nie rekla­mo­wa­ła go jed­na ze sta­cji tele­wi­zyj­nych. Nie­ste­ty, żaden ze mnie fan moto­ry­za­cji, cho­ciaż sama wybra­łam swój samo­chód, bo męż­czyź­ni mnie dener­wo­wa­li nad­mia­rem rad. No i nie bez zna­cze­nia, w kwe­stii ogląd­nię­cia pro­gra­mu, był dla mnie fakt, że mnie się tak­że bar­dzo dobrze słu­cha, gdy Bill opo­wia­da o swo­jej moto­ry­za­cyj­nej pasji. Aż chcia­ło­by się usiąść obok na sie­dze­niu pasa­że­ra :D Jed­nak sam pilot mnie ździeb­ko znu­dził, więc dalej nie pocią­gnę­łam, ale teraz to koniecz­nie muszę zoba­czyć wię­cej na temat Bill kon­tra sta­re samo­cho­dy, nawet jeśli będę musia­ła prze­wi­nąć resz­tę :D

    • Jesteś naj­lep­szym adwo­ka­tem jakie­go mógł­by sobie Wil­liam tyl­ko wymarzyć :)

      Dzię­ku­ję! Choć myślę, że w tym przy­pad­ku może dzia­łać też odwrot­na rzecz, czy­li to, że naj­więk­si fani są jed­no­cze­śnie naj­bar­dziej suro­wy­mi recenzentami.

      sama wybra­łam swój samo­chód, bo męż­czyź­ni mnie dener­wo­wa­li nad­mia­rem rad

      A to dobre! Masz u mnie za to jesz­cze więk­szy szacun! :)

      Aż chcia­ło­by się usiąść obok na sie­dze­niu pasa­że­ra :D

      Zga­dza się! A ponie­waż Ficht­ner zda­je się być dobrym kie­row­cą, to przy oka­zji nie bała­bym się być pasa­że­rem w jego samochodzie. ;)

      sam pilot mnie ździeb­ko znu­dził, więc dalej nie pocią­gnę­łam, ale teraz to koniecz­nie muszę zoba­czyć więcej

      Tak, daj „Top Gear” dru­gą szan­sę, bo pilot napraw­dę im nie wyszedł. A potem, tak jak napi­sa­łam – nie bój się prze­wi­jać, bo wąt­ku z tego powo­du nie stra­cisz, a momen­ta­mi odcin­ki są… hmm, nie napi­szę nud­ne, ale na pew­no nie­cie­ka­we dla osób, któ­re nie są zain­te­re­so­wa­ne motoryzacją.

      PS. Jak dasz radę i obej­rzysz już całość, to pro­szę napisz, jakie są two­je wra­że­nia, bo bar­dzo mnie to interesuje. :)