Dyrdymały Filmowo‑Serialowe

Dyrdymały Filmowo‑Serialowe

oraz inne związane z tym głupoty

Bajkowe Animki, Filmy Przeróżne, Prosto z Kina:

Nie dorastaj, Mały Książę

Mały Książę / Le Petit Prince

Kie­dy pierw­szy raz dowie­dzia­łam się, że powsta­nie fil­mo­wa wer­sja Małe­go Księ­cia byłam prze­ciw­na temu pomy­sło­wi. Bo powieść Anto­ine de Saint-Exupéry'ego jest moim zda­niem jed­nym z tych dzieł, któ­rych nie da się zekra­ni­zo­wać. Ale jakiś czas póź­niej zoba­czy­łam zwia­stun fil­mu, któ­ry poka­zał mi, że film nie będzie tak do koń­ca adap­ta­cją książ­ki. I tym samym prze­ko­nał, że war­to go zoba­czyć.

To nie jest adaptacja

Fil­mu Mar­ka Osbor­na nie moż­na nazy­wać ekra­ni­za­cją Małe­go Księ­cia. Jest to raczej luź­na waria­cja na temat książ­ki lub nawet dzie­ło inspi­ro­wa­ne tą powie­ścią.

Akcja ani­ma­cji dzie­je się współ­cze­śnie. Głów­ną boha­ter­ką jest dziew­czyn­ka, któ­ra z powo­du wygó­ro­wa­nych ambi­cji swo­jej mat­ki, wła­ści­wie nie ma dzie­ciń­stwa. Nasza boha­ter­ka nie dosta­je się do naj­lep­szej szko­ły w mie­ście. „Na szczę­ście” nie wszyst­ko stra­co­ne. Mama dziew­czyn­ki posta­na­wia kupić dom znaj­du­ją­cy się w pobli­żu szko­ły, a nasza boha­ter­ka musi przez całe waka­cje nad­ro­bić zale­gło­ści, czy­li moc­no zaku­wać. I jeśli wszyst­ko pój­dzie dobrze, jest szan­sa, że dziew­czyn­ka we wrze­śniu tra­fi do wyma­rzo­nej pla­ców­ki oświa­to­wej. Pro­blem w tym, że nowym sąsia­dem naszej boha­ter­ki jest sza­lo­ny sta­ru­szek. I jego obec­ność będzie dość moc­no prze­szka­dzać jej w nauce.

Przy oka­zji oka­zu­je się, że dzia­dek w mło­do­ści był pilo­tem. I to nie byle jakim. Był TYM pilo­tem, któ­ry spo­tkał Małe­go Księ­cia. Sta­ru­szek co pewien czas daje dziew­czyn­ce swo­je rysun­ki, któ­re są zna­ny­mi nam stro­na­mi z Małe­go Księ­cia, opo­wia­da o spo­tka­niu z miesz­kań­cem Aste­ro­idy B-612 i przy oka­zji uczy naszą boha­ter­kę jak czer­pać radość z życia.

Papierowa animacja

Małe­go Księ­cia bez­sprzecz­nie war­to zoba­czyć z jed­ne­go powo­du – jest pięk­nie zro­bio­ny. To zna­czy, może nie cały, bo w fil­mie zasto­so­wa­no dwa rodza­je ani­ma­cji. Pierw­sza, obra­zu­ją­ca tą część fabu­ły, któ­ra dzie­je się współ­cze­śnie, jakoś spe­cjal­nie nie wyróż­nia się na tle innych bajek 3D. Dru­ga nato­miast, doty­czy tyl­ko tego, co zna­my z książ­ki Saint-Exupéry'ego i jest zro­bio­na tak, że przy­po­mi­na papie­ro­wo-bibuł­ko­we wyci­nan­ki. I to wyglą­da nie tyl­ko pięk­nie, ale też w pewien spo­sób odda­je ducha książ­ki.

Zdrada przyjaciela

Rze­czy, któ­re opi­sa­łam powy­żej, spra­wi­ły, że niczym Lis dałam się oswo­ić i zako­cha­łam w fil­mie Mar­ka Osbor­na. Film zbli­żał się do koń­ca, szy­ko­wa­ło się słod­ko-gorz­kie, wzru­sza­ją­ce zakoń­cze­nie. Do oczu napły­wa­ły mi łzy, a w dło­ni trzy­ma­łam chu­s­tecz­kę goto­wą do wysmar­ka­nia się. Nie­co dzi­wi­ło mnie tyl­ko, że czas w kinie zle­ciał mi tak szyb­ko – jak­by minę­ła tyl­ko godzi­na sean­su.

I wła­śnie wte­dy twór­cy fil­mu, ci ludzie, któ­rym dałam się oswo­ić, wyko­rzy­sta­li moje zaufa­nie – pode­szli do mnie i zdzie­li­li mnie obu­chem w tył gło­wy.

Pięk­nie nakrę­co­na ekra­ni­za­cja Małe­go Księ­cia skoń­czy­ła się. Ale film trwał nadal. I jak się oka­za­ło, czas w kinie wca­le nie zle­ciał mi szyb­ko – napraw­dę minę­ła dopie­ro plus-minus godzi­na sean­su.

A resz­ta fil­mu… Ech, nawet cięż­ko mi o tym pisać. Nasza głów­na boha­ter­ka odpa­la samo­lot sta­re­go pilo­ta, leci na zarzą­dza­ną przez Ban­kie­ra aste­ro­idę-kor­po­ra­cję, spo­ty­ka Kró­la, Próż­ne­go i – O ZGROZO!!! – doro­słe­go Małe­go Księ­cia. Wię­cej nie napi­szę, nie mogę, bo ser­ce mi pęka, gdy tyl­ko o tym myślę.

Dla­cze­go to wszyst­ko było takie złe? Bo wyglą­da­ło to tak, jak­by twór­cy fil­mu prze­stra­szy­li się, że baj­ka nie spodo­ba się dzie­ciom. Posta­no­wi­li więc dodać coś od sie­bie. Coś peł­ne­go akcji, nie­co strasz­nych rze­czy, paru slap­sti­ko­wych żar­tów i jesz­cze więk­szej ilo­ści akcji. Dzie­cia­ki były zachwy­co­ne, to praw­da. Ja jed­nak wyszłam z kina nawet nie zła, bo szok, któ­re­go dozna­łam był zbyt wiel­ki, by się gnie­wać. Tyl­ko po pro­stu moc­no roz­cza­ro­wa­na.

Bajki nie muszą być dla dzieci

Na sali kino­wej byłam chy­ba jedy­ną oso­bą, któ­rej nie towa­rzy­szy­ło dziec­ko. A obec­ne na fil­mie dzie­cia­ki bar­dzo się nudzi­ły. Gada­ły, łazi­ły po sali. Ewi­dent­nie nie bawi­ło ich oglą­da­nie Małe­go Księ­cia. A mnie nie bawi­ło oglą­da­nie fil­mu w ich towa­rzy­stwie.

To wszyst­ko obra­zu­je moim zda­niem dość poważ­ny pro­blem, któ­ry będzie tyl­ko nara­stał. Nie wszyst­kie baj­ki są dla dzie­ci. A nawet, jeśli są dla dzie­ci, to chcą je tak­że (w spo­ko­ju, czy­li bez dzie­ci) obej­rzeć doro­śli. I war­to tutaj wspo­mnieć, że ci doro­śli bar­dzo czę­sto nie tyl­ko nie lubią dzie­ci, ale tak­że dub­bin­gu*.

Nie wiem czy w przy­pad­ku Małe­go Księ­cia pro­du­cent kazał zro­bić Mar­ko­wi Osbor­no­wi nowe, inne zakoń­cze­nie, czy też finał fil­mu był głu­pim pomy­słem same­go reży­se­ra. Jest to jed­nak ide­al­ny przy­kład dzie­ła, któ­re wyszło­by wspa­nia­le, gdy­by było skie­ro­wa­ne tyl­ko do doro­słe­go widza, ale gdzieś po dro­dze ktoś stwier­dził, że sko­ro to ani­ma­cja, to musi być w niej coś dla dzie­ci i wła­śnie to coś wszyst­ko popsu­ło.


* To zna­czy, dub­bing w Małym Księ­ciu aku­rat nie był zły, ale w wie­lu przy­pad­kach jest on rze­czą, któ­ra decy­du­je o tym, że nie wybie­ram się na film do kina (np. wła­śnie z tego powo­du nie byłam w kinie na Minion­kach).

Czy oglądać?

Mały Ksią­żę jest jed­nym z tych cięż­kich przy­pad­ków gdy nie wiem, czy mogę wam dane dzie­ło pole­cić, czy też nie.

Film war­to zoba­czyć, ze wzglę­du na to jak pod­szedł do adap­ta­cji powie­ści Saint-Exupéry'ego oraz z powo­du pięk­nych ani­ma­cji. Ale w chwi­li, w któ­rej sta­re­go pilo­ta ładu­ją do karet­ki nale­ży szyb­ko opu­ścić salę kino­wą lub wyłą­czyć tele­wi­zor. Clif­fhan­ger będzie iry­tu­ją­cy, ale uwierz­cie mi – lep­sze to, niż resz­ta fil­mu. Poza tym jeśli zakoń­czy­cie oglą­da­nie w taki spo­sób, praw­do­po­dob­nie będzie­cie zbyt zaję­ci szlo­cha­niem i myśle­niem o pięk­nie ani­ma­cji i mądro­ści książ­ki, by zło­ścić się nie­do­koń­czo­nym sean­sem.

Filmowego Małego Księcia możecie kupić między innymi w tych sklepach:

Mały Książę film okładka

Książkowego Małego Księcia możecie kupić między innymi w tych księgarniach:

Mały Książę książka okładka

źró­dło obraz­ka ilu­stru­ją­ce­go wpis: The Ver­ge