Dyrdymały Filmowo‑Serialowe

Dyrdymały Filmowo‑Serialowe

oraz inne związane z tym głupoty

Ogólnie Rzecz Ujmując:

Multifandomowa historia ludzkości

O prawdzie ukrytej w popkulturze

Dozna­łam oświe­ce­nia! Połą­czy­łam krop­ki, prze­czy­ta­łam mię­dzy wier­sza­mi. Zro­zu­mia­łam, że nic nie jest przy­pad­kiem. Książ­ki, komik­sy, fil­my i seria­le, sta­ra­ją się nam prze­ka­zać wię­cej, niż się spo­dzie­wa­my. I dziś zdra­dzę wam, jaki skry­wa­ją sekret!

Wszyst­ko zaczę­ło się daw­no, daw­no temu, w odle­głej galak­ty­ce. Rozum­ne rasy toczy­ły mię­dzy sobą woj­ny. Gwiezd­ne Woj­ny. Ludzie popeł­ni­li błąd, sta­nę­li po nie­wła­ści­wej stro­nie kon­flik­tu, prze­gra­li. A zwy­cięz­cy posta­no­wi­li ich uka­rać w jed­no­cze­śnie naj­mniej bru­tal­ny i naj­bar­dziej strasz­liw­szy spo­sób.

Tak, jak pira­ci zosta­wia­li kogoś za karę na bez­lud­nej wyspie, tak samo kosmi­ci zesła­li wszyst­ki­ch ludzi na jed­ną pla­ne­tę, po dro­dze zabie­ra­jąc im wspo­mnie­nia oraz wszyst­kie zdo­by­cze tech­ni­ki. Przy oka­zji zade­cy­do­wa­li, że będą trak­to­wać ludzi tak, jak­by ci nigdy nie ist­nie­li. Żad­ny­ch kon­tak­tów, zero inge­ren­cji. Pla­ne­ta ludzi zosta­ła wyma­za­na ze wszyst­ki­ch map wszech­świa­ta.

Mija­ły stu­le­cia, ludzie odkry­li wszyst­ko na nowo. Broń ato­mo­wą, stat­ki kosmicz­ne, robo­ty obda­rzo­ne sztucz­ną inte­li­gen­cją. Cylo­nów. Maszy­ny się zbun­to­wa­ły. Nastą­pi­ła woj­na, któ­ra zruj­no­wa­ła całą pla­ne­tę. Garst­ka oca­la­ły­ch zna­la­zła w kosmo­sie inne miej­sce nada­ją­ce się do zamiesz­ka­nia, prze­nio­sła się tam i zaczę­ła two­rzyć cywi­li­za­cję od zera. Minę­ły kolej­ne wie­ki, nowe poko­le­nia zapo­mnia­ły o prze­szło­ści. A ponie­waż histo­ria lubi się powta­rzać – tak też się sta­ło. I znów, i jesz­cze raz.

Po ostat­niej woj­nie z Cylo­na­mi, pozo­sta­li przy życiu ludzie osie­dli­li się na Zie­mi. Po raz kolej­ny posta­no­wi­li zacząć od nowa. A upływ lat ponow­nie wyma­zał pamięć o wszyst­ki­ch wyda­rze­nia­ch.

W tym samym cza­sie resz­ta wszech­świa­ta nie zatrzy­ma­ła się w roz­wo­ju. Kosmi­ci odkry­li, że nie ma sen­su budo­wać stat­ków kosmicz­ny­ch. Wystar­czy zagiąć prze­strzeń i na inną pla­ne­tę przej­ść pie­szo. Tak powsta­ły Gwiezd­ne Wro­ta. Urzą­dze­nie oka­za­ło się hitem i zna­la­zło na nie­mal każ­dej zamiesz­ka­nej pla­ne­cie.

Z racji tego, że od Gwiezd­ny­ch Wojen minę­ły eony, nie­któ­rzy kosmi­ci zaczę­li mieć w nosie to, że ist­nie­nie ludzi nale­ży igno­ro­wać. Jed­na, nie­zbyt miła rasa, posta­no­wi­ła wyko­rzy­sty­wać ludzi jako tanią siłę robo­czą. Na szczę­ście za cza­sów fara­onów ludzie zbun­to­wa­li się, wygo­ni­li kosmi­tów i zako­pa­li Gwiezd­ne Wro­ta.

Incy­dent w Sta­ro­żyt­nym Egip­cie nie znie­chę­cił tury­stów z inny­ch pla­net. Ci dość czę­sto odwie­dza­li Zie­mię (z powo­du zako­pa­nia Gwiezd­ny­ch Wrót musie­li uży­wać sta­ro­mod­ny­ch stat­ków kosmicz­ny­ch) i cza­sem dla zaba­wy uda­wa­li bogów.

Zda­rza­li się też kosmi­ci, któ­rzy uwa­ża­li ludz­ko­ść za zagro­że­nie. Pra­gnę­li nas albo znie­wo­lić, albo wyeli­mi­no­wać. Na szczę­ście los znów się do nas uśmiech­nął. Na stra­ży naszej pla­ne­ty sta­nął – nazy­wa­ją­cy się Dok­to­rem – sza­lo­ny Wład­ca Cza­su. Od tej pory zawsze rato­wał nas przed nie­bez­pie­czeń­stwem. Zwy­kle uda­wa­ło mu się zdu­sić pro­blem w zarod­ku, dzię­ki cze­mu ludzie nawet nie orien­to­wa­li się, że mie­li do czy­nie­nia z kosmi­ta­mi i byli o krok od zagła­dy. Jed­nak nie zawsze tak się dzia­ło.

Pod koniec XIX wie­ku kosmi­ci pró­bo­wa­li pod­bić Anglię. Znów ponie­śli fia­sko, jed­nak­że tym razem był to incy­dent, o któ­rym dowie­dzie­li się wszy­scy miesz­kań­cy Zie­mi. I ludz­ko­ść wpa­dła w pani­kę. Dok­tor stwier­dził, że spo­kój na naszej pla­ne­cie moż­na przy­wró­cić tyl­ko w jeden spo­sób. Ludzie musie­li zapo­mnieć o tym, co się sta­ło.

Zda­rzy­ło się wam kie­dyś, że pod­czas czy­ta­nia orien­to­wa­li­ście się, że nie pamię­ta­cie, o czym był wcze­śniej­szy aka­pit? Słu­cha­li­ście wia­do­mo­ści w radiu i gdy te się koń­czy­ły, nie wie­dzie­li­ście, cze­go doty­czy­ły? Oglą­da­li­ście w tele­wi­zji pro­gno­zę pogo­dy, a potem nie pamię­ta­li, czy jutro będzie desz­czo­wo, czy też sło­necz­nie? Być może z waszy­ch wspo­mnień wła­śnie zosta­ła wyma­za­na kolej­na inwa­zja kosmi­tów. Dokład­nie tak to dzia­ła. Przy czym obec­nie nie odpo­wia­da za to już Dok­tor.

Wład­ca Cza­su powo­łał do życia spe­cjal­ną orga­ni­za­cję, któ­ra wal­czy ze zły­mi kosmi­ta­mi, utrzy­mu­je przy­ja­ciel­skie sto­sun­ki dyplo­ma­tycz­ne z tymi dobry­mi, a w razie inwa­zji obcy­ch, gdy jest już po wszyst­kim – wyma­zu­je resz­cie ludz­ko­ści pamięć przy pomo­cy środ­ków maso­we­go prze­ka­zu. Dla zmył­ki, w każ­dym kra­ju taka orga­ni­za­cja nazy­wa się ina­czej. I tak na przy­kład w Wiel­kiej Bry­ta­nii jest to UNIT, a w Sta­na­ch Zjed­no­czo­ny­ch – MiB.

Kło­pot z maso­wym wyma­zy­wa­niem pamię­ci pole­ga na tym, że nie dzia­ła w stu pro­cen­ta­ch. Zawsze znaj­dzie się ktoś, kto nie czy­ta gazet, nie słu­cha radia, nie oglą­da tele­wi­zji i nie korzy­sta z inter­ne­tu. W jaki spo­sób roz­wią­zu­je się ten pro­blem? Zmie­nia­jąc praw­dzi­we inwa­zje kosmi­tów w fik­cyj­ne.

Wła­śnie dla­te­go w 1898 roku Her­bert Geo­r­ge Wel­ls opu­bli­ko­wał Woj­nę świa­tów, w któ­rej opi­sał wspo­mnia­ną wcze­śniej inwa­zję kosmi­tów na Anglię. To z tego powo­du BBC emi­tu­je Dok­to­ra Who. A w komik­sie i póź­niej w kina­ch, poja­wi­li się Face­ci w czer­ni. Nie zapo­mi­naj­cie też o Gwiezd­ny­ch Woj­na­ch, Bat­tle­star Galac­ti­ca oraz Gwiezd­ny­ch Wro­ta­ch. Żaden z tych oraz wie­lu inny­ch tytu­łów nie powstał przy­pad­ko­wo!

Jeśli więc komuś uda się unik­nąć maso­we­go wyma­zy­wa­nia pamię­ci i zacznie opo­wia­dać innym, że inwa­zja obcy­ch wyda­rzy­ła się napraw­dę, to i tak nikt mu nie uwie­rzy. Będzie to brzmia­ło za bar­dzo, jak fabu­ła Dnia Nie­pod­le­gło­ści.

Kul­tu­ra maso­wa słu­ży nie tyl­ko do masko­wa­nia obec­no­ści istot poza­ziem­ski­ch na naszej pla­ne­cie. Jak myśli­cie, dla­cze­go tak czę­sto poja­wia się w niej motyw podró­ży w cza­sie, super­bo­ha­te­rów albo magii? Uwierz­cie mi, to też nie jest przy­pa­dek!

I co rów­nie waż­ne: jeśli kie­dy­kol­wiek zoba­czy­cie czło­wie­ka, któ­ry będzie wyglą­dał jak kiep­ski cosplay'owiec Dok­to­ra Who, nie śmiej­cie się z nie­go. Być może będzie­cie mie­li do czy­nie­nia z praw­dzi­wym Wład­cą Cza­su.

obra­zek ilu­stru­ją­cy wpis: Are You My Mom­my autor­stwa Zero­Briant