Dyrdymały Filmowo‑Serialowe

Dyrdymały Filmowo‑Serialowe

oraz inne związane z tym głupoty

Filmy Przeróżne:

Nielot wysokich lotów

Eddie the Eagle / Eddie zwany Orłem

Ist­nieją filmy, które nigdy nie zostaną nomi­nowane do żad­nej złotej stat­uet­ki, począwszy od Oscara, a na Złotej Malin­ie kończąc. Filmy, które prze­jdą praw­ie bez echa – nie naro­bią szu­mu w social medi­ach, a kry­ty­cy zapom­ną napisać ich recen­zji. Filmy, które w Polsce nie pojaw­ią się w kinach, a na pół­ki z DVD trafią od razu w pro­mo­cyjnej cenie 19,99.

Wiele z tych filmów zasługu­je na wspom­ni­any, okrut­ny los. Jed­nak są wśród nich także pereł­ki, które warto odkryć. Do jakiej grupy zal­icza się Eddie the Eagle, czyli opar­ty na fak­tach film o pewnym bry­tyjskim skoczku nar­cia­rskim? Odpowiedź na to pytanie zna­jdziecie w dzisiejszym Dyrdy­male.

Pozytywny film sportowy

Praw­dopodob­nie widzieliś­cie już nieje­den film tego typu. Głównym bohaterem jest cia­ma­j­da (lub druży­na składa­ją­ca się z cia­ma­jd), którego wielkim marze­niem jest zostanie mis­trzem sportowym. Zadanie niemożli­we do wyko­na­nia, ale nasz bohater jest nieugię­ty i dobrej myśli. Dzię­ki temu los zaczy­na mu sprzy­jać – spo­ty­ka na swo­jej drodze życ­zli­wych ludzi, dopisu­je mu szczęś­cie i koniec końców, jakimś cud­em osią­ga sukces.

Pomi­mo tego, że fabuła takiego fil­mu jest równie przewidy­wal­na, jak zwroty akcji w komedii roman­ty­cznej, oglą­danie tego, co dzieje się na ekranie nie tylko nie nudzi, ale wręcz wcią­ga. Do tego stop­nia, że kibicu­je­my główne­mu bohaterowi moc­niej, niż pol­skiej drużynie roz­gry­wa­jącej mecz z Niem­ca­mi. Co więcej, szczęś­cie z ostate­cznego zwycięst­wa pozosta­je z nami po sean­sie, spraw­ia­jąc, że przez moment my także – podob­nie jak fil­mowy bohater – wierzymy, że chcieć, to móc i jeśli się postaramy, także spełn­imy swo­je marzenia.

Eddie the Eagle jest typowym, pozy­ty­wnym filmem sportowym. Nie trze­ba zaglą­dać do Wikipedii, by wiedzieć, jak potoczą się losy głównego bohat­era. To jed­nak wcale nie przeszkadza, bo prze­cież to jeden z tych filmów, którego oglą­danie ma nam dać rozry­wkę oraz kopa pozy­ty­wnej energii. I te rzeczy wychodzą Eddiemu zwane­mu Orłem znakomi­cie.

Mamy dobrych aktorów i nie zawahamy się ich użyć!

Wielu aktorów gry­wa w block­buster­ach głównie dla sławy i pieniędzy. Z kolei w fil­mach nieza­leżnych po to, by wysza­leć się zawodowo, w pełni wyko­rzys­tu­jąc swój tal­ent aktors­ki i/lub (w zależnoś­ci od sytu­acji) wesprzec dzieło, ich zdaniem istotne (niekoniecznie z powodu tego, że w nim wys­tępu­ją) swoim nazwiskiem, które przy­ciąg­nie widzów do kina. Domyślac­ie się którym, z tych dwóch typów filmów jest Eddie the Eagle, praw­da?

Tytułowego bohat­era, Eddiego Edward­sa zwanego Orłem, zagrał Taron Egerton. Nie kojarzy­cie tego akto­ra? Ja też nie. Zdzi­wiłam się więc, kiedy po sprawdze­niu jego fil­mo­grafii odkryłam, iż grał on główną rolę w Kings­man­ie. Moje zaskocze­nie było tak duże, ponieważ Egerton nie wyglą­dał tak, jak w tam­tym filmie. W Eddie the Eagle aktor nie zagrał Eddiego Edward­sa – on się w niego całkowicie przeo­braz­ił. Nie wiem, ile było w tym zasłu­gi Egertona, a ile charak­teryza­torów – koń­cowy efekt jest jed­nak powala­ją­cy.

Eddie Edwards

Tak, w 1986 roku, wyglą­dał prawdzi­wy Eddie Edwards.

źródło: The Tele­graph

Obok Egertona na ekranie pojaw­ił się Hugh Jack­man. Na nim niek­tórzy recen­zen­ci nie pozostaw­ili suchej nit­ki stwierdza­jąc, że Jack­man zbyt­nio się nie wysil­ił, przez cały czas gra­jąc w „try­bie Wolve­ri­na”. Ja jed­nak nie oce­ni­am jego wys­tępu tak surowo. Wyda­je mi się, że twór­cy fil­mu pomyśleli „sko­ro mamy w obsadzie Wolve­ri­na, to musimy go użyć” i wyma­gali od akto­ra by ten był ich wymar­zonym Roso­makiem. Poza tym Jack­man stał się wspom­ni­anym nazwiskiem pro­mu­ją­cym film. Gdy­by nie on, wiele osób (w tym ja) w ogóle nie zain­tere­sowało­by się Eddie the Eagle.

Ta sce­na ewident­nie pojaw­iła się tylko dlat­ego, bo twór­cy Eddie the Eagle chcieli zako­mu­nikować światu: Fuck yeah, nagral­iśmy film z Wolver­inem!

(cóż, jak widzi­cie, film jest tak mało pop­u­larny, że jego frag­men­tów niko­mu nie chce się nawet porząd­nie spiracić na YouTube)

Humor i szacun

Klip, który umieś­ciłam wyżej, świet­nie pokazu­je jeszcze jed­ną rzecz. Twór­cy fil­mu wiedzieli, że nie stworzą dzieła wiekopom­nego, którym zach­wycą się kry­ty­cy, dlat­ego podes­zli do swo­jej pra­cy z dużym dys­tansem. Jed­nocześnie widać, że włożyli w pro­dukcję masę ser­ca, a samego Eddiego sportre­towali z dużą życ­zli­woś­cią. Odważę się nawet stwierdz­ić, że tonem fil­mu starali się odd­ać naturę Edward­sa, który zda­je się nie trak­tować samego siebie poważnie, ale jed­nocześnie całe serce wkła­da w sko­ki nar­cia­rskie.

Podobało mi się także przesłanie mówiące, że Olimpia­da nie jest tak naprawdę wyś­cigiem po pier­wsze miejsce, ale zma­ganiem z samym sobą. A najwięk­szym zwycięzcą wcale nie musi być zdoby­w­ca złotego medalu.

The most important thing in the Olympic Games is not to win but to take part, just as the most important thing in life is not the triumph but the struggle. The essential thing is not to have conquered but to have fought well.  Pierre de Coubertin

Istotą igrzysk nie jest zwyciężyć, ale wziąć udzi­ał. Nie musisz wygrać, byle­byś wal­czył dobrze. ~ Pierre de Cou­bertin (założy­ciel Między­nar­o­dowego Komite­tu Olimpi­jskiego)

źródło grafi­ki: Az Quotes; tłu­macze­nie: Wiki­cy­taty

Szalone lata osiemdziesiąte

Warto wspom­nieć o jeszcze jed­nej rzeczy, czyli cza­sie, w jakim roz­gry­wa się akc­ja fil­mu. Eddie the Eagle świet­nie odd­a­je kli­mat lat osiemdziesią­tych. Pięknie prezen­tu­ją się kolorowe, w obec­nej chwili wyglą­da­jące na nieco kic­zowate, stro­je sportowe. Film zda­je się naw­iązy­wać do nich ciepłą paletą barw. Serio, wydawać by się mogło, że pro­dukc­ja, której akc­ja roz­gry­wa się w zimie, będzie wyglą­dała chłod­no, tym­cza­sem jest zupełnie inaczej.

Drugim, god­nym pochwały ele­mentem jest muzy­ka. Świet­nie wypada­ją zarówno użyte w filmie prze­bo­je z lat osiemdziesią­tych, jak i ścież­ka dźwiękowa, brzmie­niem naw­iązu­ją­ca do „epo­ki”. Z resztą tej ostat­niej słucha się dobrze także solo, co również jest godne uzna­nia.

Nie tylko dla fanów

Jeśli uwiel­bia­cie oglą­dać sko­ki nar­cia­rskie – Eddie the Eagle jest filmem dla was. Jeśli śmieszy was poczu­cie humoru Pio­tra Żyły – pokocha­cie Eddiego Edward­sa. A jeśli z jakiegoś powodu ani sko­ki, ani skoczkowie was nie obchodzą – z zaskocze­niem odkry­je­cie, że Eddiemu zwane­mu Orłem będziecie kibi­cow­ać moc­niej, niż Małys­zowi.

Film ma jeszcze jed­ną zaletę – po jego obe­jrze­niu losy Eddiego zaciekaw­ią was tak bard­zo, że na pewno zajrzy­cie do Wikipedii, by dowiedzieć się ile z tej his­torii opartej na fak­tach wydarzyło się naprawdę. A potem, czy­ta­jąc o wyczy­nach Edward­sa, będziecie śmi­ać się równie moc­no, jak na filmie.

Jeśli chodzi o mnie, to Eddiego zwanego Orłem obe­jrza­łam dwa razy. Pod­czas oby­d­wu sean­sów baw­iłam się równie dobrze i kibi­cow­ałam Eddiemu tak samo moc­no. Co więcej, za drugim razem film oglą­dałam w rodzin­nym gronie i pozostałym wid­zom Eddie the Eagle przy­padł do gus­tu równie moc­no, jak mi. Dlat­ego wierzę, że was film także zach­wyci.

I na koniec, w ramach ostate­cznej zachę­ty – zwias­tun:

Eddiego zwanego Orłem możecie kupić między innymi w tych sklepach:

Eddie zwany Orłem okładka

źródło zdję­cia ilus­tru­jącego wpis: The Red Bul­letin

  • Ela

    Potwierdzam Two­je słowa, zwłaszcza, że to dzię­ki Tobie obe­jrza­łam ten film. Jest przesym­pa­ty­czny i taki nor­mal­ny – bez wybuchów i nacią­ganej fabuły. Fak­ty­cznie po sean­sie sprawdzil­iśmy Wiki i biografię Orła. I mam ochotę na więcej takich pozy­ty­wnych obrazów!
    Czekam Asiu na dal­sze inspirac­je na wiec­zorne seanse :)

    • Cieszę się, że film ci się podobał. I że udało mi się trafić w twój gust. ;)

  • Pingback: Złote Dyrdymały 2016 | Dyrdymały Filmowo‑Serialowe()