Dyrdymały Filmowo‑Serialowe

Dyrdymały Filmowo‑Serialowe

oraz inne związane z tym głupoty

Szaleństwo Serialowe:

Fichtner w Krainie Anonimowych Alkoholiczek

Mom / Mamuśka, wybrane odcinki z sezonów 3 i 4

Wczo­raj Wil­lam Ficht­ner miał uro­dzi­ny, więc dziś będzie wpis poświę­co­ny jego oso­bie. Tak, to jest ten moment, w któ­rym może­cie się ewa­ku­ować, jeśli za Ficht­ne­rem nie prze­pa­da­cie. Jed­nak zosta­je­cie? Super!

Fil­mo­gra­fia Ficht­ne­ra jest jak pudeł­ko cze­ko­la­dek – nigdy nie wiesz, co ci się tra­fi. Aktor poja­wia się zarów­no w pro­duk­cjach nie­zwy­kłych, jak i nie­zwy­kle kiep­skich. Jak na tle tego wszyst­kie­go wypa­da Mamuś­ka, czy­li serial, w któ­rym Ficht­ner gościn­nie wystę­pu­je od pra­wie roku? O tym będzie w dzi­siej­szym Dyrdymale!

Chuck, król sitcomów

Zanim przej­dę do Mamuś­ki muszę napi­sać kil­ka słów o jej twór­cy, Chuc­ku Lor­re. Być może nie koja­rzy­cie nazwi­ska tego pana, ale na pew­no obi­ły się wam o uszy tytu­ły wymy­ślo­nych przez nie­go seria­li, takich jak Dwóch i pół (Two and a Half Men) albo Teo­ria wiel­kie­go pod­ry­wu (The Big Bang The­ory).

Lor­re jest nazy­wa­ny Kró­lem Sit­co­mów, ponie­waż pra­wie każ­dy serial tele­wi­zyj­ny, jaki wycho­dzi spod jego ręki, cie­szy się mniej­szą lub więk­szą, ale zawsze popu­lar­no­ścią. Przy czym klu­czo­wa jest tutaj fra­za „serial tele­wi­zyj­ny”. Pro­duk­cje Lor­re­go są bowiem two­rzo­ne z myślą o znu­dzo­nych tele­wi­dzach, któ­rzy ska­czą po tysiąc dwu­stu osiem­dzie­się­ciu czte­rech kana­łach na kablów­ce, szu­ka­jąc cze­goś cie­ka­we­go. Jeśli w tym cza­sie natkną się na sit­com Lor­re­go, praw­do­po­dob­nie nie­mal natych­miast zosta­ną zachę­ce­ni do dal­sze­go śle­dze­nia pro­gra­mu jakimś gagiem, dopra­wio­nym śmie­chem z offu. I nawet, jeśli roz­pocz­ną oglą­da­nie w poło­wie siód­me­go odcin­ka ósmej serii, to po mak­sy­mal­nie pię­ciu minu­tach będą wie­dzieć kto jest kim i o co w seria­lu cho­dzi. Oczy­wi­ście sit­co­my Lor­re­go posia­da­ją też pew­ną cią­głość fabu­lar­ną: wyda­rze­nia z jed­ne­go odcin­ka mają kon­se­kwen­cje w następ­nym, dzię­ki temu sta­li widzo­wie tak­że mają moty­wa­cję do tego, by co tydzień o tej samej porze, zasiąść przed telewizorem.

Nie­któ­rzy zarzu­ca­ją Lor­re­mu, że od daw­na nie wymy­ślił nicze­go nowe­go i cią­gle ser­wu­je widzom odgrze­wa­ne kotle­ty. Jest w tym spo­ro racji – pod­czas oglą­da­nia jego sit­co­mów czę­sto odczu­wa się déjà vu. Czy to źle? Cięż­ko powie­dzieć. Z jed­nej stro­ny dzię­ki temu, że wszyst­ko w seria­lu wyda­je się zna­jo­me, moż­na zacząć go oglą­dać w dowol­nym momen­cie. Z dru­giej, zoba­cze­nie więk­szej ilo­ści odcin­ków, szyb­ko dopro­wa­dzi do nie­straw­no­ści. Tro­chę, jak z cze­ko­la­dą: po zje­dze­niu jed­ne­go kawał­ka czu­je się nie­do­syt; po pożar­ciu pię­ciu tabli­czek jed­ne­go wie­czo­ra, dosta­je się mdłości.

Fichtner, po raz pierwszy

Nie, to jesz­cze nie jest ten moment, w któ­rym zaczy­nam pisać o Mamu­ś­ce. Kolej­ną cie­ka­wost­ką, jaką chcia­łam się z wami podzie­lić jest to, że Wil­liam Ficht­ner ponad dwa­dzie­ścia lat temu wystą­pił w seria­lu pro­du­ko­wa­nym przez Chuc­ka Lor­re­go. Serial nazy­wał się Gra­ce w opa­łach (Gra­ce Under Fire), a aktor poja­wił się w ośmiu odcin­kach (13, 15–16, 18–21 w sezo­nie 1 i 24 w sezo­nie 2). Zagrał życio­wo nie­po­rad­ne­go, ale prze­sym­pa­tycz­ne­go che­mi­ka, Ryana Spark­sa, któ­ry był po uszy zako­cha­ny w głów­nej boha­ter­ce, tytu­ło­wej Grace.

Nie wiem, w jak dużym stop­niu, ale występ u Lor­re­go pomógł Wil­lia­mo­wi zro­bić karie­rę w Hol­ly­wo­od – nie­dłu­go po poja­wie­niu się w seria­lu aktor zagrał w kil­ku dużych filmach.

Fichtner under fire

Tymczasem, w 1994 roku.

I jesz­cze cie­ka­wost­ka bonu­so­wa! W 2006 roku powsta­ła pol­ska wer­sja Gra­ce Under FireHela w opa­łach. W naszej pro­duk­cji w spo­lsz­czo­ne­go Ryana Spark­sa, czy­li Adria­na Iskrę, wcie­lił się Tomasz Kot.

Kot w opałach

Sami oceńcie, ile Kota jest w Fichtnerze i Fichtnera w Kocie.

źródło: Plejada.pl

Dziewczyny z problemami

OK, pora przejść do meri­tum! Tytu­ło­wą boha­ter­ką Mamuś­ki jest Bon­nie – kobie­ta w śred­nim wie­ku, kie­dyś alko­ho­licz­ka, któ­ra teraz pró­bu­je wieść w mia­rę uło­żo­ne życie. Regu­lar­nie uczęsz­cza na spo­tka­nia AA (mniej wię­cej poło­wa akcji każ­de­go odcin­ka doty­czy tych spo­tkań), ale jej zadzior­ny cha­rak­ter spra­wia, że czę­sto wpa­da w kło­po­ty (któ­re są jed­ny­mi z głów­nych ele­men­tów popy­cha­ją­cych akcję do przodu).

Pod jed­nym dachem z Bon­nie miesz­ka jej cór­ka – Chri­sty. Dziew­czy­na tak­że jest ano­ni­mo­wą alko­ho­licz­ką (cho­dzi na spo­tka­nia AA razem z mamą) i rów­nież pró­bu­je uło­żyć sobie życie (dora­bia jako kel­ner­ka i stu­diu­je pra­wo). W odróż­nie­niu od swo­jej mamy, Chri­sty jest dość spo­koj­ną i elo­kwent­ną oso­bą (napraw­dę ją lubię), a kło­po­ty, w któ­re wpa­da (w koń­cu jest boha­ter­ką sit­co­mu, więc musi jakieś mieć!) zwy­kle wyni­ka­ją z tego, że dziew­czy­na albo ma pecha, albo jej mama wplą­tu­je ją w jakieś tara­pa­ty. Aha, pra­wie zapo­mnia­łam: Chri­sty jest po roz­wo­dzie i ma mniej wię­cej dzie­się­cio­let­nie­go syna. Przy czym ten wątek jest mało waż­ny – o chło­pa­ku głów­nie się wspo­mi­na, bar­dzo rzad­ko poja­wia się on w serialu.

A teraz uwa­ga, naj­lep­sze: nie musia­łam oglą­dać Mamuś­ki od począt­ku, by wie­dzieć to wszyst­ko. Odpa­li­łam szes­na­sty odci­nek trze­cie­go sezo­nu i bar­dzo szyb­ko domy­śli­łam się, o co cho­dzi. A cze­mu aku­rat szes­na­sty odci­nek trze­cie­go sezo­nu? Bo wła­śnie wte­dy na sce­nę wkro­czył (a dokład­niej: wje­chał) gra­ny przez Wil­lia­ma Ficht­ne­ra, Adam.

Odjazdowy Adam

Adam, pew­ne­go dnia wykrę­cił zły numer tele­fo­nu, w wyni­ku cze­go dodzwo­nił się do Bon­nie. Oby­dwo­je zako­cha­li się w sobie od pierw­sze­go usły­sze­nia i jak to czę­sto w miło­ści bywa, on i ona póź­niej na zmia­nę kłó­ci­li się i kocha­li.

Boha­ter Ficht­ne­ra, podob­nie jak więk­szość posta­ci w seria­lu, nie posia­da roz­bu­do­wa­nej oso­bo­wo­ści. Tak napraw­dę moż­na o nim powie­dzieć jedy­nie, że potra­fi być mega sym­pa­tycz­ny i moc­no sar­ka­stycz­ny (cza­sem jed­no i dru­gie jed­no­cze­śnie), jest byłym kaska­de­rem, a w wol­nych chwi­lach lubi oglą­dać kana­ły spor­to­we i pić nie­po­ko­ją­co duże ilo­ści piwa. Nato­miast jego naj­waż­niej­szą cechą zda­je się być to, że… poru­sza się na wóz­ku inwa­lidz­kim. To zna­czy, nie jest to coś, co defi­niu­je Ada­ma, jako postać, ale gene­ru­je więk­szość kome­dio­wych sytu­acji z nim zwią­za­nych. Z jed­nej stro­ny facet sam ma do sie­bie ogrom­ny dystans i czę­sto żar­tu­je ze swo­je­go kalec­twa, z dru­giej wózek inwa­lidz­ki jest czę­stym tema­tem gagów. Zda­ję sobie spra­wę, że to dru­gie na papie­rze może nie brzmieć zabaw­nie, ale na ekra­nie wypa­da nieźle.

Fichtner on wheelchair

Adam to taki bohater, który zamiast rozpaczać z powodu swojej niepełnosprawności, będzie żartował, że teraz może bezkarnie patrzeć kobietom prosto w biusty.

źródło: Spoiler TV

Nie wiem, jak postać Ada­ma odbie­ra­ją inni widzo­wie, zwłasz­cza ci nie­peł­no­spraw­ni, ale mi spo­sób, w zapre­zen­to­wa­no tą postać, bar­dzo się podo­ba. Lor­re, w swo­ich żar­tach nie prze­kra­cza gra­nic dobre­go sma­ku. Co wię­cej, czę­sto zamiast z nie­peł­no­spraw­no­ści Ada­ma, śmie­je się z tego, jak inni reagu­ją na jego kalec­two. Jed­no­cze­śnie cała ta kome­dio­wa otocz­ka spra­wia, iż po pew­nym cza­sie prze­sta­je­my dostrze­gać, że postać gra­na przez Ficht­ne­ra jest na wóz­ku inwa­lidz­kim. Co moim zda­niem dzia­ła na korzyść wize­run­ku nie­peł­no­spraw­nych w popkul­tu­rze znacz­nie lepiej, niż poka­zy­wa­nie ich jako oso­by cier­pią­ce i co chwi­lę napo­ty­ka­ją­ce na swo­jej dro­dze barie­ry spo­łecz­ne lub architektoniczne.

Przy czym war­to tu wspo­mnieć, że Adam nie jest stu­pro­cen­to­wym wesoł­kiem. Zda­rza­ją się momen­ty, kie­dy jego kalec­two mu prze­szka­dza i czu­je się z jego powo­du gor­szy. Nie są to co praw­da momen­ty bar­dzo dra­ma­tycz­ne (w koń­cu mówi­my tu o sit­co­mie), ale wystar­czą by nie­znacz­nie zary­so­wać pew­ną głę­bię tej postaci.


I jesz­cze słów­ko, odno­śnie gry aktor­skiej Ficht­ne­ra. Gene­ral­nie jest OK: widać, że aktor świet­nie czu­je się w roli Ada­ma i dobrze bawi na pla­nie. Jedy­ny pro­blem pole­ga na tym, że serial podob­no jest nagry­wa­ny „na żywo”, to zna­czy tro­chę jak teatr, z udzia­łem praw­dzi­wej publicz­no­ści (ten śmiech z offu, to ich śmiech). Z tego powo­du nie krę­ci się dubli, przez co cza­sem widać, że Wil­lia­mo­wi nie wyszło i zagrał coś nie do koń­ca natu­ral­nie. Przy czym, jak wie­cie, pod­czas oglą­da­nia moja uwa­ga jest sku­pio­na nie­mal cał­ko­wi­cie na Ficht­ne­rze i może dla­te­go wyła­pu­ję takie niu­an­se. „Nor­mal­ni” widzo­wie praw­do­po­dob­nie ich nie zauważą.

Oglądać, czy nie?

Mamuś­ka jest jed­nym z tych seria­li, któ­re cięż­ko jest oce­nić. Nie jest to pro­duk­cja naj­wyż­szych lotów, ale też nie zali­cza się do rze­czy bar­dzo złych. Wie­le razy napraw­dę mnie roz­śmie­szy­ła, ale były też sce­ny pod­czas któ­rych zgrzy­ta­łam zęba­mi ze zło­ści – tak źle się je oglą­da­ło. Na pew­no sit­com świet­nie spraw­dzi się jako guil­ty ple­asu­re, coty­go­dnio­wy, pół­go­dzin­ny odmóż­dżacz na popra­wę humo­ru. Co waż­ne, podob­nie jak ja, nie musi­cie zaczy­nać oglą­dać go od począt­ku. Może­cie też, rów­nież za moim przy­kła­dem, zer­k­nąć jedy­nie na sce­ny z Ficht­ne­rem, a potem zade­cy­do­wać, czy war­to zoba­czyć resz­tę. W takim przy­pad­ku zapo­znaj­cie się z odcin­ka­mi 16–19 z trze­ciej serii oraz 1–3 (póki co) z serii czwartej.


Na koniec dodam jesz­cze, że życzę Ficht­ne­ro­wi wszyst­kie­go naj­lep­sze­go z oka­zji uro­dzin. Wczo­raj­sze­mu sole­ni­zan­to­wi stuk­nę­ło rów­ne sześć­dzie­siąt lat. Na szczę­ście Ficht­ner póki co nie wybie­ra się na eme­ry­tu­rę i trzy­mam kciu­ki, by tak było jesz­cze przez dłu­gi czas. Poza tym mam nadzie­ję, że na Wil­lia­ma znów zadzia­ła „efekt Lor­re­go” i podob­nie, jak w 1994 roku, współ­pra­ca z Kró­lem Sit­co­mów przy­czy­ni się do tego, że Ficht­ner poja­wi się w więk­szej ilo­ści dobrych fil­mów. Cze­go zarów­no Wil­lia­mo­wi, jak i sobie życzę.

źró­dło zdję­cia ilu­stru­ją­ce­go wpis: Spo­iler TV