Dyrdymały Filmowo‑Serialowe

Dyrdymały Filmowo‑Serialowe

oraz inne związane z tym głupoty

Aktorzy - nie tylko gwiazdorzy, Tydzień z Doctor Who, Wpisy Archiwalne - Blogspot:

Szkot, któ­re­go musi­cie poznać

[ Tydzień z Doctor Who ]
BONUS: David Tennant

Dzi­siej­szy wpis jest dodat­kiem do zakoń­czo­ne­go wczo­raj Tygo­dnia z Doctor Who. A ponie­waż ponie­dzia­łek dobrze jest zakoń­czyć czymś opty­mi­stycz­nym, posta­no­wi­łam przed­sta­wić na Dyr­dy­ma­łach oso­bę mega-pozy­tyw­ną, akto­ra któ­ry wcie­lił się w Dzie­sią­te­go Dok­to­ra – Davi­da Ten­nan­ta.

Cze­mu Ten­nant jest taki pozy­tyw­ny i dla­cze­go jest dobrym lekar­stwem na ponie­dział­ko­wą chan­drę? Och, po pro­stu odpal­cie sobie na YouTu­be dowol­ny wywiad z tym czło­wie­kiem, a sami zoba­czy­cie. Popra­wa humo­ru gwa­ran­to­wa­na.

Nie wiem co praw­da, czy czy­ta­nie tego wpi­su rów­nież w jakiś spo­sób was roz­ba­wi, ale może przy­naj­mniej dowie­cie się z nie­go cze­goś cie­ka­we­go. A z tego co wiem zdo­by­wa­nie inte­re­su­ją­cych infor­ma­cji tak­że może być czymś, co popra­wia nastrój.

Aktor nie­zna­ny?

Wbrew temu, co mogło­by się wyda­wać po obej­rze­niu Docto­ra Who, David Ten­nant (któ­ry tak napraw­dę ma na nazwi­sko McDo­nald, i tak, jest Szko­tem) to nie tyl­ko aktor kome­dio­wy. Nie­strasz­ne mu role w pro­duk­cjach oby­cza­jo­wo-dra­ma­tycz­nych. Czę­sto moż­na go też zoba­czyć na deskach teatru, gdzie gry­wa w róż­nych sztu­kach Szek­spi­row­skich (z resz­tą Ten­nant sam mówi, że gra­nie w teatrze trak­tu­je jako swo­je pod­sta­wo­we „obo­wiąz­ki zawo­do­we”, nato­miast wystę­py w fil­mach lub seria­lach jedy­nie jako pra­ce doryw­cze).

W Wiel­kiej Bry­ta­nii Ten­nant jest akto­rem bar­dzo zna­nym. Tak bar­dzo, że jego poja­wie­nie się na uli­cy może nawet powo­do­wać stłucz­ki samo­cho­do­we. Jed­nak­że w kra­jach, w któ­rych jeź­dzi się wła­ści­wą, czy­li pra­wą stro­ną dro­gi, Ten­nant jest mniej roz­po­zna­wal­ny. Dla­cze­go? Wystar­czy zer­k­nąć do jego fil­mo­gra­fii, gdzie nie znaj­dzie­my wie­lu tytu­łów, o któ­rych było gło­śno na całym świe­cie. Jest Postrach Nocy, Har­ry Pot­ter (w któ­rym Ten­nant zagrał jed­ną, krót­ką sce­nę) i Jak wytre­so­wać smo­ka (gdzie pod­kła­dał głos jed­ne­mu z wikin­gów, ale mówił tak mało, że bar­dzo trud­no go usły­szeć).

Nie zna­czy to jed­nak, że na tych pro­duk­cjach doro­bek boha­te­ra dzi­siej­sze­go wpi­su się koń­czy. David Ten­nant jest bowiem przede wszyst­kim akto­rem tele­wi­zyj­nym. Ale czy to źle? W pierw­szej chwi­li, gdy w fil­mo­gra­fii Szko­ta zoba­czy­łam dłu­gą listę nic nie mówią­cych mi tytu­łów, nie­co się prze­stra­szy­łam. Pomy­śla­łam, że szko­da, iż tak uta­len­to­wa­ny czło­wiek mar­nu­je się w fil­mach, o któ­rych nikt nie sły­szał. Ale potem zaczę­łam te dzie­ła oglą­dać i cze­ka­ło mnie bar­dzo miłe zasko­cze­nie. Oka­za­ło się bowiem, że aktor, choć owszem, poja­wia się głów­nie w tele­wi­zji, to jed­nak nie wystę­pu­je w pro­duk­cjach byle jakich, ale takich, któ­re spo­koj­nie mogły­by się mie­rzyć z hol­ly­wo­odz­ki­mi fil­ma­mi. A cza­sem jako­ścią nawet je prze­wyż­sza­ją.

Tennant in L.A. Without a Map

źró­dło: The Depp Tum­blr

L.A. Witho­ut a Map

Richard, głów­ny boha­ter fil­mu, jest szkoc­kim gra­ba­rzem, któ­ry pozna­je turyst­kę z Los Ange­les. Spę­dza z dziew­czy­ną jedy­nie jeden dzień, ale to wystar­czy – zako­chu­je się w niej po uszy, a potem pomi­mo tego, że nie zna ani jej nazwi­ska, ani adre­su – posta­na­wia poje­chać do Hol­ly­wo­od i ją zna­leźć. Szczę­ście się do nie­go uśmie­cha, odnaj­du­je wybran­kę swo­je­go ser­ca i po wie­lu pery­pe­tiach bie­rze ją za żonę.

Brzmi jak stan­dar­do­wa kome­dia roman­tycz­na? O ile jed­nak inne pro­duk­cje z tego gatun­ku koń­czą się wła­śnie w tym miej­scu, tak w przy­pad­ku L.A. Witho­ut a Map, to był jedy­nie punkt wyj­ścia do wła­ści­wej czę­ści fil­mu. Czę­ści opo­wia­da­ją­cej o tym, że w praw­dzi­wym świe­cie po ślu­bie nie nastę­pu­je „a potem żyli dłu­go i szczę­śli­wie”. Zamiast tego poja­wia­ją się coraz więk­sze zgrzy­ty i nie­po­ro­zu­mie­nia, któ­re w tym wypad­ku dodat­ko­wo zaognia­ne są przez miej­sce akcji, czy­li Los Ange­les.

Mia­sto widzia­ne z per­spek­ty­wy głów­ne­go boha­te­ra zmie­nia się w trak­cie trwa­nia fil­mu. Począt­ko­wo Richard jest nim zachwy­co­ny, z cza­sem jed­nak dostrze­ga fał­szy­wość oraz zepsu­cie tego miej­sca. Na koniec dosta­je­my obraz bar­dzo zbli­żo­ny do tego z Cali­for­ni­ca­tion – co praw­da nie­co grzecz­niej­szy i pozba­wio­ny goli­zny, ale tak samo mówią­cy, że L.A., to tak napraw­dę helL.A, przy­czó­łek pie­kła i miej­sce, któ­re zabi­je w nas wszyst­ko to, co dobre.


I jesz­cze z cie­ka­wo­stek – w fil­mie mamy cameo Johnny'ego Dep­pa oraz nasze­go roda­ka, Jerze­go Sko­li­mow­skie­go (któ­ry nie wiem, czy spe­cjal­nie, czy może przy­pad­kiem, ale wyglą­dał i uśmie­chał się tutaj pra­wie, jak Jack Nichol­son).


Występ Ten­nan­ta: gra­ny przez akto­ra Richard był posta­cią sym­pa­tycz­ną, ale jed­no­cze­śnie nie był to rycerz w lśnią­cej zbroi. Tą dwo­istość świet­nie uda­ło się Ten­nan­to­wi poka­zać. Widać to zwłasz­cza w dru­giej czę­ści fil­mu, gdy poja­wi­ły się wspo­mnia­ne zgrzy­ty pomię­dzy głów­nym boha­te­rem i jego żoną. Wte­dy z jed­nej stro­ny, mając w pamię­ci wcze­śniej­sze sce­ny, wciąż lubi­my Richar­da, ale z dru­giej – nie może­my go nie potę­piać widząc, że to on powo­du­je nie­któ­re kon­flik­ty.

Tennant in Blackpool

źró­dło: David Ten­nant News

Black­po­ol

Pewien nowo­bo­gacz z Black­po­ol posta­na­wia prze­isto­czyć mia­sto w bry­tyj­skie Las Vegas. Pro­blem w tym, że dzień po hucz­nym otwar­ciu jego pierw­sze­go salo­nu gier (któ­ry zgod­nie z jego ambi­cja­mi miał się wkrót­ce prze­isto­czyć w kasy­no z hote­lem), w tym­że salo­nie zna­le­zio­ne zosta­ją zwło­ki nie­zi­den­ty­fi­ko­wa­ne­go męż­czy­zny.

Black­po­ol jest misz­ma­szem kil­ku gatun­ków fil­mo­wych. Ale połą­cze­nie to wca­le nie jest głu­pie i wszyst­kie ele­men­ty świet­nie ze sobą współ­gra­ją. Mamy więc dra­mat oby­cza­jo­wy, kome­dię roman­tycz­ną, sen­sa­cyj­ny kry­mi­nał i musi­cal. A do tego wszyst­kie­go masę napraw­dę zaska­ku­ją­cych zwro­tów akcji, świet­nie roz­pi­sa­ne posta­ci oraz wspa­nia­łe aktor­stwo.

Jedy­ne, co mi w tym wszyst­kim prze­szka­dza­ło, to ta musi­ca­lo­wa część. I w sumie szko­da, bo sam pomysł był tutaj napraw­dę nie­zły. Wiel­kim plu­sem było to, że to nie był stan­dar­do­wy musi­cal, w któ­rym akto­rzy śpie­wa­li bez prze­rwy, od począt­ku, do koń­ca. Pio­se­nek uży­wa­no tutaj podob­nie, jak w baj­kach Disney'a, czy­li poja­wia­ły się one co jakiś czas, pomię­dzy stan­dar­do­wy­mi dia­lo­ga­mi. To mi się bar­dzo podo­ba­ło, ale – nie wiem dla­cze­go i kto wpadł na tak głu­pi pomysł – dają­cych wokal­ne popi­sy akto­rów zagłu­szał dźwięk ory­gi­nal­nych pio­se­nek, któ­re ci wyko­ny­wa­li. A przez to sce­ny śpie­wa­ne wypa­da­ły tutaj cho­ler­nie sztucz­nie. Bar­dziej jak jakiś play­back show, niż musi­cal.


Występ Ten­nan­ta: aktor śpie­wał i tań­czył napraw­dę wspa­nia­le. A do tego rolę miał cie­ka­wą, zagrał bowiem poli­cjan­ta pro­wa­dzą­ce­go śledz­two prze­ciw­ko głów­ne­mu boha­te­ro­wi. Postać, w któ­rą się wcie­lał: detek­tyw inspek­tor Peter Car­li­sle (uwiel­biam jak Bry­tyj­czy­cy mówią detec­ti­ve inspec­tor!), z jed­nej stro­ny niczym Sher­lock Hol­mes, był nie­zwy­kle bystry, bar­dzo pew­ny sie­bie i miał w nosie auto­ry­te­ty. Z dru­giej jed­nak – potra­fił być szu­ją rów­nie dużą, jak głów­ny boha­ter (któ­ry momen­ta­mi szu­ją wca­le nie był). Poje­dy­nek tych dwóch posta­ci pre­zen­to­wał się więc bar­dzo cie­ka­wie, bo tak napraw­dę, zna­jąc wszyst­kie ich wady oraz zale­ty, oby­dwóm kibi­co­wa­ło się tak samo.

Traf­fic War­den

Fil­mik krót­ko­me­tra­żo­wy, w któ­rym strasz­nie spodo­ba­ło mi się to, że wszyst­ko było ilu­stro­wa­ne przez ulicz­ne pla­ka­ty, zna­ki dro­go­we, szyl­dy rekla­mo­we, nagłów­ki z gazet oraz inne, im podob­ne rze­czy. Z resz­tą zobacz­cie sobie sami:

Uro­cze, praw­da?


Występ Ten­nan­ta: David nie musiał się spe­cjal­nie wysi­lać, ale mniej­sza o to. Liczy się coś inne­go: napraw­dę cenię sobie akto­rów, któ­rzy gry­wa­ją nie tyl­ko w dużych pro­duk­cjach, ale tak­że w takich małych pro­jek­tach. I czę­sto robią to za bez­cen lub sym­bo­licz­ną zło­tów­kę (a w przy­pad­ku Ten­nan­ta – sym­bo­licz­ne­go fun­ta).

Co praw­da Traf­fic War­den powstał przed Docto­rem Who więc Ten­nant nie był wte­dy jesz­cze ani bar­dzo zna­ny, ani tym bar­dziej zbyt roz­chwy­ty­wa­ny. Więc być może aktor gry­wał wte­dy w czym tyl­ko mógł, byle tyl­ko mieć moż­li­wość pra­cy przed kame­rą. Ale to nie­waż­ne, liczy się sam fakt, że Ten­nan­to­wi krót­kie metra­że tak­że nie są strasz­ne.

Tennant in Casanova

źró­dło: SoManyPeriodDramas.tumblr

Casa­no­va

Szcze­rze: nigdy jakoś spe­cjal­nie nie inte­re­so­wa­ła mnie ani histo­ria tego legen­dar­ne­go kochan­ka, ani tym bar­dziej oglą­da­nie fil­mów o nim opo­wia­da­ją­cych. Ponow­nie zosta­łam więc zasko­czo­na, bo mini-serial sku­piał się nie tyl­ko na miło­snych pod­bo­jach Casa­no­vy, ale tak­że przed­sta­wił go jako wyśmie­ni­te­go leka­rza, praw­ni­ka, awan­tur­ni­ka, pro­jek­tan­ta mody, wyna­laz­cę lote­rii, gawę­dzia­rza, a nawet – biblio­te­ka­rza. Po pro­stu, czło­wie­ka rene­san­su, któ­ry roman­so­wa­nie z kobie­ta­mi trak­to­wał przede wszyst­kim jako hob­by oraz pośred­nią rzecz, któ­ra poma­ga­ła osią­gnąć bar­dziej ambit­ne cele.

I znów muszę się odnieść do Cali­for­ni­ca­tion, bo Casa­no­va miał bar­dzo podob­ny wydźwięk – opo­wia­dał przede wszyst­kim o wiel­kiej samot­no­ści oraz tra­ge­dii czło­wie­ka, któ­ry choć mógł mieć każ­dą kobie­tę na świe­cie, nigdy nie zdo­był tej, w któ­rej był napraw­dę zako­cha­ny. Przy czym w odróż­nie­niu od Cali­for­ni­ca­tion, tutaj widzom oszczę­dzo­no poka­zy­wa­nia goli­zny.

Serial stwo­rzył Rus­sell T. Davies oraz Julie Gard­ner, czy­li ten sam duet, któ­ry póź­niej odpo­wia­dał za moje ulu­bio­ne, pierw­sze czte­ry serie Docto­ra Who. I to widać, bo Casa­no­va rów­nież posia­dał olbrzy­mią daw­kę nie­głu­pie­go humo­ru, ale jed­no­cze­śnie wzru­szał oraz zmu­szał do reflek­sji. A do tego w mini-seria­lu poja­wi­li się napraw­dę cie­ka­wi boha­te­ro­wie, któ­rych nie tyl­ko lubi­ło się od pierw­szej sce­ny, ale tak­że czu­ło z nimi pew­ną więź emo­cjo­nal­ną.

War­to wspo­mnieć tak­że o tym, że w tym samym roku co serial, w kinach gościł Casa­no­va z Heathem Led­ge­rem. Była to jed­nak stan­dar­do­wa pro­duk­cja przy­go­do­wo-roman­tycz­na, któ­ra pod wzglę­dem tre­ści, dzie­łu Davie­sa i Gard­ner nie się­ga­ła nawet do pięt.


Występ Ten­nan­ta: aktor potra­fił być zabaw­ny i uro­czy, ale jed­no­cze­śnie umiał poka­zać roz­ter­ki, jakie prze­ży­wał gra­ny przez nie­go boha­ter. To taki tro­szecz­kę Wład­ca Cza­su w wer­sji prób­nej (z resz­tą Davies i Gard­ner zapro­po­no­wa­li Ten­nan­to­wi rolę w Docto­rze Who wła­śnie ze wzglę­du na ich współ­pra­cę przy tym mini-seria­lu). Ale nie ma w tym nicze­go złe­go zwłasz­cza, że Casa­no­va jest mimo wszyst­ko posta­cią nie­co inną, niż Dok­tor. Ten­nant nie zagrał więc dwa razy tak samo, a tyl­ko pew­ne z pomy­słów tutaj wyko­rzy­sta­nych, użył potem ponow­nie.

Secret Smile Poster

źró­dło: Movie Abyss

Secret Smi­le

Patrzę na okład­kę fil­mu, a tam jakaś bar­dzo smut­na i poważ­na pani, obok rów­nie smut­ne­go i poważ­ne­go face­ta. Myślę sobie: będzie melo­dra­mat oby­cza­jo­wy. Oglą­dam pierw­sze pięć minut: naj­pierw sce­na pogrze­bu jakiejś kobie­ty, potem akcja cofa się o rok i poka­za­ne zosta­je, jak ta sama kobie­ta pozna­je męż­czy­znę. Myślę sobie: jak nic będzie to łza­wy melo­dra­mat oby­cza­jo­wy. A potem oka­za­ło się, że facet, któ­re­go pozna­ła kobie­ta, z roman­tycz­ne­go kochan­ka zmie­nił się w psy­cho­pa­tycz­ne­go prze­śla­dow­cę. I ta-dam, kolej­ny nie­zna­ny, tele­wi­zyj­ny film z Ten­nan­tem, mnie zasko­czył. Przy czym wspo­mnia­ne wcze­śniej nie­spo­dzian­ki nie były wszyst­ki­mi, któ­re na mnie cze­ka­ły.

Nie­ste­ty pro­duk­cja mia­ła jed­ną, wiel­ką wadę: jej twór­com w żaden spo­sób nie uda­ło się zbu­do­wać napię­cia. Rozu­miem, że to nie miał być thril­ler, tyl­ko histo­ria, któ­ra mogła­by się przy­da­rzyć każ­dej dziew­czy­nie. Ale jed­no­cze­śnie napraw­dę bra­ko­wa­ło mi tu cze­goś, co by mnie prze­stra­szy­ło. Dodat­ko­wo mia­łam pro­blem z polu­bie­niem głów­nej boha­ter­ki. I też rozu­miem, że nie mia­ła ona być oso­bą do koń­ca sym­pa­tycz­ną. Ale z dru­giej stro­ny – jej losy wca­le mnie nie obcho­dzi­ły. To wszyst­ko spra­wi­ło nato­miast, że Secret Smi­le, choć był fil­mem bazu­ją­cym na bar­dzo cie­ka­wym pomy­śle i momen­ta­mi dość zaska­ku­ją­cym, to jed­nak nudził i jego oglą­da­nie nie spra­wia­ło wiel­kiej przy­jem­no­ści.


Występ Ten­nan­ta: aktor wcie­lił się we wspo­mnia­ne­go wyżej, psy­cho­pa­tycz­ne­go prze­śla­dow­cę. Znów gra­na przez nie­go postać nie wyma­ga­ła spe­cjal­nych zdol­no­ści aktor­skich, Ten­nan­to­wi uda­ło się jed­nak w jakiś spo­sób spra­wić, że jego boha­ter, mimo iż zacho­wy­wał się sym­pa­tycz­nie – budził gro­zę. A może to tyl­ko ja odnio­słam takie wra­że­nie, za spra­wą tego, że po raz pierw­szy zoba­czy­łam Ten­nan­ta w roli kogoś napraw­dę złe­go?

Tennant in Recovery

źró­dło: David Ten­nant Tre­at 4 Today

Reco­ve­ry

Głów­ny boha­ter – Alan – wspa­nia­ły i kocha­ją­cy mąż oraz ojciec, pew­ne­go dnia zosta­je potrą­co­ny przez samo­chód. Z wypad­ku na pozór wycho­dzi dość szczę­śli­wie – żad­nych zła­mań, zadra­pań lub sinia­ków. Nie­ste­ty zamiast tego docho­dzi u nie­go do uszko­dze­nia mózgu – znisz­cze­niu ule­ga­ją sza­re komór­ki odpo­wie­dzial­ne za pamięć krót­ko­trwa­łą, a resz­ta połą­czeń ner­wo­wych prze­sta­je dzia­łać cał­ko­wi­cie popraw­nie. Z tego powo­du Alan nie dość, że zapo­mi­na o rze­czach ele­men­tar­nych (takich jak to, że trze­ba zało­żyć spodnie), to jesz­cze momen­ta­mi prze­sta­je być sobą i zaczy­na zacho­wy­wać się jak bez­myśl­ny, napa­lo­ny i agre­syw­ny nasto­la­tek.

Film z jed­nej stro­ny poka­zu­je dra­mat rodzi­ny głów­ne­go boha­te­ra, dla któ­rej Alan nie tyl­ko zda­je się być zupeł­nie obcym czło­wie­kiem, ale na doda­tek oso­bą, któ­rej niczym dziec­ko – nie wol­no nawet na pięć minut zosta­wić bez opie­ki. Z dru­giej stro­ny mamy tra­ge­dię same­go Ala­na, któ­ry nie zda­je sobie spra­wy z tego, że się zmie­nił i nie potra­fi zro­zu­mieć dla­cze­go rodzi­na nagle zaczę­ła obcho­dzić się z nim, jak z jaj­kiem.

Podob­nie, jak w przy­pad­ku Secret Smi­le, mamy histo­rię, któ­ra mogła­by się przy­da­rzyć każ­de­mu z nas. Ale w odróż­nie­niu od wcze­śniej opi­sa­ne­go prze­ze mnie fil­mu, tutaj napraw­dę prze­ży­wa się pro­ble­my boha­te­rów. Film bar­dziej do mnie prze­ma­wia­ła, bo takie­mu wypad­ko­wi jak Alan, mogła­bym prze­cież ulec zarów­no ja, jak i ktoś z moich bli­skich.

Podo­ba­ła mi się tak­że zasto­so­wa­na w fil­mie klam­ra w posta­ci pio­sen­ki Pau­la Wel­le­ra. Niby drob­nost­ka, ale jed­nak potę­go­wa­ła prze­sła­nie całe­go fil­mu.

I jesz­cze jed­na spra­wa – strasz­nie spodo­ba­ło mi się to, jak twór­cy wyko­rzy­sta­li podusz­kę. Zda­wać by się mogło, że to głu­po­ta, ale jed­nak odda­wa­ła ona rów­nie dużo, co sło­wa boha­te­ra. Zobacz­cie sami: tutajtutaj.


Występ Ten­nan­ta: był po pro­stu powa­la­ją­co dobry. Aktor świet­nie oddał emo­cje oraz zmien­ne nastro­je swo­je­go boha­te­ra. Dodat­ko­wo w pro­sty, ale moim zda­niem napraw­dę suge­styw­ny spo­sób uda­ło mu się poka­zać to, że mózg Ala­na został uszko­dzo­ny. Ten­nant gdy aku­rat nie grał, że jest w sta­nie nie­zdro­we­go pod­eks­cy­to­wa­nia lub sza­łu, poru­szał się w nie­co zwol­nio­ny spo­sób. Nie jakoś spe­cjal­nie powo­li, ale jed­nak wol­niej, niż nor­mal­nie. I wła­śnie przez to cały czas czu­ło się, że z jego posta­cią jest coś nie tak.

Tennant in Single Father

źró­dło: David Ten­nant News

Sin­gle Father

Mini-serial będą­cy kolej­nym bar­dzo praw­dzi­wym dra­ma­tem oby­cza­jo­wym. Tym razem głów­ny boha­ter z dnia na dzień sta­je się wdow­cem i musi nie tyl­ko zmie­rzyć się z żalem po stra­cie uko­cha­nej żony, ale tak­że wziąć na sie­bie wycho­wa­nie dość licz­nej gro­mad­ki dzie­cia­ków.

Pro­duk­cja ma podob­ne zale­ty, jak Reco­ve­ry, czy­li przej­mu­je­my się losa­mi boha­te­rów, a przy oka­zji rozu­mie­my ich. Dodat­ko­wym plu­sem jest tutaj to, że na począt­ku nie jest wprost powie­dzia­ne, kto jest kim i dzię­ki temu pew­ne zawi­ło­ści gene­alo­gicz­ne odkry­wa­my dopie­ro z cza­sem (ja potrze­bo­wa­łam dwóch albo trzech odcin­ków, by zorien­to­wać się, że głów­ny boha­ter jest nie tyl­ko ojcem, ale tak­że dziad­kiem). A rela­cje pomię­dzy boha­te­ra­mi są poplą­ta­ne nie­mal­że tak moc­no, jak w Modzie na suk­ces. Przy czym, w tym wypad­ku to nie jest minus. Bo przy pomo­cy jed­ne­go tyl­ko boha­te­ra, twór­com seria­lu uda­ło się zapre­zen­to­wać róż­ne rodza­je ojcow­skiej miło­ści. I nie tyl­ko tej ojcow­skiej.


Występ Ten­nan­ta: David gra chy­ba naj­bar­dziej zwy­czaj­ną postać, jaką moż­na sobie wyobra­zić. Ale nie oszu­kuj­my się – zagra­nie kogoś, kto spo­koj­nie mógł­by być naszym nud­nym sąsia­dem, tak­że jest sztu­ką. A dzię­ki temu, że gra­na przez nie­go postać nie była czar­no-bia­ła, Ten­nant mógł zapre­zen­to­wać wie­le na pozór sprzecz­nych ze sobą zacho­wań. Zro­bił to jed­nak w taki spo­sób, że jego boha­ter, jest oso­bą wewnętrz­nie spój­ną – żad­na z rze­czy, któ­re czy­ni, nie wyda­je się być w jakiś spo­sób nie­pa­su­ją­ca do jego cha­rak­te­ru.

Tennant in Decoy Bride

źró­dło: Ace­Show­biz

The Decoy Bri­de

Kome­dia roman­tycz­na w dobrym, bry­tyj­skim sty­lu. Byłam świę­cie prze­ko­na­na, że sce­na­riusz napi­sał Richard Cur­tis. Cóż, nie napi­sał, nie zmie­nia to jed­nak fak­tu, że ostat­ni raz podob­nie bawi­łam się oglą­da­jąc Love Actu­al­ly.

Opis fabu­ły na Film­we­bie jest do kitu, więc pokrót­ce wyja­śnię wam, o co w fil­mie cho­dzi. Pew­na bar­dzo zna­na gwiaz­da fil­mo­wa, któ­rej papa­raz­zi towa­rzy­szą na nie­mal każ­dym kro­ku, chce wziąć ślub z dala od cie­kaw­skich foto­re­por­te­rów. W tym celu uda­je się więc na wyspę Hegg, o któ­rej jej narze­czo­ny – nie­zbyt uta­len­to­wa­ny pisarz – napi­sał kie­dyś książ­kę. Na miej­scu oka­zu­je się nie­ste­ty, że jeden, szcze­gól­nie upar­ty dzien­ni­karz i tak czai się w zaro­ślach. Żeby więc go zmy­lić, ślub odby­wa się na niby, a zamiast praw­dzi­wej pan­ny mło­dej, sakra­men­tal­ne „tak” wypo­wia­da pod­sta­wio­na, miej­sco­wa dziew­czy­na. W wyni­ku prze­ocze­nia oka­zu­je się jed­nak, że zwią­zek mał­żeń­ski został zawar­ty napraw­dę. Pań­stwo mło­dzi robią więc wszyst­ko, by odwo­łać zło­żo­ną przy­się­gę. Ale po dro­dze, ku wła­sne­mu zasko­cze­niu odkry­wa­ją, że coraz bar­dziej się w sobie nawza­jem zako­chu­ją.

Tak wiem, na papie­rze nie brzmi to jakoś szcze­gól­nie eks­cy­tu­ją­co. Ale film był po pierw­sze napraw­dę zabaw­ny, po dru­gie dość mądry, i wresz­cie po osta­nie – posia­dał wspa­nia­ły kli­mat. Nie mówiąc już o tym, że gra­ją­ca głów­ną boha­ter­kę Kel­ly Mac­Do­nald była po pro­stu fan­ta­stycz­na.


Występ Ten­nan­ta: gra­na przez akto­ra postać jest niczym ksią­żę z baj­ki. To zna­czy, do ide­ału nie­co mu bra­ku­je, co nie zmie­nia fak­tu, że nie moż­na się w nim nie zako­chać. Ogól­nie jed­nak peł­ni on funk­cję przede wszyst­kim deko­ra­cyj­ną, bo jak napi­sa­łam wyżej, pierw­sze skrzyp­ce gra tutaj Kel­ly Mac­Do­nald. Ale to chy­ba też jest pew­ne­go rodza­ju sztu­ka – zagrać w fil­mie dobrze, ale jed­no­cze­śnie tak, by swo­im bla­skiem (a po Docto­rze Who David błysz­czał napraw­dę moc­no) nie przy­ćmie­wać innych akto­rów, z któ­ry­mi dzie­li się ekran.

A tak na mar­gi­ne­sie – gdy oglą­da­łam ten film tro­chę żal mi się zro­bi­ło Ten­nan­ta, bo uświa­do­mi­łam sobie, że bied­ny facet musiał mieć podob­ne pro­ble­my, gdy sam brał ślub i też sta­rał się to zro­bić w mia­rę po cichu, bez wszech­obec­nych foto­re­por­te­rów.

Spies of Warsaw

źró­dło: Insi­de Media Track

Spies of War­saw / Szpie­dzy w War­sza­wie

Pierw­sza pro­duk­cja z Ten­nan­tem, jaką obej­rza­łam po Docto­rze Who. Ocze­ki­wa­nia mia­łam ogrom­ne, no bo sko­ro serial o Pol­sce krę­ci­ło BBC, to nie mogło być źle, praw­da? I tutaj powin­no nastą­pić dłu­gie mil­cze­nie…


Mogło­by się wyda­wać, że dla Ten­nan­ta to, że jest przez więk­szość widzów koja­rzo­ny przede wszyst­kim z Docto­rem Who jest jakimś pro­ble­mem, bo nikt nie doce­nia jego innych ról. Wyda­je mi się jed­nak, że jest nie­co odwrot­nie. I nie wiem, na ile dzie­je się tak za spra­wą dobre­go wyczu­cia same­go akto­ra, a jak dużą rolę odgry­wa w tym jego agent i twór­cy fil­mo­wi, ale wyglą­da na to, że każ­dy reży­ser lub pro­du­cent, któ­ry zde­cy­du­je się zatrud­nić Ten­nan­ta, zda­je sobie spra­wę, iż widzo­wie będą myśleć o Dok­to­rze. Dla­te­go też Szko­to­wi pro­po­nu­je się jedy­nie cie­ka­we role w dobrych fil­mach – bo tyl­ko to może spra­wić, że odbior­cy na moment zapo­mną o Ostat­nim Wład­cy Cza­su. Inny­mi sło­wy więc: im mniej myśli się o Docto­rze Who pod­czas oglą­da­nia fil­mu lub seria­lu z Ten­nan­tem, tym lep­sza jest dana pro­duk­cja.


W przy­pad­ku Szpie­gów w War­sza­wie nie dość, że myśla­łam o Dok­to­rze cały czas, to jesz­cze sta­ra­łam sobie za jego pomo­cą wyja­śnić wszel­kie luki oraz nie­pra­wi­dło­wo­ści w sce­na­riu­szu. Przy­kła­do­wo: wszy­scy boha­te­ro­wie, bez wzglę­du na naro­do­wość mówią po angiel­sku, poza Niem­ca­mi, któ­rzy mówią po nie­miec­ku – wyja­śnie­nie: pew­nie tłu­macz w TAR­DIS się popsuł. Albo też: boha­te­ro­wie w jed­nej sce­nie są w War­sza­wie w 1937 roku, a w następ­nej w Pary­żu, w 1938 – to pew­nie znów spraw­ka TAR­DIS.

A jak­by tego wszyst­kie­go było mało – serial był tak strasz­li­wie nud­ny, że obej­rza­łam go do koń­ca jedy­nie dla­te­go, bo liczy­łam, że w ostat­niej sce­nie poja­wi się Cathe­ri­ne Tate w roli Don­ny, trza­śnie Ten­nan­ta w poli­czek i krzyk­nie: „Oi, alien boy, eno­ugh of this sil­ly things. It's time to go back to TAR­DIS, you dum­bo!”


Występ Ten­nan­ta: aktor chy­ba tak­że nie był zado­wo­lo­ny z jako­ści sce­na­riu­sza. Bo zagrał tak jakoś od nie­chce­nia, przez cały czas ope­ru­jąc jed­ną i tą samą miną (może był roz­ko­ja­rzo­ny, bo wypa­try­wał TAR­DIS na hory­zon­cie?). A jak­by tego wszyst­kie­go było mało – jesz­cze ucze­sa­li go w strasz­nie głu­pi spo­sób. Ten­nant z loka­mi na gło­wie to bar­dzo zły pomysł!

Tennant in Politicians Husband

źró­dło: Who­ma­nia­ki

The Politician's Hus­band

To taki House of Cards*, ale jak­by w dru­gą stro­nę. Bo głów­ny boha­ter nie jest od począt­ku złym czło­wie­kiem, ale z cza­sem sta­je się posta­cią rów­nie bez­li­to­sną, jak gra­ny przez Spacey'a Under­wo­od. A może nawet jesz­cze gor­szą?

Nie będę zdra­dzać fabu­ły The Politician's Hus­band. Jest to jed­nak pro­duk­cja napraw­dę świet­na, z fan­ta­stycz­nym sce­na­riu­szem. A przy tym cała histo­ria jest bar­dzo mrocz­na, tak bar­dzo, że gdy na ekra­nie poja­wia­ją się napi­sy koń­co­we, czło­wie­ko­wi jest jakoś tak cięż­ko na duszy.


Występ Ten­nan­ta: odgra­ny przez nie­go boha­ter nie jest cał­ko­wi­cie zły – jak każ­dy inny czło­wiek potra­fi śmiać się, kochać albo cier­pieć. Ale też, dzię­ki temu, że zna­my jego dobre cechy, świń­stwa, któ­re ta postać wyczy­nia, jawią się jesz­cze gorzej, niż jak­by robił je ktoś, o kim z góry byśmy wie­dzie­li, że jest nie­go­dzi­wy (jak taki Under­wo­od na przy­kład).

Ten­nan­to­wi uda­ło się więc uczy­nić swo­je­go boha­te­ra oso­bą, któ­ra w jed­nej chwi­li potra­fi być kimś, kogo naj­bar­dziej w całym seria­lu lubi­my i nie­na­wi­dzi­my jed­no­cze­śnie. Zna­cie inne­go akto­ra, któ­ry potra­fił­by wywo­ły­wać u widza tak sprzecz­ne emo­cje?


* Tak na mar­gi­ne­sie House of Cards z tego roku jest nową wer­sją bry­tyj­skie­go seria­lu, sprzed wie­lu lat. Bry­tyj­czy­cy mają więc chy­ba talent do two­rze­nia pro­duk­cji tego typu… I kur­cze, muszę w koń­cu zro­bić not­kę o tym seria­lu!

Broadchurch Poster

źró­dło: FanArt​.tv

Bro­ad­church

Tytu­ło­we Bro­ad­church, jest fik­cyj­nym, nad­mor­skim mia­stecz­kiem, w któ­rym wszy­scy się zna­ją, a poło­wa miesz­kań­ców żyje z tury­sty­ki. Aż tu pew­ne­go pięk­ne­go dnia ktoś mor­du­je miej­sco­we­go chłop­ca. Osiem odcin­ków seria­lu opo­wia­da o śledz­twie doty­czą­cym tej zbrod­ni.

Podob­nych pro­duk­cji było już wie­le, wiem. The Kil­ling, Twin Peaks – pew­nie mogli­by­ście wymie­nić jesz­cze kil­ka tytu­łów. O ile jed­nak w przy­pad­ku tych dwóch seria­li pierw­sze odcin­ki wynu­dzi­ły mnie tak bar­dzo, że zaprze­sta­łam dal­sze­go oglą­da­nia, tak przy Bro­ad­church coś zasko­czy­ło.

Serial posia­da oczy­wi­ście świet­ny sce­na­riusz oraz fan­ta­stycz­nych akto­rów. Ale to nie wszyst­ko. Pomi­mo dość poważ­ne­go tema­tu, twór­com uda­ło się wpleść do całej histo­rii odro­bi­nę humo­ru, któ­ry jed­nak nie spra­wia, że pokła­da­my się ze śmie­chu, ale nada­je fabu­le pew­nej lek­ko­ści. Dodat­ko­wo jest to coś reali­stycz­ne­go, bo w koń­cu w życiu podob­nie: chwi­le smut­ne prze­pla­ta­ją się z tymi weso­ły­mi.

Serial posia­da wie­lu boha­te­rów i każ­dą z tych posta­ci uda­ło się dobrze spor­tre­to­wać. Nikt nie został pomi­nię­ty, ale też każ­dy posia­dał dokład­nie tyle cza­su ante­no­we­go, ile potrze­bo­wał.

Akcja nie toczy się dyna­micz­nie, nie mamy tutaj pości­gów, strze­la­nin albo wybu­chów. A mimo to całość nie nudzi, każ­dy odci­nek jest inte­re­su­ją­cy od pierw­szej, do ostat­niej minu­ty. Mamy też masę zwro­tów akcji, a jed­na roz­wią­za­na zagad­ka rodzi następ­ne, jesz­cze bar­dziej skom­pli­ko­wa­ne pyta­nia. Co praw­da gdzieś tak w przed­ostat­nim odcin­ku zorien­to­wa­łam się, kto może być mor­der­cą, ale to w żad­nym stop­niu nie popsu­ło mi odbio­ru cało­ści.


Występ Ten­nan­ta: David miał bez­na­dziej­nie głu­pią fry­zu­rę, ale szyb­ko się o tym zapo­mi­na­ło, ze wzglę­du na gra­ną przez nie­go postać. Zda­ję sobie spra­wę z tego, że jeste­ście pew­nie już moc­no zmę­cze­ni czy­ta­niem moje­go wpi­su, ale nie­ste­ty o gra­nym przez Ten­nan­ta detek­ty­wie inspek­to­rze Ale­cu Har­dym muszę napi­sać coś wię­cej. Har­dy jest bowiem boha­te­rem maho­nicz­nym. Na pierw­szy rzut oka aspo­łecz­ny i buco­wa­ty, z cza­sem oka­zu­je się być oso­bą, któ­ra choć bar­dzo moc­no pokrę­co­na, w rze­czy­wi­sto­ści jest kimś nie­zwy­kle dobrym i szla­chet­nym. Z Har­dym zwią­za­ne jest też kil­ka tajem­nic. Przede wszyst­kim za detek­ty­wem cią­gnie się strasz­na, nie­do­koń­czo­na zagad­ka kry­mi­nal­na. A dodat­ko­wo – facet łyka jakieś magicz­ne tablet­ki. Rozu­mie­cie więc, że pomi­mo, iż nie był to boha­ter dokład­nie taki sam, jak Ale­xan­der Maho­ne z Pri­son Bre­aka, to jed­nak on i Har­dy posia­da­li pew­ne cechy wspól­ne, któ­re spra­wia­ły, że postać Ten­nan­ta polu­bi­łam nie­mal­że od pierw­szej sce­ny.

O ile jed­nak Maho­nek zasad­ni­czo dzia­łał sam, tak Har­dy posia­dał part­ner­kę – poli­cjant­kę Ellie Mil­ler (fan­ta­stycz­na Oli­via Col­man), któ­ra była jego zupeł­nym prze­ci­wień­stwem. Za spra­wą takie­go kon­tra­stu cechy Hardy'ego były bar­dziej uwi­docz­nio­ne. Dodat­ko­wo, pole­ga­ją­ce na mniej­szym lub więk­szym prze­ko­ma­rza­niu się roz­mo­wy pomię­dzy Har­dym a Mil­ler były jed­nym z dyna­micz­niej­szych oraz roz­bra­ja­ją­cych napię­cie ele­men­tów seria­lu.

Przy czym, co waż­ne – gdy pisa­łam o tym, że ta dwój­ka była part­ne­ra­mi, mia­łam na myśli jedy­nie rela­cje opie­ra­ją­ce się na przy­jaź­ni, sza­cun­ku oraz jed­no­cze­śnie – pew­nej daw­ce nie­na­wi­ści. Zupeł­nie nie było tu nato­miast mowy o jakich­kol­wiek roman­sach – twór­cy seria­lu nawet nie suge­ro­wa­li, że coś takie­go mogło­by zaist­nieć. I bar­dzo dobrze, bo to w pew­nym sen­sie wyróż­nia Mil­ler i Hardy'ego od innych dam­sko-męskich, zna­nych z fil­mów lub seria­li, par.

Two­rząc ten wpis zasta­na­wia­łam się nad tym, któ­rą z gra­nych przez Ten­nan­ta posta­ci lubię rów­nie moc­no, a nawet bar­dziej od Dok­to­ra. I wyda­je mi się, że takim boha­te­rem będzie wła­śnie Har­dy. Z resz­tą, chy­ba nie tyl­ko ja jestem takie­go zda­nia, bo z tego, co uda­ło mi się zauwa­żyć, Hardy'emu wyrósł już w inter­ne­cie spo­ry fanc­lub.

What is this thing and why is it on my desk?

źró­dło: Halo­rvic

I jak go tu nie lubić?

David Ten­nant zda­je się być akto­rem, któ­re­go moż­na sta­wiać innym za przy­kład. Jest uta­len­to­wa­ny i żad­nej roli się nie boi. Potra­fi zarów­no opo­wie­dzieć dzie­ciom baj­kę na dobra­noc, jak i zachę­cić ludzi do kupie­nia szyb­sze­go inter­ne­tu. Do tego jest czło­wie­kiem nie­zwy­kle miłym i chy­ba każ­dy, kto miał przy­jem­ność z nim współ­pra­co­wać, wychwa­la go tak bar­dzo, jak tyl­ko może.

Ja jed­nak naj­bar­dziej cenię Ten­nan­ta za to, że pomi­mo, iż jest on w Wiel­kiej Bry­ta­nii posta­cią bar­dzo roz­po­zna­wa­ną i papa­raz­zi cza­ją się na nie­go na każ­dym kro­ku – potra­fił zacho­wać napraw­dę dużą pry­wat­ność. Jed­no­cze­śnie jed­nak, pomi­mo tego, że aktor nie opo­wia­da na pra­wo i lewo o swo­im życiu rodzin­nym, odpo­wied­nio zapy­ta­ny potra­fi cza­sem powie­dzieć coś cie­ka­we­go na swój temat. Przy czym mówi on wte­dy o spra­wach na pozór try­wial­nych, takich jak dobie­ra­nie skar­pe­tek do pary (jeśli wideo nie prze­wi­nie się samo, prze­skocz­cie do 4:57) lub radze­nie sobie z lisa­mi wkra­da­ją­cy­mi się do przy­do­mo­we­go ogro­du. To nato­miast spra­wia, że nie jawi się on jako jakiś ach-och gwiaz­dor fil­mo­wy, tyl­ko zwy­kły facet, któ­ry aku­rat posia­da taką, a nie inną pra­cę. I za to chy­ba fani naj­bar­dziej go kocha­ją.

Keep calm and yes, it is bigger on the inside

Tydzień z Doctor Who – pozo­sta­łe wpi­sy:

Wpis pocho­dzi z poprzed­niej odsło­ny blo­ga.

Został zre­da­go­wa­ny i nie­znacz­nie zmo­dy­fi­ko­wa­ny.

Ory­gi­nal­ny tekst możesz zoba­czyć w ser­wi­sie Blog​spot​.com.

źró­dło zdję­cia ilu­stru­ją­ce­go wpis: David Ten­nant News

  • Pingback: Czy brytyjskie klify są ładniejsze od amerykańskich? | Dyrdymały Filmowo-Serialowe()

  • Pingback: Poczytaj mi jeszcze, panie Tennant! | Dyrdymały()

  • Pingback: Bohater mahoniczny, czyli kto? | Dyrdymały Filmowo‑Serialowe()

  • Mar­le­na Bier

    Wiem, że ten wpis napi­sa­łaś spo­ro cza­su temu, jed­nak posta­no­wi­łam, że sko­ro tak dobrze się rozu­mie­my w kwe­stii pew­ne­go nie­sa­mo­wi­te­go Szko­ta to ode­zwę się też tutaj :) Jak będziesz mnie mia­ła dość, po pro­stu zigno­ruj :)
    Bar­dzo mi się podo­ba­ło to co napi­sa­łaś, tj. że David Ten­nant nie gra gło­śnych pro­duk­cjach, co nie zna­czy, że fil­my z jego udzia­łem nie są dobre. Pod­pi­su­ję się obie­ma ręka­mi. Naj­faj­niej­sze jed­nak jest to, że David wyda­je się nie kal­ku­lo­wać przy wybo­rze ról. Jasne, na pew­no ma agen­ta, któ­ry mu radzi i mówi, "nie, wiesz co, to ci może zaszko­dzić, nie rób tego". Myślę, ze bie­rze też pod uwa­gę takie "banal­ne" rze­czy jak zaro­bek albo jakaś tam ścież­ka zawo­do­wa albo zawar­ty z kimś kon­trakt. Jed­nak, jeśli tak się przyj­rzeć, to bie­rze on udział w ogrom­nie róż­no­rod­nych produkcjach.Czasem się zasta­na­wiam jak on wła­ści­wie wybie­ra role i mam nadzie­ję, że w naj­więk­szej mie­rze jest tak, jak mówi o sonie w wywia­dach, czy­li szu­ka kolej­ne­go wyzwa­nia i spraw­dza, czy rola do nie­go prze­ma­wia :)
    Jeśli idzie o jego role… Cza­sem tak się zasta­na­wiam, co mnie w nim urze­kło, cze­mu w morzu napraw­dę dobrych akto­rów mnie zachwy­ca wła­śnie on. I wiesz, myślę sobie, że wiem. Jak dla mnie zawsze cho­dzi o emo­cje, bo po to się chy­ba coś oglą­da, żeby prze­ży­wać i jesz­cze raz prze­ży­wać. Dla mnie emo­cje, takie jak je poka­zu­je David, są esen­cją dobre­go aktor­stwa. Nie sądzę, żeby on się kie­dyś zasta­na­wiał czy coś wyglą­da dobrze na ekra­nie, albo jak ma się uśmiech­nąć, żeby nie było widać krzy­we­go zęba. Jak on się śmie­je, to całym sobą, aż się chce pod­ska­ki­wać, a jak pła­cze, to jak­by mu ser­ce pękło i moje chy­ba zabie­ra ze sobą wte­dy, Już to pisa­łam, ale powtó­rzę, że dla mnie nikt nie pła­cze tak praw­dzi­wie na ekra­nie, jak David. On wła­śnie poru­sza jakąś stru­nę w moim ser­cu i napraw­dę nie ma dla mnie wte­dy zna­cze­nia jak dobry jest film, w któ­rym gra. Od cza­su tego wpi­su David zagrał jesz­cze w kil­ku innych pro­duk­cjach, jed­nak o dzi­wo dla mnie wciąż dwie są naj­lep­sze. Naj­pierw ta teatral­no – fil­mo­wa, w któ­rej zoba­czy­łam go pierw­szy raz – "Ham­let". Dość rzec, że po raz pierw­szy zoba­czy­łam w boha­te­rze jakiej­kol­wiek sztu­ki czło­wie­ka, i to nic, że mówił archa­icz­nym wier­szem, ale jak sta­nął z tą swo­ja prze­krzy­wio­ną koro­ną i nożem w dło­ni, byłam w nie­bie, że nie wspo­mnę o mono­lo­gach (pierw­szy raz pła­ka­łam na sztu­ce Szek­spi­ra – jak dla mnie cza­ro­dziej). Ty jed­nak pisa­łaś tu głów­nie o rolach tele­wi­zyj­nych i stąd wła­snie moja dru­ga, uko­cha­na rola – Ala­na w "Reco­ve­ry". Po pro­stu brak mi słów jak dobry on tu był i nie mogę uwie­rzyć, że tak mało się z nim o tym roz­ma­wia­ło i roz­ma­wia. Mnie bola­ło patrze­nie na ten film i zosta­łam z taki­mi emo­cja­mi… To było takie praw­dzi­we, tak trud­ne i cięż­kie, ale takie praw­dzi­we! Po pro­stu wstrzą­sa­ją­ce! Jak on spo­wal­niał mowę albo nie­po­rad­nie zapi­nał guzi­ki to ani przez chwi­lę nie pomy­śla­łam, że on gra.I choć David zagrał wie­le napraw­dę cudow­nych, róż­no­rod­nych ról i nie­raz sta­wiał mnie pod ścia­ną wła­snych emo­cji, to ta rola jest dla mnie po pro­stu wybit­na, nie­za­po­mnia­na, i pomy­śla­łam, ze się z Tobą tym spo­strze­że­niem podzie­lę. No i pięk­ne jest to, ze po tym fil­mie David został patro­nem Headway Essex, któ­ra zaj­mu­je się ludź­mi po ura­zach mózgu i umoż­li­wi­ła mu spę­dze­nie cza­su z taki­mi ludź­mi, gdy przy­go­to­wy­wał się do roli.

    • Jak będziesz mnie mia­ła dość, po pro­stu zigno­ruj :)

      Żar­tu­jesz, praw­da? Nawet nie wiesz, jak bar­dzo się cie­szę, że może­my pody­sku­to­wać tak­że tutaj!!!

      Bar­dzo mi się podo­ba­ło to co napi­sa­łaś, tj. że David Ten­nant nie gra gło­śnych pro­duk­cjach, co nie zna­czy, że fil­my z jego udzia­łem nie są dobre. […] Naj­faj­niej­sze jed­nak jest to, że David wyda­je się nie kal­ku­lo­wać przy wybo­rze ról. Jasne, na pew­no ma agen­ta

      Dzię­ku­ję! I zga­dzam się z tym, co napi­sa­łaś. A przy oka­zji poru­szy­łaś bar­dzo cie­ka­wą kwe­stię, któ­ra zawsze mnie zasta­na­wia – jak duży wpływ na fil­mo­gra­fię jakie­goś akto­ra mają jego agen­ci. W koń­cu zanim taki Ten­nant wybie­rze, w czym chce grać, wcze­śniej jego agen­ci (bo ma ich kil­ku) wybie­ra­ją, jakie pro­po­zy­cje w ogó­le mu przed­sta­wią i o któ­rych nigdy mu nie wspo­mną.

      Cza­sem się zasta­na­wiam jak on wła­ści­wie wybie­ra role

      Inna spra­wa, że ja się czę­sto zasta­na­wiam, jak on znaj­du­je czas na to wszyst­ko! Na pew­no ma w piw­ni­cy jakiś TAR­DIS, czy coś, bo zwy­kły czło­wiek nie zna­la­zł­by cza­su na bra­nie udzia­łu w tylu róż­nych pro­jek­tach!

      Cza­sem tak się zasta­na­wiam, co mnie w nim urze­kło […]. Dla mnie emo­cje, takie jak je poka­zu­je David, są esen­cją dobre­go aktor­stwa.

      Jak zawsze – pięk­nie to wszyst­ko uję­łaś!

      Nie sądzę, żeby on się kie­dyś zasta­na­wiał czy coś wyglą­da dobrze na ekra­nie

      Wiem, co masz na myśli. Ale jed­no­cze­śnie kie­dy prze­czy­ta­łam to zda­nie, przy­po­mnia­ło mi się jak w „Doctor Who Con­fi­den­tial” poka­za­no, jak krę­co­no słyn­ne „I don't want to go”.

      https://​youtu​.be/​q​W​M​7​l​9​S​A​ipg

      Z jed­nej stro­ny to pięk­nie poka­zu­je, jak bar­dzo „lit­tle bit sil­ly” jest pra­ca akto­ra – my tu pła­cze­my, a oni tam na chłod­no dys­ku­to­wa­li, któ­re uję­cie wybrać. Ale z dru­giej jest coś nie­zwy­kłe­go (i zara­zem odro­bi­nę prze­ra­ża­ją­ce­go) w tym, że akto­rzy potra­fią tak łatwo, wręcz na zawo­ła­nie, prze­obra­żać się w posta­cie, któ­re gra­ją i poka­zy­wać emo­cje, swo­ich boha­te­rów.

      dla mnie nikt nie pła­cze tak praw­dzi­wie na ekra­nie, jak David. On wła­śnie poru­sza jakąś stru­nę w moim ser­cu

      Mam dokład­nie tak samo. Kie­dy widzę jak on pła­cze, mam ocho­tę go przy­tu­lić, a potem pła­kać razem z nim.

      moja dru­ga, uko­cha­na rola – Ala­na w "Reco­ve­ry"

      Nie uwie­rzysz, ale znów myśli­my tak samo!!! To jest moja ulu­bio­na rola Ten­nan­ta i mój ulu­bio­ny film z jego udzia­łem.

      pomy­śla­łam, ze się z Tobą tym spo­strze­że­niem podzie­lę

      Dzię­ku­ję. Miło jest dowie­dzieć się, że ktoś myśli – i przede wszyst­kim czu­je – podob­nie jak ja. :)

      pięk­ne jest to, ze po tym fil­mie David został patro­nem Headway Essex

      Kolej­na, mega cie­ka­wa rzecz, o jakiej nie mia­łam poję­cia! Dzię­ku­ję, że podzie­li­łaś się tą infor­ma­cją.

      A sko­ro już sko­men­to­wa­łaś tego Dyr­dy­ma­ła, to muszę cię przy oka­zji zapy­tać o pew­ną rzecz. Co myślisz o „Decoy Bri­de”? Pytam, mi się ten film bar­dzo podo­bał, ale spo­tka­łam się też z zupeł­nie odmien­ny­mi opi­nia­mi na jego temat i bar­dzo cie­ka­wi mnie two­je zda­nie.

      I jesz­cze jed­na spra­wa, o któ­rej przy oka­zji tego Dyr­dy­ma­ła nie wspo­mnia­łam. Zarów­no w przy­pad­ku Ten­nan­ta, jak i Wil­lia­ma Ficht­ne­ra (czy­li dru­gie­go akto­ra, na punk­cie któ­re­go „mam bzi­ka”) w ich fil­mo­gra­fiach znaj­du­je się po jed­nym fil­mie, któ­re lubię nie­ko­niecz­nie za to, że wystę­pu­ją w nich ci akto­rzy. To zna­czy: gdy­by tych akto­rów tych fil­mach nie było, były­by one rów­nie świet­ne (choć oczy­wi­ście ja bym ich praw­do­po­dob­nie nigdy nie obej­rza­ła, gdy­by wspo­mnie­ni akto­rzy nie zna­leź­li się w ich obsa­dzie). Wiem, że brzmi to tro­chę skom­pli­ko­wa­nie, ale już wyja­śniam dokład­niej, o co mi cho­dzi.

      W przy­pad­ku Ten­nan­ta takim fil­mem jest „What We Did on Our Holi­day”. Uwiel­biam ten film za jego fabu­łę, za to jak mądre i zara­zem pozy­tyw­ne prze­sła­nie ze sobą nie­sie. Ale jed­no­cze­śnie Ten­nant gra tam tak mało zna­czą­cą i wyra­zi­stą rolę, że wła­ści­wie, gdy­by wymie­nić go na inne­go akto­ra – film w niczym by nie stra­cił. Przy czym wca­le Ten­nan­ta za to nie kry­ty­ku­ję. Wręcz prze­ciw­nie – uwa­żam, że bar­dzo waż­nym talen­tem aktor­skim (któ­ry jed­nak nie wszy­scy dostrze­ga­ją) jest to, że zna­ny i uzdol­nio­ny aktor, kie­dy trze­ba potra­fi wto­pić się w tło i „zga­sić swój blask” tak, by swo­ją obec­no­ścią nie odwra­cać uwa­gi od resz­ty fil­mu. Co Ten­nan­to­wi bar­dzo czę­sto się uda­je, a w „What We Did on Our Holi­day” wyszło mu napraw­dę mistrzow­sko. I wła­śnie za to też bar­dzo go cenię!

      • Mar­le­na Bier

        A przy oka­zji poru­szy­łaś bar­dzo cie­ka­wą kwe­stię, któ­ra zawsze mnie zasta­na­wia – jak duży wpływ na fil­mo­gra­fię jakie­goś akto­ra mają jego agen­ci.”
        Jak to prze­czy­ta­łam to od razu przy­po­mnia­ła mi się prze­mo­wa Ten­nan­ta, gdy odbie­rał swo­ją zło­tą Natio­nal Tele­vi­sion Award. Wymie­nił tam wszyst­kich swo­ich agen­tów z nazwi­ska lub imie­nia, jak­by chcąc pod­kre­ślić, ze są współ­au­to­ra­mi jego suk­ce­su, a więc oś musi być w tym ich wpły­wie na wybór roli :)
        „Inna spra­wa, że ja się czę­sto zasta­na­wiam, jak on znaj­du­je czas na to wszyst­ko!”
        Bar­dzo traf­ne spo­strze­że­nie. W sumie gra­nie w fil­mach czy teatrze to wyję­te z życio­ry­su mie­sią­ce, łącz­nie z koniecz­no­ścią fizycz­ne­go naucze­nia się roli i zro­bie­nia badań (jeśli się słu­cha osób z oto­cze­nia Davi­da to wszy­scy pod­kre­śla­ją, ze David bar­dzo dużo czy­ta i uczy się o gra­nych przez sie­bie posta­ciach), a do tego jesz­cze wystę­pu w pro­gra­mach radio­wych i tele­wi­zyj­nych, wywia­dy, pra­ca cha­ry­ta­tyw­na, pro­mo­cje fil­mów, spo­tka­nia z fana­mi… Wiem, że to w jakiejś mie­rze spe­cy­fi­ka jego pra­cy, ale ogrom­nie podzi­wiam go za to, że on się w tym wszyst­kim tak pięk­nie odnaj­du­je i choć cza­sem roz­są­dek pod­po­wia­da, że musi być pie­kiel­nie zmę­czo­ny, na jego twa­rzy widać tyl­ko uśmiech :)

        Z jed­nej stro­ny to pięk­nie poka­zu­je, jak bar­dzo „lit­tle bit sil­ly” jest pra­ca akto­ra (…) Ale z dru­giej jest coś nie­zwy­kłe­go (i zara­zem odro­bi­nę prze­ra­ża­ją­ce­go) w tym, że akto­rzy potra­fią tak łatwo, wręcz na zawo­ła­nie, prze­obra­żać się w posta­cie, któ­re gra­ją(…)”
        Zga­dzam się abso­lut­nie. Podo­ba mi się strasz­nie przy­kład, któ­ry wybra­łaś :) A wiesz, ze mi się jesz­cze sko­ja­rzył taki frag­ment zza kulis Bro­ad­church. David i Oli­via sie­dzą przy sto­li­ku w sądzie i śmie­ją się do roz­pu­ku. Nagle dosta­ją sygnał, że zaraz zacznie się sce­na i oby­dwo­je przy­bie­ra­ją mar­so­we miny chy­ba w sekun­dę. Co za widok!c O, i a pro­pos „Doctor Who Con­fi­den­tial”, któ­re uwa­żam za genial­ne, mia­łaś rację kie­dy mi w jed­nej z odpo­wie­dzi napi­sa­łaś, że fil­mo­we dzien­ni­ki Ten­nant są jed­nak lep­sze. Odświe­ży­łam je sobie i powiem Ci, że nikt na świe­cie nie miał chy­ba nigdy wię­cej zaba­wy niż David na pla­nie „Doctor Who” :)
        „Zarów­no w przy­pad­ku Ten­nan­ta, jak i Wil­lia­ma Ficht­ne­ra (…) w ich fil­mo­gra­fiach znaj­du­je się po jed­nym fil­mie, któ­re lubię nie­ko­niecz­nie za to, że wystę­pu­ją w nich ci akto­rzy. W przy­pad­ku Ten­nan­ta takim fil­mem jest „What We Did on Our Holi­day”.”
        Tak z cie­ka­wo­ści, jaki to film w przy­pad­ku Wil­liam Fitch­ne­ra?
        Two­je spo­strze­że­nie jest bar­dzo inte­re­su­ją­ce. Nigdy nie pró­bo­wa­łam nawet się zasta­no­wić czy lubi­ła­bym dany film nawet wte­dy, gdy­by nie było w nim Davi­da Ten­nan­ta. Jed­nak na pew­no wie­lu bym nie zoba­czy­ła czy nawet nie usły­sza­ła o nich gdy­by nie on. Masz też abso­lut­ną rację w tym, że wiel­ki kunszt Ten­nan­ta czę­sto prze­ja­wia się tak­że w tym „przy­ga­sza­niu bla­sku” i sta­wa­niu cudow­nym tłem dla innych posta­ci. Uwiel­biam „What we did on our holi­day”, bo to bar­dzo mądry film, uwiel­biam w nim oglą­dać świat ocza­mi dzie­ci i kocham zakoń­cze­nie, któ­re jest takie nie­sztam­po­we, a jed­nak peł­ne wzru­szeń i nadziei. A w ramach cie­ka­wost­ki… Ben Mil­ler (któ­re­go też bar­dzo lubię), gra­ją­cy Gavi­na, zażar­to­wał sobie w jed­nym z wywia­dów, że nie mógł­by poko­chać takie­go bra­ta jak David Ten­nant, m.in. dla­te­go, że to wręcz nie­przy­zwo­ite tak dobrze wyglą­dać w ubra­niach :)
        Jeśli idzie o „Decoy Bri­de” to zapew­ne Cię to nie zasko­czy, ale… zga­dzam się z Tobą :) Czy­ta­łam nie­po­chleb­ne recen­zje na ten temat, ale one mnie w ogó­le nie obe­szły, bo mnie się ten film podo­bał. Był lek­ki i mądry jed­no­cze­śnie, i tak pięk­nie mówił o miło­ści, bez nad­mia­ru lukru. Bar­dzo mi się podo­ba jak twór­cy pod­cho­dzą do kwe­stii popu­lar­no­ści i tego, że nad­mier­ne inte­re­so­wa­nie się życiem innych ludzi jest nie­nor­mal­ne tak samo, jak nad­mier­ne ukry­wa­nie się przed świa­tem :) I wiesz, że ja wte­dy też pomy­śla­łam o tym jakie trud­no­ści David musiał mieć ze swo­im wła­snym ślu­bem, cho­ciaż on zawsze twier­dzi, że narze­ka­nie na popu­lar­ność w jego sytu­acji zawo­do­wej było­by „dzie­cin­ne”. Podo­ba mi się też to trosz­kę iro­nicz­ne podej­ście do tema­tu przy­go­to­wań ślub­nych (sama swo­je prze­ży­wa­łam z eks­cy­ta­cją, jed­nak cza­sa­mi zbyt łatwo popaść w prze­sa­dę ;) ), któ­re super pod­su­mo­wu­je James, stwier­dza­jąc w pew­nym momen­cie coś w tym sty­lu, że to wszyst­ko nie jego pomysł tyl­ko narze­czo­nej, a on miał się sta­wić tyl­ko na miej­scu :) No i David… Ja go bar­dzo lubię w takich rolach, zwy­kłych chło­pa­ków, tro­chę nie­udacz­ni­ków, takich nie­stan­dar­do­wych ksią­żąt na nie do koń­ca bia­łych ruma­kach, ale z takim wiel­kim ser­cem… Jak mnie wzru­sza ta sce­na, gdy James daje auto­graf parze sta­rusz­ków… Uwiel­biam patrzeć jak gra tą swo­ją nie­kla­sycz­nie pięk­ną twa­rzą i wkła­da w każ­dą swo­ją postać całe narę­cze emo­cji jed­nym pod­nie­sie­niem brwi, ale tak naj­bar­dziej podo­ba mi się tu wła­śnie to jego usu­wa­nie się w cień, dzię­ki cze­mu tym razem pięk­nie mogła zabły­snąć Kel­ly McDo­nald :)

        • Jak to prze­czy­ta­łam to od razu przy­po­mnia­ła mi się prze­mo­wa Ten­nan­ta, gdy odbie­rał swo­ją zło­tą Natio­nal Tele­vi­sion Award.

          Tak, dokład­nie o tym samym myśla­łam, kie­dy to pisa­łam. ;) Swo­ją dro­gą, wiel­ki sza­cun dla nie­go, że pamię­tał imio­na wszyst­kich swo­ich agen­tów!

          A tak na mar­gi­ne­sie, zupeł­nie bez związ­ku z Ten­nan­tem. Obej­rzyj sobie w wol­nej chwi­li film „Trust Me”, w któ­rym sce­na­rzy­stą, reży­se­rem i odtwór­cą głów­nej roli był Clark Gregg. Nie wiem, na ile przed­sta­wio­na tam histo­ria jest praw­dzi­wa, ale jed­nak od kie­dy obej­rza­łam ten film, zawsze tro­chę ina­czej myślę o cele­bry­tach i ich agen­tach.

          ogrom­nie podzi­wiam go za to, że […] choć cza­sem roz­są­dek pod­po­wia­da, że musi być pie­kiel­nie zmę­czo­ny, na jego twa­rzy widać tyl­ko uśmiech :)
          +
          fil­mo­we dzien­ni­ki Ten­nant są jed­nak lep­sze. Odświe­ży­łam je sobie i powiem Ci, że nikt na świe­cie nie miał chy­ba nigdy wię­cej zaba­wy niż David na pla­nie „Doctor Who” :)

          Ja dzien­ni­ki Ten­nan­ta cenię głów­nie za dwie rze­czy: za to, że David czę­sto zwra­ca w nich uwa­gę na rze­czy, o jakich inne „making of” nigdy nie wspo­mi­na­ją. Na przy­kład o tym, że skó­ra mu wysy­cha­ła od maki­ja­żu. Nato­miast dru­gą rze­czą jest to, że on czę­sto na tych nagra­niach wyglą­da na strasz­nie zmę­czo­ne­go, oczy same mu się zamy­ka­ją, kie­dy mówi do kame­ry. Jed­nak pomi­mo tego wszyst­kie­go – cią­gle potra­fił wykrze­sać z sie­bie entu­zjazm. No i zamiast stwier­dzić „nie nagry­wam, idę spać”, jed­nak krę­cił te widea.

          frag­ment zza kulis Bro­ad­church. David i Oli­via sie­dzą przy sto­li­ku w sądzie i śmie­ją się do roz­pu­ku. Nagle dosta­ją sygnał, że zaraz zacznie się sce­na i oby­dwo­je przy­bie­ra­ją mar­so­we miny chy­ba w sekun­dę

          Tak, też uwiel­biam to uję­cie!

          jaki to film w przy­pad­ku Wil­liam Fitch­ne­ra?

          The Chum­scrub­ber (po pol­sku głu­pio prze­tłu­ma­czo­ny na „Miłe­go dnia?”). To taki nie­co abs­trak­cyj­ny, a zara­zem bar­dzo mądry film nie­za­leż­ny, w któ­rym poza Ficht­ne­rem gra masa zna­nych akto­rów. Obej­rzyj go koniecz­nie, na pew­no ci się spodo­ba. ;)

          Ben Mil­ler (któ­re­go też bar­dzo lubię), gra­ją­cy Gavi­na, zażar­to­wał sobie w jed­nym z wywia­dów, że nie mógł­by poko­chać takie­go bra­ta jak David Ten­nant, m.in. dla­te­go, że to wręcz nie­przy­zwo­ite tak dobrze wyglą­dać w ubra­niach :)

          Hehe, nie sły­sza­łam o tym wcze­śniej. Ale dosko­na­le Bena Mil­le­ra rozu­miem! :D

          Jak mnie wzru­sza ta sce­na, gdy James daje auto­graf parze sta­rusz­ków…

          Cie­szę się, że tobie Decoy Bri­de też przy­pa­dła do gustu. I też uwiel­biam tą sce­nę! (to się robi aż nie­po­ko­ją­ce, że w przy­pad­ku Ten­nan­ta myśli­my tak podob­nie ;)

          • Mar­le­na Bier

            A dzien­ni­ki Ten­nan­ta cenię głów­nie za dwie rze­czy: za to, że David czę­sto zwra­cał w nich uwa­gę na spra­wy, o jakich inne „making of” nigdy nie wspo­mi­na­ją.. Nato­miast dru­gą rze­czą jest to, że on czę­sto na tych nagra­niach wyglą­dał na strasz­nie zmę­czo­ne­go (…) Jed­nak pomi­mo tego wszyst­kie­go – cią­gle potra­fił wykrze­sać z sie­bie entu­zjazm.”
            Zga­dzam się z tym co napi­sa­łaś :) Mnie jesz­cze urze­kło to, jaki szcze­ry był David w swo­ich wypo­wie­dziach w tym mate­ria­le, jak otwar­cie przy­zna­wał, ze jest wykoń­czo­ny, albo nakrę­co­ny jak kata­ryn­ka, albo bar­dzo zde­ner­wo­wa­ny, albo, że nakrę­cił­by coś jesz­cze raz, bo teraz zro­bił­by to lepiej… :D Czu­łam się tak, jak­bym czy­ta­ła jego pamięt­nik! A że pra­ca nad tym seria­lem bar­dzo go fascy­no­wa­ła, masz rację dosta­li­śmy wie­le bar­dzo inte­re­su­ją­cych infor­ma­cji :D Uwiel­biam też to, że zawsze pod­kre­ślał obec­ność eki­py z „Con­fi­den­tial”, czę­sto doda­jąc, ze to oni są praw­dzi­wy­mi pro­fe­sjo­na­li­sta­mi, a on tyl­ko chłop­cem z domo­wą kamer­ką :D

            Ale dosko­na­le Bena Mil­le­ra rozu­miem! :D”
            Hihi, ja też :D

            Jest też coś o co ja chcia­ła­bym Cię zapy­tać w kwe­stii Davi­da Ten­nan­ta i cie­ka­wi mnie czy i w tej kwe­stii się zgo­dzi­my, jeśli oczy­wi­ście w ogó­le masz ocho­tę o tym napi­sać. Jed­no­gło­śnie usta­li­ły­śmy, że David jest napraw­dę świet­ny w tym, co robi :) Jed­nak czy ist­nie­je taki pro­jekt, w któ­rym two­im zda­niem się nie spraw­dził albo/​i taki, w któ­rym wola­ła­byś, żeby nie wziął jed­nak udzia­łu?

            Ps. Chęt­nie obej­rzę wspo­mnia­ne przez Cie­bie fil­my, dzię­ku­ję :)

          • Jed­nak czy ist­nie­je taki pro­jekt, w któ­rym two­im zda­niem się nie spraw­dził albo/​i taki, w któ­rym wola­ła­byś, żeby nie wziął jed­nak udzia­łu?

            W sen­sie: poza Szpie­ga­mi w War­sza­wie? :P

            Ale pyta­nie jest świet­ne, dzię­ku­ję! Przy­go­tuj się na dłu­gi wywód! ;)

            Przy­znam, że w przy­pad­ku Ten­nan­ta raczej nie mam takie­go pro­ble­mu. Gorzej z Ficht­ne­rem – po obej­rze­niu wie­lu fil­mów i seria­li z jego udzia­łem musia­łam bawić się w jego adwo­ka­ta i samej sobie wyja­śnić, cze­mu wziął on udział w takiej pro­duk­cji.

            Ficht­ner jak man­trę powta­rza coś, o czym Ten­nant wspo­mniał cho­ciaż­by przy oka­zji wywia­du od któ­re­go zaczę­ła się nasza cudow­na kon­wer­sa­cja – nie da się dobrze zagrać do złe­go sce­na­riu­sza (Ficht­ner mówi „What is not on the page, is not on the sta­ge”). Moim zda­niem istot­ne są jesz­cze dwie rze­czy. To, jak reży­ser pro­wa­dzi akto­ra. I to, co się wyda­rzy w post­pro­duk­cji. Bo może mon­ta­ży­sta będzie kiep­ski i wybie­rze te uję­cia, w któ­rych aktor nie zagra naj­le­piej. Albo (co kil­ka razy zda­rzy­ło się wła­śnie w przy­pad­ku Ficht­ne­ra), że cały kon­cept fil­mu zmie­ni się na tym ostat­nim eta­pie i wszyst­ko zosta­nie zmon­to­wa­ne w zupeł­nie nową histo­rię, któ­rej nie było w sce­na­riu­szu, któ­ry czy­tał aktor, kie­dy zga­dzał się na zagra­nie danej roli.

            Dru­gą kwe­stią są tak przy­ziem­ne spra­wy jak pie­nią­dze i pre­stiż. Taki aktor jed­nak ma rodzi­nę na utrzy­ma­niu, czę­sto jest jedy­nym żywi­cie­lem rodzi­ny. Plus poja­wie­nie się w wyso­ko­bu­dże­to­wym fil­mie zapew­nia sła­wę, dzię­ki któ­rej łatwiej zdo­być następ­ne role, a co za tym idzie – znów – pie­nią­dze. Oczy­wi­ście kie­dy pro­blem zdo­by­cia pie­nię­dzy zosta­nie roz­wią­za­ny, aktor może sobie pozwo­lić na więk­szą swo­bo­dę w wybo­rze ról. I tak jest z Ficht­ne­rem, któ­ry na zmia­nę gry­wa w kiep­skich block­bu­ste­rach (z któ­rych pew­nie ma wyso­ką gażę) i wspa­nia­łych fil­mach nie­za­leż­nych (na jakich pra­wie wca­le nie zara­bia).

            Trze­cią rze­czą jest nato­miast to, jak bar­dzo dane przed­się­wzię­cie jest inte­re­su­ją­ce. Myślę, że w przy­pad­ku tych nie­szczę­snych „Szpie­gów…” Ten­nant mógł sobie zda­wać spra­wę z kiep­sko­ści sce­na­riu­sza, ale pod­jął się tej pra­cy, wła­śnie dla­te­go, bo dawa­ła mu ona moż­li­wość pra­cy w Pol­sce – czy­li w innych warun­kach, niż zwy­kle, z zupeł­nie nowy­mi ludź­mi.

            Przy czym z Ten­nan­tem nie mam takie­go pro­ble­mu, jak z Ficht­ne­rem, bo więk­szość rze­czy z jego udzia­łem, ma podob­ny – czę­sto wyso­ki – poziom. Nawet, tak pozor­nie głu­pie rze­czy, jak rekla­my, wycho­dzą mu super!

            Ale jest jesz­cze jed­na kwe­stia. Wiem, że pew­nie w to nie uwie­rzysz, ale tak napraw­dę jestem dość leni­wym fanem. Sama nie szu­kam nowych infor­ma­cji o Ten­nan­cie, wszyst­kie new­sy czer­pię ze stron fanow­skich, na któ­rych takie są na bie­żą­co zamiesz­cza­ne. Jed­no­cze­śnie cza­sem zda­rza się, że z jakimś mate­ria­łem w ogó­le się nie zapo­zna­ję, bo po pro­stu mi się nie chce, na pierw­szy rzut oka wyda­je mi się on mało inte­re­su­ją­cy (jak wywiad, od któ­re­go roz­po­czę­ły­śmy roz­mo­wę — „odkry­łam” go dopie­ro teraz i tyl­ko dla­te­go, bo zoba­czy­łam GIF z tego nagra­nia i zacie­ka­wi­ło mnie, gdzie Ten­nant tak ład­nie wyglą­dał ;) To samo tyczy się ani­ma­cji lub fil­mów doku­men­tal­nych, do któ­rych Ten­nant pod­kła­da głos – albo nie jestem zain­te­re­so­wa­na ich oglą­da­niem (tak jest głów­nie w przy­pad­ku bajek dla dzie­ci) albo nie jestem w nastro­ju, by je oglą­dać (tak mam czę­sto z fil­ma­mi doku­men­tal­ny­mi).

            Mam też taką kate­go­rię fil­mów i seria­li z Ten­nan­tem „faj­ne, ale nie chcę do tego wra­cać”. Zali­cza­ją się do niej albo pro­duk­cje, w któ­rych David wcie­lił się w nega­tyw­ną postać (jak Jes­si­ca Jones) – bo on potra­fi być tak prze­ra­ża­ją­cy, że aż nie mogę na nie­go patrzeć. Albo pro­duk­cje, w któ­rych Ten­nant nie zagrał spe­cjal­nie poru­sza­ją­cych posta­ci (np. Esca­pe Artist – dobry film, faj­na rola Davi­da, ale o gra­nym przez nie­go boha­te­rze nie umia­ła­bym dys­ku­to­wać tak, jak cho­ciaż­by o Har­dym z Bro­ad­church).

            Poza tym mam z Ten­nan­tem (i Ficht­ne­rem przy oka­zji też) jesz­cze jeden pro­blem: nie zno­szę sytu­acji, w któ­rych nagle – naj­czę­ściej w wyni­ku pro­mo­cji jakie­goś fil­mu lub seria­lu – poja­wia się masa nowych wywia­dów i jest ich tak dużo, że ich ilość po pro­stu mnie przy­tła­cza i tym samym znie­chę­ca do oglą­da­nia. Poza tym, jak już się je zacznie oglą­dać, to czę­sto oka­zu­je się, że dzien­ni­ka­rze cały czas zada­wa­li te same pyta­nia…

            Mam też pewien pro­blem z tak lubia­nym przez cie­bie Ham­le­tem. Strasz­nie cięż­ko mi się go oglą­da z powo­du… barie­ry języ­ko­wej. Widzisz, nor­mal­nie oglą­dam fil­my bez napi­sów. Tutaj, ponie­waż język jest archa­icz­ny, coś takie­go jest nie­moż­li­we. Jed­no­cze­śnie napi­sy do Ham­le­ta są spo­rzą­dzo­ne na pod­sta­wie któ­re­goś z tłu­ma­czeń sztu­ki. I przez to, że tłu­ma­cze­nie to nie jest dosłow­ne (bo prze­cież cho­dzi­ło o zacho­wa­nie rymu i ryt­mu) powsta­je dyso­nans poznaw­czy – sło­wa, któ­re sły­szę i rozu­miem nie odpo­wia­da­ją tym, któ­re widzę na napi­sach (tro­chę, jak w sytu­acji, kie­dy widzisz sło­wo „NIE­BIE­SKI” napi­sa­ne na czer­wo­no i twój mózg głu­pie­je, nie wie jak prze­czy­tać nazwę kolo­ru).

            Wła­śnie dla­te­go strasz­nie cięż­ko było mi Ham­le­ta oglą­dać. I choć rozu­miem, cze­mu tak wie­le osób zachwy­ca się zarów­no tą pro­duk­cją, jak i rolą Ten­nan­ta, to mnie ona aż tak nie zachwy­ci­ła. Ale (co mnie samą bar­dzo zasko­czy­ło) dużo lepiej oglą­da­ło mi się „Much ado abo­ut nothing”, ale to pew­nie przez to, że ton przed­sta­wie­nia był lżej­szy, więc auto­ma­tycz­nie łatwiej się je odbie­ra­ło.

            Kur­cze, popeł­ni­łam taki dłu­gi wywód, a zupeł­nie nie odpo­wie­dzia­łam na two­je pyta­nie!

            Poza „Szpie­ga­mi…” do gustu zupeł­nie nie przy­pa­dło mi chy­ba tyl­ko „Gra­ce­po­int”. Przy czym w tym przy­pad­ku uwa­żam, że ten serial w ogó­le nie powi­nien powstać. Nie mam nato­miast żalu do Ten­nan­ta, że się w tej pro­duk­cji poja­wił, bo znów – bawiąc się w adwo­ka­ta (bar­dzo doświad­czo­ne­go wie­lo­krot­nym bro­nie­niem Ficht­ne­ra ;) – moż­li­wość zagra­nia tej samej, ale jed­no­cze­śnie zupeł­nie innej posta­ci, na pew­no wyda­wa­ła się Davi­do­wi cie­ka­wa. Przy oka­zji pew­nie zaro­bił na tej roli dość spo­ro (znów: mi to, że akto­rzy dużo zara­bia­ją w żad­nym wypad­ku nie prze­szka­dza – nawet wolę, by zara­bia­li wię­cej i potem, przy wybo­rze następ­nych ról nie musie­li się przej­mo­wać kwe­stia­mi finan­so­wy­mi) i na pew­no zdo­był odro­bi­nę więk­szą sła­wę w USA (kto wie, może gdy­by nie Gra­ce­po­int, nie zatrud­ni­li­by go w Jes­si­ce Jones?).

          • Mar­le­na Bier

            Jej­ku jej, ależ mi się podo­bał Twój „wywód” :D W ogó­le to muszę Ci powie­dzieć, że tak ład­nie piszesz o Wil­lia­mie Fichtne’rze, że aż chce mi się zoba­czyć coś wię­cej z jego udzia­łem. Dla mnie David, jeśli mowa o aktor­stwie, jest jedy­nym, bo na innych akto­rów patrzę raczej przez pry­zmat posta­ci fil­mo­wych, czy­li ich ról, któ­re mi się spodo­ba­ły, ale rzad­ko mam chęć obej­rzeć coś dla tego, że w tym zagrał dany aktor, no chy­ba, że jest to David wła­śnie :)
            Ogrom­nie mi się podo­ba­ło, z patrzysz na zawód akto­ra bar­dzo prag­ma­tycz­nie, a nie ide­olo­gicz­nie :D Bra­wo! W koń­cu jest to prze­cież pra­ca wła­śnie, nie­za­leż­nie od tego, jaką by do niej doro­bić ide­olo­gię czy poję­cie misji… Nie ma sen­su obra­żać się na akto­rów za to, że przy­ję­li dobrze płat­ną rolę albo zagra­li np. w rekla­mie. To trosz­kę tak, jak­by obra­zić się na rzeź­ni­ka, że sprze­da­je mar­twe zwie­rzę­ta, jed­no­cze­śnie kupu­jąc u nie­go kar­kó­wecz­kę ;) Jak pięk­nie Ty to uję­łaś, że nie raz aktor po pro­stu musi zagrać w jakimś kiep­skim dzie­le po to, aby zaro­bić na te bar­dziej ambit­ne pro­jek­ty, albo zdo­być nowe doświad­cze­nia. No i nie­sa­mo­wi­cie spodo­bał mi się przy­to­czo­ny przez Cie­bie cytat Fichtner’a,: „What is not on the page, is not on the sta­ge”. To praw­da, że ogrom­nie wie­le zale­ży od sce­na­rzy­sty, reży­se­ra i osta­tecz­ne­go mon­ta­żu. David rze­czy­wi­ście czę­sto to zazna­cza w wywia­dach, choć nigdy niko­go w tej mate­rii nie skry­ty­ko­wał, jest na to zbyt wiel­kim dyplo­ma­tą :)

            Wra­ca­jąc jed­nak do Davi­da Ten­nan­ta…
            „Wiem, że pew­nie w to nie uwie­rzysz, ale tak napraw­dę jestem dość leni­wym fanem.”
            Rze­czy­wi­ście trud­no w to uwie­rzyć, bo piszesz o tej DTWF z taką wspa­nia­łą pasją :D

            Poza tym mam z Ten­nan­tem (i Ficht­ne­rem przy oka­zji też) jesz­cze jeden pro­blem: nie zno­szę sytu­acji, w któ­rych nagle – naj­czę­ściej w wyni­ku pro­mo­cji jakie­goś fil­mu lub seria­lu – poja­wia się masa nowych wywia­dów”
            Hihi! No to nie zga­dza­my się cho­ciaż raz :D Już Ci gdzieś indziej napi­sa­łam dla­cze­go kocham wywia­dy w ilo­ści każ­dej, wiec teraz powiem Ci, że ja to po pro­stu uwiel­biam. Tyle tyl­ko, ze ma zarwa­nych kil­ka wie­czo­rów na odkry­wa­nie
            tych wszyst­kich "smacz­ków". Cho­ciaż z tym zada­wa­niem iden­tycz­nych pytań to praw­da, ale mnie to tak bawi, że David zawsze i nie­złom­nie udzie­la tej samej odpo­wie­dzi na te same pyta­nia:) Mnie się od razu sko­ja­rzył taki przy­kład z cza­su pro­mo­cji seria­lu „Jes­si­ca Jones”. Nie­zli­czo­ną ilość razy pyta­no go o to jak to jest być tym złym, a on na to bez koń­ca odpo­wia­dał, że Kil­gra­ve nie jest takim tra­dy­cyj­nym „vil­lia­nem”, przy­ta­cza­jąc zawsze ten sam przy­kład, tj. pod­kre­śla­jąc, że prze­cież ten zło­czyń­ca nie pró­bu­je prze­jąć wła­dzy nad świa­tem i np. odpa­lić bom­by ato­mo­wej. Jak dla mnie on jest feno­me­nal­ny, bo mnie tam by chy­ba kusi­ło za każ­dym razem podać inny przy­kład :D

            Mam też pewien pro­blem z tak lubia­nym przez cie­bie Ham­le­tem. Strasz­nie cięż­ko mi się go oglą­da z powo­du… barie­ry języ­ko­wej.”
            Widzisz, bar­dzo dobrze Cię rozu­miem, bo to jest chy­ba tak, że na pew­ne rze­czy patrzy się ina­czej przez pry­zmat wła­snych doświad­czeń. Mnie się w życiu zda­rzy­ło nie tyl­ko czy­tać i ana­li­zo­wać „Ham­le­ta” w ory­gi­na­le, ale jesz­cze odgry­wać dla bar­dzo nie­wiel­kiej publicz­no­ści jeden z mono­lo­gów. Widzia­łam też dwa razy „Ham­le­ta” na sce­nie, cho­ciaż tu aku­rat po pol­sku, no i z cie­ka­wo­ści widzia­łam też inną wer­sję fil­mo­wą. I wiesz, pod­pi­su­ję się obie­ma ręka­mi pod tym, co powie­dział David, że sło­wa sztu­ki nic nie zna­czą dopó­ki nie zaczną żyć na sce­nie. Ja to dzie­ło w wyko­na­niu Davi­da oglą­da­łam naj­pierw w cało­ści kon­cen­tru­jąc się na akcji, a potem z ory­gi­na­łem w ręce kon­cen­tru­jąc się na sło­wach, oj i potem jesz­cze kil­ka razy… i nie za "karę", tyl­ko dla przy­jem­no­ści :D To, co mnie tu chy­ba naj­bar­dziej urze­kło w roli Davi­da, to fakt, że cho­ciaż wcze­śniej nie lubi­łam tej posta­ci i uwa­ża­łam jego pro­ble­my za wydu­ma­ne, to nagle do mnie dotar­ło, że Ham­let jest mło­dy, napraw­dę mło­dy i ja mogę utoż­sa­mić się z nie­któ­ry­mi jego roz­ter­ka­mi, że to nie jest jakiś tam szes­na­sto­wiecz­ny nudziarz, a duża w tym też zasłu­ga w ogó­le pomy­słu na uwspół­cze­śnie­nie tej sztu­ki. No i pierw­szy raz w życiu widzia­łam tak cud­nie ode­gra­ne szaleństwo.To, jak Ten­nat w jed­nej minu­cie wyrzu­cał sło­wa jak kara­bin maszy­no­wy (och jak on wyraź­nie mówi, nawet, gdy jest taki szyb­ki!), prze­wra­ca­jąc ocza­mi, żeby w następ­nej paść wyczer­pa­nym na posadz­kę i mówić w hip­no­ty­zu­ją­co powol­nym ryt­mie, to jak bie­ga po sce­nie na bosa­ka z prze­krzy­wio­ną koro­ną, śmie­jąc się do sie­bie, gwiż­dżąc i sta­jąc na pal­cach, żeby za chwi­lę kulić się z pła­czem na kola­nach mat­ki, a potem nagle zma­gać się z nią w wal­ce. Zosta­łam po pro­stu urze­czo­na! A gdy umie­rał, czu­łam się jak­by mi ode­bra­no przy­ja­cie­la… Wiem, że poło­wa suk­ce­su to pomysł Dora­na na tę sztu­kę, ale moim zda­niem to co abso­lut­nie mistrzow­sko robi tyl­ko David, to umie­jęt­ność bły­ska­wicz­nej zmia­ny nastro­ju i emo­cji w abso­lut­nie wia­ry­god­ny spo­sób. Zga­dzam się też z tym, co o nim powie­dział Doran, czy­li, że w ustach Ten­nan­ta sło­wa Szek­spi­ra w ogó­le nie brzmią jak­by mia­ły 400 lat. Widzę, też, że on w ogó­le czu­je się świet­nie w takich uwspół­cze­śnio­nych sztu­kach, i masz rację „Much Ado…” było napraw­dę super, tutaj też pła­ka­łam, ale… ze śmie­chu :D Strasz­nie szko­da, że nie mogłam zoba­czyć Davi­da w roli Don Juana, na pew­no był świet­ny :)

            Mam też taką kate­go­rię fil­mów i seria­li z Ten­nan­tem „faj­ne, ale nie chcę do tego wra­cać”. „
            O raju, też mam taką kate­go­rię, cho­ciaż Ty nazwa­łaś ją lepiej. Ja jed­nak ina­czej niż Ty w sumie bar­dzo lubię Davi­da w roli zło­czyń­ców. Fascy­nu­je mnie, że ten sym­pa­tycz­ny na co dzień czło­wiek, z takim prze­ko­cha­nym uśmie­chem, z całym narę­czem drob­nych prze­mi­łych gestów, potra­fi się tak zmie­nić przed kame­rą. W sumie to jest tro­chę prze­ra­ża­ją­ce, ale przede wszyst­kim bar­dzo fascy­nu­ją­ce. Serial „Jes­si­ca Jones” nie do koń­ca mi się podo­bał, ale kocha­łam każ­dą sekun­dę z Davi­dem, cho­ciaż jego postać nie­na­wi­dzi­łam całym ser­cem. Naj­bar­dziej fascy­nu­ją­ce jest jed­nak dla mnie to, że każ­dy „vil­lian” w wyda­niu Davi­da ma jakieś takie ludz­kie cechy, coś za co się go pra­wie lubi, pra­wie się mu współ­czu­je, albo się go ździeb­ko tłu­ma­czy i jak czło­wiek się na tym zła­pie to aż krę­ci gło­wą z nie­do­wie­rza­niem. Weź­my takie­go Kil­gra­va, serio były momen­ty, że pomy­śla­łam „bie­dak”, żeby za chwi­lę powie­dzieć sobie, no weź to jest prze­cież seryj­ny mor­der­ca i gwał­ci­ciel, jaki on tam bied­ny… To ze mną może zro­bić tyl­ko David :D Zresz­tą abso­lut­nie kocham to, że żad­na z jego posta­ci nie jest czar­no – bia­ła, ale uwo­dzi mnie całą gamą barw… Wra­ca­jąc jed­nak do kate­go­rii, to teraz odro­bin­kę sobie teraz zaprze­czę, :D, ponie­waż abso­lut­nie nie potra­fię wró­cić do „Secret Smi­le”. Nie umiem do koń­ca powie­dzieć dla cze­go postać Bren­da­na prze­ra­zi­ła mnie tak bar­dzo, ale do dzi­siaj, gdy w jakimś zesta­wie­niu zoba­czę ten jego uśmiech i moment jak obli­zu­je pal­ce, mam ciar­ki …

            Hehe, ja też dłu­go pisa­łam zanim doszłam do wła­ści­wej kon­klu­zji. No i jed­nak znów się zga­dza­my :D Ja nigdy nie powie­dzia­łam o Davi­dzie, że źle zagrał. Mam też gdzieś z tyłu gło­wy racjo­nal­ne argu­men­ty, gdy coś z jego udzia­łem mi się nie podo­ba, tj. że ma prze­cież gro­mad­kę dzie­ci na utrzy­ma­niu, że może coś lepiej wyglą­da­ło na papie­rze niż w efek­cie koń­co­wym, że może po pro­stu musiał się „gdzieś poka­zać” albo chciał spró­bo­wać cze­goś nowe­go… Jed­nak oso­bi­ście spe­cja­li­zu­ję się w wyszu­ki­wa­niu „momen­tów”, któ­re mi udo­wad­nia­ją, że to wciąż ten David, któ­ry mnie tak urzekł, mój Ham­let, mój Dok­tor, mój Allan i mój Har­dy, z tym samym uśmie­chem i ocza­mi o głę­bi oce­anu, tyl­ko musi mu coś kur­cze nie paso­wać w tej roli :D Podob­no jeśli raz coś się zoba­czy­ło, to nie da się tego „odzo­ba­czyć”, więc trud­no, widzia­łam „Szpie­gów w War­sza­wie” i „Gra­ce­po­int” i cier­pia­łam okrop­nie, przy czym ten dru­gi uwa­żam za znacz­nie gor­szy, bo Emett Carver to dla mnie postać ze wszech miar odpy­cha­ją­ca i rze­czy­wi­ście ta pro­duk­cja w ogó­le nie powin­na postać. No, ale cóż było robić, obej­rza­łam do ostat­niej minu­ty, a potem puści­łam sobie moje uko­cha­ne sce­ny z „Bro­ad­church” na pocie­sze­nie :D
            I tak na koniec zapy­tam Cię o coś jesz­cze, czy jest taka rola Davi­da, któ­ra Cię zasko­czy­ła, tzn. zorien­to­wa­łaś się, że sia­da­jąc do sean­su spo­dzie­wa­łaś się cze­goś abso­lut­nie inne­go, niż w efek­cie dosta­łaś (przy czym może to być pozy­tyw­ne zasko­cze­nie) :) Ja ma takie dwie i chęt­nie Ci o nich napi­szę następ­nym razem (Bo ten post jest już i tak nie przy­zwo­icie dłu­gi :D)

          • tak ład­nie piszesz o Wil­lia­mie Fichtne’rze

            I tymi sło­wa­mi mnie sku­si­łaś, by napi­sać wię­cej! :D

            Do Ficht­ne­ra mam bar­dzo sen­ty­men­tal­ny sto­su­nek. Nie będę się tutaj zagłę­biać w szcze­gó­ły, ale jeśli chcesz, zer­k­nij sobie tutaj:
            http://​joan​na​ho​ly​.pl/​d​y​r​d​y​m​a​l​y​/​2​0​1​6​/​c​o​s​-​s​i​e​-​k​o​n​c​zy/
            Przy czym ostrze­gam, że to bar­dzo smut­ny i oso­bi­sty Dyr­dy­mał, więc jeśli nie chcesz psuć sobie nastro­ju, to do nie­go nie zaglą­daj.

            Cza­sem sobie myślę, że Davi­da tak bar­dzo polu­bi­łam mię­dzy inny­mi dla­te­go, bo z cha­rak­te­ru jest on pod wie­lo­ma wzglę­da­mi do Ficht­ne­ra podob­ny. Bo Ficht­ner też jest sym­pa­tycz­ny, skrom­ny, inte­li­gent­ny i zara­zem w życio­wy spo­sób mądry. Potra­fi żar­to­wać i nie trak­tu­je sie­bie zbyt poważ­nie. Nato­miast o swo­jej pra­cy mówi jed­no­cze­śnie z wiel­ką pasją i gigan­tycz­nym przy­mru­że­niem oka. I kie­dy wspo­mi­na o swo­jej rodzi­nie, to też zmie­nia mu się ton gło­su i błysz­czą oczy. :)

            Ale oczy­wi­ście Ficht­ner pod wie­lo­ma wzglę­da­mi się też od Ten­nan­ta róż­ni. Przede wszyst­kim, ponie­waż jest Ame­ry­ka­ni­nem, ma zupeł­nie inną men­tal­ność. Nie gry­wa w teatrach. A pierw­szy raz praw­dzi­wą rolę uda­ło mu się zdo­być kie­dy miał ponad 30 lat, więc podej­rze­wam, że gdy­by chciał, mógł­by wygło­sić rów­nie demo­ty­wu­ją­co-moty­wu­ją­cą prze­mo­wę o zawo­dzie akto­ra, jak Ten­nant. Przede wszyst­kim jed­nak – Ficht­ner jest dru­go­pla­no­wym akto­rem cha­rak­te­ry­stycz­nym (ilość pro­duk­cji, w któ­rych grał pierw­sze skrzyp­ce moż­na wymie­nić na pal­cach jed­nej ręki). Ale jaki to jest aktor dru­go­pla­no­wy!!! Wie­lu ludzi mówi, że to jeden z tych akto­rów, któ­rych znasz z twa­rzy, ale nie z nazwi­ska. Inni zali­cza­ją go do „akto­rów 27 pro­cen­to­wych”, czy­li takich akto­rów, któ­rzy swo­im wystę­pem zwięk­sza­ją jakość fil­mu o 27%.

            Jeśli spoj­rzysz na jego fil­mo­gra­fię, to będziesz koja­rzy­ła masę tytu­łów, któ­re są tam wymie­nio­ne (zwłasz­cza te pocho­dzą­ce z koń­ców­ki lat 90-tych i począt­ku XXI wie­ku). Jed­no­cze­śnie (jeśli podob­nie jak ja nie masz pamię­ci do twa­rzy) być może nie będziesz wie­dzieć, jaką rolę w tych fil­mach zagrał Ficht­ner. Ale jeśli byś sobie je przy­po­mnia­ła, to praw­do­po­dob­nie oka­za­ło­by się, że Ficht­ner wcie­lił się w nich w jed­ną z tych posta­ci, któ­re zro­bi­ły na tobie naj­więk­sze wra­że­nie, kie­dy oglą­da­łaś te fil­my po raz pierw­szy.

            Ja mia­łam tak cho­ciaż­by z „Kon­tak­tem”. W dzie­ciń­stwie uwiel­bia­łam ten film, mia­łam go na kase­cie VHS i obej­rza­łam nie­skoń­czo­ną ilość razy. Kil­ka lat póź­niej (pod­czas któ­rych nie oglą­da­łam „Kon­tak­tu”), kie­dy odkry­łam Ficht­ne­ra, zupeł­nie nie potra­fi­łam go sobie w tym fil­mie przy­po­mnieć. Więc obej­rza­łam „Kon­takt” na nowo i oka­za­ło się, że Ficht­ner zagrał jed­ną z moich ulu­bio­nych posta­ci z tego fil­mu – nie­wi­do­me­go astro­no­ma. Swo­ją dro­gą te kil­ka lat wcze­śniej (ach, te cza­sy bez inter­ne­tu…) byłam świę­cie prze­ko­na­na, że aktor, któ­ry wcie­lił się w tego astro­no­ma musiał być nie­wi­do­my, bo nie wie­rzy­łam, by tak wia­ry­god­nie kogoś ociem­nia­łe­go zagrał aktor, któ­ry nie ma pro­ble­mów ze wzro­kiem.

            Jeśli cho­dzi o pro­duk­cje z Ficht­ne­rem, któ­re mogę ci pole­cić (poza wspo­mnia­nym Kon­tak­tem), to dzie­lą się one na kil­ka kate­go­rii (tytu­ły wymie­niam w kolej­no­ści chro­no­lo­gicz­nej).

            I. Faj­ny film i faj­na rola Ficht­ne­ra:

            The Set­tle­ment – cięż­ko ten film zna­leźć, ale jeśli ci się uda, to na pew­no cię zachwy­ci. To taka czar­na kome­dia, któ­ra chy­ba wyprze­dzi­ła swo­je cza­sy, bo w chwi­li pre­mie­ry nikt jej nie chwa­lił, nato­miast obec­nie oglą­da się ją bar­dzo dobrze. Poza tym (co może dodat­ko­wo cię zachę­ci) sce­na­riusz powstał na pod­sta­wie sztu­ki teatral­nej. I choć w swo­jej for­mie film nie jest ani tro­chę teatral­ny, to tą teatral­ność widać cho­ciaż­by w ilo­ści akto­rów na ekra­nie albo w tym, w jakim oto­cze­niu się oni znaj­du­ją. Plus Ficht­ner gra jed­ną z głów­nych ról.

            Drow­ning Mona – tu z kolei film kome­dio­wy, któ­ry jest cie­ka­wy dla­te­go, bo pod wie­lo­ma wzglę­da­mi odbie­ga od kome­dio­wych sche­ma­tów i przez to moc­no zaska­ku­je.

            The Ama­teurs (zwa­ne tak­że The Moguls) – bar­dzo sym­pa­tycz­ka kome­dia o ludziach z małe­go mia­stecz­ka, któ­rzy posta­na­wia­ją nakrę­cić… ama­tor­ski film por­no. Brzmi strasz­nie, ale to napraw­dę mądry i cie­pły film (w któ­rym przy oka­zji nie ma ani gra­ma goli­zny ;)

            The Dark Kni­ght – film, któ­re­go chy­ba nie trze­ba pole­cać niko­mu. Ficht­ner zagrał mana­ge­ra ban­ku w sce­nie otwie­ra­ją­cej.

            Wrong – nie wiem, czy sły­sza­łaś kie­dyś o reży­se­rze tego fil­mu, Quen­ti­nie Dupieux. Jeśli nie, to musisz wie­dzieć, że two­rzy on bar­dzo dziw­ne, arty­stycz­ne fil­my. „Wrong” jest więc czymś mega sur­re­ali­stycz­nym, przy­po­mi­na­ją­cym marze­nie sen­ne. A Ficht­ner w swo­jej nie­wiel­kiej roli po pro­stu wymia­ta! :)

            The Home­sman – bar­dzo smut­na, wręcz dołu­ją­ca pro­duk­cja. Ficht­ner poja­wia się na począt­ku, w zale­d­wie kil­ku sce­nach, w któ­rych pra­wie nicze­go nie mówi, ale swo­ją grą aktor­ską wyra­ża wszyst­ko, co prze­ży­wa jego postać (a nawet wię­cej).

            II. Ficht­ner ukradł cały film, ale sam film i tak nie­ste­ty był głu­pi:

            What's the Worst That Could Hap­pen? – podob­nie, jak Dra­wing Mona, jest to kome­dia z Dan­nym De Vito. Nie­ste­ty – zupeł­nie nie­uda­na! I jedy­ny­mi napraw­dę śmiesz­ny­mi momen­ta­mi są te z Ficht­ne­rem.

            Dri­ve Angry – film miał uda­wać kino kla­sy B z daw­nych lat, ale nie­ste­ty coś poszło nie tak i jest dość żenu­ją­cy. Znów jedy­ną god­ną uwa­gi posta­cią, jest ta gra­na przez Ficht­ne­ra.

            III. Tak, jak w przy­pad­ku „The Chum­scrub­ber” – sam film bar­dzo faj­ny, ale gdy­by nie było w nim Ficht­ne­ra, nic by się nie sta­ło:

            Empi­re Falls – bar­dzo cie­ka­wy i przede wszyst­kim mądry, dra­mat oby­cza­jo­wy o miesz­kań­cach pew­ne­go mia­stecz­ka (hehe, to brzmi tro­chę, jak opis Bro­ad­church).

            IV. Seria­le:

            Gra­ce Under Fire – Ficht­ner poja­wił się tyl­ko w kil­ku odcin­kach, ale zagrał mega sym­pa­tycz­ną postać. Do tej pory nie potra­fię roz­gryźć, czy boha­ter Ficht­ne­ra był mega inte­li­gent­ny, czy też tro­chę głu­pi, czy może jed­no i dru­gie jed­no­cze­śnie.

            MDs – więk­szość odcin­ków moż­na zna­leźć na YouTu­be. To taka bar­dzo sym­pa­tycz­na pro­duk­cja, któ­ra zawsze popra­wia mi humor. Poza tym jed­na z nie­licz­nych rze­czy, w któ­rych Ficht­ner zagrał jed­ną z głów­nych ról („jed­ną z…”, bo grał w duecie z Joh­nem Han­nah!). Nie­ste­ty serial się nie przy­jął i wyemi­to­wa­no tyl­ko 8 odcin­ków.

            Pri­son Bre­ak – od nie­go zaczę­ła się moja miłość do Ficht­ne­ra. Nie wiem, czy trze­ba ci przed­sta­wiać tą pro­duk­cję i boha­te­ra, w któ­re­go wcie­lił się Ficht­ner, ale jeśli tak, to oczy­wi­ście chęt­nie to zro­bię. ;)

            Sho­oter – Ficht­ner poja­wił się w jed­nym odcin­ku i jak to ma w zwy­cza­ju – swo­ją rolą skradł cały epi­zod. Poza tym serial nie­ste­ty jest kiep­ski.

            A gdy­byś nie mia­ła cza­su na oglą­da­nie dłu­gich fil­mów i seria­li, to pole­cam ci tą krót­ko­me­tra­żów­kę:

            https://​vimeo​.com/​8​4​1​4​5​860

            (przy oka­zji myślę, że kolej­ną cechą świad­czą­cą o tym, że ktoś jest dobrym akto­rem jest to, że potra­fi pięk­nie prze­kli­nać ;)

            Tyle tyl­ko, ze ma zarwa­nych kil­ka wie­czo­rów na odkry­wa­nie tych wszyst­kich "smacz­ków".

            No to jest wła­śnie głów­ny powód, któ­ry spra­wia, że ja takich „wysy­pów wywia­dów” nie lubię. Dopa­da mnie FOMO, sta­ram się być na bie­żą­co, ale mi nie wycho­dzi i zaczy­nam się stre­so­wać oraz iry­to­wać, a prze­cież nie takie emo­cje powin­ny towa­rzy­szyć oglą­da­niu wywia­dów z ulu­bio­ny­mi akto­ra­mi. ;)

            Cho­ciaż z tym zada­wa­niem iden­tycz­nych pytań to praw­da, ale mnie to tak bawi, że David zawsze i nie­złom­nie udzie­la tej samej odpo­wie­dzi na te same pyta­nia :)

            Mnie wła­śnie nie, bo odno­szę wte­dy wra­że­nie, że akto­rzy odpo­wia­da­ją na nie auto­ma­tycz­nie. Para­dok­sal­nie, prze­sta­ją być sobą, sta­ją akto­ra­mi w kolej­nej roli, któ­rzy wypo­wia­da­ją wyuczo­ne kwe­stie.

            To zna­czy, ja rozu­miem, że na pew­ne pyta­nia moż­na odpo­wie­dzieć tyl­ko w jeden spo­sób. I wiem, że wie­lu akto­rów przed taki­mi duży­mi akcja­mi pro­mo­cyj­ny­mi praw­do­po­dob­nie zasta­na­wia się „o co mogą mnie zapy­tać dzien­ni­ka­rze” i sta­ra się wcze­śniej wymy­ślić odpo­wie­dzi na te pyta­nia.

            Ale jed­no­cze­śnie znów powiem ci coś z per­spek­ty­wy fan­ki Ficht­ne­ra. Otóż kil­ka lat temu mia­łam przy­jem­ność poznać go oso­bi­ście, na spo­tka­niu z fana­mi (naj­lep­szy dzień w moim życiu!!!). I jedy­nym, co mnie w tym wyda­rze­niu zabo­la­ło (ale tyl­ko tro­chę, napraw­dę mini­mal­nie), było to, że dzień póź­niej Ficht­ner był gościem w „Dzień dobry TVN” i na pyta­nie, jak mu minę­ło wspo­mnia­ne spo­tka­nie z fana­mi, udzie­lił takiej wła­śnie stan­dar­do­wej, „wyuczo­nej” odpo­wie­dzi, któ­rą wcze­śniej sły­sza­łam w masie innych wywia­dów. Co było przy­kre dla­te­go, bo 90% rze­czy, jakie wte­dy powie­dział nie mia­ła miej­sca na spo­tka­niu, w któ­rym uczest­ni­czy­łam. Czy­li inny­mi sło­wy, była kłam­stwem.

            Przy czym – co znów powtó­rzę – nie mam tego Ficht­ne­ro­wi za złe. Ponow­nie bawiąc się w jego adwo­ka­ta, zawsze tłu­ma­czę to sobie tak, że on może tymi wyuczo­ny­mi odpo­wie­dzia­mi w jakiś spo­sób chro­ni swo­ją pry­wat­ność, nie chce zdra­dzać swo­ich praw­dzi­wych uczuć i myśli. I choć wiem, że akto­rzy pod­czas wywia­dów i spo­tkań z fana­mi nie mówią całej praw­dy (cza­sem coś wyol­brzy­mią, kie­dy indziej prze­mil­czą i tak dalej), to jed­nak od tam­tej chwi­li, kie­dy sły­szę akto­ra udzie­la­ją­ce­go któ­ryś raz z kolei takiej samej odpo­wie­dzi na jakieś pyta­nie, cza­sem zapa­la mi się „czer­wo­na lamp­ka”.

            Uff, prze­pra­szam, za ten dłu­gi wywód, ale musia­łam to z sie­bie „wyrzu­cić”.

            To, jak Ten­nat w jed­nej minu­cie wyrzu­cał sło­wa jak kara­bin maszy­no­wy […], żeby w następ­nej paść wyczer­pa­nym na posadz­kę i mówić w hip­no­ty­zu­ją­co powol­nym ryt­mie

            Tu przy­po­mnia­ła mi się pew­na rzecz: pod­czas oglą­da­nia Davi­da w tej roli, bar­dzo czę­sto zasta­na­wia­łam się nad tym, ile jest Ham­le­ta w Dok­to­rze i ile Dok­to­ra w Ham­le­cie. :)

            Strasz­nie szko­da, że nie mogłam zoba­czyć Davi­da w roli Don Juana, na pew­no był świet­ny :)

            Ja trzy­mam kciu­ki za to, żeby sztu­ka uka­za­ła się na DVD (kur­cze, coś takie­go powin­no być obo­wiąz­ko­we dla każ­de­go przed­sta­wie­nia teatral­ne­go!)

            Naj­bar­dziej fascy­nu­ją­ce jest jed­nak dla mnie to, że każ­dy „vil­lian” w wyda­niu Davi­da ma jakieś takie ludz­kie cechy, coś za co się go pra­wie lubi

            Bar­dzo podob­nie jest ze zło­czyń­ca­mi gra­ny­mi przez Ficht­ne­ra, któ­ry zawsze pod­kre­śla, że „vil­lian” nigdy nie uwa­ża się za złe­go czło­wie­ka. ;)

            Przy czym ze zło­czyń­ca­mi gra­ny­mi przez Ten­nan­ta mam pro­blem, któ­ry para­dok­sal­nie prze­ma­wia na korzyść akto­ra. Gra­ni przez nie­go „vil­lia­ni” są zbyt praw­dzi­wi (dla odmia­ny ci, w któ­rych wcie­la się Ficht­ner wyda­ją się tro­chę nie­re­al­ni). Głu­pio jest mi uży­wać tego stwier­dze­nia w przy­pad­ku Ten­nan­ta, ale on, kie­dy wcie­la się w czar­ne­go cha­rak­te­ra, robi się wręcz ośli­zgły (jak we wspo­mnia­nym przez cie­bie Secret Smi­le). W przy­pad­ku Kil­gra­va rze­czy­wi­ście był on odro­bi­nę bar­dziej sym­pa­tycz­ny, ale wciąż nie lubię wra­cać do tego seria­lu (no, może poza odcin­kiem, w któ­rym Jes­si­ca Jones sta­ra­ła się Kil­gra­va nawró­cić – bo było wręcz uro­cze! :)

            widzia­łam […] „Gra­ce­po­int” i cier­pia­łam okrop­nie, przy czym ten dru­gi uwa­żam za znacz­nie gor­szy, bo Emett Carver to dla mnie postać ze wszech miar odpy­cha­ją­ca i rze­czy­wi­ście ta pro­duk­cja w ogó­le nie powin­na postać.

            Nie chcę nama­wiać cię „do złe­go”, ale gdy­byś chcia­ła sobie pohej­cić ten serial, to zapra­szam tutaj:
            http://​joan​na​ho​ly​.pl/​d​y​r​d​y​m​a​l​y​-​f​s​/​2​0​1​4​/​b​r​y​t​y​j​s​k​i​e​-​k​l​i​f​y​-​l​a​d​n​i​e​j​s​ze/
            ;)

            I tak na koniec zapy­tam Cię o coś jesz­cze, czy jest taka rola Davi­da, któ­ra Cię zasko­czy­ła

            Och, kolej­ne wspa­nia­łe pyta­nie! Dzię­ku­ję!!! :)

            Tak, jak wspo­mnia­łam wcze­śniej, dla mnie David jest amba­sa­do­rem bry­tyj­skiej tele­wi­zji. To dzię­ki nie­mu ją odkry­łam i jed­no­cze­śnie poko­cha­łam, bo pra­wie każ­dy z fil­mów i seria­li z Ten­nan­tem był dla mnie miłym zasko­cze­niem. I wła­śnie dla­te­go cięż­ko jest mi wymie­nić kon­kret­ne role Davi­da, łatwiej wska­zać pro­duk­cje z jego udzia­łem, któ­re w cało­ści mnie zasko­czy­ły (i wymie­nię je w kolej­no­ści chro­no­lo­gicz­nej):

            Takin' Over the Asy­lum – z jed­nej stro­ny nie mogłam tam na Davi­da patrzeć – jej­ku, jaki był z nie­go wte­dy gła­do­li­cy goło­wąs (to praw­da, że face­ci są jak wino)! I na doda­tek w śmiesz­nej (z naszej per­spek­ty­wy) fry­zu­rze i jesz­cze śmiesz­niej­szych ciu­chach. Ale jed­no­cze­śnie nie mogłam prze­stać na nie­go patrzeć, bo już wte­dy, w tak mło­dym wie­ku, był on tak świet­nym akto­rem. Dodat­ko­wo zasko­czy­ło mnie to, że David od począt­ku swo­jej karie­ry miał szczę­ście do cie­ka­wych ról w dobrych pro­duk­cjach.

            L.A. Witho­ut a Map – tu zaska­ku­ją­ca była fabu­ła. Niby kome­dia roman­tycz­na, ale jed­nak dra­mat, któ­ry był kome­dią roman­tycz­ną, ale nie do koń­ca… Ach, muszę sobie jesz­cze raz obej­rzeć ten film, bo bar­dzo mi się podo­bał!

            Traf­fic War­den – wiem, że to krót­ko­me­tra­żów­ka, ale bar­dzo podo­bał mi się pomysł, by „sło­wa” posta­ci poka­zy­wać przy pomo­cy reklam, szyl­dów, zna­ków dro­go­wych i tym podob­nych.

            Black­po­ol – ta pro­duk­cja zasko­czy­ła mnie głów­nie swo­ją… dziw­no­ścią.

            Casa­no­va – ten serial zasko­czył mnie naj­bar­dziej ze wszyst­kich na liście. Bo spo­dzie­wa­łam się głu­piej kome­dii roman­tycz­nej, a dosta­łam pięk­ną opo­wieść o czło­wie­ku, któ­ry choć mógł mieć każ­dą kobie­tę pod słoń­cem, nigdy nie zwią­zał się z tą, któ­rą tak napraw­dę kochał.

            Reco­ve­ry – chy­ba nie muszę tłu­ma­czyć, dla­cze­go. ;)

            Sin­gle Father – tro­chę podob­nie, jak Reco­ve­ry, serial zasko­czył mnie tym, że pomi­mo iż był dra­ma­tem oby­cza­jo­wym, nie był ani ckli­wy, ani nud­ny, tyl­ko bar­dzo praw­dzi­wy i jed­no­cze­śnie – cie­ka­wy. Bar­dzo urze­kło mnie też to, że choć rela­cje rodzin­ne były w tym seria­lu tro­chę skom­pli­ko­wa­ne (nie­mal musia­łam sobie nary­so­wać graf, żeby zro­zu­mieć, któ­re dziec­ko jest czy­je :P ), to serial w żaden spo­sób nie osą­dzał, ani nawet nie kry­ty­ko­wał boha­te­rów (wyobra­żasz sobie, jak w Pol­sce ludzie by plot­ko­wa­li, gdy­by 30-to kil­ku let­ni facet został dziad­kiem?)

            A poza tym, oczy­wi­ście Doctor Who, Bro­ad­church, The Decoy Bri­de i What We Did on Our Holi­day. :)

            Ale kur­cze, cią­gle myślę o tych kon­kret­nych rolach. Na pew­no Dok­tor (począt­ko­wo nie lubiam 10-go, a potem, sama nie wiem kie­dy, się w nim zako­cha­łam), na pew­no Har­dy (bo był tak inny od Dok­to­ra i na począt­ku myśla­łam, że go nie polu­bię, a potem sta­ło się ina­czej i teraz lubię go chy­ba bar­dziej od Dok­to­ra), bez dwóch zdań Alan z Reco­ve­ry i na koniec Camp­bell z Takin' Over the Asy­lum (bo myśla­łam, że nie­do­świad­czo­ny Ten­nant będzie gor­szym akto­rem).

            I chy­ba muszę jesz­cze wymie­nić tego kole­sia z Secret Smi­le za to, że tak mnie prze­ra­ził i Carve­ra z Gra­ce­po­int, bo nie przy­pusz­cza­łam, że ta rola może wyjść Davi­do­wi aż tak źle.

            A kogo ty byś tutaj wymie­ni­ła? :)

          • Mar­le­na Bier

            Z wiel­kim zain­te­re­so­wa­niem prze­czy­ta­łam wszyst­ko, co napi­sa­łaś o Wil­lia­mie Ficht­ne­rze. Prze­czy­ta­łam też Dyr­dy­ma­ła, do któ­re­go link poda­łaś i muszę Ci powie­dzieć, że ogrom­nie mnie wzru­szył i mnie się wła­śnie podo­ba to, że jest taki oso­bi­sty. Myślę sobie, że to jest wła­śnie praw­dzi­wy sekret bycia czy­imś praw­dzi­wym fanem, ten bar­dzo oso­bi­sty sto­su­nek do tej posta­ci, któ­rą zna­my tyl­ko ze szkla­ne­go ekra­nu, któ­ra dzie­li się prze­cież z nami tyl­ko wycin­kiem swo­je­go życia. Ja mam też taką fascy­na­cję z lat mło­do­ści, czło­wie­ka, któ­ry nie jest akto­rem, ale muzy­kiem, któ­ry towa­rzy­szył mi w trud­nych momen­tach moje­go życia, i któ­re­go podzi­wiam za to jak osta­tecz­nie popro­wa­dził swo­je życie i jak nie bał się poszu­ki­wać tego, co dla nie­go jest waż­ne, a któ­re­go „fanię” dużo dłu­żej niż Davi­da :D Mało kto potra­fi zro­zu­mieć tę naszą fascy­na­cje, a nie­któ­rym może się wyda­wać wręcz śmiesz­na, bo ona jest wła­śnie taka oso­bi­sta, by nie rzec intym­na, dla­te­go, że coś poru­sza w naszej duszy, cze­go nie poru­sza nic inne­go na świe­cie, a co nie da się prze­ło­żyć na sło­wa i wyda­je mi się, że wiem co czu­łaś (choć tego okre­śle­nia się chy­ba ździeb­ko nad­uży­wa), gdy stra­ci­łaś gru­pę tych któ­rzy Cię rozu­mie­li. Widzisz, dla­te­go ja się tak cie­szę jak dziec­ko, że mogę z Tobą pody­sku­to­wać, bo czę­sto ma ocho­tę wymie­nić jakieś uwa­gi albo prze­my­śle­nia na temat Davi­da, a chy­ba nie ma sen­sow­nej inter­ne­to­wej dys­ku­sji jemu poświę­co­nej (choć­by i „in English”), a któ­ra nie sku­pia­ła­bym się do znu­dze­nia na jego ucze­sa­niu albo dłu­go­ści jego pal­ców…
            Jak tak czy­ta­łam sobie o fil­mach Ficht­ne­ra to wiesz zauwa­ży­łam, że rze­czy­wi­ście…. Znam wie­le tytu­łów i spo­ro z nich widzia­łam, no i jak tyl­ko zer­k­nę­łam na zdję­cie od razu wie­dzia­łam kim jest, cho­ciaż nie koja­rzy­łam nazwi­ska. Od razu szcze­rze Ci się przy­znam, że nigdy nie widzia­łam „Pri­son Bre­ak”. Mam cza­sa­mi taką bun­tow­ni­czą posta­wę wobec pro­duk­cji, któ­ry­mi wszy­scy się zachwy­ca­ją, a któ­re jakoś do mnie nie prze­ma­wia­ją. No i póź­niej cza­sem jest tak, że na serio nie oglą­dam cze­goś, bo nie i już, jak to się sta­ło z „Lost” i „Pri­son Bre­ak” wła­śnie, a cza­sem mnie natchnie, zoba­czę coś i… wsią­kam na całe­go, jak to się sta­ło z „Despe­ra­te House­wi­ves”, tak­że jeśli się chce to napisz o „Pri­son Bre­ak” dla mnie przy oka­zji :) Z kolei „Kon­takt” widzia­łam cał­kiem nie­daw­no i masz rację, nie tyl­ko film mnie zachwy­cił, ale i rola Ficht­ne­ra. Dla mnie nato­miast takim fil­mem – wspo­mnie­niem w jego fil­mo­gra­fii (któ­rą sobie przej­rza­łam oczy­wi­ście ;)) jest „Mia­sto gnie­wu”. On aku­rat gra tam nie­wiel­ką i powie­dzia­ła­bym nie­zbyt sym­pa­tycz­ną rolę, ale jak tyl­ko prze­czy­ta­łam ten tytuł i to, kogo zagrał, od razu otwo­rzy­ła mi się ścież­ka wspo­mnień, a te zwią­za­ne z tym fil­mem są dla mnie bar­dzo wyjąt­ko­we :) Ogrom­nie zacie­ka­wi­ło mnie to, co napi­sa­łaś o cha­rak­te­rze Ficht­ne­ra i już mnie kusi, żeby sobie pooglą­dać jakiś wywiad z jego udzia­łem :D
            Inte­re­su­ją­cym tema­tem do prze­my­śleń jest też to, co napi­sa­łaś o „wyuczo­nych” odpo­wie­dziach. Hmmm… coś w tym jest, co piszesz i dosko­na­le rozu­miem co masz na myśli. W sumie, to trze­ba zda­wać sobie spra­wę z tego, że zawsze dosta­nie­my tyl­ko to, co ktoś chce nam poka­zać. Od razu przy­po­mnia­ła mi się taka wypo­wiedź Kylie Mino­gue (nota­be­ne z wywia­du, któ­ry prze­pro­wa­dził David Ten­nant), że ona poka­zu­je ludziom takie wymy­ślo­ne życie pry­wat­ne, po to, żeby to praw­dzi­we było bez­piecz­ne. Jed­nak ja chy­ba wybie­ram myśle­nie o tych samych odpo­wie­dziach bar­dziej jak o „prze­my­śla­nych”, niż „wyuczo­nych”. Lubię sobie pomy­śleć, że to miłe, że ktoś prze­my­śli­wu­je swo­je sło­wa dość głę­bo­ko, że sta­ra się być odpo­wie­dzial­nym za nie. To chy­ba kwe­stia moje­go wybo­ru (moja szklan­ka jest do poło­wy peł­na ;D) i tego, że ja się oso­bi­ście nigdy nie nacię­łam na coś co odczy­ta­łam bym jako kłam­stwo…
            Hehe, podo­ba­ła mi się uwa­ga o Ham­le­cie, kolej­na rzecz, któ­ra lubię. Jak on to robi, że two­rzy zupeł­nie róż­ne, a jed­nak tak podob­ne posta­cie? :D A co do „Don Juana” to wygrze­ba­łam gdzieś wypo­wiedź Davi­da, w któ­rym został wprost zapy­ta­na o to, dla­cze­go ta sztu­ka nie poja­wi­ła się np. w Digi­tal The­atre. Nie­ste­ty, odpo­wie­dział, że wąt­pi, żeby to się sta­ło (wte­dy sztu­ka jesz­cze była gra­na regu­lar­nie), ponie­waż zawie­ra ona bar­dzo wie­le róż­nych utwo­rów „z zewnątrz” i odtwa­rza­nie jej za pośred­nic­twem takie­go medium może się oka­zać zbyt kosz­tow­ne. Śmiał się nawet, że wsparł­by pety­cję w tej spra­wie… Oj, ja już jestem chęt­na do jej pod­pi­sy­wa­nia jak­by co :) (oczy­wi­ście, jak znaj­dę źró­dło prze­ślę link…)
            Zaska­ku­ją­ce role Davi­da… Hehe, łatwiej wymie­nić te, któ­re nimi nie są, bo dla mnie każ­da kolej­na jest szo­ku­ją­co dobra (no, pra­wie każ­da, ale jak jest zła to też jest szok) :) Abso­lut­nie zga­dzam się z opi­nią, że pro­duk­cje, w któ­rych gra David, bywa­ją zaska­ku­ją­ce w cało­ści, głów­nie zaska­ku­ją­co dobre. Pyta­jąc Cię o to, mia­łam na myśli dwie role, ale Two­je zesta­wie­nie posze­rzy­ło nie­co moje spek­trum … :D
            Ogrom­nie zasko­czy­ła mnie rola Davi­da we „Fri­ght night”. Od razu powiem, że fil­mu nie uwa­żam za jakiś super dobry i wła­ści­wie jedy­ne, co mi się w nim napraw­dę podo­ba­ło (poza Davi­dem oczy­wi­ście) to war­stwa humo­ry­stycz­na, bo to nie mój gatu­nek po pro­stu. Powiem też, że nie znam ory­gi­nal­nej wer­sji i nie wiem jak roz­wią­za­no postać Pete­ra Vin­cen­ta wcze­śniej. Jed­nak David w tej roli mi się zaska­ku­ją­co podo­bał. Jego ima­ge mnie roz­ło­żył na łopat­ki, a sce­na ze zdej­mo­wa­niem sce­nicz­ne­go wize­run­ku roz­śmie­szy­ła mnie do łez. Jed­nak jesz­cze i nie w tym rzecz… ja świet­nie wiem, że David jest akto­rem – kame­le­onem, któ­ry mimo tego jak cud­nie umie pła­kać i cier­pieć na ekra­nie, ma też zadzi­wia­ją­ce wyczu­cie komicz­no­ści danej sytu­acji i potra­fi tra­fić w punkt z humo­rem. Tak­że osta­tecz­nie zasko­czy­ło mnie jak barw­na mimo wszyst­ko była ta postać, a jed­no­cze­śnie, że nie była tak idio­tycz­na i prze­ry­so­wa­na, ja mi się wyda­wa­ło na począt­ku. No, a w cał­kiem ostat­niej sce­nie z jego udzia­łem, gdy nie­co prze­szka­dza mło­dym kochan­kom, zoba­czy­łam ten jego naj­sym­pa­tycz­niej­szy z uśmie­chów i postać Vin­cen­ta nabra­ła nowych warstw :)
            Dru­gą taką rolą zupeł­nie zaska­ku­ją­cą jest jego rola w „Nati­vi­ty 2”. Muszę przy­znać, że tu popeł­ni­łam kla­sycz­ny błąd wier­ne­go fana, czy­li naj­pierw prze­czy­ta­łam recen­zję, a potem obej­rza­łam film. Oj, to tak jak­by czy­tać książ­kę od ostat­niej stro­ny (BTW też mi się to zda­rzy­ło ;) )! Gdy­bym mia­ła okre­ślić ten film jed­nym sło­wem, było­by to zapew­ne „ridi­cu­lo­us”! Zda­ję sobie spra­wę, że nie­któ­re wąt­ki były tam idio­tycz­ne, że este­ty­ka tego fil­mu się­ga raczej dna niż szczy­tu, ale i tak nie mogę się oprzeć wra­że­niu, że nie było aż tak źle… Naj­bar­dziej mnie zacie­ka­wi­ło to, jak David opo­wia­dał potem, o tym, ze film był cał­ko­wi­cie impro­wi­zo­wa­ny, i zdra­dził się, że to było dla nie­go tak trud­ne, że raczej bał­by się to powtó­rzyć. Jed­nak w całej pro­duk­cji nie ma śla­du po tym, żeby on się tam gdzie­kol­wiek nie­pew­nie czuł. Tym bar­dziej podzi­wiam go też za to, że zagrał tutaj wła­ści­wie dwie role (i podo­ba­ło mi się jak się w tym bawił gło­sem). Zaska­ku­ją­ce było to, że tym razem to David był tym „poważ­nym i roz­sąd­nym” i byłam prze­ko­na­na, że to wszyst­ko będzie jakieś sztucz­ne, a jed­nak nie, coś mnie urze­kło w tym nie­po­rad­nym życio­wo nauczy­cie­lu, któ­ry strach przed życiem ukry­wa pod pozo­rem „bycia ostat­nim porząd­nym czło­wie­kiem na zie­mi”. Zaś David + żel do wło­sów hehe, jed­nak on potra­fi bywać prze­ko­nu­ją­co brzyd­ki … ;)

            W inną stro­nę niż powyż­sze idąc, dużym zasko­cze­niem była dla mnie też rola w „Taking over asy­lum”, bo też nie spo­dzie­wa­łam się zoba­czyć tak mło­de­go Davi­da, w tak dobrym wyda­niu. (Taką fry­zu­rę mia­ła moja pierw­sza miłość, więc nie powiem złe­go sło­wa, ale masz rację, David jest jak wino… hehe). Przy­jem­nie też było popa­trzeć, ze nie­któ­re gesty, spo­sób w jaki się uśmie­cha albo zło­ści, nie tak dużo się zmie­ni­ły, więc moż­li­we, że są takie jego wła­sne… Swo­ja dro­gą to jest temat moich nie­ustan­nych roz­my­ślań, ile aktor­stwa, a ile praw­dzi­wych życio­wych reak­cji jest w danej posta­ci :D

            Dużym zasko­cze­niem była też dla mnie rola Kil­gra­va, bo po raz pierw­szy źle się czu­łam z tym jak bar­dzo lubię Davi­da, z tym, że nie mogę ode­rwać wzro­ku od jego gry. No i to po pro­stu powin­no być nie­le­gal­ne tak dobrze wyglą­dać w gar­ni­tu­rze ;) W przy­pad­ku posta­ci Bren­da­na od razu wie­dzia­łam, że go nie lubię, że się go jakoś tak boję. Jed­nak w przy­pad­ku Kil­gra­va, wprost nie mogłam uwie­rzyć, że ja go zno­wu chcę zoba­czyć na ekra­nie, że mnie fascy­nu­je to jak cza­ru­ją­cy potra­fi być i strasz­ny w tym samym momen­cie. Mnie się wyda­je, że jego się aż tak nie bałam, bo był jakoś tak nie­re­al­ny, w prze­ci­wień­stwie Bre­na­da­na z „Secret smi­le”.

            No i na koniec „Reco­ve­ry”… Widzia­łam je zaraz po zakoń­cze­niu odcin­ków Davi­da w „Doctor Who”. Myślę, że szok był tym więk­szy, że to był taki kon­trast. Ojej, ależ on tam był genial­ny! Ponie­waż wcze­śniej o tej pro­duk­cji w ogó­le nie sły­sza­łam, to było zasko­cze­nie na wszyst­kich fron­tach, aż mam ciar­ki jak to piszę… No, a jeśli idzie o same­go Dok­to­ra, to David był moim pierw­szym i raczej to inni mnie potem zaska­ki­wa­li, bo to on jest tym nie­do­ści­gnio­nym wzo­rem, któ­re­go nikt nie może prze­bić :)

            Takich Davi­do­wych pytań to ja mam jesz­cze wie­le hehe, tak­że jeśli Ci się to nie nudzi pod­rzu­cam następ­ne. Twój opis Ficht­ne­ra i pew­ne oso­bi­ste doświad­cze­nie natchnął mnie do kolej­ne­go :D Mia­no­wi­cie zda­rzy­ło mi się jakiś czas temu, w wyni­ku dziw­nych torów pew­nej roz­mo­wy, sta­nąć przed wyzwa­niem pole­ce­nia jakiejś pro­duk­cji z Davi­dem w roli głów­nej. O, rany! Oso­ba, o któ­rej mówię jest wier­nym wyznaw­cą por­ta­lu Film­web, i była nie­sa­mo­wi­cie zasko­czo­na, ze David ma tam taką wyso­ką notę, a ona o tym nie sły­sza­ła (co spraw­dzi­ła z tele­fo­nem w ręce natych­miast). I tak sobie śle­dzi­ła te jego noty… Hmm.. naj­wy­żej – Kil­gra­ve (nie, od tego nie zaczy­naj…), potem „doctor Who” (oj, od tego tym bar­dziej… hehe…) i wiesz, w koń­cu pole­ci­łam „Bro­ad­church” i „What we did on our holi­day”. (nie mogłam pole­cić "Reco­ve­ry", bo nie umiem tego zna­leźć z pol­ski­mi napi­sa­mi). Mam już odzew, ze zwłasz­cza ten ostat­ni się spodo­bał, i że napraw­dę dobrze ulo­ko­wa­łam swo­je fanow­skie uczu­cia, bo „facet jest nie­po­zor­ny, ale ma w sobie coś takie­go, że się nie chce oczu ode­rwać” ;) A Ty co byś pole­ci­ła w takiej sytu­acji…? Tzn. wiem, że w powyż­szym poście w ogó­le pole­casz fil­my z Davi­dem, ale gdy­byś tak mia­ła jed­ną szan­sę wyja­śnić swój zachwyt nad Davi­dem i go przed­sta­wić …

            Acha i jesz­cze coś mnie tak strasz­nie cie­ka­wi… Ja jestem roman­ty­kiem z natu­ry, takim łasym na wzru­sze­nia i ckli­we moty­wy. Dla­te­go też wyła­pa­łam u Davi­da coś jesz­cze. On jest nie­sa­mo­wi­ty w takich dłu­gich uję­ciach na jed­nej emocji,zwłaszcza jesli idzie o smu­tek, potra­fi tę jed­ną emo­cję tak nie­sa­mo­wi­cie utrzy­mać i wyra­zić lepiej niż tysiąc słów. Dla­te­go też, mimo wszyst­kich cudow­nych scen z jego udzia­łem, gdy myślę David Ten­nant, widzę tę cud­ną sce­nę smut­ku i rezy­gna­cji po boha­ter­skiej śmier­ci River Song i jesz­cze sce­nę śmier­ci Ham­le­ta. A czy Ty też masz taką sce­nę?
            Ps. Chęt­nie pohej­tu­ję „Gra­ce­po­int”, tyl­ko muszę zna­leźć chwil­kę, hehe :)

          • Ja mam też taką fascy­na­cję z lat mło­do­ści

            Możesz zdra­dzić, kto to taki?

            Widzisz, dla­te­go ja się tak cie­szę jak dziec­ko, że mogę z Tobą pody­sku­to­wać, bo czę­sto ma ocho­tę wymie­nić jakieś uwa­gi albo prze­my­śle­nia na temat Davi­da, a chy­ba nie ma sen­sow­nej inter­ne­to­wej dys­ku­sji jemu poświę­co­nej (choć­by i „in English”), a któ­ra nie sku­pia­ła­bym się do znu­dze­nia na jego ucze­sa­niu albo dłu­go­ści jego pal­ców…

            Mnie też cie­szą roz­mo­wy z tobą i jak się pew­nie domy­śli­łaś – mię­dzy inny­mi dla­te­go, że jesteś pierw­szą oso­bą, od kie­dy zamknię­to wil­lia­mo­we Forum inter­ne­to­we, z któ­rą mogę poza­chwy­cać się akto­rem któ­re­go lubię. Ale co waż­ne – poza­chwy­cać w mądry spo­sób, bo też nie­zno­szę „jało­we­go” wzdy­cha­nia, jaki ten Ten­nant pięk­ny. :)

            tak­że jeśli się chce to napisz o „Pri­son Bre­ak” dla mnie przy oka­zji :)

            Przy­znam szcze­rze, że o samym „Pri­son Bre­ak” nie chce mi się pisać, bo nigdy nie uwa­ża­łam seria­lu za arcy­dzie­ło i nie potra­fi­ła­bym o nim roz­ma­wiać godzi­na­mi. Ale kie­dyś napi­sa­łam wpis na ten temat, w któ­rym dość wyczer­pu­ją­co wyra­zi­łam moją opi­nię o tym seria­lu:
            http://​joan​na​ho​ly​.pl/​d​y​r​d​y​m​a​l​y​-​f​s​/​2​0​0​9​/​d​l​a​c​z​e​g​o​-​w​c​i​a​z​-​o​g​l​a​d​a​m​-​pb/

            Przy czym Ficht­ner był w tej pro­duk­cji nie tyl­ko zachwy­ca­ją­cy, ale też jego postać zosta­ła tak cie­ka­wie napi­sa­na, że z per­spek­ty­wy cza­su uwa­żam, że rola agen­ta Maho­ne była naj­lep­szą, jaką zagrał Ficht­ner, bo musiał w niej poka­zać bar­dzo sze­ro­ki wachlarz emo­cji (i to napraw­dę przy­kre, że tak dobra rola tra­fi­ła mu się w nie­zbyt dobrym seria­lu). Maho­ne był bowiem posta­cią bar­dzo nie­jed­no­znacz­ną: dobrym czło­wie­kiem, któ­ry został przez złych ludzi zmu­szo­ny do robie­nia złych rze­czy. Dużo rze­czy na jego temat nie zosta­ło w seria­lu powie­dzia­nych, tyl­ko poka­za­nych, zagra­nych przez Ficht­ne­ra. Och, jak ja uwiel­bia­łam patrzeć, jak Maho­en w jed­nej chwi­li mio­ta się z powo­du fru­stra­cji, w następ­nej zasty­ga nie­ru­cho­mo w jed­no­cze­snym stra­chu oraz rezy­gna­cji, a w kolej­nej spo­glą­da na kogoś groź­nie – naj­bar­dziej mor­der­czym wzro­kiem na świe­cie. Albo jak cza­sem Maho­ne pła­kał (nie zda­rza­ło mu się to czę­sto, ale jed­nak!), to ten widok (podob­nie, jak w przy­pad­ku Ten­nan­ta) łamał mi ser­ce i spra­wiał, że mia­łam ocho­tę przy­tu­lić tego bied­ne­go czło­wie­ka, któ­ry prze­cież tak napraw­dę chciał tyl­ko odzy­skać swo­je daw­ne, spo­koj­ne życie i znów być szczę­śli­wy u boku żony i syna.

            Ach, mogła­bym tak jesz­cze dłu­go opo­wia­dać. Ale wiesz co? Choć czu­ję się tro­chę głu­pio, że gdzie popad­nie lin­ku­ję ci moje Dyr­dy­ma­ły, to muszę to zro­bić jesz­cze raz:
            http://​joan​na​ho​ly​.pl/​d​y​r​d​y​m​a​l​y​-​f​s​/​2​0​1​7​/​b​o​h​a​t​e​r​-​m​a​h​o​n​i​c​z​n​y​-​c​z​y​l​i​-​k​to/

            Mia­sto gnie­wu”

            Tak, też bar­dzo lubię zarów­no ten film, jak i rolę Ficht­ne­ra.

            Przy oka­zji mam tu dla cie­bie pew­ną cie­ka­wost­kę. Otóż sce­na z Ficht­ne­rem zosta­ła napi­sa­na w ostat­niej chwi­li, bo reży­ser stwier­dził, że pew­ne wąt­ki w fil­mie nie zosta­ły odpo­wied­nio wyja­śnio­ne i mogą być dla widza nie­zro­zu­mia­łe. Pro­ble­mem było to, że trze­ba było na szyb­ko, bez pro­ce­du­ry castin­gu, zatrud­nić jakie­goś uta­len­to­wa­ne­go akto­ra. I ktoś z eki­py fil­mo­wej zapro­po­no­wał wła­śnie Ficht­ne­ra. A Ficht­ner, na szczę­ście miał aku­rat w gra­fi­ku wol­ne jakieś dwie godzi­ny (nie wię­cej, bo śpie­szył się na samo­lot, któ­rym miał się dostać na plan inne­go fil­mu) i oczy­wi­ście zgo­dził się zagrać (chy­ba za mini­mal­ną staw­kę przy­słu­gu­ją­cą akto­ro­wi). Przy czym naj­pięk­niej­sze w tej histo­rii jest to, że „Mia­sto gnie­wu”, jest jed­nym z nie­wie­lu fil­mów, za występ w któ­rym Ficht­ner dostał jakieś fil­mo­we nagro­dy (co wię­cej inne fil­my, za występ w któ­rych Ficht­ner został wyróż­nio­ny mia­ły pre­mie­rę dopie­ro… w zeszłym roku!).

            Ogrom­nie zacie­ka­wi­ło mnie to, co napi­sa­łaś o cha­rak­te­rze Ficht­ne­ra i już mnie kusi, żeby sobie pooglą­dać jakiś wywiad z jego udzia­łem :D

            Jeśli mogła­bym ci coś pole­cić, to tu jest bar­dzo faj­ny wywiad:

            https://​www​.youtu​be​.com/​w​a​t​c​h​?​v​=​r​6​H​1​-​c​n​Z​KNM

            A jeśli chcesz cze­goś krót­sze­go i zabaw­ne­go (co wła­ści­wie nie mówi nicze­go o cha­rak­te­rze akto­ra, ale poka­zu­je, jakim jest on faj­nym czło­wie­kiem), poprze­wi­jaj sobie tutaj, do frag­men­tów z Ficht­ne­rem:

            https://​www​.youtu​be​.com/​w​a​t​c​h​?​v​=​y​L​9​P​0​e​Y​o​HV0

            Przy oka­zji uwiel­biam tego pana dzien­ni­ka­rza i jego spo­sób prze­pro­wa­dza­nia wywia­dów. To, że prze­bie­ra się i uda­je posta­ci z fil­mów. I że nie­któ­rzy akto­rzy bawią się z nim i na czas wywia­du na nowo wcie­la­ją w boha­te­rów, któ­rych gra­li, a inni nie wie­dzą o co cho­dzi i z peł­nym pro­fe­sjo­na­li­zmem pró­bu­ją odpo­wia­dać na dziw­ne pyta­nia tak, jak pod­czas każ­de­go inne­go wywia­du. :D

            I na koniec nagra­nie z moje­go spo­tka­nia z Ficht­ne­rem:

            https://​www​.youtu​be​.com/​w​a​t​c​h​?​v​=​2​l​n​O​b​L​z​V​V7M

            (mniej wię­cej w 12:40 Ficht­ner faj­nie mówi o pra­cy z Tom­my Lee Jone­sem (na koń­cu opo­wia­da śmiesz­ną aneg­dot­kę); w 18:20 pada moje pierw­sze pyta­nie, a w 23:20 dru­gie :)

            Przy oka­zji przy­po­mnia­ła mi się jesz­cze jed­na rzecz, za któ­rą uwiel­biam Ficht­ne­ra: on nigdy nie popra­wia ludzi, któ­rzy nie­po­praw­nie wyma­wia­ją jego nazwi­sko!

            Jed­nak ja chy­ba wybie­ram myśle­nie o tych samych odpo­wie­dziach bar­dziej jak o „prze­my­śla­nych”, niż „wyuczo­nych”. Lubię sobie pomy­śleć, że to miłe, że ktoś prze­my­śli­wu­je swo­je sło­wa dość głę­bo­ko, że sta­ra się być odpo­wie­dzial­nym za nie.

            To zna­czy – ja też tak zazwy­czaj myślę, bo na co dzień nie sta­ram się być scep­tycz­na (dopie­ro kie­dy zaczy­nam coś dogłęb­nie ana­li­zo­wać, to tak się dzie­je). I jeśli aktor odpo­wia­da na jakieś pyta­nia z entu­zja­zmem, to czę­sto nawet nie zauwa­żam, że udzie­la tych samych odpo­wie­dzi. ;)

            A co do „Don Juana” to wygrze­ba­łam gdzieś wypo­wiedź Davi­da, w któ­rym został wprost zapy­ta­na o to, dla­cze­go ta sztu­ka nie poja­wi­ła się np. w Digi­tal The­atre.

            Kur­cze, strasz­na szko­da… :(

            Ale wie­rzę ci na sło­wo, nie musisz spe­cjal­nie szu­kać lin­ku do tego wywia­du. Gdy­byś jed­nak zna­la­zła link do pety­cji, to pro­szę, pode­ślij mi go koniecz­nie! ;)

            Fri­ght night”

            Zasko­czy­łaś mnie tym wybo­rem! Ale zga­dzam się z tym, że humor w tym fil­mie był zaska­ku­ją­cy.

            Pod­pi­su­ję się też pod tym, co napi­sa­łaś o roli Davi­da, któ­ra rze­czy­wi­ście była inna, niż się począt­ko­wo wyda­wa­ło. I tak, sce­na ze zdej­mo­wa­niem wize­run­ku sce­nicz­ne­go była wspa­nia­ła! :D

            Nati­vi­ty 2”

            Tu się muszę przy­znać, że to jest jeden z tych fil­mów, któ­rych z powo­du mojej igno­ran­cji oraz leni­stwa nie widzia­łam. Ale po prze­czy­ta­niu two­je­go opi­su stwier­dzi­łam, że muszę szyb­ko nad­ro­bić tą zale­głość! :)

            Swo­ja dro­gą to jest temat moich nie­ustan­nych roz­my­ślań, ile aktor­stwa, a ile praw­dzi­wych życio­wych reak­cji jest w danej posta­ci :D

            Jak o tym wspo­mnia­łaś, to przy­po­mnia­ło mi się coś takie­go (jak­by co, prze­wiń sobie do 6:53):

            https://​youtu​.be/​I​f​n​x​Q​4​L​j​W​k​0​?​t​=​6​m​53s

            I znów David z nie­zwy­kłą gra­cją i uśmie­chem opo­wia­da o czymś, co jest nie tyl­ko żenu­ją­ce, ale też – jeśli się nad tym zasta­no­wić – praw­do­po­dob­nie spra­wia masę pro­ble­mu innym akto­rom, któ­rzy jed­nak wolą się do tego nie przy­zna­wać.

            jeśli idzie o same­go Dok­to­ra, to David był moim pierw­szym

            Ja zaczę­łam moją przy­go­dę z Dok­to­rem od Dzie­wią­te­go, więc po jego rene­ne­ra­cji byłam tak smut­na, zszo­ko­wa­na i przede wszyst­kim zła, że „zabi­li mi moje­go Dok­to­ra”, że całą tą złość prze­la­łam na Ten­nan­ta i pierw­sze co o nim pomy­śla­łam to „jak oni mogli zastą­pić tak wspa­nia­łe­go akto­ra, jakim był Ecc­le­ston, tym idio­tycz­nie zacho­wu­ją­cym się kole­siem, któ­ry wyglą­da jak młod­sza wer­sja Jasia Faso­li”. Och, jak ja mogłam wte­dy tak pomy­śleć. Wstyd! :P

            Mam już odzew, że […] „facet jest nie­po­zor­ny, ale ma w sobie coś takie­go, że się nie chce oczu ode­rwać” ;)

            Czyż­byś zwer­bo­wa­łaś kolej­ne­go fana? Bra­wo!

            A Ty co byś pole­ci­ła w takiej sytu­acji…?

            Gdy­by świat był dosko­na­ły, na począ­tek pole­ca­ła­bym każ­de­mu Dok­to­ra lub Casa­no­vę, ale ponie­waż wiem, że są to pro­duk­cje dość spe­cy­ficz­ne, któ­re nie każ­de­mu przy­pa­da­ją do gustu, bez­piecz­nym roz­wią­za­niem zawsze wyda­je mi się Bro­ad­church. I podob­nie jak ty, Reco­ve­ry też pole­ca­ła­bym każ­de­mu, gdy­by nie to, że do fil­mu nie ma pol­skich napi­sów.

            Przy czym tu też wie­le zale­ży od tego, komu mia­ła­bym fil­my z Ten­nan­tem pole­cać. Fanom komik­sów pole­ci­ła­bym „Jes­si­cę Jones”, fanom pro­duk­cji takich, jak net­fli­xo­wy „House of Cards” – „The Politician's Hus­band”, fanom kome­dii roman­tycz­nych – „Decoy Bri­de”. A ostat­nio pró­bu­ję prze­ko­nać do Ten­nan­ta kole­żan­kę, któ­ra jest wiel­ką fan­ką oper i przy oka­zji tro­chę teatru, więc dałam jej do obej­rze­nia „Much Ado Abo­ut Nothing” (choć jesz­cze nie wiem czy się jej to przed­sta­wie­nie spodo­ba­ło). Wiem, że powin­nam jej też pole­cić Ham­le­ta, ale kie­ro­wa­na wła­snym doświad­cze­niem stwier­dzi­łam, że o tym przed­sta­wie­niu wspo­mnę jej następ­nym razem, jeśli Ten­nant w duecie z Tate ją zachwy­cą.

            A czy Ty też masz taką sce­nę?

            Och, kolej­ne dobre pyta­nie! I jaki cięż­ki wybór!

            Jeśli cho­dzi o Dok­to­ra, to też lubię sce­nę po śmier­ci River Song (gene­ral­nie potwor­ki z tego odcin­ka są moimi ulu­bio­ny­mi – ponie­waż pra­cu­ję w biblio­te­ce, to za spra­wą Dok­to­ra obec­nie, kie­dy po skoń­cze­niu noc­nej zmia­ny muszę się przejść ciem­nym kory­ta­rzem, zawsze mnie tro­chę ciar­ki prze­cho­dzą :)

            I jest jesz­cze taki drob­ny moment w odcin­ku „Sto­len Earth”, kie­dy Dok­tor myśli, że wie, gdzie znaj­du­je się zagi­nio­na Zie­mia, ale kie­dy jej tam nie ma – total­nie go zamu­ro­wu­je. I kie­dy Don­na go pyta „co teraz, Dok­to­rze?”, a on nie wie, jak jej odpo­wie­dzieć.

            Uwiel­biam każ­de poże­gna­nie z Rose, i poże­gna­nie z Don­ną (gene­ral­nie, cała sekwen­cja z tego odcin­ka, pod­czas któ­rej Dok­tor żegna się ze wszyst­ki­mi towa­rzy­sza­mi zawsze łamie mi ser­ce).

            Uwiel­biam sce­nę z koń­ców­ki Pla­net of the Dead, kie­dy Chri­sti­na chce wyru­szyć w podróż z Dok­to­rem, a ten mówi jej „Nie”. I choć robi to w bar­dzo bez­dusz­ny spo­sób, to przez to, że my, widzo­wie, go zna­my, to widzi­my w jego oczach, jak bar­dzo chciał­by jej powie­dzieć „jasne, wsia­daj do TAR­DIS” i jak bar­dzo cier­pi z powo­du tego, że nie może tego zro­bić.

            Uwiel­biam koń­ców­kę Waters of Mars, kie­dy Dok­tor jest jed­no­cze­śnie prze­ra­żo­ny tym co zro­bił, smut­ny, zagu­bio­ny i prze­stra­szo­ny tym, co go cze­ka w przy­szło­ści.

            I w ostat­nim odcin­ku zawsze chwy­ta mnie za ser­ce sce­na poga­dan­ki z Wil­fre­dem na stat­ku kosmicz­nym, kie­dy Wil­fred chce dać Dok­to­ro­wi broń. I potem, pod koniec odcin­ka ten moment, kie­dy Dok­tor myśli, że uda­ło mu się wszyst­ko prze­żyć, ale oka­zu­je się, że żeby ura­to­wać Wil­fre­da musi poświę­cić wła­sne życie. I jak się z tego powo­du gnie­wa i mio­ta, i jak osta­tecz­nie akcep­tu­je, że umrze w taki spo­sób.

            (BTW, wra­ca­jąc do tema­tu „cze­mu RTD jest lep­szy od Mof­fa­ta” – zarów­no Dzie­wią­ty jak i Dzie­sią­ty Dok­tor odda­li życie, nie dla jakiejś wiel­kiej spra­wy, ale po to, by ura­to­wać jed­ne­go czło­wie­ka i to napraw­dę chwy­ta za ser­ce!)

            I, choć to aku­rat nie jest smut­ne (przy­naj­mniej na począt­ku), lubię jesz­cze odci­nek z 4 serii, któ­ry ma miej­sce na dia­men­to­wej pla­ne­cie. Sce­ny, w któ­rych Dok­tor został opę­ta­ny przez „cosia” i sta­ra się z nim wal­czyć. Jej, jak David feno­me­nal­nie to zagrał! Nie potra­fię okre­ślić co w jego grze aktor­skiej to spra­wia, ale jestem sobie w sta­nie wyobra­zić, co czuł wte­dy Dok­tor, jakie emo­cje prze­ży­wał, jak coś jed­no­cze­śnie roz­ry­wa­ło na strzę­py i miaż­dży­ło jego umysł i duszę. I jak potem, kie­dy odzy­skał wła­dzę nad sobą, w kół­ko powta­rzał „It's gone”. I jak spoj­rzał na tych ludzi, któ­rzy chwi­lę wcze­śniej ze stra­chu chcie­li go zabić. I jak na koń­cu zapy­tał, jak mia­ła na imię hostes­sa. Jesz­cze raz – po pro­stu mistrzo­stwo! Hmm, tak sobie teraz myślę, że te sce­ny z tego odcin­ka są chy­ba moimi ulu­bio­ny­mi chwy­ta­ją­cy­mi ser­ce sce­na­mi z Dok­to­rem.

            W Bro­ad­church lubię tą sce­nę w 6 odcin­ku 1 serii, kie­dy Har­dy wie­czo­rem jest sam w biu­rze i gorącz­ko­wo pró­bu­je zna­leźć jakiś nowy trop. A potem się chwy­ta za ser­ce, sia­da pod ścia­ną, nie może zła­pać odde­chu, jak­by miał atak pani­ki, a na koń­cu pła­cze.

            A w ostat­nim odcin­ku 1 serii jest taki drob­ny moment: po tym, jak Mil­ler dowie­dzia­ła się, że jej mąż jest mor­der­cą i opu­ści­ła komi­sa­riat, Har­dy sia­da na kana­pie i zbie­ra mu się na płacz, ale w ostat­niej chwi­li się powstrzy­mu­je.

            W 4 odcin­ku 2 serii, lubię sce­nę, w któ­rej, pod­czas podró­ży do Sand­bro­ok, Har­dy opo­wia­da Mil­ler o tym, jak zna­lazł cia­ło zamor­do­wa­nej dziew­czyn­ki. I ten moment (o któ­rym już roz­ma­wia­ły­śmy :) w ostat­nim odcin­ku tej serii, kie­dy Har­dy wkła­da do tecz­ki zdję­cie zamor­do­wa­nej dziew­czyn­ki.

            Nato­miast, co cie­ka­we, nie mogę wybrać żad­nej sce­ny z 3 serii, bo Har­dy jest tam cały czas stra­pio­ny, ale już nie smut­ny.

            Z Reco­ve­ry uwiel­biam sce­nę pra­wie pod koniec, kie­dy w nocy Alan zamy­ka się w sypial­ni, jego syn i naj­lep­szy przy­ja­ciel wyła­mu­ją zamek, a potem Alan opo­wia­da im, jak się czu­je. Fascy­nu­ją­ce w tej sce­nie jest to, że wła­ści­wie nie było w niej widać twa­rzy Ten­nan­ta, więc David miał w niej do dys­po­zy­cji jedy­nie swój głos oraz moż­li­wość mru­ga­nia jed­nym okiem. I tymi ogra­ni­czo­ny­mi środ­ka­mi uda­ło mu się osią­gnąć coś (jak zawsze!) wspa­nia­łe­go. I potem, wzru­sza mnie, jak pod koniec fil­mu Alan pła­cze przy pio­sen­ce „You did some­thing to me” (przy oka­zji, dodat­ko­we bra­wa nale­żą się Reco­ve­ry za to, że film wyko­rzy­stu­je tą pio­sen­kę w tak prze­my­śla­ny spo­sób).

            I na koniec (zaczy­nam odno­sić nie­po­ko­ją­ce wra­że­nie, że moje komen­ta­rze są dłuż­sze, niż wła­ści­we wpi­sy na blo­gu :P ) dwie sce­ny z Sin­gle Father. Pierw­sza, z koń­ców­ki pierw­sze­go odcin­ka, kie­dy boha­ter gra­ny przez Ten­nan­ta pła­cze w łazien­ce (gdy­bym mia­ła wska­zać tyl­ko jed­ną sce­nę – wybra­ła­bym wła­śnie tą). I dru­ga z począt­ku ostat­nie­go odcin­ka, kie­dy Dave pozna­je wyni­ki testów na ojco­stwo swo­ich dzie­ci.

            OK, ty mnie pyta­łaś o rze­czy smut­ne, to ja zapy­tam w dru­gą stro­nę – któ­re sce­ny z Ten­nan­tem naj­bar­dziej cię roz­śmie­sza­ją? I mogą to być nie tyl­ko sce­ny z fil­mów i seria­li, ale tak­że z wywia­dów! ;)

          • Mar­le­na Bier

            O rany, jest tyle rze­czy, któ­re chcę Ci teraz napi­sać, tyl­ko od cze­go tu zacząć? :D

            Przede wszyst­kim, dzię­ku­ję za lin­ki, bo jak Ci napi­sa­łam w innym miej­scu, postać Wil­lia­ma Ficht­ne­ra zaczy­na mnie cie­ka­wić coraz bar­dziej :) Pro­wa­dzą­cy w prze­bra­niu był mega :D Mnie szcze­gól­nie spodo­bał się jed­nak pierw­szy pole­co­ny wywiad, w któ­rym zoba­czy­łam takie­go cie­płe­go czło­wie­ka, któ­ry jed­no­cze­śnie jest pew­ny swo­ich życio­wych wybo­rów, ale też ma do sie­bie faj­ny dystans :) Napraw­dę z przy­jem­no­ścią wysłu­cha­łam tego wywia­du. I wiesz, nie wiem nic o życiu pry­wat­nym tego czło­wie­ka, ale podo­ba­ło mi się, że z jed­nej stro­ny wspo­mi­nał żonę w takich nor­mal­nych życio­wych sytu­acjach, ale wyraź­nie dawał sygnał stop, gdy coś szło zbyt dale­ko. I choć widzia­łam zale­d­wie uło­mek jego wypo­wie­dzi, to pew­nie dużo się nie pomy­lę, jeśli powiem, że ten ślicz­ny gest takie­go spusz­cza­nia oczu, jest odpo­wied­ni­kiem Davi­do­ve­go łapa­nia się za ucho, tudzież zaci­ska­nia dło­ni, gdy coś go wpra­wia w zakło­po­ta­nie albo nie­spe­cjal­nie ma ocho­tę o tym mówić :D
            Oso­bi­ście, podzi­wiam Cię też za to, że w cza­sie spo­tka­nia w War­sza­wie zada­łaś mu pyta­nia i głos Ci się nie zała­mał, no i szcze­gól­nie spodo­ba­ło mi się Two­je pierw­sze pyta­nie :D Ja tam jestem z tych, któ­rzy jeśli by w ogó­le pode­szli do mikro­fo­nu, to pew­nie zapo­mnie­li­by jak się wła­ści­wie mówi po angiel­sku :D
            Ogrom­nie Ci dzię­ku­ję za infor­ma­cję o sce­nie z „Mia­sta Gnie­wu”, świet­na histo­ria :) A przy oka­zji, lin­kuj swo­je dyr­dy­ma­ły ile tyl­ko zechcesz, bo ja je czy­tam z wiel­ką przy­jem­no­ścią. Jedy­ne czym Ci to gro­zi to fakt, że mogę Ci zno­wu gdzieś zosta­wić komen­tarz, odcią­ga­jąc Cię od innych obo­wiąz­ków :D BTW, Jestem zako­cha­na we wpi­sie o boha­te­rze maho­nicz­nym i wyda­je mi się, ze sama mam takie­go jed­ne­go na oku ;)

            I znów David z nie­zwy­kłą gra­cją i uśmie­chem opo­wia­da o czymś, co jest nie tyl­ko żenu­ją­ce, ale też – jeśli się nad tym zasta­no­wić – praw­do­po­dob­nie spra­wia masę pro­ble­mu innym akto­rom, któ­rzy jed­nak wolą się do tego nie przy­zna­wać.”
            Uwiel­biam ten wywiad, któ­ry tu pod­lin­ko­wa­łaś :D Masz rację, kogo inne­go było­by stać na takie wyzna­nie i to w takim sty­lu :D Uwiel­biam w ogó­le gdy David opo­wia­da­jąc o Casa­no­vie żału­je bied­nych akto­rek, z któ­ry­mi grał sce­ny pt. „Casa­no­va at work”. To jest wła­śnie cały on, bar­dziej go inte­re­su­je jak one się czu­ły, niż to, jak żenu­ją­ce było to dla nie­go :)

            (…) jak oni mogli zastą­pić tak wspa­nia­łe­go akto­ra, jakim był Ecc­le­ston, tym idio­tycz­nie zacho­wu­ją­cym się kole­siem, któ­ry wyglą­da jak młod­sza wer­sja Jasia Faso­li”.
            Jak Ty mnie umiesz roz­ba­wić hehe :D Ja wró­ci­łam do odcin­ków z Dzie­wią­tym Dok­to­rem po pierw­szej serii z Davi­dem (dla­te­go, że mam jakieś cięż­kie ska­że­nie porząd­ko­we i nie mogłam pójść dalej jeśli nie wie­dzia­łam co było wcze­śniej, cho­ciaż w tym seria­lu to prze­cież tak nie dzia­ła :D). Powiem Ci, że ja go napraw­dę polu­bi­łam i uwa­żam, że miał napraw­dę wie­le cudow­nych, bar­dzo emo­cjo­nal­nych momen­tów, a odci­nek, w któ­rym spo­ty­ka Dale­ka uwa­żam wciąż za jeden z naj­lep­szych jakie widzia­łam w całym seria­lu.

            (…)gene­ral­nie potwor­ki z tego odcin­ka są moimi ulu­bio­ny­mi – ponie­waż pra­cu­ję w biblio­te­ce (…)”
            O, jaką Ty masz faj­ną pra­cę :) Mnie się uda­ło, podob­nie jak Davi­do­wi zdo­być zawód wyma­rzo­ny w bar­dzo wcze­snym dzie­ciń­stwie (:D) ale w biblio­te­ce to chy­ba mogła­bym zamiesz­kać. Uwiel­biam cho­dzić mie­dzy książ­ka­mi, doty­kać ich, prze­glą­dać…, choć pew­nie Two­ja pra­ca nie­wie­le ma z tym wspól­ne­go :) Razem z moją córą trak­tu­je­my wyj­ście do biblio­te­ki jak wyciecz­kę po skar­by :) Heheh, tyl­ko potem muszę jej czy­tać wszyst­ko co zdo­bę­dzie­my, a nie­spe­cjal­nie lubię gło­śne czy­ta­nie :)

            Zanim odpo­wiem na Two­je pyta­nie, to muszę Ci powie­dzieć, że gdy czy­ta­łam wymie­nio­ne przez Cie­bie sce­ny, to aż wier­ci­łam się na krze­śle, myśląc „O jaki świet­ny wybór!” co dru­gą sekun­dę :D Koniecz­nie muszę Ci donieść, że sce­ny z Wil­fem uwa­żam za jed­ne z naj­lep­szych scen jakie w ogó­le widzia­łam w tele­wi­zji, jeśli idzie o jaką­kol­wiek sen­sow­na rela­cję mię­dzy dwo­ma męż­czy­zna­mi. Nato­miast sce­na poświę­ce­nia Dok­to­ra … och, czy ja o tym w ogó­le umiem mówić bez sią­ka­nia nosem? Chy­ba nie… Koniecz­nie muszę też powie­dzieć, że sce­na w któ­rym Dave pła­cze w łazien­ce to dla mnie koron­ny przy­kład tego, jak pięk­nie pła­cze David Ten­nant i jak to może łamać ser­ce, a gdy wyda­je z sie­bie taki cichy jęk to ja za każ­dym razem się­gam po chu­s­tecz­ki…

            Cudow­nie, że zada­łaś mi takie opty­mi­stycz­ne pyta­nie, bo od nad­mia­ru pła­czą­ce­go Davi­da moż­na popaść w napraw­dę melan­cho­lij­ny nastrój, choć widok jest bez wąt­pie­nia pięk­ny :D Tyl­ko, że teraz to ja serio nie wiem co wybrać :D

            Po pierw­sze muszę powie­dzieć, że nie ist­nie­je dla mnie żaden abso­lut­nie wywiad Davi­da, przy któ­rym bym się nie uśmiech­nę­ła, bo on zawsze powie coś zabaw­ne­go :D Uwiel­biam też cały kata­log zabaw­nych min Davi­da i jego gło­śny szcze­ry śmiech, ale i tak naj­bar­dziej mnie roz­śmie­sza, gdy David chi­cho­cze :D
            Posta­ram się jed­nak teraz coś wybrać, i nie przy­nu­dzać zbyt dłu­go ;)

            Jeśli idzie o Davi­da wywia­dy i roz­mo­wy, to uwiel­biam pierw­szy występ David a w „Top Gear”. Roz­mo­wa nie była może i mądra, ale chi­chra­łam się z niej przez wie­le dni, naj­bar­dziej zaś z tego jak David wyja­śniał sekre­ty dzia­ła­nia TAR­DIS. Zresz­tą podob­nie „nie­mą­dre” wystę­py Davi­da w "Satur­day Night Pro­ject" są abso­lut­ną becz­ką śmie­chu i moż­na tu go sobie pooglą­dać w zupeł­nie innym świe­tle, takim czy­sto roz­ryw­ko­wym :D Myślę sobie, że tak cza­ru­ją­co wypaść w tak hmmm… nie­tu­zin­ko­wo nie­przy­zwo­itym pro­gra­mie, może tyl­ko David. Uwiel­biam też każ­dą wzmian­kę o Myr­tle (Jeny, jak ten pies się nazy­wa!), bo David ze zwy­kłej rze­czy takiej, jak spa­cer z psem, potra­fi zro­bić wspa­nia­łą "sto­ry" :) Świet­ne są oczy­wi­ście Davi­do­ve wystę­py u Gra­ha­ma Nor­to­na, a mój ulu­bio­ny moment (choć zde­cy­do­wa­nie jest z cze­go wybie­rać) to odga­dy­wa­nie tek­stu ze sztu­ki „Much Ado Abo­ut Nothing” – po pro­stu odma­wiam tu uzna­nia tego ile on napraw­dę ma lat :) Och, i jesz­cze roz­ba­wił mnie nie­zmier­nie akcent połu­dnio­wo­afry­kań­ski w wyko­na­niu Davi­da. No i oczy­wi­ście, pod­lin­ko­wa­ne przez mnie wywia­dy z Bra­zy­lii zawsze mnie wpra­wią w dobry humor, podob­nie jak radio­wy wywiad prze­pro­wa­dzo­ny prze C. Tate :) Zaś w wywia­dzie, od któ­re­go zaczę­ły­śmy naszą cud­ną wymia­nę zdań uwiel­biam frag­ment o Har­rym Pot­te­rze i Davi­do­vą filo­zo­fię aktor­stwa ;)
            W ogó­le, pew­nie wiesz, ale ist­nie­je seria fanow­skich video „David Ten­nant being hila­rio­us”. Dzię­ki niej odkry­łam wie­le świet­nych wystę­pów Davi­da, choć oczy­wi­ście, do każ­de­go z nich dotar­łam póź­niej samo­dziel­nie, ale oglą­da­jąc tę serie mia­łam wprost nie­ziem­ską rado­chę :) O, i jesz­cze muszę wspo­mnieć, że oglą­dam wszyst­kie moż­li­we „blo­opers and out­ta­kes” z Davi­dem i śmie­ję się aż do bólu brzu­cha :D

            Jeśli idzie o sce­ny fil­mo­we… O rany, ależ zada­nie! Taka moja naj naj­uko­chań­sza w tej mate­rii to sce­na z „too sal­ty” z odcin­ka „Docto­ra Who” z Aga­thą Chri­stie. W ogó­le cały odci­nek to mistrzo­stwo i jako miło­śnicz­ka „Poiro­ta” i jego twór­czy­ni zna­la­złam tam całą masę nawią­zań, któ­re mnie podwój­nie uba­wi­ły :) W ogó­le sce­ny z Don­ną są pod wzglę­dem humo­ru nie do pobi­cia dla mnie jeśli idzie o "Doctor Who"! Z kolei dru­gim moim uko­cha­nym dok­to­ro­wym odcin­kiem pod wzglę­dem kome­dio­wym, jest spo­tka­nie Dzie­sią­te­go Dok­to­ra z Pią­tym Dok­to­rem, a łzy śmie­chu zaczę­ły mi pły­nąc gdzieś oko­ło "I’m wearing a vege­ta­ble” tyl­ko po to, żeby się zaraz zamie­nić w łzy wzru­sze­nia :)
            Uwiel­biam też wszyst­kie Dok­to­ro­we „Oh, yes!” i „What?!”. :D Nie mówiąc już o tym, że Dok­tor Davi­da dał mi powód do milio­na uśmie­chów dzię­ki całej masie wtrą­ca­nych od nie­chce­nia uwag, zabaw­nych spoj­rzeń i chi­cho­tów
            .
            Ist­nie­je też cały zbiór poje­dyn­czych scen z róż­nych pro­duk­cji, w któ­rych David dopro­wa­dza mnie do nagłych ata­ków śmie­chu, jak opi­sa­na już prze­ze mnie sce­na zdej­mo­wa­nia wize­run­ku sce­nicz­ne­go we „Fri­ght night” :D David zresz­tą w ogó­le nie boi się prze­ry­so­wa­nych posta­ci, ale doda­je im coś takie­go, że się je natych­miast lubi, jak postać ducha w gar­ni­tu­rze od Arma­nie­go :D A widzia­łaś może Davi­da prze­bra­ne­go za Kik­ki Dee w duecie z "Elto­nem Joh­nem" – R. Wil­so­nem? Ależ by z nie­go była ład­na dziew­czy­na :D Z zupeł­nie inne­go powo­du roz­śmie­sza mnie z kolei sce­na, w któ­rej tań­czy z Davi­dem Morissey'em śpie­wa­jąc "The­se boots ae made for wal­king" :D No, i nie da się zapo­mnieć o roli Bene­di­ca, któ­ry miał kil­ka "sza­ło­wych" scen, jed­nak mnie naj­bar­dziej chy­ba bawi ta, w któ­rej David gra na mini organ­kach :D

            Ogrom­nie podo­ba mi się tak­że kil­ka scen z "What we did on on our holi­day", cho­ciaż tutaj nie tyle David jest śmiesz­ny, co po pro­stu odpo­wia­da cud­nie na to, jak dobrze są te sce­ny roz­pi­sa­ne, cho­ciaż trze­ba być napraw­dę dobry akto­rem, żeby cze­goś takie­go nie prze­ry­so­wać. Dla przy­kła­du, uwiel­biam poga­dan­kę wycho­waw­czą w toa­le­cie albo moment, gdy David usy­pia za kół­kiem :D

            Oba­wiam się też, że mimo cięż­kie­go tema­tu śmia­łam się kil­ka­krot­nie w cza­sie oglą­da­nia „Bro­ad­church”, cho­ciaż muszę przy­znać, że ten rodzaj humo­ru był zupeł­nie inny. Naj­bar­dziej chy­ba uba­wi­ła mnie wymia­na zdań mię­dzy Ellie a Har­dym na temat jego rand­ki :D.

            A czy Ty wybra­ła­byś tak samo?

            Last but not least… „Możesz zdra­dzić, kto to taki?”

            Przede wszyst­kim dopie­ro zauwa­ży­łam, ze uży­łam okre­śle­nia „z lat mło­do­ści”, hehe, no nie jestem aż tak sta­ra : D Pew­nie, że mogę zdra­dzić, tyl­ko jest to coś ogrom­nie subiek­tyw­ne­go i oso­bi­ste­go, z cze­go innym zda­rza się nabi­jać. Kie­dyś usły­sza­łam nawet „no wiesz, ze wszyst­kich ludzi świa­ta wła­śnie on ;D” Mniej wię­cej w takim wła­śnie cza­sie, jak i Ty, gdy odna­la­złaś się na Wil­lia­mo­wym forum, tj. w cza­sie począt­ków moje­go stu­dio­wa­nia, zda­rzy­ło się w moim życiu coś bar­dzo trud­ne­go i smut­ne­go, i wte­dy wła­śnie zetknę­łam się z nim powiedz­my, że pierw­szy raz. Nazy­wa się Micha­el Patrick Kel­ly, i kie­dyś, jak sam to raz okre­ślił „w innym życiu” był człon­kiem The Kel­ly Fami­ly. No, i w tym wła­śnie momen­cie więk­szość osób prze­sta­je mnie słu­chać:) Tym­cza­sem ja zosta­łam jego bar­dzo wier­ną fan­ka dopie­ro, gdy on zaczął swo­ją karie­rę solo­wą, więc dla mnie Micha­el nie jest dłu­go­wło­sym chłop­cem w przy­krót­kich spoden­kach, tyl­ko nie­co melan­cho­lij­nym męż­czy­zną, do bólu szcze­rym, nie­co nie­śmia­łym, któ­ry nie wsty­dzi się swo­ich wybo­rów :) Dla­te­go z pre­me­dy­ta­cją nigdy nie uży­wam jego „nick­na­me” z okre­su kel­ly­ma­nii, cho­ciaż on sam się go nie wsty­dzi :) Moje uwiel­bie­nie do nie­go zaczę­ło się gdy w napraw­dę smut­nym momen­cie usły­sza­łam pio­sen­kę „Hope” taką bli­ską moim wła­snym doświad­cze­niom i gdy tyl­ko dowie­dzia­łam się, kto ją napi­sał, powie­dzia­łam „Nie­moż­li­we!”. Potem usły­sza­łam jego „Testi­mo­ny” i pomy­śla­łam jak bar­dzo go podzi­wiam, bo w dzi­siej­szym świe­cie, cele­bry­ta chęt­niej opo­wie nam o swo­ich zwy­cza­jach sek­su­al­nych, niż o tym, co mu w życiu nie wyszło czy też o wie­rze. Micha­el jest zupeł­nie inny od Davi­da, głów­nie przez spo­ry wła­snych bagaż trud­nych doświad­czeń i zupeł­nie inne miej­sce, z któ­re­go wyszedł (nie mówiąc o tym, że nie łatwo dora­stać na oczach świa­ta), ale jed­no ich łączy na pew­no, ta szcze­rość i praw­da we wszyst­kim, co robią, ta nie gasną­ca pasja, któ­rą chcą się z nami dzie­lić. Każ­dy jego tekst jest tak oso­bi­sty, że bywa aż bole­sny, w każ­dym wystę­pie daje z sie­bie 200 pro­cent i widać jak prze­ży­wa każ­de z wyśpie­wa­nych słów. Mia­łam szczę­ście widzieć go na żywo trzy razy, dwa razy na nie­wiel­kich kon­cer­tach, a raz w cza­sie Świa­to­wych Dni Mło­dzie­ży. On ma napraw­dę cudow­ny kon­takt z publicz­no­ścią i wiesz, jed­nej z pie­śni nauczył się nawet po pol­sku i zawsze śpie­wa ją swo­im pol­skim fanom :D Uwiel­biam też ten jego spo­kój, skrom­ność i jakieś takie cie­pło, któ­re od nie­go bije w cza­sie wywia­dów (choć musi mi je tłu­ma­czyć przy­ja­ciół­ka, bo Micha­el mówi głów­nie po nie­miec­ku ;)), cho­ciaż ni stąd ni zowąd potra­fi zro­bić coś nie­sa­mo­wi­te­go, np. śpie­wa­jąc pio­sen­kę w stu­dio śnia­da­nio­wym wsko­czyć na stół ;). No i gdy już się w koń­cu uśmiech­nie to jak­by słoń­ce wyszło zza chmur­ki :) Oj, zanu­dzi­ła­bym Cię, gdy­bym mia­ła dalej o nim pisać :D W każ­dym razie, był dla mnie bar­dzo waż­ny na moim życio­wym zakrę­cie i ogrom­nie waż­ne jest dla mnie to, że przez tyle lat pozo­stał wier­ny swo­im decy­zjom, dum­ny ze swo­ich wybo­rów i jakiś taki praw­dzi­wy ;) Poza tym lubię jego muzy­kę, bez­pre­ten­sjo­nal­ną, praw­dzi­wą, nie­aspi­ru­ja­cą do mia­na wiel­kich prze­bo­jów, ale za to taką, któ­ra chce coś prze­ka­zać, skło­nić do reflek­sji, mnie chwy­ta­ją­cą za jakąś czu­łą stru­nę w moim ser­cu :) No i podob­nie jak Ty pozna­łam dzię­ki nie­mu kogoś, o kim nawet teraz mogę powie­dzieć, że jest moim praw­dzi­wym przy­ja­cie­lem :) Tro­chę się roz­pę­dzi­łam, ale jeśli ja kogoś uwiel­biam to nie mogę tak tyl­ko rzu­cić nazwi­ska i odejść, tak­że mam nadzie­ję, ze nie masz mi za złe ;)

          • Mnie szcze­gól­nie spodo­bał się jed­nak pierw­szy pole­co­ny wywiad

            Cie­szę się, że przy­padł ci do gustu. :)

            Przy oka­zji, zapo­mnia­łam napi­sać o jesz­cze jed­nej rze­czy, któ­ra jest zabaw­na teraz, z per­spek­ty­wy cza­su. W tam­tym wywia­dzie Ficht­ner wspo­mniał, że ludzie cza­sem zacze­pia­li go na uli­cy i błęd­nie stwier­dza­li „ej, ty jesteś tym kole­siem z Dnia Nie­pod­le­gło­ści”. Żart pole­ga na tym, że kil­ka lat póź­niej Bill zagrał rolę w dru­giej czę­ści tego fil­mu! :D (ale nie oglą­daj tego – to jeden z tych przy­pad­ków, gdzie film był zły, a występ Ficht­ne­ra jesz­cze gor­szy ;( )

            Napraw­dę z przy­jem­no­ścią wysłu­cha­łam tego wywia­du.

            Gdy­byś chcia­ła bar­dziej zagłę­bić się w temat, to dużo archi­wal­nych wywia­dów znaj­dziesz na Daily­mo­tion. Zwłasz­cza tutaj:
            http://​www​.daily​mo​tion​.com/​M​r​s​M​a​h​one
            (wrzu­ca­ła je dziew­czy­na z pol­skie­go, Wil­lia­mo­we­go Forum)

            …i tutaj:
            http://​www​.daily​mo​tion​.com/​W​F​_​Fan
            (te są wrzu­ca­ne na potrze­by nie­miec­kiej stro­ny pro­wa­dzo­nej przez fan­kę, więc nie­ste­ty nie­któ­re rze­czy są dub­bin­go­wa­ne po nie­miec­ku)

            Z naj­cie­kaw­szych rze­czy z tych dwóch kana­łów pole­cam ci szcze­gól­nie:
            http://​www​.daily​mo​tion​.com/​v​i​d​e​o​/​x​3​o​ynd

            http://​www​.daily​mo​tion​.com/​v​i​d​e​o​/​x​3​m​zqx

            http://​www​.daily​mo​tion​.com/​v​i​d​e​o​/​x​3​m​g5t

            http://​www​.daily​mo​tion​.com/​v​i​d​e​o​/​x​3​q​0vd

            Nato­miast z bar­dziej aktu­al­nych, dłuż­szych i przy oka­zji też bar­dziej oso­bi­stych wywia­dów, pole­cam ci takie dwa nagra­nia:
            https://​www​.youtu​be​.com/​w​a​t​c​h​?​v​=​M​6​x​k​t​7​1​V​8KU
            (mniej wię­cej od 29:30 Bill mówi o tym, jak został akto­rem; w 38 minu­cie jest faj­na aneg­dot­ka; w dru­giej czę­ści, w 19:40 mówi o Pri­son Bre­ak)

            I dru­gie, na temat któ­re­go nawet popeł­ni­łam Dyr­dy­ma­ła:
            http://​joan​na​ho​ly​.pl/​d​y​r​d​y​m​a​l​y​-​f​s​/​2​0​1​6​/​s​w​o​j​-​c​h​l​o​p​-​b​u​f​f​a​lo/
            (oby­dwa wywia­dy zosta­ły prze­pro­wa­dzo­ne w rodzin­nych stro­nach Ficht­ne­ra, przez co aktor bar­dziej otwar­cie opo­wia­dał w nich o swo­im życiu)

            to pew­nie dużo się nie pomy­lę, jeśli powiem, że ten ślicz­ny gest takie­go spusz­cza­nia oczu, jest odpo­wied­ni­kiem Davi­do­ve­go łapa­nia się za ucho

            Zga­dza się – bystry z cie­bie obser­wa­tor! :)

            podzi­wiam Cię też za to, że w cza­sie spo­tka­nia w War­sza­wie zada­łaś mu pyta­nia i głos Ci się nie zała­mał

            Oj, uwierz mi – zała­mał się. A jesz­cze gor­sze było to, że przed pierw­szym pyta­niem, pan pro­wa­dzą­cy spo­tka­nie, swo­im pyta­niem tro­chę mnie zasko­czył, wybił z ryt­mu. Na szczę­ście Bill mnie z tego wyra­to­wał. :)

            szcze­gól­nie spodo­ba­ło mi się Two­je pierw­sze pyta­nie :D

            Dzię­ku­ję! :) Swo­ją dro­gą wiem, że pew­nie cię to nie zdzi­wi, ale ja i z Ficht­ne­rem, i z Ten­nan­tem, mogła­bym prze­pro­wa­dzić dłu­gi wywiad – tak dużo mam w gło­wie pytań do każ­de­go z nich. :)

            A przy oka­zji, lin­kuj swo­je dyr­dy­ma­ły ile tyl­ko zechcesz

            OK, w takim razie, poza nagra­niem z moje­go spo­tka­nia z Ficht­ne­rem, mogę ci jesz­cze pod­lin­ko­wać moją pisem­ną rela­cję z tego wyda­rze­nia:
            http://​joan​na​ho​ly​.pl/​d​y​r​d​y​m​a​l​y​/​2​0​1​4​/​m​a​r​z​e​n​i​a​-​c​z​a​s​e​m​-​s​i​e​-​s​p​e​l​n​i​a​ja/

            Jestem zako­cha­na we wpi­sie o boha­te­rze maho­nicz­nym i wyda­je mi się, ze sama mam takie­go jed­ne­go na oku ;)

            Inne­go, niż Hardy'ego? Och, napisz pro­szę, kogo masz na myśli! :D

            To jest wła­śnie cały on, bar­dziej go inte­re­su­je jak one się czu­ły, niż to, jak żenu­ją­ce było to dla nie­go :)

            Zno­wu się z tobą zga­dzam! :D

            odci­nek, w któ­rym spo­ty­ka Dale­ka uwa­żam wciąż za jeden z naj­lep­szych jakie widzia­łam w całym seria­lu

            Racja! A na mnie zro­bił on jesz­cze więk­sze wra­że­nie dla­te­go, bo przed jego obej­rze­niem nie wie­dzia­łam, kim są Dale­ko­wie.

            O, jaką Ty masz faj­ną pra­cę :)
            +
            choć pew­nie Two­ja pra­ca nie­wie­le ma z tym wspól­ne­go :)

            No wła­śnie, to nie jest zła pra­ca, ale po pierw­sze nie jest tak faj­na, jak myślą ludzie z zewnątrz, a po dru­gie – nie jestem tam z powo­ła­nia, więc też patrzę na wszyst­ko z nie­co mniej­szym zachwy­tem. Nie będę jed­nak maru­dzić, bo bycie biblio­te­ka­rzem (a dokład­niej: biblio­te­ka­rzem cyfro­wym) ma pew­ne plu­sy. :)

            Heheh, tyl­ko potem muszę jej czy­tać wszyst­ko co zdo­bę­dzie­my, a nie­spe­cjal­nie lubię gło­śne czy­ta­nie :)

            Jeśli dość dobrze mówi ona po angiel­sku, to może spró­buj­cie razem posłu­chać jakie­goś audio­bo­oka z Ten­nan­tem? Być może będziesz musia­ła go co chwi­la zatrzy­my­wać i tłu­ma­czyć jej pew­ne sło­wa, ale może dużo zro­zu­mie też sama. I na pew­no – wie­le się nauczy! :)

            gdy czy­ta­łam wymie­nio­ne przez Cie­bie sce­ny, to aż wier­ci­łam się na krze­śle, myśląc „O jaki świet­ny wybór!” co dru­gą sekun­dę :D

            Dzię­ku­ję. :) Ale wiesz, podej­rze­wam, że ty – gdy­byś mia­ła wię­cej cza­su na pisa­nie – wybra­ła­byś podob­ne sce­ny. Więc jeśli cho­dzi o „wybie­ra­nie”, to tak napraw­dę oby­dwie powin­ny­śmy sobie pogra­tu­lo­wać świet­ne­go, życio­we­go wybo­ru, jakim było zain­te­re­so­wa­nie się aktor­stwem Ten­nan­ta. ;)

            chi­chra­łam się z niej przez wie­le dni, naj­bar­dziej zaś z tego jak David wyja­śniał sekre­ty dzia­ła­nia TAR­DIS.

            Tak, to było pięk­ne! :D Swo­ją dro­gą, strasz­nie bawi mnie to, że David wystą­pił w 10 odcin­ku, 10 serii. Przy­pa­dek? Nie sądzę! :D

            I jesz­cze tak na mar­gi­ne­sie – tu jest taj­ny, popu­lar­no­nau­ko­wy film wyja­śnia­ją­cy, jak dzia­ła TAR­DIS:
            https://​www​.youtu​be​.com/​w​a​t​c​h​?​v​=​l​Y​X​5​i​b​e​8​Z4A

            Uwiel­biam też każ­dą wzmian­kę o Myr­tle

            Hehe, ja też! :D

            wystę­py u Gra­ha­ma Nor­to­na, a mój ulu­bio­ny moment

            Jeśli cho­dzi o mnie, to w odcin­ku z Cathe­ri­ne Tate, zawsze zwa­la mnie z nóg, jak Ten­nant opo­wia­da o swo­ich skar­pet­kach oraz o spo­tka­niu z fanem pod prysz­ni­cem (przy czym to dru­gie – uwiel­biam za to, jak zabaw­nie Ten­nant o tym opo­wie­dział, choć jed­no­cze­śnie wiem, że raczej nie było to dla nie­go miłe doświad­cze­nie i szcze­rze mu go współ­czu­ję).

            Dru­gim, rów­nie ulu­bio­nym, jest dla mnie odci­nek z Oli­vią Col­man. A w zawsze bawi mnie moment, w któ­rym David uda­je, że się zło­ści, że Oli­via dosta­ła BAFTĘ, a Wein­ste­in Osca­ra; potem to, jak Ten­nant się śmie­je, gdy Gra­ham mówi, że Oli­via ma kiep­ską pamięć; a póź­niej moment, w któ­rym Oli­via przy­zna­je się, że od począt­ku wie­dzia­ła, kto był mor­der­cą w Bro­ad­church.

            pew­nie wiesz, ale ist­nie­je seria fanow­skich video „David Ten­nant being hila­rio­us”

            Tak, wiem o ich ist­nie­niu, bo mignę­ły mi cza­sa­mi w wyni­kach wyszu­ki­wa­nia, ale nigdy nie mia­łam cza­su, żeby się im przyj­rzeć (w koń­cu jest tyle peł­nych wywia­dów do obej­rze­nia!). Kolej­na zale­głość, któ­rą muszę nad­ro­bić. ;)

            A z innych talk-show, mnie jesz­cze zawsze roz­ba­wia do łez „Never Mind The Buz­z­cocks”. A w nim mię­dzy inny­mi, chy­ba słyn­ny już BAR­ROW­MAN!!! :D

            Przy oka­zji, myślę, że Ten­nant zawsze jest śmiesz­niej­szy, kie­dy może wystą­pić z kimś, z kim pra­co­wał, bo wte­dy on i ta dru­ga oso­ba żar­tu­ją z sie­bie nawza­jem i dodat­ko­wo „nakrę­ca­ją się”, by żar­to­wać jesz­cze bar­dziej.

            Uwiel­biam też wszyst­kie Dok­to­ro­we „Oh, yes!” i „What?!”. :D

            Racja, z Dok­to­ra cięż­ko jest coś wybrać – tak dużo tego tam było! :D

            Też uwiel­biam wska­za­ne przez cie­bie momen­ty. I jesz­cze bawi mnie, jak Dok­tor i Don­na po raz pierw­szy zoba­czy­li się w 4 serii i roz­ma­wia­li przez szy­bę „na migi”.

            Poza tym, choć nie jest to do koń­ca zwią­za­ne z Dok­to­rem, uwiel­biam ten skecz:
            https://​youtu​.be/​S​M​1​l​x​w​j​S​q​b​A​?​t​=​32s

            A sko­ro wspo­mnia­łam Bar­row­ma­na już po raz dru­gi, to przy oka­zji muszę napi­sać, że tego akto­ra też uwiel­biam za to, jak nie­po­waż­nie pod­cho­dzi zarów­no do sie­bie jak i swo­jej orien­ta­cji sek­su­al­nej, a przy oka­zji – podob­nie jak Ten­nant – mię­dzy tymi żar­ta­mi potra­fi powie­dzieć coś napraw­dę mądre­go. I przede wszyst­kim – uwiel­biam go za to, jak świet­nie kum­plu­je się z Davi­dem.

            jak postać ducha w gar­ni­tu­rze od Arma­nie­go :D

            Tak, uwiel­biam ten skecz! I jesz­cze ten z Cathe­ri­ne Tate w roli uczen­ni­cy i Davi­dem w roli nauczy­cie­la. :D

            A widzia­łaś może Davi­da prze­bra­ne­go za Kik­ki Dee w duecie z "Elto­nem Joh­nem"

            Kur­cze, nie mogłam tego pro­gra­mu obej­rzeć, zaraz po jego emi­sji, a potem o nim zapo­mnia­łam. Dzię­ku­ję za przy­po­mnie­nie – zer­k­nę na całość. :)

            Ale zoba­czy­łam już wspo­mnia­ną przez cie­bie sce­nę i rze­czy­wi­ście jest zabaw­na. To napraw­dę nie fair, że Ten­nant nawet w kobie­cych ciu­chach wyglą­da dobrze! :D

            No, i nie da się zapo­mnieć o roli Bene­di­ca, któ­ry miał kil­ka "sza­ło­wych" scen, jed­nak mnie naj­bar­dziej chy­ba bawi ta, w któ­rej David gra na mini organ­kach :D

            Tu muszę ci się przy­znać, że kie­dy pierw­szy raz oglą­da­łam „Much Ado Abo­ut Nothing”, byłam świę­cie prze­ko­na­na, że w innej sce­nie (na pew­no wiesz, w któ­rej) David potknął się przez przy­pa­dek. Wręcz pod­sko­czy­łam, bo zmar­twi­łam się, że bie­dak mógł zro­bić sobie krzyw­dę. Dopie­ro potem, kie­dy miał rękę pokry­tą bia­łą far­bą, któ­rą się ubru­dził, zorien­to­wa­łam się, że to potknię­cie było w stu pro­cen­tach zapla­no­wa­ne.

            I tak, sce­na z organ­ka­mi jest pięk­na, ale mnie rów­nież do łez bawi ta, pod­czas któ­rej Bene­dict, po wspo­mnia­nym ubru­dze­niu się far­bą roz­ma­wiał z Beatri­ce.

            Dla przy­kła­du, uwiel­biam poga­dan­kę wycho­waw­czą w toa­le­cie albo moment, gdy David usy­pia za kół­kiem :D

            Tak! I jesz­cze ta sce­na na począt­ku fil­mu, pod­czas pako­wa­nia kamie­ni! :D

            Naj­bar­dziej chy­ba uba­wi­ła mnie wymia­na zdań mię­dzy Ellie a Har­dym na temat jego rand­ki :D

            Zno­wu – tak! :D

            Wspo­mnę jesz­cze, że w pierw­szej serii naj­bar­dziej bawi mnie moment pod­czas kola­cji u Mil­le­rów, pod­czas któ­re­go Har­dy się śmie­je. I ten z „dir­ty Bry­anem”. I „sce­na łóż­ko­wa” w serii dru­giej.

            A czy Ty wybra­ła­byś tak samo?

            Ja doda­ła­bym do tej listy sce­nę z Decoy Bri­de – tą z pierw­szym spo­tka­niem w sza­le­cie (a zwłasz­cza moment, w któ­rym David przed­sta­wiał się fał­szy­wym imie­niem i nazwi­skiem).

            I jesz­cze w Reco­ve­ry zawsze bawi mnie sce­na retro­spek­cji, pod­czas któ­rej Alan opo­wia­da swo­jej żonie, jak to – nasto­lat­kiem będąc – pró­bo­wał zaim­po­no­wać dziew­czy­nie wie­dzą zdo­by­tą w biblio­te­ce.

            Przy oka­zji: wspo­mi­na­łaś wcze­śniej, że zasta­na­wiasz się, jak bar­dzo w swo­jej grze aktor­skiej David poka­zu­je same­go sie­bie, swo­je wła­sne reak­cje. I ta sce­na z Reco­ve­ry jest moim zda­niem jed­nym z takich momen­tów, bo Ten­nant wyglą­da w niej tak samo, jak pod­czas wywia­dów, kie­dy jest czymś w uro­czy spo­sób zaże­no­wa­ny.

            I jesz­cze na zakoń­cze­nie – coś świe­że­go, co zawsze pusz­czam sobie wte­dy, kie­dy bra­ku­je mi moty­wa­cji:
            https://​www​.face​bo​ok​.com/​m​a​g​i​c​r​a​d​i​o​/​v​i​d​e​o​s​/​1​0​1​5​5​1​0​8​2​4​5​0​6​5​0​56/

            jest to coś […] z cze­go innym zda­rza się nabi­jać.

            Oj, to przy­kre. Prze­cież tu nie ma się z cze­go śmiać!

            I szcze­rze (napraw­dę szcze­rze, tak z głę­bi ser­ca) cię rozu­miem, bo dla mnie „fanie­nie” Ficht­ne­ra, było przede wszyst­kim czymś, dzię­ki cze­mu ucie­ka­łam od codzien­nych pro­ble­mów i dzię­ki cze­mu uda­ło mi się w jakiś spo­sób osią­gnąć jako taki spo­kój ducha.

            Nigdy wcze­śniej nie sły­sza­łam o Micha­elu Patric­ku Kel­lym, choć koja­rzę The Kel­ly Fami­ly (ale przy­zna­ję, że ich nie słu­cha­łam, bo w mojej oko­li­cy też wszy­scy uwa­ża­li ich za obcia­cho­wych). I bar­dzo nie­spra­wie­dli­we wyda­je mi się, oce­nia­nie kogoś tyl­ko na pod­sta­wie tego, co robił w mło­do­ści (zwłasz­cza, że takie nie­let­nie gwiaz­dy czę­sto nie mają wpły­wu na wła­sną karie­rę – robią to, do cze­go nakła­nia­ją ich rodzi­ce i inni doro­śli). Przy­słu­cha­łam się pio­sen­kom Kelly'ego i brzmią one napraw­dę nie­źle, a sam woka­li­sta – ma bar­dzo miły i przy­jem­ny głos.

            Oj, zanu­dzi­ła­bym Cię, gdy­bym mia­ła dalej o nim pisać :D

            Oj, a czy cie­bie nudzi to, jak zachwy­cam się Ficht­ne­rem? ;)

            Poza tym – a nawet: PRZEDE WSZYST­KIM – to, co napi­sa­łaś na temat Micha­ela Patric­ka Kelly'ego jest bar­dzo wzru­sza­ją­ce. Więc jeśli chcesz nie krę­puj się – możesz pisać o Kel­lym zarów­no tutaj, jak i wszę­dzie indziej na Dyr­dy­ma­łach. :)

            mam nadzie­ję, ze nie masz mi za złe ;)

            Nigdy tak nawet nie myśl. Nie ma nicze­go złe­go w tym, co piszesz.

            Kur­cze, chcia­ła­bym cię w tej chwi­li, tak od ser­ca uści­snąć. Ale ponie­waż nie mogę tego zro­bić, muszę użyć takie­go ekwi­wa­len­tu:

            https://​68​.media​.tum​blr​.com/​6​a​e​e​3​a​4​c​4​4​2​0​d​9​8​1​3​6​4​e​5​5​a​3​2​d​d​1​6​e​4​9​/​t​u​m​b​l​r​_​o​1​t​r​s​j​g​o​r​b​1​u​k​g​r​1​2​o​1​_​5​0​0​.​gif

          • Mar­le­na Bier

            (ale nie oglą­daj tego – to jeden z tych przy­pad­ków, gdzie film był zły, a występ Ficht­ne­ra jesz­cze gor­szy ;( )”
            Cie­ka­we z kim oni go myli­li w tym „Dniu Nie­pod­le­gło­ści”? Jeśli idzie o dru­gą część to nie­ste­ty już ją widzia­łam… Wszyst­ko przez sen­ty­ment do czę­ści pierw­szej, któ­ra oglą­da­łam z sze­ro­ko otwar­ty­mi nasto­let­ni­mi usta­mi… Przy­chy­lam się jed­nak do Two­je­go zda­nia na temat dru­giej czę­ści :)

            Powo­li oglą­dam sobie wywia­dy Fitch­ne­ra i odkry­łam, że bar­dzo podo­ba mi się jego głos, mogła­bym zamknąć oczy i go słu­chać, bo ma taką nie­sa­mo­wi­cie cie­płą bar­wę :) Czę­sto jest tak, że głos fan­ta­stycz­nie odda­je oso­bo­wość akto­ra. David, któ­ry jest wul­ka­nem ener­gii, mie­ści w swo­im gło­sie całe spec­trum emo­cji, wska­ku­jąc na tym wyż­sze reje­stry, im bar­dziej się czymś cie­szy albo dener­wu­je. Nato­miast z tego co sły­sza­łam u Wil­lia­ma, to jego głos spo­koj­nie mógł­by mnie koły­sać do snu, bo jest, jak to ująć (?) „pełen słoń­ca i spo­ko­ju” powie­dzia­ła­bym :D Cho­ciaż wciąż jesz­cze sły­sza­łam nie­wie­le muszę zazna­czyć ;)

            Swo­ją dro­gą wiem, że pew­nie cię to nie zdzi­wi, ale ja i z Ficht­ne­rem, i z Ten­nan­tem, mogła­bym prze­pro­wa­dzić dłu­gi wywiad – tak dużo mam w gło­wie pytań do każ­de­go z nich. :)”
            O, chęt­nie bym takie­go wywia­du posłu­cha­ła, a wiesz dla­cze­go? Poza tym, że na pew­no pode­szła­byś to oby­dwu panów z sza­cun­kiem, bez żenu­ją­cych wtrę­tów, to sły­sza­łaś już tak wie­le ich róż­nych wywia­dów, że pew­nie uda­ło­by Ci się zadać inte­re­su­ją­ce pyta­nia, na któ­re nie udzie­la­li jesz­cze odpo­wie­dzi jakąś set­kę razy :D A mogła­bym Cię zapy­tać na jakie pyta­nie obec­nie chcia­ła­byś naj­bar­dziej uzy­skać odpo­wie­dzi od każ­de­go z nich?

            Jeśli dość dobrze mówi ona po angiel­sku, to może spró­buj­cie razem posłu­chać jakie­goś audio­bo­oka z Ten­nan­tem?”
            Świet­ny pomysł :) Moja córa jest tro­chę już osłu­cha­na, a nie­zna­jo­mość kon­kret­nych słó­wek nie prze­szka­dza jej w rozu­mie­niu np. pio­sen­ki albo baj­ki. Tyle, że zazwy­czaj wybie­ra je sobie sama, bo ina­czej z całą swo­ją dzie­cię­cą powa­gą upo­mi­na mnie, żebym „nie przy­no­si­ła pra­cy do domu” :D

            I jesz­cze tak na mar­gi­ne­sie – tu jest taj­ny, popu­lar­no­nau­ko­wy film wyja­śnia­ją­cy, jak dzia­ła TAR­DIS
            Super!!! Tym razem nawet mąż został usa­tys­fak­cjo­no­wa­ny i rzekł, że to może i nie takie głu­pie :D A swo­ja dro­gą, to jest dla mnie abso­lut­nie fascy­nu­ją­ce ile rze­czy z „who uni­ver­sum” brzmi napraw­dę „nauko­wo” i ile z nich moż­na bar­dzo poważ­nie nauko­wo wyja­śnić, cho­ciaż gene­ral­nie zga­dzam się ze sło­wa­mi Mat­ta Smi­tha: „Never apl­ly logic to Who” :D

            Świet­ne przy­kła­dy doda­łaś do moje­go kata­lo­gu zabaw­nych scen Davi­da i wiesz, ja też muszę dopi­sać, że zupeł­nie zapo­mnia­łam o „Casa­no­vie”, któ­ry aż iskrzy świet­ny­mi sce­na­mi humo­ry­stycz­ny­mi. Moja ulu­bio­na to chy­ba jest sce­na spo­wie­dzi Casa­no­vy, któ­rej poważ­na mina Davi­da zupeł­nie nie licu­je z żad­nym jego sło­wem. Tym bar­dziej ją też lubię, gdy wiem jaki jest dal­szy roz­wój rela­cji Casa­no­vy z owym spo­wied­ni­kiem :D
            Wspo­mnia­na przez Cie­bie sce­na z „Much Ado..” rze­czy­wi­ście jest super i sama powiedz jak dobry jest David, sko­ro nawet upa­dek wycho­dzi mu tak ide­al­nie :) O, a jeśli idzie o cud­ny odci­nek Gra­ham Nor­ton Show z O. Col­man to mój ulu­bio­ny moment jest jed­nak autor­stwa Oli­vii i jest to moment, w któ­rym mówi „Pro­du­cers it’s not true” :D
            Jestem tez ocza­ro­wa­na Davi­dem Ten­nan­tem w wer­sji moty­wa­cyj­nej i chy­ba zacznę od nie­go każ­dy nie tyl­ko poniedziałek:D :D

            (…) bo Ten­nant wyglą­da w niej tak samo, jak pod­czas wywia­dów, kie­dy jest czymś w uro­czy spo­sób zaże­no­wa­ny.”
            Wow, ale świet­nie wyła­pa­ne :) A wiesz, jest jesz­cze jeden gest Davi­da, któ­ry wyko­nu­je bar­dzo wie­le gra­nych przez nie­go posta­ci i któ­ry moż­na też cza­sem zaob­ser­wo­wać pod­czas wywia­dów, tj. takie bar­dzo cha­rak­te­ry­stycz­ne pocie­ra­nie oka jed­nym pal­cem, gdy się nad czymś głę­bo­ko zasta­na­wia. Podob­no wszy­scy wła­ści­cie­le oku­la­rów i socze­wek mają jakąś odmia­nę takie­go gestu (moi bli­scy twier­dzą, że jak się nad czymś zasta­na­wiam to ścią­gam oku­la­ry i pocie­ram oczy też takim „swo­im wła­snym” gestem, któ­ry moja cór­ka świet­nie paro­diu­je :D)

            A sko­ro wspo­mnia­łam Bar­row­ma­na już po raz dru­gi (…)”
            Ha, to jest postać, któ­rą koniecz­nie wspo­mi­nać trze­ba. Pod­pi­su­ję się pod wszyst­kim, co o nim napi­sa­łaś :) Myślę, że jest to jed­na z naj­bar­dziej pozy­tyw­nych i zabaw­nych posta­ci publicz­nych jakie widzia­łam i potra­fię dosko­na­le zro­zu­mieć dla­cze­go tak bar­dzo przy­jaź­nią się z Davi­dem :D BTW, ostat­nio wzru­szy­ło mnie w jaki pięk­ny spo­sób pochwa­lił się tym, że widział Davi­da w roli Don Juana :D Lubię ten momen­ta­mi abso­lut­ny brak powa­gi i zaże­no­wa­nia u Joh­na i to, że jed­no­cze­śnie nie wyda­je się ani przez chwi­lę być pustym żar­tow­ni­siem poszu­ku­ją­cym sen­sa­cji ;) No i nie­wie­lu męż­czyzn tak dobrze wyglą­da w sukien­ce i szpil­kach :D Och, i jesz­cze uwiel­biam gdy John śpie­wa, ma napraw­dę wspa­nia­ły głos! Jeśli zaś idzie o pod­lin­ko­wa­ny skecz to też uwa­żam, że jest super i wzru­sza­ją­ce było dla mnie jak cudow­nie wszy­scy trak­to­wa­li tego gościa na pla­nie :) o, i uwiel­biam moment, w któ­rym po wyj­ściu Davi­da oby­dwaj boha­te­ro­wie wyra­ża­ją swo­je uwiel­bie­nie do nie­go :)

            Ostat­nio, gdy czy­ta­łam Two­je Dyr­dy­ma­ły na temat Wil­lia­ma przy­szło mi też znów coś do gło­wy odno­śnie Davi­da :D Czy zda­rzy­ło Ci się obej­rzeć kie­dyś jakiś film, w któ­rym David zagrał nie­wiel­ką, epi­zo­dycz­ną rolę? Oczy­wi­ście, od razu nasu­wa się myśl o jego wystę­pie w roli Barty’go Crouch’a Junio­ra ;) Ja jed­nak ma taki film, któ­ry obej­rza­łam tyl­ko z powo­du nie­wiel­kiej ról­ki Davi­da, a któ­ry bar­dzo mi się spodo­bał, tj. „The Chat­ter­ley Affa­ir”. David zagrał napraw­dę świet­nie, oso­bę jed­no­cze­śnie wyzwo­lo­ną, ale i bar­dzo hmm… god­ną bym powie­dzia­ła, pew­na sie­bie i swo­jej wie­dzy. Co jed­nak mnie zasko­czy­ło, to fakt, że choć oczy­wi­ście cze­ka­łam na jego sce­nę, to jed­nak film był na tyle dobry, że owo cze­ka­nie nie zdo­mi­no­wa­ło tego cza­su :) I znów David mnie zain­spi­ro­wał hehe :D

            Cały aka­pit, któ­ry napi­sa­łaś w odpo­wie­dzi o Micha­elu Patric­ku Kel­lym bar­dzo mnie wzru­szył. I wiesz, nie, wca­le mnie nie nudzi czy­ta­nie o Wil­lia­mie Ficht­ne­rze w Two­im wyko­na­niu, bo piszesz z wiel­ką pasją i napraw­dę cie­pło się robi na ser­cu czy­ta­jąc to i aż chce się poznać tego czło­wie­ka, któ­ry potra­fi wzbu­dzić taką pasje ;) Uję­łaś mnie też tym, że nie tyl­ko uważ­nie prze­czy­ta­łaś moje fanow­skie wynu­rze­nia, ale i zer­k­nę­łaś na twór­czość Micha­ela, a prze­sła­ny przy­tu­las napraw­dę roz­grzał moje ser­ce :D Widzisz, ja nigdy nie byłam oso­bą, któ­ra na siłę poszu­ku­je jakie­goś ido­la, żeby móc się nim chwa­lić albo „bo wszy­scy już mają i ja też muszę mieć o czym gadać”. Zarów­no na Micha­ela, jak i na Davi­da, tra­fi­łam cudow­nym przy­pad­kiem i od tego cza­su są oni jak moje sate­li­ty, a moje zaan­ga­żo­wa­nie emo­cjo­nal­ne wypły­wa tu głów­nie z tego, ile pozy­tyw­nych zmian wnie­śli oni w moje życie :) Dla­te­go nie wsty­dzę się o nich mówić, ale też i nie mam nadru­ku na koszul­ce na ich temat, hehe :D Jed­nak za każ­dym razem, gdy spo­ty­kam kogoś takie­go, jak Ty, kto zda­je się napraw­dę rozu­mieć moje fanow­skie ser­ce, czu­ję się napraw­dę fan­ta­stycz­nie ;) W związ­ku z tym jest coś co koniecz­nie chcę Ci poka­zać :) Ist­nie­je cudow­ny fanvid, wyko­na­ny przez pol­skie fan­ki Micha­ela Patric­ka Kelly’ego, w któ­rym ubie­ra­ją w sło­wa swo­ją miłość do tego nie­zwy­kłe­go czło­wie­ka. Nie znam (nie­ste­ty) żad­nej z nich oso­bi­ście, ale ich sło­wa są jak­by wyję­te z moje­go ser­ca :D
            https://​www​.youtu​be​.com/​w​a​t​c​h​?​v​=​s​k​V​j​5​F​P​j​7YU

            To, co naj­bar­dziej uwiel­biam jesz­cze w posta­ci Micha­ela to fakt, że jego pio­sen­ki, do któ­rych samo­dziel­nie pisze sło­wa i muzy­kę, to tak napraw­dę sound­track do jego wła­sne­go życia. Moż­na tam zna­leźć wszyst­ko, co go poru­sza, w co wie­rzy, cze­go się boi… i bar­dzo podo­ba mi się obraz, któ­ry w ten spo­sób otrzy­mu­ję. Gdy się tak słu­cha „Hope”, któ­ra pod­su­mo­wu­je bar­dzo trud­ny moment w jego życiu, a potem napi­sa­nej wie­le lat póź­niej „Sha­ke away” (na chwi­lę obec­ną moja ulu­bio­na jego kom­po­zy­cja :D), któ­ra też roz­li­cza się w pewien spo­sób z prze­szło­ścią, widzi się jaką dro­gę prze­szedł, ale ma się świa­do­mość, że to wciąż ta sama oso­ba :D Uwiel­biam też odwa­gę i jed­no­cze­śnie sza­cu­nek z jakim on podej­mu­je waż­ne współ­cze­sne tema­ty, bez pom­pa­tycz­nych zdań, ale z wiel­ką szcze­ro­ścią. Ostat­nio np. Micha­el pro­mo­wał pio­sen­kę „ID”, któ­ra ma bar­dzo żywy rytm i łatwo wpa­da w ucho, przy czym wyda­je się być ździeb­ko nie­po­waż­na, a mówi o ogrom­nej potrze­bie tole­ran­cji w tym prze­peł­nio­nym nie­na­wi­ścią świe­cie, bo kie­dy oglą­da się okrop­ne wia­do­mo­ści, to napraw­dę inne­go zna­cze­nia nabie­ra­ją sło­wa „If you see my ID, I’m more than a pas­sport, I’m uni­que” :) Zresz­tą ostat­nio sły­sza­łam wywiad, w któ­rym Micha­el sam mówi o tym, że sce­na to jego dom, miej­sce, w któ­rym dosłow­nie obna­ża swo­ja duszę. Widać to dosko­na­le w cza­sie jego wystę­pów. Cza­sem zamy­ka on tak cha­rak­te­ry­stycz­nie oczy i wiem, że wte­dy się­ga do naj­głęb­szych emo­cji, no i wte­dy mogła­bym tak z nim pły­nąć… Uwiel­biam też spo­sób w jaki trak­tu­je fanów, to, że potra­fi z nimi napić się piwa w cza­sie wystę­pu, albo wsko­czyć w tłum i przy­bi­jać ludziom piąt­ki, albo wcią­gnąć na sce­nę star­szą panią i tań­czyć z nią :) Swo­ją dro­gą jego ochro­nia­rze to pew­nie mają z nim urwa­nie gło­wy (!) :D Podob­nie jak David, Micha­el wyko­nu­je cały wachlarz cudow­nych drob­nych gestów, za któ­re wprost nie moż­na go nie kochać :) Oj, muszę prze­stać bo znów zaczy­nam pły­nąć :) Ale tak na koniec dodam, że gdy­bym mia­ła pole­cić jakąś pio­sen­kę Micha­ela komuś, kto nigdy dotąd nie sły­szał jego muzy­ki, to była­by to na chwi­lę obec­ną „Run jump fly”, nie­sa­mo­wi­cie rado­sna i pozy­tyw­na pio­sen­ka będą­ca afir­ma­cją życia, pod­kre­śla­ją­ca, że mamy jed­no życie i powin­ni­śmy cie­szyć się każ­dą jego minu­tą :D

          • Cie­ka­we z kim oni go myli­li w tym „Dniu Nie­pod­le­gło­ści”?

            Podej­rze­wam, że ci „fani” po pro­stu pomy­li­li „Dzień Nie­pod­le­gło­ści” z „Arma­ged­do­nem”.

            bar­dzo podo­ba mi się jego głos

            Bar­dzo się z tego powo­du cie­szę. :)

            Cie­ka­we jest to, że on w fil­mach mówi zupeł­nie ina­czej (bar­dziej szep­tem i szorst­ko), niż w wywia­dach.

            Przy oka­zji muszę cię o coś zapy­tać! Zarów­no w przy­pad­ku Ficht­ne­ra, jak i Ten­nan­ta nie­zbyt lubię spo­sób, w jaki pano­wie czy­ta­ją, kie­dy są nar­ra­to­ra­mi. Przy czym, nie cho­dzi mi o to, że oni brzmią wte­dy źle. Po pro­stu przez to, że wiem ile emo­cji oby­dwaj potra­fią zawrzeć w swo­im spo­so­bie mówie­nia, dener­wu­je mnie sytu­acja, w któ­rej sta­ra­ją się czy­tać coś w spo­sób neu­tral­ny, bo brzmią przez to „płyt­ko” i nie­na­tu­ral­nie. I jest jesz­cze w ich gło­sach wte­dy coś takie­go, jak­by to czy­ta­nie bez emo­cji napraw­dę spra­wia­ło im trud­ność.

            Wiem, że trud­no ci w tym przy­pad­ku oce­niać Ficht­ne­ra, ale czy nie odnio­słaś podob­ne­go wra­że­nia w przy­pad­ku Ten­nan­ta?

            A mogła­bym Cię zapy­tać na jakie pyta­nie obec­nie chcia­ła­byś naj­bar­dziej uzy­skać odpo­wie­dzi od każ­de­go z nich?

            Bar­dzo dobre pyta­nie! Dzię­ku­ję! :)

            Gdy­bym mia­ła szan­sę zada­nia każ­de­mu z panów tyl­ko jed­ne­go pyta­nia, praw­do­po­dob­nie bym o rze­czy, któ­re napi­szę ci niżej, nie pyta­ła, bo w oby­dwu przy­pad­kach są to pyta­nia, na któ­re czę­ścio­wo moż­na odpo­wie­dzieć krót­kim „tak/​nie”. Gdy­bym jed­nak mogła prze­pro­wa­dzić z każ­dym z nich dłu­gi wywiad i nie musia­ła­bym się przej­mo­wać tym, że jed­no pyta­nie zosta­nie „stra­co­ne”…

            W przy­pad­ku Ficht­ne­ra zapy­ta­ła­bym o film „Spa­ce Sta­tion 76”. Cho­dzi o to, że w napi­sach koń­co­wych do tego fil­mu, w sek­cji podzię­ko­wań, został wymie­nio­ny „Wil­liam Ficht­ner”. Pyta­nie więc, czy to był TEN Wil­liam Ficht­ner, czy jakiś inny czło­wiek, któ­ry nazy­wa się tak samo. I pyta­nie dru­gie – jeśli to był Wil­liam, to co on takie­go zro­bił, że dzię­ko­wa­no mu w napi­sach koń­co­wych (Ficht­ner nie wystą­pił w tym fil­mie, tyl­ko został (jeśli to on), wspo­mnia­ny w tym jed­nym miej­scu w napi­sach).

            W przy­pad­ku Ten­nan­ta to było­by bar­dzo tech­nicz­ne (i może przy oka­zji tro­chę głu­pie) pyta­nie, któ­re jed­nak zawsze strasz­nie mnie drę­czy, kie­dy oglą­dam Reco­ve­ry. Mia­no­wi­cie jest taka sce­na, w któ­rej Alan bie­rze prysz­nic, potem wycho­dzi spod tego prysz­ni­ca na gola­sa i macha na dzień dobry swo­im dzie­cia­kom, któ­re znaj­du­ją się na koń­cu kory­ta­rza. I w związ­ku z tym zacho­dzę w gło­wę, czy Ten­nant napraw­dę stał na gola­sa przed dwój­ką mło­dych akto­rów, czy może całość zosta­ła w jakiś spryt­ny spo­sób „wyfo­to­szo­po­wa­na” (w uję­ciu nie było cię­cia – widać zarów­no dzie­cia­ki patrzą­ce na Ten­nan­ta, jak i Davi­da sto­ją­ce­go tyłem do kame­ry (i oczy­wi­ście poka­zu­ją­ce­go swo­je „czte­ry lite­ry”)).

            Tyle, że zazwy­czaj wybie­ra je sobie sama, bo ina­czej z całą swo­ją dzie­cię­cą powa­gą upo­mi­na mnie, żebym „nie przy­no­si­ła pra­cy do domu” :D

            Napi­szę więc jesz­cze raz, że powin­naś spró­bo­wać posłu­chać z nią „Jak wytre­so­wać smo­ka” albo „Beasts of Claw­sto­ne Castle”, bo są to bar­dzo faj­ne baj­ki dla dzie­ci. ;)

            zupeł­nie zapo­mnia­łam o „Casa­no­vie”

            Rze­czy­wi­ście, Casa­no­va też miał masę faj­nych momen­tów! Ja szcze­gól­nie lubi­łam sce­ny, w któ­rych była łama­na czwar­ta ścia­na (zwłasz­cza, w pierw­szym odcin­ku, w uję­ciach, w któ­rych Casa­no­va zyski­wał swo­ją sła­wę).

            Podob­no wszy­scy wła­ści­cie­le oku­la­rów i socze­wek mają jakąś odmia­nę takie­go gestu

            Hihi, aż się zaczę­łam zasta­na­wiać, czy ja też tak robię! :D

            ostat­nio wzru­szy­ło mnie w jaki pięk­ny spo­sób pochwa­lił się tym, że widział Davi­da w roli Don Juana :D

            Cho­dzi ci o sel­fie z Ten­nan­tem, któ­rym Bar­row­man „chwa­lił się” na Twit­te­rze (dla­cze­go oni zro­bi­li sobie to zdję­cie w łazien­ce?!), czy może gdzieś udzie­lił on dłuż­szej wypo­wie­dzi na ten temat?

            No i nie­wie­lu męż­czyzn tak dobrze wyglą­da w sukien­ce i szpil­kach :D

            I nikt nie wyglą­da tak dobrze w stro­ju TAR­DIS! :D

            The Chat­ter­ley Affa­ir”

            Nie widzia­łam tego fil­mu! Ale dzię­ku­ję, że o nim wspo­mnia­łaś, bo gdy­byś go nie pole­ci­ła, pew­nie w ogó­le bym się nim nie zain­te­re­so­wa­ła. ;)

            zer­k­nę­łaś na twór­czość Micha­ela

            Teraz, po tym, jak przy­słu­cha­łam się mu lepiej, muszę ci napi­sać, że mia­łam wcze­śniej kil­ka jego pio­se­nek na play­li­ście (to bar­dzo duuuża play­li­sta o nazwie „Mru­czał­ki”, na któ­rą wrzu­cam wszyst­kie spo­koj­ne utwo­ry, jakie mi się podo­ba­ją), ale ponie­waż w wyni­ku igno­ran­cji nie przy­kła­dam wagi do tego, kto jest auto­rem więk­szo­ści pio­se­nek, któ­re słu­cham – nie wie­dzia­łam, że to on jest ich auto­rem.

            Widzisz, ja nigdy nie byłam oso­bą, któ­ra na siłę poszu­ku­je jakie­goś ido­la […]. Zarów­no na Micha­ela, jak i na Davi­da, tra­fi­łam cudow­nym przy­pad­kiem i od tego cza­su są oni jak moje sate­li­ty, a moje zaan­ga­żo­wa­nie emo­cjo­nal­ne wypły­wa tu głów­nie z tego, ile pozy­tyw­nych zmian wnie­śli oni w moje życie :)

            Dosko­na­le cię rozu­miem – ja mam dokład­nie tak samo! ;)

            Dla­te­go nie wsty­dzę się o nich mówić, ale też i nie mam nadru­ku na koszul­ce na ich temat, hehe :D

            Tu aku­rat nie do koń­ca się z tobą zga­dzam, bo ja aku­rat uwiel­biam nosić fanow­skie koszul­ki. Więk­szość ludzi i tak nie wie, co jest na nich nary­so­wa­ne, bio­rą to za przy­pad­ko­wy wzór. Nato­miast ci, któ­rzy wie­dzą – natych­miast sta­ją się dla mnie dobry­mi zna­jo­my­mi i part­ne­ra­mi do roz­mo­wy. ;)

            Nie wspo­mi­na­jąc już o tym, że nic nie popra­wia mi humo­ru tak bar­dzo, jak moż­li­wość zało­że­nia koszul­ki z TAR­DIS lub Dzie­sią­tym Dok­to­rem w sty­lu Banksy'ego.

            http://​fan​glow​.co/​w​p​-​c​o​n​t​e​n​t​/​u​p​l​o​a​d​s​/​2​0​1​6​/​0​5​/​b​a​n​k​s​y​-​d​o​c​t​o​r​-​w​h​o​-​s​h​i​r​t​.​jpg

            cudow­ny fanvid, wyko­na­ny przez pol­skie fan­ki Micha­ela Patric­ka Kelly’ego

            Wideo rze­czy­wi­ście jest bar­dzo ład­ne. Uwiel­biam nagra­nia takie, jak to, na któ­rych fani poka­zu­ją, że z jed­nej stro­ny są, no wła­śnie – fana­mi, ale z dru­giej, prze­ła­mu­ją ste­reo­typ psy­cho-fana, oso­by, któ­ra całe życie poświę­ca swo­je­mu ido­lo­wi i poza tym nie ma abso­lut­nie żad­nych zain­te­re­so­wań. I poka­zu­ją, że bycie fanem nie ogra­ni­cza ich, tyl­ko – wręcz prze­ciw­nie – inspi­ru­je do robie­nia wspa­nia­łych rze­czy.

            Run jump fly

            Tak, przy­zna­ję, bar­dzo faj­na pio­sen­ka. ID tak­że!

            Mnie nato­miast bar­dzo spodo­bał się cover jed­nej z pio­se­nek Dyla­na (tak, też tra­fił już na play­li­stę „Mru­czał­ki” ;)
            https://​youtu​.be/​l​V​8​w​z​R​z​O​jVo

            Oj, muszę prze­stać bo znów zaczy­nam pły­nąć :)

            A ja jesz­cze raz powtó­rzę: nie krę­puj się i pisz o nim, ile tyl­ko chcesz. Nie tyl­ko mi to nie prze­szka­dza, ale też bar­dzo dobrze się czy­ta. :)

          • Mar­le­na Bier

            Wiem, że trud­no ci w tym przy­pad­ku oce­niać Ficht­ne­ra, ale czy nie odnio­słaś podob­ne­go wra­że­nia w przy­pad­ku Ten­nan­ta?”
            Hmm.. a wiesz, że to traf­ne pyta­nie, któ­re spra­wi­ło mi kło­pot, bo w sumie nigdy się nad tym nie zasta­na­wia­łam :) Jako odda­na fan­ka obej­rza­łam aż trzy fil­my doku­men­tal­ne, w któ­rych David był nar­ra­to­rem, choć tema­ty­ka nie nale­ża­ła do moich ulu­bio­nych, ale na potrze­by naszej kon­wer­sa­cji wró­ci­łam do jed­ne­go, żeby sobie przy­po­mnieć jak on wte­dy brzmi :) Rze­czy­wi­ście jest coś w tym, co mówisz. David jest jed­ną z tych osób, któ­re mają nie­sa­mo­wi­cie pla­stycz­ny głos, taki któ­ry wprost „rysu­je” obra­zy w mojej gło­wie. Pew­nie bar­dzo nie­obiek­tyw­nie, ale jed­nak uwa­żam, że moż­na zako­chać się w samym gło­sie tego czło­wie­ka nawet nie oglą­da­jąc jego twa­rzy ;) Nato­miast słu­cha­jąc go w roli nar­ra­to­ra sie­dzia­łam jak na szpil­kach, cze­ka­jąc aż ton gło­su się pod­nie­sie albo zacznie mówić nie­co szyb­ciej… Przy czym David, moim bar­dzo skrom­nym zda­niem, jest napraw­dę dobrym nar­ra­to­rem, mówi bar­dzo wyraź­nie i nie prze­sła­nia tre­ści fil­mu swo­ją oso­bo­wo­ścią, co na pew­no jest waż­ne w doku­men­tach, więc wina jest zapew­ne moja, bo bra­ku­je mi tego, co znam z innych jego pro­duk­cji, a co według mnie czy­ni jego głos abso­lut­nie wyjąt­ko­wym :) Muszę się przy­znać bez bicie, że David czy nie David, usy­pia­łam pod koniec każ­dej z tych pro­duk­cji ;) O i jesz­cze miła histo­ryj­ka a pro­pos Davi­da w roli nar­ra­to­ra… Sły­sza­łam kie­dyś cudow­nie cie­płą wypo­wiedź Bil­lie Piper na temat jej przy­jaź­ni z Davi­dem i momen­tu, gdy spo­tka­li się cały­mi rodzi­na­mi, wraz z dzieć­mi, tro­chę cza­su po zakoń­cze­niu współ­pra­cy na pla­nie ”Doctor Who”. Opo­wie­dzia­ła ona wte­dy zabaw­ną histo­ryj­kę, mówiąc, że jeden z jej synów ma obse­sję na punk­cie serii „Earth Fli­ght” (opo­wia­da­ją­cej o migra­cji pta­ków), w któ­rej nar­ra­to­rem jest wła­śnie David i znacz­nie lepiej koja­rzy go jako „głos z tele­wi­zji” niż jako jakie­goś tam Dok­to­ra i, że to było zabaw­ne jak wprost otwie­rał usta ze zdu­mie­niem za każ­dym razem, gdy tyl­ko David się ode­zwał :) Więc jed­nak do kogoś to tra­fia hehe :)

            Jeśli już roz­ma­wia­my o gło­sach, to muszę Cię zapy­tać o kolej­ną rzecz… Co myślisz o Davi­dzie w wer­sji śpie­wa­ją­cej? Mnie się jego wokal podo­ba, ale tyl­ko gdy może śpie­wać w swo­jej natu­ral­nej cie­płej i niskiej bar­wie. Jeśli musi wcho­dzić na wyż­sze reje­stry to bywa… hmmm dziw­nie :) Świet­nie wypadł w „Black­po­ol”, jed­nak tam jego śpiew był tyl­ko pod­kła­dem do ory­gi­nal­nych pio­se­nek (cie­ka­wy eks­pe­ry­ment zresz­tą :) ). Uwiel­biam „We go togeh­ter” pro­mu­ją­cą „Much Ado…”, gdzie David wypadł cud­nie, że nie powiem o genial­nym tek­ście :) Jed­nak już „Hey non­ny, non­ny” nie wyszło mu tak dobrze, cho­ciaż jestem ocza­ro­wa­na tym, w jaki spo­sób potrak­to­wa­no tu tekst Szek­spi­ra (moja przy­ja­ciół­ka do dzi­siaj nie chce uwie­rzyć, że taka faj­na pio­sen­ka jest opar­ta o tekst same­go wiesz­cze hehe :)).

            Bar­dzo mi się podo­ba­ły Two­je pro­po­zy­cje pytań do Wil­lia­ma i Davi­da :) Chy­lę czo­ła na temat Two­jej wie­dzy na temat pierw­sze­go z nich, bo ja, mimo moich fanow­skich zapę­dów, na pew­no nie wie­dzia­ła­bym czy nazwi­sko choć­by i Davi­da poja­wi­ło się w napi­sach jakie­go­kol­wiek fil­mu, w któ­rym on nie wystę­pu­je :) Nato­miast pyta­nie dla same­go Davi­da wca­le nie jest głu­pie, ale serio w życiu nie zwró­ci­ła­bym na to uwa­gi, za to teraz mnie też to nur­tu­je, bo się raz jesz­cze tej sce­nie dokład­nie przyj­rza­łam :) Mnie z kolei tak­że zain­te­re­so­wa­ło ostat­nio coś na temat Davi­da, a nie sły­sza­łam nigdy, żeby odpo­wia­dał na podob­ne pyta­nie, choć wiem też, że jest ono z tych, na któ­re odpo­wie­dzi David uni­ka wprost kon­cer­to­wo :D Natchnę­ła mnie w tym wypad­ku wypo­wiedź Alex King­ston, któ­ra ostat­nio opo­wia­da­ła, Że zda­rzy­ło jej się nie przy­jąć pew­nej roli z bar­dzo oso­bi­stych powo­dów. Tak sobie pomy­śla­łam… David zagrał bar­dzo wie­le róż­nych posta­ci, dobrych i złych (czy wręcz potwor­nych!), bła­znów i ponu­ra­ków… bar­dzo chcia­ła­bym się dowie­dzieć czy jest takie miej­sce, do któ­re­go nigdy by aktor­sko nie poszedł, czy ist­nie­je rola, któ­rej by nigdy nie zagrał , któ­rą by bez waha­nia odrzu­cił i jeśli tak, to z jakie­go powo­du.

            Cho­dzi ci o sel­fie z Ten­nan­tem (…)?”
            Tak i nie ;) To zna­czy nie idzie mi o samo sel­fie, ale o pod­pis, w któ­ry John uży­wa okre­śle­nia „my love­ly David Ten­nant” :) Jeśli zaś idzie o miej­sce, to wiesz myślę, że to może być teatral­na gar­de­ro­ba Davi­da, w for­mie poko­ju z taką mini łazien­ka w kącie :) W sumie to ja nigdy nie widzia­łam takiej wypa­sio­nej gar­de­ro­by, ale prze­cież to sam David Ten­nant (:D).

            Tu aku­rat nie do koń­ca się z tobą zga­dzam, bo ja aku­rat uwiel­biam nosić fanow­skie koszul­ki.”
            Oj, koszul­kę z takim nadru­kiem jak zapre­zen­to­wa­łaś to ja bym chęt­nie nosi­ła :) mia­łam raczej na myśli koszul­kę z nadru­kiem w sty­lu „I love David Ten­nant” albo inny jesz­cze bar­dziej dobit­ny tekst :)

            Bar­dzo pięk­nie pod­su­mo­wa­łaś video pol­skich fanów Micha­ela Patric­ka :) Zga­dzam się, że to cudow­nie być fanem, ale na zdro­wych zasa­dach, inspi­ro­wać się, ale nie popa­dać w obse­sję :) Sam Micha­el miał spo­ro przejść z „psy­cho­fa­na­mi” i dla­te­go bar­dzo go podzi­wiam za to, że wciąż jest tak otwar­ty i cie­pły dla swo­ich fanów :)

            Mnie nato­miast bar­dzo spodo­bał się cover jed­nej z pio­se­nek Dyla­na (tak, też tra­fił już na play­li­stę „Mru­czał­ki” ;)”
            Jaka sym­pa­tycz­na nazwa play­li­sty :) Ja mam dwie samo­cho­do­we play­li­sty (bo to tam głów­nie słu­cham muzy­ki innej niż „puszek okru­szek” ;) ) – „roz­ma­rzo­ną” i „ener­ge­tycz­ną” i naj­faj­niej­sze jest to, że na każ­dej aż roi się od utwo­rów Micha­ela (hehe). Uwiel­biam w nim tę róż­no­rod­ność, to, że jeśli coś gra w jego duszy, to wca­le nie obcho­dzi go gatu­nek, w któ­ry tra­fia, choć gene­ral­nie okre­śla się jako arty­stę roc­ko­we­go. Jego fanów nie dzi­wi na kon­cer­tach to, że śpie­wa nam sza­lo­ny utwór, wska­ku­je na gło­śni­ki i daje solo na gita­rze elek­trycz­nej, a za chwil­kę przy czy­stym dźwię­ku gita­ry aku­stycz­nej w sku­pie­niu śpie­wać­po łaci­nie „Salve Regi­na”. Jeste­śmy mu za to abso­lut­nie wdzięcz­ni, że dzie­li się z nami kawał­kiem swo­je­go świa­ta :) On tak cudow­nie mówi o tym, ze jego muzy­ka nie pocho­dzi od nie­go, ale przy­cho­dzi do nie­go, jak dar, któ­rym po pro­stu musi się podzie­lić :) O, i wca­le nie uwa­żam za igno­ran­cję tego, że nie zna się wyko­naw­cy pio­sen­ki, bo w sumie, według mnie, ale i rów­nież według tak pięk­nych i nie­zwy­kłych ludzi jak Micha­el czy David, liczy się emo­cja, a nie medium, któ­re ją prze­ka­zu­je :)
            Wca­le C się nie dzi­wię, że spodo­ba­ło Ci się pod­lin­ko­wa­ny cover Boba Dyla­na. To nie łatwe, żeby tak war­to­ścio­wo (moim abso­lut­nie nie­obiek­tyw­nym zda­niem ;) ) przed­sta­wiać tak legen­dar­ny kawa­łek muzy­ki. W ogó­le Dylan jest jed­nym z ido­li same­go Micha­ela Patric­ka, któ­ry w swo­im reper­tu­arze ma jesz­cze jeden jego cover, pio­sen­kę pt. „Joker­man”. Z tą aku­rat pio­sen­ka to ja w ory­gi­na­le mia­łam pro­blem, bo ona ma bar­dzo cięż­ki, wyso­ce sym­bo­licz­ny tekst, zesta­wio­ny z bar­dzo powie­dzia­ła­bym nie­po­waż­ną, lek­ką melo­dią, ale cóż może o taki dyso­nans Dyla­no­wi wła­śnie cho­dzi­ło. Jed­nak Micha­el śpie­wa ją tak, jak pięk­ną histo­rię, jak­by te sło­wa były jego wła­sne, bez żad­ne­go wysił­ku, za to z takim cudow­nym wkła­dem emo­cjo­nal­nym, uwiel­biam to jego wyko­na­nie, choć Micha­el chy­ba go nigdy nie nagrał w stu­dio, tyl­ko wyko­nu­je ją na żywo na swo­ich kon­cer­tach. Zabaw­ne jest to, że na począt­ku zawsze śpie­wał tę pio­sen­kę z kart­ką w dło­ni, tłu­ma­cząc fanom, że nie śmiał­by pomy­lić choć­by prze­cin­ka w tek­ście swo­je­go ido­la (cho­ciaż jego sce­nicz­ne pomył­ki są prze­uro­cze ;) ) W ogó­le to kocham go też za to jak pięk­nie brzmi „na żywo” i/​lub aku­stycz­nie, bez szu­mu instru­men­tów, chór­ków i innych polep­sza­czy. To jest zazwy­czaj moment, któ­ry obna­ża nie­do­sko­na­ło­ści arty­sty, a on jest tak dobry, jak zawsze, albo nawet lep­szy. Aż trud­no cza­sem uwie­rzyć w to, że Micha­el jest samo­ukiem i bez udzia­łu szko­ły czy nauczy­cie­li, nauczył się mówić w sze­ściu języ­kach i grać na oko­ło dzie­się­ciu instru­men­tach, nie mówiąc o tym, że nigdy nie prze­szedł żad­ne­go pro­fe­sjo­nal­ne­go szko­le­nia wokal­ne­go, a wszyst­kie­go nauczył się wystę­pu­jąc na sce­nie od szó­ste­go roku życia… O, i jesz­cze pod­rzu­cę Ci taką moją obser­wa­cję :) Na koniec video, któ­re pod­lin­ko­wa­łaś, gdzie Micha­el śpie­wa „The Times They Are A-chan­ging”, on tak pół – uśmie­cha się w pewien bar­dzo cha­rak­te­ry­stycz­ny spo­sób, doda­jąc taki pota­ku­ją­cy ruch gło­wą. Widzia­łam ten gest już wie­le razy w wywia­dach i na sce­nie, zawsze w momen­cie, gdy prze­no­si się myśla­mi do swo­ich wspo­mnień i życio­wych doświad­czeń i się wte­dy, że coś widzi ocza­mi swo­jej duszy, coś o czym wie tyl­ko on :) Hihi, i na przy­kła­dzie tego nagra­nia moż­na zoba­czyć jak muzy­ka wprost bie­gnie przez jego cia­ło, gdy tak zamy­ka oczy i nie potra­fi po pro­stu sie­dzieć na krze­seł­ku, ale prze­ży­wa kolej­ne wer­sy całym sobą :)

          • Sły­sza­łam kie­dyś cudow­nie cie­płą wypo­wiedź Bil­lie Piper

            Ale ślicz­na histo­ria! Dzię­ku­ję, że się nią ze mną podzie­li­łaś.

            Co myślisz o Davi­dzie w wer­sji śpie­wa­ją­cej?

            Och, uwiel­biam go! I napraw­dę się dzi­wię, że on sam uwa­ża, iż nie umie śpie­wać.

            Świet­nie wypadł w „Black­po­ol”, jed­nak tam jego śpiew był tyl­ko pod­kła­dem do ory­gi­nal­nych pio­se­nek

            Tak i wła­śnie strasz­nie żału­ję tego, że jego głos był tam zagłu­sza­ny przez play­back.

            Jed­nak już „Hey non­ny, non­ny” nie wyszło mu tak dobrze, cho­ciaż jestem ocza­ro­wa­na tym, w jaki spo­sób potrak­to­wa­no tu tekst Szek­spi­ra

            Ja uwiel­biam oby­dwie pio­sen­ki z „Much Ado…” Ale kur­cze, nie wie­dzia­łam, że „Hey non­ny, non­ny” ma sło­wa z Szek­spi­ra! Dzię­ki za info.

            A przy oka­zji – Bal­la­da o Rus­sel­lu i Julie też jest pięk­na – zarów­no pod wzglę­dem muzycz­nym, jak i wizu­al­nym! :D

            bo ja, mimo moich fanow­skich zapę­dów, na pew­no nie wie­dzia­ła­bym czy nazwi­sko choć­by i Davi­da poja­wi­ło się w napi­sach jakie­go­kol­wiek fil­mu, w któ­rym on nie wystę­pu­je :)

            Zdra­dzę ci, że ja też bym tego nie wie­dzia­ła, gdy­by nie to, że taką infor­ma­cję poda­je IMDb. ;)

            bar­dzo chcia­ła­bym się dowie­dzieć czy jest takie miej­sce, do któ­re­go nigdy by aktor­sko nie poszedł, czy ist­nie­je rola, któ­rej by nigdy nie zagrał

            Bar­dzo dobre pyta­nie! Też mnie to cza­sem zasta­na­wia!

            A przy oka­zji wiesz, nad czym jesz­cze się gło­wię? Kie­dyś czy­ta­łam, że jakaś aktor­ka (już nie pamię­tam któ­ra), zmie­ni­ła „stra­te­gię dobie­ra­nia ról” po tym, jak zosta­ła mamą, bo stwier­dzi­ła, że nie chce, by jej dzie­ci w przy­szło­ści, kie­dy pod­ro­sną, zoba­czy­ły ją w pew­nych rolach. I zasta­na­wiam się, czy David też bie­rze coś podob­ne­go cza­sem pod uwa­gę.

            Albo w dru­gą stro­nę – czy on nagry­wa tak dużo dzie­cię­cych audio­bo­oków, żeby jego pocie­chy mogły go słu­chać „do podusz­ki”, kie­dy jego nie ma w domu, bo np. wystę­pu­je w teatrze.

            Inna spra­wa, kolej­ną rze­czą, któ­ra mnie inte­re­su­je (nie tyl­ko w związ­ku z Ten­nan­tem, ale tak ogól­nie), jest to, jak dzie­ci akto­rów postrze­ga­ją świat (pomyśl tyl­ko: bar­dzo dużo człon­ków rodzi­ny i zna­jo­mych Ten­nan­ta jest zwią­za­na z show­biz­ne­sem, czy więc jego dzie­ci nie myślą np. że bycie akto­rem jest czymś tak „nor­mal­nym”, że dzi­wią się, kie­dy spo­tka­ją kogoś, kto tego zawo­du nie wyko­nu­je).

            I w dru­gą stro­nę: jak akto­rzy uczą swo­je dzie­ci ochro­ny swo­jej pry­wat­no­ści? Prze­cież wie­le dzie­ci cele­bry­tów, zda­je się wyra­stać na zupeł­nie zwy­czaj­nych i szczę­śli­wych ludzi. Więc jak ich rodzi­com uda­ło się im zapew­nić w mia­rę „nor­mal­ne” dzie­ciń­stwo?

            Zabaw­ne jest to, że na począt­ku zawsze śpie­wał tę pio­sen­kę z kart­ką w dło­ni, tłu­ma­cząc fanom, że nie śmiał­by pomy­lić choć­by prze­cin­ka w tek­ście swo­je­go ido­la

            Hehe, rze­czy­wi­ście faj­na histo­ria! :D

            Przy­słu­cha­łam się „Joker­ma­no­wi” i rze­czy­wi­ście pio­sen­ka jest świet­na. I zga­dzam się z tym, że Micha­el na kon­cer­tach i w wer­sji aku­stycz­nej brzmi bar­dzo dobrze. Ja też lubię muzycz­ny mini­ma­lizm, utwo­ry, w któ­rych woka­li­ście przy­gry­wa tyl­ko gita­ra lub kil­ka instru­men­tów.

          • Mar­le­na Bier

            Zga­dzam się, też nie mogę uwie­rzyć, że David uwa­ża się za kiep­skie­go woka­li­stę, bo w swo­jej natu­ral­nej, niskiej bar­wie, brzmi tak cud­nie i cie­pło :) „Bal­la­da o Rus­sel­lu i Julie” to w ogó­le mistrzo­stwo, nie tyl­ko w kwe­stii wyko­na­nia, ale i same­go pomy­słu :) A wiesz, że David zagrał głów­ną rolę w sztu­ce radio­wej „Kaf­ka, the Musi­cal” , napi­sa­nej przez Murray’a Gol­da? Zagrał tam Kaf­kę, któ­ry musi zagrać głów­ną rolę w musi­ca­lu o swo­im życiu i za tę rolę otrzy­mał nagro­dę BBC Audio Dra­ma Award w kate­go­rii Best Actor. Sztu­ka dostęp­na jest na YouTu­be i muszę przy­znać, że nawet mi się podo­ba­ła, zwłasz­cza, ze mogłam posłu­chać Davi­da „gra­ją­ce­go gło­sem” i, pew­nie wyso­ce nie­obiek­tyw­nie, ale i tak przy­znam, że nagro­da jest abso­lut­nie zasłu­żo­na :) Poza tym David tam tro­chę śpie­wa (w pew­nym momen­cie wręcz hip­no­ty­zu­ją­co) i jest cudow­ny :D

            Kie­dyś czy­ta­łam, że jakaś aktor­ka (już nie pamię­tam któ­ra), zmie­ni­ła „stra­te­gię dobie­ra­nia ról. (…) I zasta­na­wiam się, czy David też bie­rze coś podob­ne­go cza­sem pod uwa­gę. (…)”
            A wiesz, że też koja­rzę taką wypo­wiedź, tyl­ko też nie pamię­tam czy­ja ona była :D
            Cały frag­ment, któ­ry napi­sa­łaś o aktor­skich dzie­ciach jest bar­dzo inte­re­su­ją­cy i wiesz, mnie się też zda­rza nad tym zasta­na­wiać :) Cza­sa­mi sły­szy się o naro­dzi­nach dziec­ka jakiejś gwiaz­dy, a za jakiś czas poja­wia się arty­kuł, cór­ka Pana X wyro­sła na ślicz­ną dziew­czy­nę i czło­wiek zasta­na­wia się gdzie ona była przez cały ten czas? :D Inte­re­su­ją­ce jest to, że w dobie nie­po­dziel­nej wła­dzy mediów spo­łecz­no­ścio­wych, dzie­ci zupeł­nie zwy­czaj­nych rodzi­ców potra­fią naro­bić „rodzin­ne­go bigo­su”, dzie­ląc się nie­od­po­wied­ni­mi infor­ma­cja­mi :D Nasto­let­nie dzie­ci akto­rów + face­bo­ok to dopie­ro mogła­by być „jaz­da” ;) A jed­nak nie sły­szy się o tym zbyt czę­sto… Myślę, że możesz mieć podwój­ną rację. Po pierw­sze dzie­ci aktor­skie żyją w tym śro­do­wi­sku i pew­ne rze­czy, któ­re dla nas są nie­zwy­kłe, ich w ogó­le nie dzi­wią. Po dru­gie zaś, ich rodzi­ce na pew­no od małe­go uczą ich odpo­wied­nich zacho­wań i wie­le z nimi roz­ma­wia­ją tak, żeby umia­ły sobie radzić z tą całą sła­wą ich rodzi­ców, dziad­ków i kogo tam jesz­cze :) Cie­ka­we jest nato­miast to, że bar­dzo wie­lu akto­rów, gdy tyl­ko sły­szy, że dzie­ci chcą iść w ich śla­dy, reagu­je nega­tyw­nie, wręcz odwo­dząc ich od tego pomy­słu. David jest jed­nym z nie­wie­lu, któ­ry tego nie robi, mówi raczej „They’ll be who­ever they want to be” :) Cie­ka­we jak­by zare­ago­wał, gdy­by jego lato­rośl napraw­dę oświad­czy­ła, że zosta­nie akto­rem albo pio­sen­ka­rzem roc­ko­wym :)
            A tak z dru­giej stro­ny. Gdy napi­sa­łaś o audio­bo­okach dla dzie­ci nagry­wa­nych przez Davi­da, ude­rzy­ła mnie pew­na myśl… Mnie się wyda­je, że cięż­ko musi być cza­sem dzie­ciom akto­ra tak popu­lar­ne­go, jak David. Już nawet nie tyl­ko cho­dzi o to, że nie moż­na sobie w świę­tym spo­ko­ju wyje­chać na waka­cje, ale raczej o to, że taki aktor tygo­dnia­mi, a nawet mie­sią­ca­mi bywa poza domem. Tyl­ko on wie, ile dzie­cię­cych meczy siat­ków­ki i szkol­nych przed­sta­wień prze­ga­pił :( Wiem, że taki już los pra­cu­ją­ce­go rodzi­ca i zawsze jest to kwe­stia wybo­ru i orga­ni­za­cji, jed­nak ten aku­rat zawód wyda­je się być szcze­gól­nie wyma­ga­ją­cy, dla całej rodzi­ny, nie tyl­ko dla tego, kto się w nim tak pięk­nie reali­zu­je, jak David. Nie jeden aktor opo­wia­da prze­cież o tym, że na pla­nie spę­dza się nawet 13 godzin, do tego trze­ba uczyć się tek­stu i tak nawet przez kil­ka mie­się­cy… Nie­rzad­ko pew­nie nawet nie zdą­ży powie­dzieć dzie­cia­kom dobra­noc przez tele­fon… I tak sobie myślę, gdy przed oczy wpa­da mi kolej­na dur­na wypo­wiedź w sty­lu „chcia­ła­bym, żeby to mnie wybrał David na żonę”, że takie oso­by chy­ba nie do koń­ca prze­my­śli­wu­ją z jakim poświę­ce­niem wią­że się bycie dru­gą połów­ką kogoś takie­go jak David… Wiem, że takie wypo­wie­dzi opie­ra­ją się o kon­kret­ny ele­ment mał­żeń­stwa >:C, ale jed­nak natchnę­ły mnie pew­ną reflek­sją… Ja upra­wiam też raczej wyma­ga­ją­cy zawód, kon­su­mu­ją­cy potwor­ną ilość „domo­we­go cza­su” i, choć nie wyobra­żam sobie życia bez nie­go, nie osią­gnę­ła­bym nicze­go bez wspar­cia rodzi­ny. I tak „gdy­ba­jąc sobie” nad pięk­ną rodzin­ką Ten­nan­tów, myślę sobie, że to jed­nak wyglą­da tak, że to Geo­r­gia w jakimś sen­sie się poświę­ci­ła (choć wia­do­mo, że ona tak­że z suk­ce­sem się reali­zu­je, tyl­ko na nie­co mniej­szą ska­lę ;) ) i ogar­nia tema­ty rodzin­ne, a David daje im z sie­bie jak wie­le tyl­ko może, np. zabie­ra­jąc ich ze sobą gdzie się tyl­ko da, albo śpie­wa­jąc dzie­ciom koły­san­ki, gdy wie­czo­rem uda mu się wró­cić do domu :) I myślę sobie, że dla mnie na pew­no trud­ne było­by takie poświę­ce­nie i o ileż łatwiej jest być fan­ką i zachwy­cać się „Jego Cudow­no­ścią” Davi­dem Ten­nan­tem z bez­piecz­nej odle­gło­ści :P Tak­że w tym tema­cie, chy­lę czo­ła przed cichy­mi domo­wy­mi boha­te­ra­mi naszych ulu­bień­ców, któ­rzy spra­wia­ją, że może­my ich tak czę­sto oglą­dać i słu­chać w zachwy­cie :)

            Ps. Czy uda­ło Ci się zoba­czyć pierw­szy odci­nek nowych „Duck­ta­les”? Pew­nie nie, bo byłaś ostat­nio zaję­ta czym innym :) Jestem cie­ka­wa Two­ich wra­żeń. Ja jestem abso­lut­nie zachwy­co­na! David wymia­ta w roli Scroog’a :D Lubi­łam tę kre­sków­kę wie­le lat temu, ale w życiu bym się nie spo­dzie­wa­ła, że jako sta­tecz­na doro­sła będę się tak dobrze z nią bawić :D No i wresz­cie mamy z moją małą nowy temat do roz­mów ekra­no­wych :P

          • A wiesz, że David zagrał głów­ną rolę w sztu­ce radio­wej „Kaf­ka, the Musi­cal” , napi­sa­nej przez Murray’a Gol­da?

            O, widzisz – szu­ka­łam tego wszę­dzie, ale aku­rat nie zaj­rza­łam na YT (naj­ciem­niej pod latar­nią, co?) Dzię­ki za cynk – na pew­no się temu przy­słu­cham! :)

            Cie­ka­we jak­by zare­ago­wał, gdy­by jego lato­rośl napraw­dę oświad­czy­ła, że zosta­nie akto­rem albo pio­sen­ka­rzem roc­ko­wym :)

            Albo Dok­to­rem (bez wzglę­du na to, jakiej płci)! :D

            Wiem, że taki już los pra­cu­ją­ce­go rodzi­ca i zawsze jest to kwe­stia wybo­ru i orga­ni­za­cji, jed­nak ten aku­rat zawód wyda­je się być szcze­gól­nie wyma­ga­ją­cy, dla całej rodzi­ny

            Zga­dza się – bar­dzo cel­na uwa­ga! Nie wspo­mi­na­jąc już o tym, że ja zawsze zasta­na­wiam się, jak oso­by takie, jak David znaj­du­ją czas i ener­gię na pra­cę oraz życie pry­wat­ne. W tym wywia­dzie, w któ­rym Ten­nant wspo­mi­nał, że lubi czar­ną kawę, naj­bar­dziej ude­rzy­ło mnie to, iż David stwier­dził, że nie wyobra­ża sobie week­en­du bez snu. Bo wła­śnie – my widzi­my uśmiech­nię­te­go i peł­ne­go ener­gii akto­ra, któ­ry prze­cież po całym dniu pra­cy musi padać z nóg. A jeśli tra­fi mu się inten­syw­ny tydzień pra­cy (na pew­no nie­raz zda­rza się tak, że rano gra w filmie/​serialu, po połu­dniu pod­kła­da do cze­goś głos, a wie­czo­rem wystę­pu­je w teatrze), to bie­dak musi być potem mega zmę­czo­ny.

            takie oso­by chy­ba nie do koń­ca prze­my­śli­wu­ją z jakim poświę­ce­niem wią­że się bycie dru­gą połów­ką kogoś takie­go jak David…

            Tak, masz rację. I zauważ, że bar­dzo czę­sto akto­rzy lub aktor­ki, któ­rzy oże­ni­li się / wyszli za mąż zanim zosta­li sław­ni, potem bio­rą roz­wód z powo­du tego, że sła­wa wywró­ci­ła ich życie do góry noga­mi i ich współ­mał­żon­ka / współ­mał­żo­nek nie byli w sta­nie znieść tego nowe­go, peł­ne­go wyże­czeń, try­bu życia.

            I tak sobie myślę, gdy przed oczy wpa­da mi kolej­na dur­na wypo­wiedź w sty­lu „chcia­ła­bym, żeby to mnie wybrał David na żonę”

            Ach, jak ja nie lubię lubię, jak ludzie piszą takie bzdu­ry!!! Pomi­ja­jąc to, o czym napi­sa­łaś – że takie „fan­ki” nie zda­ją sobie spra­wy z tego, że bycie żoną akto­ra nie jest usła­ne róża­mi, to prze­cież dla fana naj­waż­niej­sze powin­no być to, by aktor był szczę­śli­wy. A co za tym idzie – życzyć mu uda­ne­go życia rodzin­ne­go. Ale też (w przy­pad­ku Davi­da odpu­kać w nie­ma­lo­wa­ne!), jeśli idol zde­cy­du­je się na roz­wód – zaak­cep­to­wać to, zamiast roz­pa­czać. Bo znów – powin­ni­śmy życzyć takim oso­bom szczę­ścia, a życie w nie­uda­nym związ­ku prze­cież nie nale­ży do przy­jem­nych.

            Czy uda­ło Ci się zoba­czyć pierw­szy odci­nek nowych „Duck­ta­les”?

            Tak, widzia­łam i jestem zachwy­co­na! :D Pomi­ja­jąc to, że podo­ba mi się for­ma kre­sków­ki (nie lubię kie­dy baj­ki, któ­re były ani­mo­wa­ne w tra­dy­cyj­ny spo­sób, zosta­ją prze­ro­bio­ne na ani­ma­cje 3D, więc cie­szę się, że Kacze Opo­wie­ści są dwu­wy­mia­ro­we), treść i humor, to przede wszyst­kim zako­cha­łam się w boha­te­rach. Nawet Kaczor Donald prze­stał być tyl­ko i wyłącz­nie śmiesz­nym cho­le­ry­kiem! Bra­wa dla twór­ców!!!

            Co do Davi­da, to przy­znam ci się, że nawet po obej­rze­niu zwia­stu­nów nie byłam co do nie­go prze­ko­na­na, bo wyda­wa­ło mi się, że on ma zbyt mło­dy głos, by grać McKwa­cza. Ale po zoba­cze­niu całe­go odcin­ka oka­za­ło się, że jego głos ide­al­nie do tej posta­ci pasu­je. Ach, już nie mogę się docze­kać następ­ne­go odcin­ka! :D

          • Mar­le­na Bier

            Dzię­ki za cynk – na pew­no się temu przy­słu­cham! :)”
            Moim zda­niem napraw­dę war­to :) Moje ulu­bio­ne sce­ny to cała rela­cja Kaf­ka – Mile­na, moim zda­niem bar­dzo praw­dzi­wa, dobrze napi­sa­na i świet­nie zagra­na :) jestem cie­ka­wa czy będziesz mia­ła takie samo zda­nie ;)

            Albo Dok­to­rem (bez wzglę­du na to, jakiej płci)! :D”
            Och, jak to jest, że w przy­pad­ku Davi­da każ­da two­ja nie­win­na odpo­wiedź uru­cha­mia u mnie ciąg sko­ja­rzeń :) Tym razem przy­po­mnia­ło mi się jak Ste­ven Mof­fat wywo­łał Davi­da Ten­nant i Pete­ra Davi­so­na „do tabli­cy”, gdy odbie­rał Out­stan­ding Con­tri­bu­tion Award w cza­sie TV Cho­ice Awards w 2013 r. David, choć wzię­ty z zasko­cze­nia, jak zwy­kle był wspa­nia­ły i zażar­to­wał sobie: „I think it'll still be going in ano­ther 50 years and, who knows, may­be ano­ther mem­ber of our fami­ly will get a part in it". Tak­że kto wie… :)

            (…) naj­bar­dziej ude­rzy­ło mnie to, iż David stwier­dził, że nie wyobra­ża sobie week­en­du bez snu.”
            Tak, zga­dzam się ze wszyst­kim co tutaj napi­sa­łaś. Mię­dzy inny­mi dla­te­go tak bar­dzo podzi­wiam Davi­da, bo to pew­ne, że bywa cza­sa­mi wręcz wyczer­pa­ny, a jed­nak nigdy nie sły­sza­łam, żeby puści­ły mu ner­wy, żeby był nie­mi­ły dla swo­ich fanów, itp. A wiesz, mnie z kolei zasko­czy­ło i to nie tyl­ko w tym wywia­dzie, ale i w innych mate­ria­łach, że akto­rzy w ogó­le mają wol­ne week­en­dy :) Wiem, że to może nie­zbyt dobrze świad­czy o mojej wie­dzy na temat pra­cy na pla­nie fil­mo­wym, ale wyda­wa­ło mi się zawsze, że w cza­sie pra­cy nad jakimś fil­mem oni mają wol­ne wte­dy, gdy ist­nie­ją jakieś, bo ja wiem, tech­nicz­ne prze­szko­dy w krę­ce­niu i to nie­ko­niecz­nie musi wypa­dać w week­end. Nie mia­łam poję­cia, że oni tak mają regu­lar­ne wol­ne week­end (choć wiem, że nie zawsze) :) No, i w obli­czu tego wszyst­kie­go, chy­ba dobrze rozu­miem Davi­da, któ­ry czę­sto w wywia­dach mówi, że wca­le mu się nie chce nicze­go zwie­dzać gdy jest na pla­nie za gra­ni­cą albo, że woli iść po pra­cy do domu i wypić her­ba­tę niż iść na drin­ka z kole­ga­mi z pla­nu :)

            Ach, jak ja nie lubię lubię, jak ludzie piszą takie bzdu­ry!!!”
            Tak! Bar­dzo ład­nie to wszyst­ko uję­łaś. Zadzi­wia­ją­ce jest jak zabor­czy potra­fią być nie­któ­rzy fani (albo pseu­do­fa­ni) w sto­sun­ku do obiek­tu swo­je­go uwiel­bie­nia. Tym­cza­sem praw­dzi­wy fan zawsze powi­nien sza­no­wać swo­je­go ido­la i jego wybo­ry i nie zaszko­dzi jeśli tak po ludz­ku będzie się cie­szył z jego szczę­ścia :) Ja oso­bi­ście, patrząc na ten cud­ny błysk w oczach Davi­da, gdy mówi o swo­jej rodzi­nie, na jego wspa­nia­ły roz­luź­nio­ny uśmiech, gdy poja­wia się w towa­rzy­stwie Geo­r­gii, myślę sobie, że to jego szczę­ście i speł­nie­nie w życiu pry­wat­nym rzu­tu­je na to jak świet­ny jest w swo­jej pra­cy, daje mu poczu­cie bez­pie­czeń­stwa, dzię­ki któ­re­mu tak wspa­nia­le potra­fi się sku­pić na swo­jej pra­cy. Dzię­ki temu, my, jego fani dosta­je­my, że tak powiem, wszyst­ko, co naj­lep­sze :) No i tak po pro­stu, lubię tego Pana, więc cie­szę się, gdy wyda­je się być taki szczę­śli­wy ;)

            Tak, widzia­łam i jestem zachwy­co­na! :D”
            Super :D Zda­je się, ze znów mamy to samo zda­nie hehe :D Moja córa się tak wcią­gnę­ła, że widzia­ły­śmy ten odci­nek już chy­ba z 10 razy ;) Mnie się też bar­dzo podo­ba for­ma nowych Duck­ta­les. W jed­nej z recen­zji usły­sza­łam bar­dzo traf­ne sfor­mu­ło­wa­nie, że ta kre­sków­ka „wyglą­da tro­chę, jak komiks w ruchu” co mnie się tak bar­dzo podo­ba :) Polu­bi­łam tu abso­lut­nie wszyst­kie posta­ci, nawet Donal­da, któ­ry rze­czy­wi­ście mnie iry­to­wał gdy byłam dziec­kiem, głów­nie dla­te­go, że ani w ząb nie rozu­mia­łam co mówi, a do tego jesz­cze widzia­łam go jako takie­go zrzę­dli­we­go rodzi­ca :) Humor jest tu napraw­dę dobry i wiesz, zauwa­ży­łam, że cza­sem śmia­ły­śmy się z moją cór­ką w innych momen­tach, co oso­bi­ście uwa­żam za fan­ta­stycz­ne, bo bawi­ły­śmy świet­nie oby­dwie, np. mnie roz­śmie­szy­ła postać arcyw­ro­ga Scroog’a, bar­dziej szkoc­kie­go niż sami Szko­ci, pod­czas gdy moja mała strasz­nie śmia­ła się z tego jak wyglą­dał pogry­zio­ny przez węże McQu­ack. W więk­szo­ści jed­nak chi­chra­ły­śmy się rów­no, a naj­bar­dziej chy­ba podo­ba­ła na się sce­na z przy­pra­wia­niem gło­wy konio­wi, choć pew­nie z zupeł­nie innych powo­dów. Muszę Ci powie­dzieć, że oby­dwie bar­dzo polu­bi­ły­śmy Web­by, choć ze sta­rej wer­sji pamię­tam ją raczej jako typ iry­tu­ją­cej, dużo młod­szej sio­stry :) Gło­so­wo obsa­da jest świet­na. Podo­ba mi się, że sio­strzeń­cy wca­le nie mają piskli­wych gło­si­ków, ale są tacy nie­co doj­rzal­si i powiem ci, że gdy­bym nie wie­dzia­ła, to w życiu bym nie uwie­rzy­ła, że Mrs. Beakley odgry­wa­na jest prze taką mło­dą oso­bę… Z kolei David, ach był dosko­na­ły! Two­je spo­strze­że­nie o jego mło­dym gło­sie jest bar­dzo traf­ne, choć ja sama tak nie pomy­śla­łam. Wyobraź sobie, że choć mam bar­dzo wyczu­lo­ne ucho na jego fan­ta­stycz­ny głos, to tym razem po jakichś może 10 minu­tach widzia­łam już tyl­ko Scroog’a, bo ta postać jest po pro­stu fan­ta­stycz­na! :D Och, i uwiel­biam ten prze­ry­so­wa­ny szkoc­ki akcent w wyda­niu Davi­da. Just Bril­liant!

            Sko­ro zaś mowa o Davi­dzie… Na pew­no zauwa­ży­łaś ostat­ni wysyp infor­ma­cji na temat jego nowych pro­jek­tów :) Jak ja się z tego ogrom­nie cie­szę :D :D Davi­da nigdy nie jest za dużo, a teraz będzie go jesz­cze wię­cej, i znów będą cudow­ne wywia­dy :) Tyle tyl­ko, że David dosta­je coś ostat­nio głów­nie role z „ciem­nej stro­ny mocy”, hmm… coś za dobry był chy­ba w roli Kil­gra­va ;) No wła­śnie, a pro­pos Kil­gra­va… Napi­sa­łaś, że podej­rze­wa­łaś, że on może powró­cić z okre­ślo­nych powo­dów, a wiesz, że ja abso­lut­nie tego nie prze­wi­dzia­łam. Kur­cze, aż mnie to meta­fo­rycz­nie ścię­ło z nóg. Z jed­nej stro­ny mnie to cie­szy, bo on był feno­me­nal­ny w tej roli. Bo w sumie on pra­wie niko­go nawet nie dotknął w cza­sie tych 13 odcin­ków, a był strasz­niej­szy niż potwór z piłą mecha­nicz­ną w ręce. Kocha­łam każ­dą sekun­dę z nim na ekra­nie, jed­no­cze­śnie nie­na­wi­dząc wszyst­kie­go, co zoba­czy­łam. Po pro­stu wow! No i wła­śnie, moją naj­więk­szym stra­chem jest to czy „wow” nie zamie­ni się w zie­wa­nie, bo Kil­gra­ve może nie być już tak nie­prze­wi­dy­wal­ny. Kur­cze, nuda i powta­rzal­ność to naj­gor­sze co moż­na by tej posta­ci zafun­do­wać. Więc teraz chy­ba wszyst­ko zale­ży od pomy­słu sce­na­rzy­sty… No i rze­czy­wi­ście, słusz­na uwa­ga o tym, jak to będzie teraz rzu­to­wa­ła na pro­po­zy­cje ról dla Davi­da. Przez wie­le lat unik­nął szu­flad­ko­wa­nia i oby teraz nie został eta­to­wym „badas­sem”, cho­ciaż jest w tym taki dobry, że aż strach! Cie­ka­wa jestem jak wypadł w roli inne­go rodza­ju psy­cho­pa­ty w „Bad Sama­ri­tan” :) O, i mam takie spo­strze­że­nie … W cza­sie wywia­dów na temat Don Juana powie­dział, że bycie takie­go rodza­ju „dup­kiem” prze kil­ka godzin dzien­nie, to bar­dzo oczysz­cza­ją­ce doświad­cze­nie. Hehe, może więc David jest tak cudow­ny w roli zło­czyń­ców, że auten­tycz­nie uwal­nia coś z sie­bie, cze­go ist­nie­nia nawet nie miał­by odwa­gi przy­znać w praw­dzi­wym życiu, hehe :)

            No, i tak na sam koniec… Widzia­łam wresz­cie „Mad to be nor­mal” (co praw­da nara­zie z pol­skim lek­to­rem), ale muszę sobie upo­rząd­ko­wać to, co wła­ści­wie o tym myślę. Póki co na pew­no wiem, że pol­skie tłu­ma­cze­nie tytu­łu to jakaś poraż­ka, a David … jak zawsze wspa­nia­ły :)!

          • mnie z kolei zasko­czy­ło […], że akto­rzy w ogó­le mają wol­ne week­en­dy :)

            Nikt nie jest dosko­na­ły i nie moż­na wie­dzieć wszyst­kie­go. ;)

            Ja nato­miast kie­dyś czy­ta­łam (przy czym nie wiem, ile jest w tym praw­dy), że zdjęć do filmu/​serialu nigdy nie zaczy­na się w ponie­dzia­łek, bo po pro­stu – nikt nie lubi ponie­dział­ków. :D

            Polu­bi­łam tu abso­lut­nie wszyst­kie posta­ci, nawet Donal­da

            Tak, ta postać zasko­czy­ła mnie naj­bar­dziej! Zwłasz­cza to, że Donald zmie­nił się w tro­skli­we­go rodzi­ca. A sce­na, w któ­rej rato­wał swo­je­go sio­strzeń­ca przed pułap­ką z pło­mie­ni była w pew­nym sen­sie wręcz wzru­sza­ją­ca. Bo czy nie tak dzia­ła­ją wzo­ro­wi rodzi­ce? Chro­nią i wspie­ra­ją swo­je dzie­ci, ale czę­sto robią to w taki spo­sób, że ich pocie­chy w ogó­le nie zda­ją sobie spra­wy z ich dzia­ła­nia.

            tym razem po jakichś może 10 minu­tach widzia­łam już tyl­ko Scroog’a

            Zga­dza się, ja mia­łam dokład­nie tak samo.

            Napi­sa­łaś, że podej­rze­wa­łaś, że on może powró­cić z okre­ślo­nych powo­dów, a wiesz, że ja abso­lut­nie tego nie prze­wi­dzia­łam.

            To zna­czy, ja wca­le tego nie prze­wi­dy­wa­łam! Byłam świę­cie prze­ko­na­na, że facet zgi­nął, więc mnie wia­do­mość o tym, że David poja­wi się w dru­gim sezo­nie tak­że moc­no zasko­czy­ła.

            Po pro­stu, pod­czas oglą­da­nia sce­ny, w któ­rej Jes­si­ca zabi­ła Kil­gra­va pomy­śla­łam „a co, jeśli…”

            I szcze­rze mówiąc, teraz naj­bar­dziej cie­ka­wi mnie to, jak bar­dzo moje gdy­ba­nie będzie pokry­wa­ło się z tym, jak powrót Kil­gra­va wyja­śnią w seria­lu. :D

            W cza­sie wywia­dów na temat Don Juana powie­dział, że bycie takie­go rodza­ju „dup­kiem” prze kil­ka godzin dzien­nie, to bar­dzo oczysz­cza­ją­ce doświad­cze­nie.

            To jest w ogó­le cie­ka­we, że czę­sto akto­rzy, któ­rzy wcie­la­ją się w role zło­czyń­ców są jed­no­cze­śnie naj­mil­szy­mi oso­ba­mi na pla­nie.

            Widzia­łam wresz­cie „Mad to be nor­mal”

            Pro­szę mi nie spo­ile­ro­wać, ja jesz­cze tego nie oglą­da­łam! ;)

            pol­skie tłu­ma­cze­nie tytu­łu to jakaś poraż­ka

            LOL, ja ostat­nio odkry­łam, że na Show­max moż­na obej­rzeć What We Did On Our Holi­day (nie­ste­ty tyl­ko z lek­to­rem). Rzecz w tym, że tytuł fil­mu prze­tłu­ma­czo­no na… uwa­ga, uwa­ga… Nasze zwa­rio­wa­ne angiel­skie waka­cje. W-T-F?!

            https://​upflix​.pl/​n​e​t​f​l​i​x​:​s​h​o​w​m​a​x​:​h​b​o​g​o​:​a​m​a​z​o​n​/​f​i​l​m​/​2​7​3​7​/​N​a​s​z​e​+​z​w​a​r​i​o​w​a​n​e​+​a​n​g​i​e​l​s​k​i​e​+​w​a​k​a​cje

            Wiem, że to porów­na­nie będzie bar­dzo prze­sa­dzo­ne i wyol­brzy­mio­ne, ale kie­dy ktoś pisze o „pol­skich” obo­zach kon­cen­tra­cyj­nych, to jest skan­dal na ska­lę mię­dzy­na­ro­do­wą, a kie­dy my myli­my Anglię ze Szko­cją, wszyst­ko jest w porząd­ku. :P

            I na sam koniec: odsłu­cha­łam „Kaf­ka, the Musi­cal” i, o rety, jakie to było dobre!!!

            Pyta­łaś mnie kie­dyś o wystę­py Ten­nan­ta, któ­re naj­bar­dziej mnie zasko­czy­ły i dopi­su­ję do tej listy to słu­cho­wi­sko.

            Przede wszyst­kim: myśla­łam, że to będzie musi­cal. A tu zdzi­wie­nie (pozy­tyw­ne) – śpie­wa­nia nie było aż tak dużo. Po dru­gie (nie wiem do koń­ca cze­mu, ale pew­nie znów przez ten musi­cal w tytu­le), byłam prze­ko­na­na, że będzie to dzie­ło kome­dio­we. I na począt­ku rze­czy­wi­ście było śmiesz­nie. Nie­śmia­ły Kaf­ka w wyko­na­niu Ten­nan­ta był uro­czy, a ja potra­fi­łam sobie wyobra­zić, jakie miny robił­by David, gdy­by całość była fil­mem. Dodat­ko­wo bawi­ły mnie uwa­gi innych boha­te­rów o tym, że Kaf­ka jest chu­dy i powi­nien jeść wię­cej, bo to bar­dzo koja­rzy­ło mi się z Har­dym.

            A potem zer­k­nę­łam do Wiki­pe­dii i tro­chę zrze­dła mi mina, bo „odkry­łam”, że rela­cje Kaf­ki z jego ojcem nie były wymy­słem Murray'a Gol­da, tyl­ko na praw­dę mogły tak wyglą­dać. Ale pomi­mo to w słu­cho­wi­sku uda­ło się zacho­wać rów­no­wa­gę pomię­dzy tra­ge­dią i kome­dią, przez co roz­mo­wy ojca z synem poru­sza­ły, ale jed­no­cze­śnie mia­ły w sobie pew­ną lek­kość.

            Dalej zro­bi­ło się nato­miast dziw­nie, bo fik­cja zaczę­ła się prze­pla­tać z rze­czy­wi­sto­ścią. I kie­dy pod koniec zorien­to­wa­łam się, co jest praw­dą i czym było to wszyst­ko, cze­go do tej pory słu­cha­łam – pękło mi ser­ce. Nie­czę­sto mi się zda­rza, bym po śmier­ci jakie­goś boha­te­ra czu­ła praw­dzi­wy smu­tek, tym­cza­sem tutaj wła­śnie tak się sta­ło. David, ty nie­do­bry czło­wie­ku, cze­mu swo­ją grą aktor­ską wywo­łu­jesz u mnie takie emo­cje?!

            A wisien­ką na tym słod­ko-gorz­kim tor­cie są roz­mo­wy Kaf­ki z Dorą. Znów nie­zwy­kłe jest to, że akto­rom samym tyl­ko gło­sem uda­ło się poka­zać, jak bar­dzo ta dwój­ka kocha­ła się, rozu­mia­ła i wspie­ra­ła… Choć na mar­gi­ne­sie muszę dodać, że z tego Kaf­ki w tym słu­cho­wi­sku to jed­nak tro­chę świ­nia była, sko­ro tak wspa­nia­łą kobie­tę jak Dora, w swo­ich maja­kach zdra­dzał z kimś innym. :P

            Co do śpie­wa­nia Ten­nan­ta – nie uda­ło mi się usły­szeć – czy pierw­szą pio­sen­kę śpie­wał David? Nato­miast co do ostat­niej, to rze­czy­wi­ście była ona przej­mu­ją­ca, ale jej nie­zwy­kłość pole­ga­ła też na tym, że David nie brzmiał w niej, jak ktoś, kto potra­fi per­fek­cyj­nie śpie­wać. Tyl­ko wła­śnie, jak Kaf­ka – czło­wiek, wraż­li­wy i nie­pew­ny sie­bie, któ­ry zupeł­nie nie nada­je się do wystę­po­wa­nia w musi­ca­lach.

            Pod­su­mo­wu­jąc: wow, po pro­stu wow! Daw­no coś nie ode­bra­ło mi mowy i nie poru­szy­ło mną tak bar­dzo, jak to słu­cho­wi­sko. Dzię­ku­ję Mar­le­no, że o Kaf­ce wspo­mnia­łaś! :)

          • Mar­le­na Bier

            I szcze­rze mówiąc, teraz naj­bar­dziej cie­ka­wi mnie to, jak bar­dzo moje gdy­ba­nie będzie pokry­wa­ło się z tym, jak powrót Kil­gra­va wyja­śnią w seria­lu. :D”
            No wła­śnie, też mam swo­ją teo­rię na ten temat i jestem cie­ka­wa czy się spraw­dzi :D W ogó­le to sam ten serial jest dla mnie cie­ka­wym przy­pad­kiem. On wca­le nie jest zły, a nie­któ­re wat­ki są napraw­dę dobrze zro­bio­ne i na pew­no poświę­ca­łam w życiu czas zde­cy­do­wa­nie gor­szym, nie raz tasiem­co­wa­tym głu­pot­kom. Jed­nak owe głu­pot­ki mia­ły w sobie zawsze coś pocią­ga­ją­ce­go, a w „Jes­si­ce Jones” mi cze­goś bra­ko­wa­ło i gdy­by nie David, praw­do­po­dob­nie nie obej­rza­ła­bym dal­szych przy­gód pan­ny Jones. Hmm… Co ten David z czło­wie­kiem wyra­bia, że mu się chce powro­tu takie­go potwo­ra jak Kil­gra­ve. Och, on nor­mal­nie spro­wa­dza ludzi na manow­ce… :P

            Pro­szę mi nie spo­ile­ro­wać, ja jesz­cze tego nie oglą­da­łam! ;)”
            Nie będę, nie będę, cho­ciaż mnie kor­ci tak, jak Davi­da cyto­wa­nie ludziom kwe­stii z „Mak­be­ta” :P Ale jestem „respect­ful… ish” :P W każ­dym razie muszę napi­sać, że nie żału­ję i resz­ta sza… bo jed­no sło­wo za dużo i nici z przy­jem­no­ści :D
            Co do tłu­ma­czeń, to pod­pi­su­ję się pod wszyst­kim co napi­sa­łaś w tym aka­pi­cie. Ja mam z tym ogrom­ny pro­blem, bo widzisz, sama para­łam się tłu­ma­cze­nia­mi (co praw­da arty­ku­łów, nie fil­mów) i wiem, że to nie jest łatwe, zwłasz­cza jeśli wcho­dzą w grę róż­ni­ce kul­tu­ro­we i zwią­za­ne z nimi sło­wa po pro­stu nie prze­tłu­ma­czal­ne. Z dru­giej jed­nak stro­ny cza­sa­mi czło­wie­ka po pro­stu krew zale­wa! Dla­te­go od kie­dy odkry­łam, że potra­fię oglą­dać film w ory­gi­na­le, to robię to zawsze, gdy tyl­ko mam taką moż­li­wość, żeby się nie wku­rzać na kurio­zal­ne przy­pad­ki tłu­ma­czeń. Nad pol­skim tytu­łem „What we did…” nor­mal­nie chce mi się pła­kać, bo masz racje, to już nie o głu­pi tytuł cho­dzi, ale o jakąś ele­men­tar­ną kul­tu­ro­wą wie­dzę… Jed­nak nawet w mniej deli­kat­nych przy­pad­kach tłu­ma­cze­nie może w ogó­le zmie­nić spoj­rze­nie na film. Mój mąż nagry­wał dla mnie „Mad to be nor­mal” z tele­wi­zji (bo leciał o jakiejś nie­ludz­kiej porze typu 2. 30 rano) i jak prze­czy­tał tytuł „Nor­mal­nie wariat”, to się zała­mał, bo myślał, że to jakaś głu­pia kome­dia będzie, a osta­tecz­nie powie­dział, że to naj­lep­szy film z „tym moim chu­dziel­cem”, jaki do tej pory widział :) Tak­że moż­na tłu­ma­cze­niem nie­źle widza nastra­szyć albo odstra­szyć… A wiesz, że „Esca­pe artist” na pol­ski to „Kło­po­tli­wa spra­wa”? No cóż, może i nie jest to aż tak rażą­ce jak poprzed­nie przy­pad­ki, ale zde­cy­do­wa­nie zmie­nia punkt cięż­ko­ści na linii tytuł – treść fil­mu…

            A zmie­nia­jąc temat… Och, jak ja się cie­szę, że Ci się podo­bał „Kaf­ka the musi­cal” :) Wcze­śniej sta­ra­łam się pisać jak naj­oględ­niej, żeby Ci nie zepsuć przy­jem­no­ści same­go pozna­wa­nia słu­cho­wi­ska, ale teraz mogę się już bez­kar­nie poza­chwy­cać. Masz rację, to było nie­sa­mo­wi­te! David nama­lo­wał w mojej gło­wie całą masę obra­zów… Naj­bar­dziej prze­ma­wiał do mnie za każ­dym razem moment gdy Kaf­ka się budził; David pra­co­wał gło­sem tak nie­sa­mo­wi­cie, że nie­mal widzia­łam jak prze­wra­ca się i maja­czy przez sen, otwie­ra oczy, zie­wa, lub nagle się zry­wa z łóż­ka. Świet­ny był też David w nie­śmia­łym wyda­niu i też mogłam sobie wyobra­zić jakie gesty towa­rzy­szy­ły­by takim sce­nom :D Apro­pos nie­śmia­ło­ści, bar­dzo podo­ba­ła mi się też rela­cja z Mile­ną, któ­ra na tle cud­nej roman­tycz­nej rela­cji z Dorą, sta­no­wi­ła abso­lut­ną prze­ciw­wa­gę, takie bar­dzo współ­cze­sne, cynicz­ne, nie­po­lu­kro­wa­ne spoj­rze­nie na związ­ki. Poza tym David reago­wał na uwa­gi o tym, jaki jest atrak­cyj­ny (cho­ciaż chu­dy, hehe :) ) iden­tycz­nie jak reagu­je w wywia­dach :D Kur­cze, ta rola jest jak­by napi­sa­na z myślą o nim, a jed­no­cze­śnie tak pięk­nie się kom­po­nu­je w życio­rys Kaf­ki, genial­ne! Bar­dzo podo­ba­ło mi się bowiem to jak wie­le praw­dy bio­gra­ficz­nej było w tym dzie­le, to, że poka­za­no trud­ne jed­nak życie genial­ne­go czło­wie­ka, ale w spo­sób nie prze­ry­so­wa­ny. Tym bar­dziej było to dla mnie wstrzą­sa­ją­ce, że wcze­śniej zna­łam mniej wię­cej życio­rys Kaf­ki i histo­rię jego tok­sycz­ne­go związ­ku z rodzi­ca­mi oraz miło­ści do Dory, a mimo to jak­bym odkry­ła to na nowo i nie czu­łam, że coś tu jest powty­ka­ne na siłę, prze­sa­dzo­ne albo nie­praw­dzi­we. I masz rację, to bar­dzo smut­ne, że Kaf­ka miał taką rela­cję z ojcem i abso­lut­nie nie­sa­mo­wi­te, jak dobrze David to oddał, gdy tym­cza­sem jego życio­we doświad­cze­nie jest zupeł­nie odwrot­ne w tej kwe­stii. No i ten nie­sa­mo­wi­ty pomysł na taki świat snów, w któ­rym do same­go koń­ca czło­wiek zasta­na­wia się o co cho­dzi, co jest praw­dą i co się wła­ści­wie wyda­rzy­ło… Tym razem nie pła­ka­łam, ale wiesz, skoń­czy­łam słu­chać póź­nym wie­czo­rem i nie mogłam póź­niej dłu­go zasnąć, ileż mi się myśli kłę­bi­ło w gło­wie, ileż emo­cji…

            David, ty nie­do­bry czło­wie­ku, cze­mu swo­ją grą aktor­ską wywo­łu­jesz u mnie takie emo­cje?!”

            Och, to naj­lep­szy komen­tarz do twór­czo­ści Davi­da jaki prze­czy­ta­łam!!!
            Jak to moż­li­we, że w tym przy­pad­ku czło­wiek go nawet nie widzi, a on i tak potra­fi go emo­cjo­nal­nie roz­nieść na strzę­py. Po pro­stu brak mi już kom­ple­men­tów i mogę tyl­ko po raz set­ny powtó­rzyć, że on jest dosko­na­ły, wybit­ny!

            Co do śpie­wa­nia, tak David śpie­wa tę pierw­szą pio­sen­kę, a potem tę ostat­nią i rze­czy­wi­ście, jej nie­do­sko­na­łość jest wła­śnie abso­lut­nie dosko­na­ła, to jak Davi­do­wi łamie się głoś, jak mnie hip­no­ty­zu­je smut­kiem… wow! Mia­łam ciar­ki przez cały czas!

          • No wła­śnie, też mam swo­ją teo­rię na ten temat i jestem cie­ka­wa czy się spraw­dzi :D

            A możesz zdra­dzić, co to za teo­ria? ;)

            w „Jes­si­ce Jones” mi cze­goś bra­ko­wa­ło

            Pomi­ja­jąc to, że ostat­nio czu­ję „wypa­le­nie seria­lo­we”, myślę, że bin­ge-wat­ching jest „rewo­lu­cją” na mia­rę fil­mów 3D. Bo wiesz: na począt­ku wszy­scy się trój­wy­mia­rem zachwy­ca­li, a potem doszli do wnio­sku, że to jed­nak tro­chę bez sen­su i moda na tego typu fil­my powo­li prze­mi­ja.

            Z bin­ge-wat­chin­giem jest tak samo. To faj­ne roz­wią­za­nie, jeśli jesteś stu­den­tem, masz dużo wol­ne­go cza­su i możesz zary­wać noc­ki. Albo jeśli chcesz nad­ro­bić jakąś pro­duk­cję. Tym­cza­sem od kie­dy Net­flix zaczął co chwi­lę udo­stęp­niać seria­le w takiej for­mie – coraz czę­ściej sły­szę narze­ka­nia, że jest to męczą­ce.

            Poza tym bin­ge-wat­ching wymu­sza na twór­cach seria­lu nie­co inne pro­wa­dze­nie fabu­ły – z jed­nej stro­ny sezon krę­ci się jak jeden, 13-to godzin­ny film, z dru­giej – nie ma w tym wszyst­kim cza­su na oddech i na reflek­sję. Co w efek­cie pro­wa­dzi do tego, że pod­czas oglą­da­nia seria­lu niby czu­je się fraj­dę, ale potem szyb­ko się o nim zapo­mi­na. Tro­chę, jak z jedze­niem waty cukro­wej – jesz, ale się nie naja­dasz. I przy oka­zji od nad­mia­ru cukru zaczy­nasz czuć mdło­ści.

            Chcę przez to powie­dzieć, że o ile pierw­szy sezon Dare­de­vi­la był czymś nie­zwy­kłym, tak pozo­sta­łe, net­fli­xo­we ekra­ni­za­cje komik­sów Marve­la, coraz bar­dziej przy­po­mi­na­ją taką wła­śnie watę cukro­wą. Wła­śnie dla­te­go Jes­si­ce Jones moim zda­niem cze­goś bra­ko­wa­ło. Choć ze wszyst­kich pro­duk­cji po Dare­de­vi­lu, ta ekra­ni­za­cja komik­su Marve­la była naj­cie­kaw­sza. Ale czę­ścio­wo dzia­ło się to wła­śnie za spra­wą Ten­nan­ta. I mar­twię się, że David został zatrud­nio­ny w dru­gim sezo­nie głów­nie po to, by zno­wu przy­cią­gnąć publicz­ność.

            Nor­mal­nie wariat” […] „Kło­po­tli­wa spra­wa”

            Ja też wszyst­ko oglą­dam w ory­gi­na­le i przez to ope­ru­ję angiel­ski­mi tytu­ła­mi, a pol­skich czę­sto w ogó­le nie znam. O tych tłu­ma­cze­niach też nie wie­dzia­łam. Ech, to praw­da, że nie­wie­dza jest bło­go­sła­wień­stwem! :(

            Och, jak ja się cie­szę, że Ci się podo­bał „Kaf­ka the musi­cal” :)

            A ja jesz­cze raz dzię­ku­ję, że o nim wspo­mnia­łaś! :)

            Zga­dzam się ze wszyst­kim, co napi­sa­łaś na temat tego słu­cho­wi­ska. A Mile­na była tak cie­ka­wą boha­ter­ką, a spo­sób, w jaki kocha­ła swo­je­go męża – tak nie­tu­zin­ko­wy, że chęt­nie usły­sza­ła­bym inny „musi­cal” z nią w roli głów­nej.

            I na koniec muszę się jesz­cze z tobą podzie­lić dwo­ma rze­cza­mi. Po pierw­sze, nie wiem, czy zauwa­ży­łaś (ja nie, i gdy­by nie ludzie z inter­ne­tu – zupeł­nie nie zwró­ci­ła­bym na to uwa­gi), ale na nagra­niu z Chi­swick House Dog Show 2016, wte­dy, kie­dy David gła­ska małe­go, pucha­te­go pie­ska, któ­ry się prze­wra­ca – na dru­gim pla­nie, na tra­wie, sie­dzi jego rodzin­ka (Davi­da, nie pucha­te­go pie­ska :P )

            https://​youtu​.be/​G​-​0​e​o​o​0​L​g​7​U​?​t​=​1​m6s

            BTW wiem, że to może tro­chę głu­pie, ale śmie­szy mnie to, że „bied­ny” David ma geny rece­syw­ne i wszyst­kie jego dzie­cia­ki są blond-wło­se.

            I dru­ga spra­wa, czy­li świe­żyn­ka z dzi­siaj. Serio, to napraw­dę nie­do­pusz­czal­ne, że David jest tak urze­ka­ją­cym czło­wie­kiem. :D

            https://​youtu​.be/​d​b​7​N​x​b​V​i​JVU

            (tutaj link do arty­ku­łu, w któ­rym dodat­ko­wo są zdję­cia: http://​ten​nant​news​.blog​spot​.co​.uk/​2​0​1​7​/​0​9​/​v​i​d​e​o​-​w​a​t​c​h​-​d​a​v​i​d​-​t​e​n​n​a​n​t​-​a​c​c​e​p​t​-​h​i​s​.​h​tml)

            Nie wiem, czy David to zro­bił spe­cjal­nie, czy też przy­pad­kiem, ale uro­cze było to, że „zawie­sił się” na moment, kie­dy spoj­rzał na swo­ją żonę. Razem z publicz­no­ścią wes­tchnę­łam „awww”, kie­dy na to patrzy­łam! :)

            Przede wszyst­kim jed­nak: gra­tu­lu­ję pań­stwu Ten­nant rocz­ni­cy pozna­nia! :)

          • Mar­le­na Bier

            A możesz zdra­dzić, co to za teo­ria? ;)”
            Z wiel­ką ocho­tą :D Wyda­je mi się, że Kil­gra­ve powró­ci jako taki pry­wat­ny demon Jes­si­ci, tzn. nie będzie on wspo­mnie­niem, tyl­ko kimś kto ją w pewien spo­sób opę­tał. Moim zda­niem widy­wa­ły­by go tyl­ko oso­by, któ­re znaj­do­wa­ły się wcze­sniej pod jego wpły­wem, zwłasz­cza Jes­si­ca, któ­ra sama w pew­nym momen­cie zwąt­pi­ła­by w to czy on na pew­no nie żyje i czy widu­je go napraw­dę. Być może zro­bi spo­ro głu­pich rze­czy, bo będzie jej się wyda­wa­ło, że wciąż musi wal­czyć ze swo­ją neme­zis. Bar­dzo się jed­nak boję, że z tej sfe­ry maja­ków, Kil­gra­ve nagle wychy­nie jako fak­tycz­nie żywa postać, bo zasto­so­wa­nie tego same­go zabie­gu, co w pierw­szej serii, czy­li stop­nio­we­go ujaw­nia­nia się tej posta­ci, może ją zamor­do­wać nudą. Z kolei, gdy­by wró­cił cał­kiem żywy od począt­ku to była­by dopie­ro masa­kra, bo zna­czy­ło­by to, że nie ma spo­so­bu, żeby go poko­nać i cała wal­ka Jes­si­ci, jej odwa­ga i pró­by ukła­da­nia sobie życia, sta­ły­by się nagle bezsensowne…Także moim zda­niem będzie on cie­niem Jes­si­ci, oby nie zbyt nachal­nym ;)
            Myśla­łam też sobie spo­ro o tym, co napi­sa­łaś o bin­ge – wat­ching. Rze­czy­wi­ście, masz bar­dzo wie­le racji. Widzisz, ja raczej rzad­ko mam czas, żeby ogla­dać wszyst­ko na bie­żą­co, zwłasz­cza, że mój led­wo pozszy­wa­ny plan dnia cią­gle ma jakieś popraw­ki i zasia­da­nie przed tele­wi­zo­rem o okre­ślo­nej porze nie wcho­dzi w grę, chy­ba, że póź­no w nocy… Zda­wa­ło­by się, że taki bin­ge – wat­ching to wyma­rzo­ny wyna­la­zek dla mnie… a tu wca­le nie! Bo, sko­ro nie mam godzi­ny raz na tydzień, to jak mam kur­cze zna­leźć ich aż 13 albo 8 w krót­kim odstę­pie cza­su? No, teo­re­tycz­nie mogę sobie bin­gać póź­niej, no prze­cież nie muszę w dniu pre­mie­ry… Hmmm, teo­re­tycz­nie… No bo póź­niej, to po pierw­sze zawsze, ale to zawsze ktoś mi zaspoj­le­ru­je (jesz­cze jak się słu­cha tylu wywia­dów, to mi sami akto­rzy potra­fią zaspoj­le­ro­wać, cho­ciaż mie­li mówić na inny temat :P), no a kor­cą­ce czło­wiek fan­ta­stycz­ne wpi­sy w Inter­ne­cie są dłu­go nie dla mnie. Poza tym, jak już się obej­rzy faj­ny odci­nek to chcia­ło­by się z kimś poga­dać o tym, a to się oka­zu­je nie­moż­li­we, bo nagle czło­wiek się orien­tu­je, ze ten pra­co­wi­cie ogląd­nię­ty po nocach serial to już za sta­ry jest na dys­ku­sje (ja tak mia­łam z „Bro­ad­church” i dopie­ro z Tobą uda­ło mi się pody­sku­to­wać :) ). No i do tego, dokład­nie tak, jak piszesz, serial ogląd­nię­ty hur­tem potra­fi po pro­stu zmę­czyć, zamiast cie­szyć (to na szczę­ście "Bro­ad­church" nie doty­czy :) ):) Ja mam dwie takie rze­czy, któ­re oglą­dam regu­lar­nie raz w tygo­dniu, serial i pro­gram roz­ryw­ko­wy, i wiesz, oka­zu­je się, że to jest dla mnie świę­to (na szczę­ście oba mogę oglą­dać póź­no w nocy, bez koli­zji z pla­na­mi za dnia :) ). Cze­kam na to cały tydzień, pró­bu­ję wyobra­zić sobie, co się wyda­rzy i spra­wia mi to radość, i choć może jako­ścio­wo są śred­nie te rze­czy, to są jakoś tak waż­ne dla mnie, i to wła­śnie uczu­cie bin­ge – wat­ching zabi­ja. Jak byłam mało­la­tą, któ­ra po pro­stu wchła­nia­ła, nie tyl­ko oglą­da­ła "X Files”, to pamię­tam, że dys­ku­to­wa­ło się o tym mie­sią­ca­mi (!), zbie­ra­ło się kiczo­wa­te pla­ka­ty i mar­ke­rem na koszul­kach pisał „I want to beli­ve”, no i nie łatwo było dostać się do tele­wi­zo­ra, więc poję­cie spo­ile­rów nie ist­nia­ło, bo wła­śnie waż­ne było, ze ktoś ci nie­ogląd­nię­ty odci­nek opo­wie :) Zaś o takiej „Jes­si­ce Jones” (no porów­na­ni oczy­wi­ście nie do koń­ca traf­ne, bo to inna liga, ale mnie cho­dzi tu o czyn­nik emo­cjo­nal­ny), któ­ra ma prze­pięk­nie zro­bio­ne pla­ka­ty prze­cież, zdję­cia wprost wrzesz­czą­ce „wrzuć mnie na pul­pit kom­pu­te­ra”, któ­ra ma inte­re­su­ją­cy temat, itd., led­wo się pamię­ta w dwa lata po pre­mie­rze (nawet w cza­sie wywia­dów Davi­da pyta­ją rzad­ko i nie­wie­le o tę rolę, a prze­cież była mega). Bin­ge – wat­ching? A może prze­syt i zbyt łatwa dostęp­ność, tak­że czło­wiek sam nie wie co wybrac? Jed­no jest pew­ne, ja bym tego nie obej­rza­ła gdy­by nie David, choć "Dare­de­vi­la" widzia­łam z wła­snej i nie­przy­mu­szo­nej woli i bez Davi­da :)

            Na nagra­niu z Chi­swick House Dog Show 2016, (…) na dru­gim pla­nie, na tra­wie, sie­dzi jego rodzin­ka (Davi­da, nie pucha­te­go pie­ska :P )”
            No patrz, nie zauwa­ży­łam :D Swo­ją dro­gą ludzie w "Inter­ne­tach" wie­dzą wszyst­ko ;) Jakie to pięk­ne, że oni tak wszę­dzie razem i dzie­cia­ki zabie­ra­ją ze sobą :) No, a uwa­ga o genach Davi­da przed­nia :D Cie­ka­we tyl­ko, czy im te wło­ski nie ściem­nie­ją, bo podob­no David też był blon­dyn­kiem, gdy tak bie­gał po ogro­dzie rodzi­ców :) No, ale Geo­r­gia jest prze­ślicz­na, więc żad­nej szko­dy nie ma jeśli to jej geny są gór­ną :P A wiesz, jaka była moja pierw­sza myśl, jak ich już odna­la­złam na dru­gim pla­nie? Jej, jak mu uro­sła ta córecz­ka :D

            Serio, to napraw­dę nie­do­pusz­czal­ne, że David jest tak urze­ka­ją­cym czło­wie­kiem. :D”
            Oj, żebyś wie­dzia­ła :) To takie cudow­ne, że w chwi­li swo­je­go trium­fu, jego myśli wró­ci­ły do momen­tu, któ­ry napraw­dę uzna­je za naj­pięk­niej­szy w swo­im życiu, do dnia pozna­nia swo­jej uko­cha­nej żony, któ­re­go nie jest w sta­nie prze­bić żad­na nagro­da :) Ach, jak on pięk­nie o niej mówił, ale ten moment zawie­sze­nia, o któ­rym wspo­mnia­łam, wart się wię­cej niż tysiąc słów :) Tyle się sły­szy o bru­dach w show biz­ne­se (choć pew­nie nie do koń­ca spra­wie­dli­wie), a pro­szę, oni się tak kocha­ją i wspie­ra­ją, cud­ne :) Uwa­żam, że gdy­by dosko­na­łość w każ­dym calu była karal­na, David dostał­by co naj­mniej podwój­ne doży­wo­cie :P

            Apro­pos dosko­na­ło­ści… Ostat­nio wpa­da­łam na pewien nie­zwy­kły tekst, o któ­rym sły­sza­łam, ale któ­re­go tro­chę z leni­stwa nigdy dotąd nie prze­czy­ta­łam… No więc, gdy tra­fi­łam na nie­go w cało­ści posta­no­wi­łam nad­ro­bić :) Jest to przed­mo­wa Davi­da do „Doctor Who Com­ple­te Spe­cials DVD”, w któ­rej roz­ma­wia z małym sobą. Och, jest to naj­pięk­niej­sza rzecz jaką ostat­nio pory prze­czy­ta­łam! David w taki cudow­nie pro­sty, zabaw­ny i jed­no­cze­śnie sub­tel­ny spo­sób poka­zu­je nie tyl­ko to, jak wie­le dla nie­go zna­czy moż­li­wość speł­nia­nia się w wyma­rzo­nym zawo­dzie, zwłasz­cza „bycia Dok­to­rem”, ale tak­że jak wie­le ten serial zna­czy dla fanów, zwłasz­cza dzie­ci, któ­re nie ana­li­zu­ją go, tyl­ko po pro­stu wie­rzą i prze­ży­wa­ją… Ależ ten czło­wiek ma pięk­ną duszę! Jeśli nie czy­ta­łaś poda­ję link: http://​www​.doctor​whotv​.co​.uk/​t​e​n​n​a​n​t​s​-​f​o​r​e​w​o​r​d​-​1​7​9​9​.​htm Przy­znam, że spa­dła mi tu jakaś łez­ka, ale wzru­sze­nia, nie smut­ku :D

          • Wyda­je mi się, że Kil­gra­ve powró­ci jako taki pry­wat­ny demon Jes­si­ci, tzn. nie będzie on wspo­mnie­niem, tyl­ko kimś kto ją w pewien spo­sób opę­tał.

            Teo­ria cie­ka­wa i też bra­łam ją pod uwa­gę (po tym, jak zoba­czy­łam zdję­cie Ten­nan­ta z pla­nu). I wyda­je mi się, że może ona być nawet bar­dziej praw­do­po­dob­na od mojej, zwa­żyw­szy na to, że David gościł na pla­nie Jes­si­ci kil­ka dni, a potem zru­dział i zaczął grać w „Dobrym ome­nie” (serio, jak on znaj­du­je czas na te wszyst­kie pro­jek­ty?!) Ale jed­no­cze­śnie nie wyda­je ci się, że robie­nie z Kilgrave'a takie­go maja­ku, demo­na prze­szło­ści, jest tro­chę sztam­po­we (to zna­czy wiem, że wie­le zale­ży od tego, jak to zosta­nie poka­za­ne w seria­lu, ale jed­no­cze­śnie – takie roz­wią­za­nie widzia­łam już w wie­lu innych pro­duk­cjach).

            ja tak mia­łam z „Bro­ad­church” i dopie­ro z Tobą uda­ło mi się pody­sku­to­wać :)

            Dzię­ku­ję! Nie wyobra­żasz sobie, jak miło mi się zro­bi­ło, kie­dy to prze­czy­ta­łam! :) Ty też jesteś pierw­szą oso­bą, z któ­rą mogłam szcze­gó­ło­wo pody­sku­to­wać nie tyl­ko o Bro­ad­church, ale też o Davi­dzie i to tak bez poczu­cia zaże­no­wa­nia, że za bar­dzo się nim zachwy­cam. :)

            Ja mam dwie takie rze­czy, któ­re oglą­dam regu­lar­nie raz w tygo­dniu, serial i pro­gram roz­ryw­ko­wy

            Ale ty lubisz trzy­mać mnie w nie­pew­no­ści! :D Napisz pro­szę, co to za serial i pro­gram roz­ryw­ko­wy (moja szkla­na kula pod­po­wia­da mi, że to może być „Last Week Toni­ght”, cie­ka­we, czy zga­dłam! :)

            Jak byłam mało­la­tą, któ­ra po pro­stu wchła­nia­ła, nie tyl­ko oglą­da­ła "X Files”, to pamię­tam, że dys­ku­to­wa­ło się o tym mie­sią­ca­mi (!)

            Inna spra­wa, że wte­dy seria­li było mniej. Teraz zapy­ta­na znie­nac­ka „jakie seria­le oglą­dasz”, nie potra­fię odpo­wie­dzieć na to pyta­nie bo jest tych tytu­łów za dużo.

            Jakie to pięk­ne, że oni tak wszę­dzie razem i dzie­cia­ki zabie­ra­ją ze sobą :)

            Przy oka­zji, nie wiem, jak to wyglą­da­ło za kuli­sa­mi, ale bar­dzo spodo­ba­ło mi się to, że dzien­ni­ka­rze rela­cjo­nu­ją­cy tam­to wyda­rze­nie usza­no­wa­li pry­wat­ność rodzi­ny Davi­da i żaden z nich nawet nie wspo­mniał, iż aktor poja­wił się na impre­zie z żoną i dzieć­mi.

            Tyle się sły­szy o bru­dach w show biz­ne­se (choć pew­nie nie do koń­ca spra­wie­dli­wie), a pro­szę, oni się tak kocha­ją i wspie­ra­ją, cud­ne :)

            Przy oka­zji muszę tu popeł­nić pewien głu­pi komen­tarz (bo praw­do­po­dob­nie tyl­ko ty go zro­zu­miesz i wyda ci się on śmiesz­ny). Mia­no­wi­cie po całej impre­zie zro­bio­no Davi­do­wi i Geo­r­gii kil­ka zdjęć, na któ­rych oby­dwo­je mie­li nie­co zamy­ślo­ne i poważ­ne miny. I jak to zoba­czy­łam, pomy­śla­łam sobie, że przed tym, jak zro­bi­li im te zdję­cia, Geo­r­gia musia­ła powie­dzieć do męża coś w sty­lu: „Rany Boskie, kolej­na nagro­da, gdzie my ją posta­wi­my? Wszyst­kie pół­ki w domu i gara­żu mamy już zasta­wio­ne! David, wiem, że to będzie dla cie­bie trud­ne, ale musisz przy­sto­po­wać i prze­stać być tak dobrym akto­rem, bo jak tak dalej pój­dzie, będzie­my musie­li kupić więk­szy dom, żeby te wszyst­kie sta­tu­et­ki gdzieś się zmie­ści­ły.” :D

            A tak na serio, bar­dzo zasta­na­wia mnie (i to nie tyl­ko odno­śnie Ten­nan­ta), jak cele­bry­ci prze­cho­wu­ją zdo­by­te przez sie­bie nagro­dy. Czy sta­wia­ją je w domu w loso­wych miej­scach? A może mają „pół­kę sła­wy”. I czy trzy­ma­ją na niej wszyst­kie sta­tu­et­ki, czy tyl­ko te naj­waż­niej­sze? I co z oso­ba­mi, któ­re tak, jak David mają małe dzie­ci – czy trzy­ma­ją swo­je „zdo­by­cze” za ognio i kulo­od­por­ną szy­bą, czy też mają je scho­wa­ne w jakimś pudle w piw­ni­cy, żeby ich dzie­cia­ki się do nich nie dobra­ły i ich przy­pad­kiem nie znisz­czy­ły.

            przed­mo­wa Davi­da do „Doctor Who Com­ple­te Spe­cials DVD”, w któ­rej roz­ma­wia z małym sobą

            Prze­czy­ta­łam i rze­czy­wi­ście jest to zabaw­ne i wzru­sza­ją­ce zara­zem! Dzię­ku­ję, że podzie­li­łaś się ze mną tym zna­le­zi­skiem.

            Przy oka­zji, czy tyl­ko mi się wyda­je, czy też David jest nie tyl­ko mega uta­len­to­wa­nym akto­rem, ale też cał­kiem zdol­nym pisa­rzem? To zna­czy: nie prze­czy­ta­łam jesz­cze jego ese­ju o Szek­spi­rze, któ­ry mi kie­dyś pole­ci­łaś. Ale na przy­kład demo­ty­wa­cyj­no-moty­wa­cyj­ną mowę Ten­nant też napi­sał sobie sam, więc kur­cze – lite­rac­ko on też musi być uzdol­nio­ny.
            (czy wspo­mi­na­łam już, że to strasz­nie nie fair, że jeden czło­wiek posia­da tak wie­le talen­tów? :P )

            I jesz­cze na koniec muszę cię o coś zapy­tać. Ostat­nio obej­rza­łam „True Love” z Davi­dem (nie mam zie­lo­ne­go poję­cia, cze­mu nie zro­bi­łam tego nigdy wcze­śniej). I mam z tym fil­mi­kiem jeden pro­blem (któ­ry znów doty­czy nie tyl­ko Ten­nan­ta, ale ogól­nie akto­rów). Mia­no­wi­cie strasz­nie draż­ni­ło mnie to, że aktor­ka, któ­ra gra­ła żonę boha­te­ra gra­ne­go przez Davi­da, bar­dzo przy­po­mi­na­ła Geo­r­gię. Oczy­wi­ście nie wiem, na ile o wybo­rze aktor­ki do tej roli zade­cy­do­wa­ło jej podo­bień­stwo do żony Ten­nan­ta (i nawet podej­rze­wam, że w trak­cie castin­gu nikt nie zwró­cił na to uwa­gi). Nie­mniej, nie wyda­je ci się, że takie dobie­ra­nie akto­rów jest tro­chę dziw­ne?

          • Mar­le­na Bier

            Ale jed­no­cze­śnie nie wyda­je ci się, że robie­nie z Kilgrave'a takie­go maja­ku, demo­na prze­szło­ści, jest tro­chę sztam­po­we (…)”
            Nie­ste­ty, tak:) Wiesz, tak poza jaki­mi­kol­wiek obiek­tyw­ny­mi argu­men­ta­mi, muszę powie­dzieć z punk­tu widze­nia fana, że ja się po pro­stu pogo­dzi­łam z zakoń­cze­niem histo­rii Kilgrave’a, uwa­ża­jąc je zresz­tą za bar­dzo spra­wie­dli­we, więc przy­wra­ca­nie go do życia w jakiej­kol­wiek for­mie budzi we mnie opór, choć­bym nie wiem jak bar­dzo znów chcia­ła zoba­czyć Davi­da we fio­le­cie z tą gro­zą w oczach… Dla­te­go nie wiem czy mi cza­sem kciu­ki nie odpad­ną od trzy­ma­nia ich za inte­re­su­ją­ce roz­wią­za­nie tego wąt­ku :P Och, i rze­czy­wi­ście, kie­dyż ten David robi to wszyst­ko?! Zanim, jak zauwa­ży­łaś, cudow­nie zru­dział na rzecz „Dobre­go Ome­nu”, wziął udział w kil­ku pomniej­szych pro­jek­tach (BTW, widzia­łam nawet infor­ma­cję, ze w prze­rwach mię­dzy swo­imi sce­na­mi w tej pro­duk­cji pod­kła­da do cze­goś głos), no i jesz­cze prze­cież były spo­tka­nia z fana­mi, więc ja nie wiem jak on to robi! Heheh, jed­nak chy­ba przy­chy­lę się do Two­je­go spo­strze­że­nia, że on musi mieć TAR­DIS w piw­ni­cy albo w sza­fie:)

            Ale ty lubisz trzy­mać mnie w nie­pew­no­ści!”
            Heheh, wca­le nie… no może tro­chę… :P Po pro­stu nie wiem czy moje wynu­rze­nia na tema­ty „poza­da­vi­do­ve” Cię w ogó­le inte­re­su­ją, więc sta­ram się nie kla­pać pazu­ra­mi po kla­wia­tu­rze nie pyta­na :D Jeśli idzie o seria­le, to oglą­dam ich zadzi­wia­ją­co wie­le, jed­nak zazwy­czaj kocham jak feniks, namięt­nie i krót­ko, aż do spa­le­nia, bo potem wszyst­ko jest mdłe:) Dla­te­go uwiel­biam bry­tyj­skie seria­le, o krót­kich sezo­nach i czę­sto krót­kim żywo­cie w ogó­le, choć koń­czą się zanim w ogó­le się do nich przy­zwy­cza­ję, a to dobrze, bo wedle sta­rej zasa­dy, zaba­wę nale­ży pusz­czać, gdy wciąż jesz­cze chce się bawić, z poczu­ciem lek­kie­go nie­do­sy­tu ;D Tak bar­dzo regu­lar­nie z kolei (a to mia­łam na myśli zaga­ja­jąc) to do cał­kiem nie­daw­na oglą­da­łam „Chi­rur­gów”, ale oczy mnie już bolą od prze­wra­ca­nia nimi więc zaprze­sta­łam. Wolę pamię­tać ich zło­te lata :P Jed­nak serial, któ­ry mnie nie­zmien­nie fascy­nu­je, choć mie­wa swo­je „doły”, to „Ame­ri­can Hor­ror Sto­ry”:) Bar­dzo lubię zaba­wę z kon­wen­cją, któ­rą mi ser­wu­ją jego twór­cy. Jeśli zaś idzie o pro­gram roz­ryw­ko­wy to zawsze oglą­dam Gra­ham Nor­ton Show, gdy tyl­ko są nowe odcin­ki (wła­śnie dziś się zaczy­na kolej­ny sezon, jupi :D) oraz, o dzi­wo ,oglą­dam momen­ta­mi głu­pa­wą, ale nie­sa­mo­wi­cie odprę­ża­ją­cą jak dla mnie pol­ską wer­sję pozy­cji zwa­nej „Two­ja twarz brzmi zna­jo­mo”. Uwiel­biam pre­zen­to­wa­ny tam poziom absur­du, ponoć nie­zna­ne szer­szej publicz­no­ści nie­zwy­kłe talen­ty wokal­ne i iry­tu­ją­ce na mak­sa jury, no i fascy­nu­je mnie jak wie­le może zdzia­łać dobra cha­rak­te­ry­za­cja :D

            Cały frag­ment na temat ewen­tu­al­nej reak­cji Geo­r­gii na kolej­ną nagro­dę Davi­da roz­śmie­szył mnie do łez. Fan­ta­stycz­ne spo­strze­że­nie :D Bied­na Geo­r­gia musi pew­ne odku­rzać te wszyst­kie nagro­dy, chy­ba, że je scho­wa w jakiejś skrzy­ni… Zna­jąc jed­nak dzie­cię­ce talen­ty, zasta­na­wiam się cza­sem, czy nie­któ­re nagro­dy nie słu­żą jako ele­ment dom­ków dla lalek, wie­sza­ków na maskot­ki, itp. :D Ja bym tam tatu­sio­wi na pew­no kra­dła takie cac­ka :P Mogła­bym sobie wyobra­zić Davi­da, któ­ry z nie­szczę­śli­wą miną tłu­ma­czy swo­im małym lato­ro­ślom, że to nie­do­brze, iż poma­lo­wa­ły świe­ców­ka­mi jego zło­tą nagro­dę, bo wła­śnie jutro na kola­cję przy­cho­dzi waż­ny gość i powin­na ona dum­nie stać na pół­ce ;D I wiesz co, ja się nigdy nie zasta­na­wia­łam co taki aktor robi póź­niej z nagro­dą, zwłasz­cza jeśli ma ich już spo­ro, zawsze ten moment odbio­ru wyda­wał mi się taki waż­ny, a co potem, nigdy mnie jakoś nie zasta­na­wia­ło. No i masz babo pla­cek, teraz już zasta­na­wia…;)
            Apro­pos zdjęć Geo­r­gii i Davi­da po ostat­nim wrę­cze­niu nagród, szcze­gól­nie ona wyglą­da­ła na zmę­czo­ną. Przy­po­mnia­ło mi się, że David ostat­nio odwo­łał spo­tka­nie z fana­mi z powo­du cho­ro­by w rodzi­nie. Tak sobie pomy­śla­łam, że może mie­li star­cie z jakąś szyb­ko roz­prze­strze­nia­ją­cą się cho­ro­bą dzie­cię­cą, na któ­rą zapa­dła wię­cej niż jed­na lato­rośl, jak np. ospa. W takich przy­pad­kach mat­ka ma za swo­je, więc może bie­dacz­ka po pro­stu od daw­na się nie wyspa­ła porząd­nie…

            Przy oka­zji, czy tyl­ko mi się wyda­je, czy też David jest nie tyl­ko mega uta­len­to­wa­nym akto­rem, ale też cał­kiem zdol­nym pisa­rzem?”
            Wca­le Ci się nie wyda­je moim zda­niem:) David ma na pew­no spo­rą wie­dzę lite­rac­ką, wystar­czy przyj­rzeć się jakie sztu­ki wymie­nia, gdy ktoś go pyta o ulu­bio­ne, zna kla­sy­kę i awan­gar­dę, wie kim byli dada­iści, no i kocha Szek­spi­ra (tak samo jak komik­sy zresz­tą :) hehe ) :D Jed­nak to nigdy nie wystar­cza, żeby być dobrym pisa­rzem, praw­da? David ma do tego napraw­dę lek­kie pió­ro i przede wszyst­kim, co dla mnie zawsze było naj­waż­niej­sze… ma coś do powie­dze­nia. Dodat­ko­wo z jego tek­stów nie bije nawet naj­mniej­sza doza pozo­wa­nia czy egzal­ta­cji, są bar­dzo szcze­re i pro­ste, aż chce się w nie uwie­rzyć. Czy­ta­łam też ostat­nio jego przed­mo­wę do książ­ki Pete­ra Davi­so­na i po raz kolej­ny pomy­śla­łam, że David ma napraw­dę wie­le inte­re­su­ja­cych histo­rii do opo­wie­dze­nia i wszyst­kie są cud­ne, nie­za­leż­nie od mediu­um jakim je prze­ka­zu­je :D

            True love”
            A Ty wiesz, że ja też tego wcze­śniej nie widzia­łam? Jakoś tak zawsze myśla­łam sobie, że zro­bię to póź­niej i posta­no­wi­łam, że już czas, natchnę­łaś mnie… Hmmm… dziw­ne mam uczu­cia wobec tej pro­duk­cji. Uwiel­biam, Dy David gra takich zwy­kłych „sza­ra­ków” (choć on nigdy nie bywa sza­ry tak gwo­li ści­sło­ści). Rany, on znów mnie zasko­czył, bo po raz pierw­szy chy­ba tak bar­dzo pra­gnę­łam polu­bić jego boha­te­ra i nie mogłam, od nie­mal pierw­sze­go momen­tu, jak­bym czu­ła, że tak jego per­fek­cja to taka fasa­da. Nie polu­bi­łam też jego żony, ani „tej dru­giej”, a jed­nak spo­ro póź­niej myśla­łam o tym co zoba­czy­łam, bo jakoś mnie to poru­szy­ło. Moja pierw­sza myśl: „Co ja bym zro­bi­ła, żeby zatrzy­mać przy sobie kogoś takie­go jak Nick? Co bym mu wyba­czy­ła?”. Wra­ca­jąc zaś do Two­je­go spo­strze­że­nia, to masz spo­ro racji. Jest taka sce­na, gdy aktor­ka gra­ją­ca żonę Nic­ka jest krę­co­na z pro­fi­lu i uśmie­cha się patrząc w górę na twarz męża, napraw­dę wyglą­da wte­dy iden­tycz­nie jak Geo­r­gia. Cie­ka­wi mnie bez­czel­nie na ile jest to pro­blem dla Davi­da, oddać zaży­łą rela­cję z kimś, kto jest tak podob­ny, do wła­snej żony. Bo dla mnie to było dziw­ne, jak­bym pod­glą­da­ła domo­we życie praw­dzi­we­go Davi­da, co wzbu­dza­ło we mnie raczej jakiś dziw­ny rodzaj krę­pa­cji bar­dziej niż zado­wo­le­nia…

            Ps. Muszę, po pro­stu muszę pod­kre­ślić, że zdję­cia z pla­nu „Dobre­go Ome­nu” są fan­ta­stycz­ne! Oby to było takie dobre, jak mi się wyda­je, że będzie :D

            Ps.2
            „Ty też jesteś pierw­szą oso­bą, z któ­rą mogłam szcze­gó­ło­wo pody­sku­to­wać nie tyl­ko o Bro­ad­church, ale też o Davi­dzie i to tak bez poczu­cia zaże­no­wa­nia, że za bar­dzo się nim zachwy­cam. :)”
            To dla mnie napraw­dę zaszczyt i ogrom­na przy­jem­ność:)

          • sta­ram się nie kla­pać pazu­ra­mi po kla­wia­tu­rze nie pyta­na :D

            To ja napi­szę (po raz nie wiem, któ­ry ;) że nie musisz się krę­po­wać i możesz pisać o czym chcesz, bo zawsze masz coś cie­ka­we­go do powie­dze­nia, a mi miło czy­ta się two­je komen­ta­rze. :)

            Ame­ri­can Hor­ror Sto­ry” :)

            Och, sko­ro tak, to muszę cię pod­py­tać o ten serial. Sama nigdy go nie oglą­da­łam, ponie­waż jego kli­mat wyda­wał mi się moc­no nie­po­ko­ją­cy. Powiedz, czy moje oba­wy były słusz­ne? Inny­mi sło­wy, czy to jest pro­duk­cja, któ­rą moż­na spo­koj­nie oglą­dać pod­czas jesien­nej „depre­sji” (cudzy­słów jest tu spe­cjal­nie bo nie cho­dzi mi o praw­dzi­we scho­rze­nie, tyl­ko gene­ral­nie o jesien­ny nastrój).

            Gra­ham Nor­ton Show

            Ten wybór wca­le mnie nie dzi­wi. :) Choć sama oglą­dam ten pro­gram tyl­ko wyryw­ko­wo, to też bar­dzo go lubię.

            Ale w takim razie, sko­ro moje przy­pusz­cze­nie oka­za­ło się nie­słusz­ne – w wol­nej chwi­li zer­k­nij na Last Week Toni­ght. To taki pro­gram, w któ­rym Bry­tyj­czyk opo­wia­da Ame­ry­ka­nom, co jest nie tak w ich kra­ju. Bar­dzo mądry, dają­cy do myśle­nia i przy oka­zji dow­cip­ny. Tema­ty tygo­dnia (trwa­ją­ce oko­ło 15 – 20 minut) moż­na legal­nie oglą­dać na YT, nato­miast całe odcin­ki (mają­ce oko­ło pół godzi­ny) są dostęp­ne na HBO. Wrzu­cam jeden odci­nek na zachę­tę (któ­ry dla odmia­ny nie jest o USA, tyl­ko o Bre­xi­cie). Tyl­ko uwa­żaj – ten pro­gram uza­leż­nia! ;)

            https://​www​.youtu​be​.com/​w​a​t​c​h​?​v​=​f​y​V​z​5​v​g​q​BhE

            zasta­na­wiam się cza­sem, czy nie­któ­re nagro­dy nie słu­żą jako ele­ment dom­ków dla lalek, wie­sza­ków na maskot­ki, itp. :D Ja bym tam tatu­sio­wi na pew­no kra­dła takie cac­ka :P Mogła­bym sobie wyobra­zić Davi­da, któ­ry z nie­szczę­śli­wą miną tłu­ma­czy swo­im małym lato­ro­ślom, że to nie­do­brze, iż poma­lo­wa­ły świe­ców­ka­mi jego zło­tą nagro­dę, bo wła­śnie jutro na kola­cję przy­cho­dzi waż­ny gość i powin­na ona dum­nie stać na pół­ce ;D

            Oj, zarów­no ty w mło­do­ści, jak i two­ja cór­ka teraz, musi­cie być bar­dzo grzecz­ny­mi i poko­jo­wo nasta­wio­ny­mi oso­ba­mi. ;) Bo gdy­by mi w dzie­ciń­stwie wpa­dła w ręce jakaś fil­mo­wa nagro­da, to naj­praw­do­po­dob­niej w zaba­wie uży­wa­ła­bym jej jako magicz­nej bro­ni do wal­ki z potwo­ra­mi. I gdy­by na mojej dro­dze sta­nę­ło inne dziec­ko uzbro­jo­ne w broń podob­ne­go typu (a w domu Davi­da takie­go „orę­ża” jest prze­cież spo­ro), zapew­ne wywią­zał­by się mię­dzy nami poje­dy­nek szer­mier­czy. Co z jed­nej stro­ny mogło­by być nie­bez­piecz­ne, bo prze­cież takie nagro­dy mają masę ostrych ele­men­tów (może na tam­tych zdję­ciach Geo­r­gia i David mie­li stra­pio­ne miny, bo uświa­do­mi­li sobie ile ostrych kra­wę­dzi mia­ła nowa nagro­da Ten­nan­ta?). No i zabój­cze dla samych nagród, bo raczej nie wyszły­by one z takie­go star­cia cało. :P

            Dla­te­go ja bar­dziej obsta­wiam, że David raczej cho­wa nagro­dy przed swo­imi dzieć­mi. Dla dobra jed­nych i dru­gich. :D

            Ale jest jesz­cze jed­na moż­li­wość (moim zda­niem w przy­pad­ku Ten­nan­ta cał­kiem praw­do­po­dob­na). Mia­no­wi­cie – może on część tych nagród daje w pre­zne­cie pew­nym ludziom lub insty­tu­cjom? Może np. NTA Spe­cial Reco­gni­tion David dał w pre­zen­cie swo­je­mu tacie. A inne nagro­dy (tro­chę podob­nie, jak Waj­da ze swo­im Osca­rem) – poda­ro­wał do szkół, w któ­rych się uczył, by sta­ły w gablot­ce na kory­ta­rzu i moty­wo­wa­ły do dzia­ła­nia młod­sze poko­le­nia.

            Przy­po­mnia­ło mi się, że David ostat­nio odwo­łał spo­tka­nie z fana­mi z powo­du cho­ro­by w rodzi­nie.

            Tak, też o tym pomy­śla­łam. I to, co napi­sa­łam wyżej oraz w poprzed­nim komen­ta­rzu, słu­ży­ło głów­nie temu, by jakoś zagłu­szyć mój nie­po­kój doty­czą­cy zdro­wia rodzi­ny Davi­da. I mam nadzie­ję, że tak, jak napi­sa­łaś, cho­dzi­ło o coś drob­ne­go, a nie o jakąś gor­szą przy­pa­dłość. :( Poza tym, jeśli rze­czy­wi­ście w grę wcho­dzi­ły dzie­cia­ki lub Geo­r­gia, to znów poka­zu­je, jak dobrym i „gro­un­ded” czło­wie­kiem jest David, któ­ry jak na dobre­go ojca i męża przy­sta­ło – odło­żył pra­cę na bok i zajął się rodzi­ną (choć z dru­giej stro­ny, strasz­nie szko­da mi fanów, któ­rych omi­nę­ło spo­tka­nie z Ten­nan­tem – na ich miej­scu czu­ła­bym się okrop­nie… ale też podzi­wiam ich za wyro­zu­mia­łość :)

            David ma na pew­no spo­rą wie­dzę lite­rac­ką

            Swo­ją dro­gą, bar­dzo urze­kło mnie w jed­nym z wywia­dów, że David stwier­dził, iż chciał­by mieć wię­cej cza­su nie na cho­dze­nie do teatru lub oglą­da­nie fil­mów i seria­li, ale wła­śnie na czy­ta­nie ksią­żek.

            Jed­nak to nigdy nie wystar­cza, żeby być dobrym pisa­rzem, praw­da? David ma do tego napraw­dę lek­kie pió­ro i przede wszyst­kim, co dla mnie zawsze było naj­waż­niej­sze… ma coś do powie­dze­nia.

            Traf­nie to uję­łaś!

            dziw­ne mam uczu­cia wobec tej pro­duk­cji […] spo­ro póź­niej myśla­łam o tym co zoba­czy­łam, bo jakoś mnie to poru­szy­ło.

            Mam dokład­nie tak samo. Pomi­ja­jąc to, na co zwró­ci­łam ci uwa­gę – taka nie­po­zor­na pro­duk­cja, a moc­no daje do myśle­nia i otwie­ra wiel­kie pole do inter­pre­ta­cji (i nad­in­ter­pre­ta­cji pew­nie też ;)

            Ja Nic­ko­wi przede wszyst­kim współ­czu­łam, bo widzia­łam, jakie roz­ter­ki prze­ży­wa. Prze­cież na widok swo­jej byłej na począt­ku zare­ago­wał tak, jak­by zoba­czył dia­bła, któ­ry chce go zwieść na poku­sze­nie. Podo­ba­ło mi się tak­że to, że uczu­cia tego boha­te­ra nie opie­ra­ły się tyl­ko i wyłącz­nie na zasa­dzie: przy­wią­za­nie do żony kon­tra pożą­da­nie do kochan­ki (choć w dużej mie­rze też o to cho­dzi­ło), ale przede wszyst­kim na tym, że on oby­dwie kobie­ty auten­tycz­nie kochał i bez wzglę­du na to, któ­rą z nich by wybrał – wię­cej by stra­cił, niż zyskał.

            W takiej sytu­acji – jak to ład­nie uję­łaś – „tą dru­gą” nale­ża­ło­by uznać za czar­ny cha­rak­ter. W koń­cu to ona była spraw­cą całe­go zamie­sza­nia i ego­istycz­nie dąży­ła do wła­sne­go szczę­ścia nie bacząc na to, że znisz­czy po dro­dze życia innych ludzi. Ale z dru­giej stro­ny – zgod­nie z zasa­dą, że zło­czyń­ca nie wie, iż jest zło­czyń­cą – ona chy­ba nie była do koń­ca świa­do­ma tego, ile szkód wyrzą­dza. I może nawet na począt­ku nie liczy­ła na to, że jej spo­tka­nie z Nic­kiem skoń­czy się na jed­nym spo­tka­niu (gdy­by nie inter­we­nio­wa­ła sio­stra „tej dru­giej”, może Nick nie uległ­by poku­sie?).

            Poza tym intry­go­wa­ło mnie w tej posta­ci to, że skry­wa­ła ona jakąś tajem­ni­cę (i w sumie to dobrze, że jej nie pozna­li­śmy). Dla­cze­go wró­ci­ła do UK i spo­tka­ła się z Nic­kiem? Czy nie ukła­da­ło jej się życie w Kana­dzie? A może dowie­dzia­ła się, że jest prze­wle­kle cho­ra i nie­dłu­go umrze, przez co posta­no­wi­ła jesz­cze raz zoba­czyć męż­czy­znę, któ­re­go kie­dyś bar­dzo kocha­ła? I cze­mu wcze­śniej ucie­kła od Nic­ka? Czy prze­stra­szy­ła ją per­spek­ty­wa bycia w sta­łym związ­ku? A może zaszła w cią­żę i ucie­kła do Kana­dy, bo stwier­dzi­ła, że Nick nie będzie dobrym ojcem? Może spo­tka­ła się z nim, bo chcia­ła mu o tym powie­dzieć, ale koniec koń­ców znów stchó­rzy­ła? A może to wszyst­ko to tyl­ko moja nad­in­ter­pre­ta­cja? :)

            I na koniec żona Nic­ka, któ­ra począt­ko­wo zda­wa­ła się posta­cią nud­ną, potem mnie wku­rzy­ła, bo widać po niej było, iż wie, co się szy­ku­je, ale nie potra­fi­ła odpo­wied­nio poroz­ma­wiać z mężem, nie pró­bo­wa­ła go powstrzy­mać. A na koń­cu oka­za­ło się, że w całej histo­rii to ona była naj­więk­szą boha­ter­ką. I jej dzia­ła­nia nabra­ły inne­go sen­su – odnio­słam wra­że­nie, że kocha­ła ona swo­je­go męża tak moc­no, że zgo­dzi­ła się na to, by to on, samo­dziel­nie pod­jął decy­zję, z kim chce spę­dzić resz­tę życia. Wiesz, coś na zasa­dzie „jak kocha, to wró­ci”.

            Moja pierw­sza myśl: „Co ja bym zro­bi­ła, żeby zatrzy­mać przy sobie kogoś takie­go jak Nick? Co bym mu wyba­czy­ła?”

            Hehe, to jest takie pyta­nie, któ­re gnę­bi mnie za każ­dym razem, gdy widzę taki motyw w popkul­tu­rze (na szczę­ście moje roz­wa­ża­nia są czy­sto teo­re­tycz­ne i szcze­rze wspó­czu­ję wszyst­kim, któ­rzy muszą się nad tym zasta­na­wiać na serio). To zna­czy: jeśli w związ­ku jed­na oso­ba wyba­cza dru­giej zdra­dę, to czy nale­ży to uznać za prze­jaw dobro­ci, czy może za brak aser­tyw­no­ści? A jeśli uzna­my, że to akt miło­sier­dzia, to jeśli zdra­dy będą się powta­rzać, znów: po ilu razach wyba­cza­nie takich „sko­ków w bok” uczy­ni z oso­by wyba­cza­ją­cej fra­je­ra?

            Wiem, że na takie pyta­nia nie da się otrzy­mać jed­no­znacz­nej odpo­wie­dzi, ale po obej­rze­niu „True Love” znów zaczę­łam się nad tym gło­wić. :P

            Cie­ka­wi mnie bez­czel­nie na ile jest to pro­blem dla Davi­da, oddać zaży­łą rela­cję z kimś, kto jest tak podob­ny, do wła­snej żony. Bo dla mnie to było dziw­ne, jak­bym pod­glą­da­ła domo­we życie praw­dzi­we­go Davi­da, co wzbu­dza­ło we mnie raczej jakiś dziw­ny rodzaj krę­pa­cji bar­dziej niż zado­wo­le­nia…

            Tak, czu­łam dokład­nie to samo. A w poprzed­nim komen­ta­rzu nie napi­sa­łam o jesz­cze jed­nej rze­czy, któ­ra spraw, że zaraz poczu­jesz się pew­nie jesz­cze dziw­niej (o ile nie wie­dzia­łaś o tym wcze­śniej).

            Otóż pro­duk­cja opie­ra­ła się na pół-impro­wi­za­cji, czy­li sce­na­riusz luź­no mówił, jak akto­rzy mają się zacho­wy­wać i o czym roz­ma­wiać, a resz­ta zale­ża­ła od nich. David, w któ­rymś wywia­dzie wspo­mi­nał, że cięż­ko mu się z tego powo­du pra­co­wa­ło. Ten wywiad przeczytałam/​posłuchałam/​obejrzałam (już nie pamię­tam, w jakiej on był for­mie), przed zoba­cze­niem „True Love”, więc spe­cjal­nie się tym wyzna­niem Ten­nan­ta nie prze­ję­łam. Nato­miast po obej­rze­niu wystę­pu Davi­da pomy­śla­łam sobie, że pra­ca na pla­nie musia­ła być dla nie­go podwój­nie krę­pu­ją­ca i stre­su­ją­ca, bo prze­cież musiał impro­wi­zo­wać róż­ne­go rodza­ju roman­tycz­ne zacho­wa­nia. I to na doda­tek z aktor­ką, któ­ra przy­po­mi­na­ła jego żonę. Przez co kur­cze – choć pierw­szy odci­nek „True Love” sam w sobie nie był zły, to Davi­do­wi szcze­rze współ­czu­ję, że pra­co­wał w tej pro­duk­cji. :(

            zdję­cia z pla­nu „Dobre­go Ome­nu” są fan­ta­stycz­ne! Oby to było takie dobre, jak mi się wyda­je, że będzie :D

            Gdy­by w „Dobrym ome­nie” wystę­po­wał Ficht­ner, bo bym się mar­twi­ła. W przy­pad­ku Davi­da nie mam żad­nych obaw – on ma nosa do gra­nia w dobrych pro­duk­cjach. ;)

          • Mar­le­na Bier

            Pyta­nie, któ­re zada­łaś mi odno­śnie „Ame­ri­can Hor­ror Sto­ry” oka­za­ło się dla mnie jed­nak trud­ne i spra­wi­ło, że tro­chę się zadu­ma­łam nad tą moją fascy­na­cją :D Już tłu­ma­czę dla­cze­go :) Widzisz, nigdy nie prze­pa­da­łam za hor­ro­ra­mi. Te, w któ­rych zabój­cy uga­nia­li się za ofia­ra­mi, żeby wyto­czyć hek­to­li­try krwi uwa­ża­łam za obrzy­dli­we, te z nie­co sub­tel­niej­szy­mi stra­szy­dła­mi z kolei potwor­nie mnie prze­ra­ża­ły. Bo ja nor­mal­nie jestem z tych, któ­rzy wie­czo­rem wydłu­żą tra­sę, żeby nie prze­cho­dzić po ciem­ku przez cmen­tarz ;) Mimo to obej­rza­łam kil­ka takich pozy­cji, cho­ciaż po takim sean­sie zej­ście do piw­ni­cy sta­no­wi­ło wyczyn :) Sko­ro teraz znasz już kon­tekst, mogę wró­cić do meri­tum. Skła­ma­ła­bym, gdy­bym powie­dzia­ła, że nie bałam się przy „Ame­ri­can hor­ror sto­ry”. Uczci­wie mówiąc jest tam tak­że spo­ro scen, któ­re bywa­ją krwa­we albo potwor­ne (dla mnie naj­gor­szy potwór ze wszyst­kich serii to moc­no gro­te­sko­wo strasz­ny klaun, więc to mówi samo za sie­bie)… Tyle tyl­ko, że choć histo­ria w każ­dej serii jest spój­na, to wyczu­wa się cały czas zaba­wę kon­wen­cją, coś takie­go nie do koń­ca poważ­ne­go, pomie­sza­nie zna­nych moty­wów, coś gro­te­sko­we­go, coś prze­sa­dzo­ne­go, takie tro­chę nabi­ja­nie się z tego ame­ry­kań­skie­go wzor­ca hor­ro­ru… Być może dla­te­go, choć bywa­ły dresz­cze i cho­wa­nie gło­wy pod kocem, ani razu nie bałam się zga­sić na noc świa­tła po żad­nym odcin­ku serii, choć sezon ze szpi­ta­lem psy­chia­trycz­nym w tle był bar­dzo bli­ski wpro­wa­dze­nia mnie w taki stan. Cud­nym zabie­giem jest też to, ze w kolej­nych seriach poja­wia­ją się Ci sami akto­rzy, ale wcie­la­ją­cy się w inne posta­ci, co dodat­ko­wo spra­wia, że czu­je­my się raczej jak w baj­ce, niż rze­czy­wi­ście strasz­nym świe­cie i pozwa­la łatwiej wytłu­ma­czyć sobie, że wszak to tyl­ko film wła­śnie… Oprócz przy­zwo­itej daw­ki, moim zda­niem, zdro­we­go stra­chu, ja uwiel­biam odkry­wać moty­wy, nawią­za­nia i powią­za­nia, któ­re nawet taki hor­ro­ro­wy laik z łatwo­ścią odkry­je :) No i każ­dy fan „Ame­ri­can…” ma swo­ją ulu­bio­ną serię… Ja naj­bar­dziej lubię „Fre­ak show” za to, że w bar­dzo wia­ry­god­ny i inte­re­su­ją­cy spo­sób radzi sobie z moty­wem, któ­ry już daw­no wymarł w świa­to­wej lite­ra­tu­rze i kine­ma­to­gra­fii i poka­zu­je, ze wyna­tu­rze­nie i strach mogą mieć dopraw­dy róż­ne, nie­spo­dzie­wa­ne obli­cza. Jako cie­ka­wost­kę powiem Ci, że moją fascy­na­cję podzie­la trój­ka moich zna­jo­mych i każ­de z nas jest fanem inne­go sezo­nu :D Tak­że reasu­mu­jąc, „AHS” bywa strasz­ny, ale zalud­nia­ją go takie wyol­brzy­mio­ne „potwo­ry z sza­fy”, tym­cza­sem dla mnie zawsze strasz­niej­sze było to, co tak bar­dzo ocie­ra się o praw­dę, że spra­wia, iż mnie tak­że mogło się to przy­tra­fić, a tego w „AHS” jak dla mnie jest mało:)

            (…)w wol­nej chwi­li zer­k­nij na Last Week Toni­ght”
            Dzię­ku­ję Ci za pole­ce­nie:) Rze­czy­wi­ście to jest świet­ne i oba­wiam się, że mimo noto­rycz­ne­go bra­ku cza­su wła­śnie doda­łam kolej­ny punkt do mojej żela­znej listy widza :)

            Mia­no­wi­cie – może on część tych nagród daje w pre­zen­cie pew­nym ludziom lub insty­tu­cjom?”
            Bar­dzo podo­ba mi się to spo­strze­że­nie i rze­czy­wi­ście, tak bar­dzo paso­wa­ło­by do Davi­da :) Wyda­je mi się, że on nie nale­ży do osób, któ­re kuły­by gości po oczach taki­mi tro­fe­ami, bo on prze­cież z takim cud­nym zaże­no­wa­nie reagu­je na kolej­ne pochwa­ły. Z dru­giej jed­nak stro­ny wyda­je się być też typem oso­by, któ­ra nie chcia­ła­by oka­zać bra­ku sza­cun­ku wszyst­kim, któ­rzy mu ten oczy­wi­sty wyraz uzna­nia wrę­czy­li. Hehe, dyle­ma­ty suk­ce­su … :) Dla­te­go Two­je roz­wią­za­nie było­by ide­al­ne ;) Och, a Two­ja uwa­ga odno­śnie cho­wa­nia nagród przed dzieć­mi uba­wi­ła mnie set­nie :) Oj, chy­ba masz racje, jeste­śmy chy­ba z moją mało bar­dzo poko­jo­wo nasta­wio­ne, bo na takie wyko­rzy­sta­nie fil­mo­wych nagród w życiu bym nie wpa­dła :P
            „(…) że David stwier­dził, iż chciał­by mieć wię­cej cza­su (…) wła­śnie na czy­ta­nie ksią­żek.”
            To jed­na z tych rze­czy, któ­ry­mi David pod­bi­ja moje ser­ce. Jesz­cze bar­dziej zaś uwiel­biam znów jego szcze­rość w tej kwe­stii :) David nie sili się nigdy na wymie­nia­nie tytu­łów ksią­żek po to, żeby zabły­snąć. Jest jed­ną z nie­wie­lu osób, któ­rym napraw­dę wie­rzę, gdy do ulu­bio­nych ksią­żek, bez żad­nej dozy sno­bi­zmu, zali­cza­ją dzie­ła Szek­spi­ra czy „Lot nad kukuł­czym gniaz­dem”, jed­no­cze­śnie rado­śnie przy­zna­jąc się do swo­jej miło­ści do komik­sów :) A wiesz, że jego ulu­bio­nym gatun­kiem książ­ko­wym (oczy­wi­ście tym do któ­re­go publicz­nie się przy­zna­je heh :)), czy­ta­nym do podusz­ki dla roz­ryw­ki, są bio­gra­fie? Kie­dyś przy­znał, że ludzie opi­sy­wa­ni na ich kar­tach są dla nie­go inspi­ra­cją:)

            „True love” (…)taka nie­po­zor­na pro­duk­cja, a moc­no daje do myśle­nia i otwie­ra wiel­kie pole do inter­pre­ta­cji (i nad­in­ter­pre­ta­cji pew­nie też ;)”
            Oj tak, żebyś wie­dzia­ła… Masz spo­ro racji pisząc o tym, jak boha­te­ro­wie wal­czą tu ze swo­imi uczu­cia­mi. Jed­nak dla mnie ta pro­duk­cja jest zadzi­wia­ją­co bole­sna. Kie­dyś mia­łam na ten temat bar­dzo zde­cy­do­wa­ne zda­nie, będąc pew­ną, że zdra­da jest jedy­ną rze­czą, któ­rej nigdy bym nie wyba­czy­ła. Dzi­siaj już tak nie jest, choć na szczę­ście nie musia­łam dotąd spraw­dzać tego na wła­snej skó­rze… Wiem jed­nak, że jeśli w związ­ku coś się nie ukła­da, to nigdy nie jest wina jed­nej ze stron, a praw­da zawsze leży gdzieś mniej wię­cej po środ­ku. Z tej samej przy­czy­ny uwa­żam, że wyba­cze­nie zdra­dy jest moż­li­we, ale nie jest moż­li­we jej zapo­mnie­nie, bo zabie­ra ona to, co moim zda­niem jest naj­waż­niej­szą ludz­ką potrze­bą, czy­li poczu­cie bez­pie­czeń­stwa. Nie polu­bi­łam Nic­ka, bo myślę, że jak ulał paso­wa­ło­by do nie­go tłu­ma­cze­nie, któ­rym Mark ura­czył Beth w „Bro­ad­church”. Nick tak­że spo­koj­nie mógł­by wygło­sić tyra­dę o tym, jak nud­ne sta­ło się jego ide­al­ne życie, z zawsze łagod­ną, ślicz­ną żon­ką, sta­bil­ną pra­cą i dom­kiem z ogród­kiem, i jak pocią­ga­ją­ca sta­ła się nagle ta pierw­sza miłość. Oba­wiam się też, że nie­ste­ty jego żona dała mu swo­ją bier­no­ścią ciche przy­zwo­le­nie na to, co wyda­rzy­ło się póź­niej, a on tro­chę wyko­rzy­stał sytu­ację, dopu­ścił się zdra­dy, bo po pro­stu mógł… Jed­nak to sta­re uczu­cie nie dawa­ło gwa­ran­cji, bez­pie­czeń­stwa, cie­pła, jedy­nie ten dreszcz emo­cji, moty­le w brzu­chu, nic na czym moż­na by budo­wać… Myślę, ze Nick wró­cił do żony, bo zro­zu­miał, że ta pro­sta miłość, poca­łu­nek w dłoń, cie­pła her­ba­ta na sto­le, są jed­nak wię­cej war­te niż nagłe pory­wy ser­ca, a przy­naj­mniej w to chcę wie­rzyć. Bar­dzo dużo dała mi do myśle­nia sce­na przy­pad­ko­we­go spo­tka­nia „tej dru­giej” i żony Nic­ka. Pierw­sza nie przy­zna­ła się, że już spo­tka­ła Nic­ka, dru­ga zaś ani sło­wem nie zająk­nę­ła się o tym, ze jest jego żoną, choć z póź­niej­szych scen wyni­ka­ło, że zna­ła prze­szłość męża. Jak­by celo­wo uni­ka­ły tema­tu o naj­waż­niej­szym dla nich męż­czyź­nie… Myślę, że wie­le mogło­by poto­czyć się ina­czej, gdy­by tu kto­kol­wiek z kim­kol­wiek chciał szcze­rze poroz­ma­wiać. Nawet roz­mo­wy Nic­ka z kochan­ką nie są szcze­re, nicze­go nie wyja­śnia­ją, nicze­go nie obie­cu­ją… Dla mnie ostat­nia sce­na to akt bar­dzo wiel­kiej odwa­gi i siły ze stro­ny żony, ale też tro­chę jej sła­bość. Ja bym tam cho­ciaż zapy­ta­ła dla­cze­go i mój mąż usły­szał­by jak bar­dzo mnie to zabo­la­ło, patrząc mu w oczy powie­dzia­ła­bym, że wiem o wszyst­kim, a do wyba­cze­nia potrze­bo­wa­ła­bym choć­by „prze­pra­szam” ina­czej nigdy nie prze­sta­ła­bym szu­kać win w sobie… Tak­że moim zda­niem powrót Nic­ka do domu to takie poło­wicz­ne zwy­cię­stwo, a cier­nie w ser­cu lubią kłóć cza­sa­mi…
            Jeśli zaś idzie o samą pro­duk­cję to nie wie­dzia­łam, że jest na wpół impro­wi­zo­wa­na (to chy­ba jedy­na z obej­rza­nych prze­ze mnie pro­duk­cji z Davi­dem, na temat któ­rej nie prze­czy­ta­łam jesz­cze ani jed­ne­go wywia­du czy recen­zji :P). Rze­czy­wi­ście, musia­ło to być dla nie­go trud­ne… Nie dość, że on się nie­zbyt pew­nie czu­je w takich impro­wi­zo­wa­nych sytu­acjach (co wie­le razy pod­kre­ślał mówiąc o „Nati­vi­ty 2”), to jesz­cze musiał grać u boku aktor­ki tak podob­nej do żony. Pozo­sta­je tyl­ko podzi­wiać to, co mu osta­tecz­nie wyszło, bo jak zwy­kle nie ma w tej kre­acji nawet śla­du stra­chu czy nie­pew­no­ści, za to jest dużo zna­jo­mo­ści ludz­kie­go cha­rak­te­ru, zwłasz­cza w sfe­rze emo­cjo­nal­nej, takich drob­nych gestach i minach, któ­ry­mi David odda­je o wie­le wię­cej niż tysią­cem słów.
            No i na koniec muszę dodać, że spoj­rza­łam tak­że na pozo­sta­łe czę­ści serii i jestem bar­dzo pozy­tyw­nie zasko­czo­na. W kinie i tele­wi­zji moż­na bar­dzo wie­le usły­szeć o miło­ści, ale raczej tej wyide­ali­zo­wa­nej, wyso­ce roman­tycz­nej. Tym­cza­sem ta seria jest mi jakoś tak bli­ska, poka­zu­je dyle­ma­ty znacz­nie bar­dziej praw­dzi­we niż tyl­ko i wyłącz­nie zasta­na­wia­nie się nad tym jaki make-up wybrać na rand­kę ;) Nie każ­da z postaw mnie zachwy­ca, ale to co moim zda­niem się twór­com uda­ło, to uka­za­nie, że miłość ma róż­ne obli­cza i na pew­no nie jest łatwa, no i że o wie­le trud­niej­sze i bar­dziej inte­re­su­ją­ce jest to, co dzie­je się po sło­wach „I żyli dłu­go i szczę­śli­wie…”

          • Ame­ri­can Hor­ror Sto­ry”

            Dzię­ku­ję za obszer­ne wyja­śnie­nie! Prze­ko­na­łaś mnie – przyj­rzę się tej pro­duk­cji w wol­nej chwi­li. :)

            wła­śnie doda­łam kolej­ny punkt do mojej żela­znej listy widza :)

            Hehe, cie­szę się, że cię zara­zi­łam! W takim razie pod­po­wiem ci jesz­cze, żebyś w wol­nej chwi­li zer­k­nę­ła tak­że na sta­re odcin­ki. Co praw­da wie­le z nich poru­sza kwe­stie, któ­re były aktu­al­ne tyl­ko w chwi­li emi­sji albo doty­czą głów­nie USA, ale to wca­le nie prze­szka­dza w ich oglą­da­niu. ;)

            ta pro­sta miłość, poca­łu­nek w dłoń, cie­pła her­ba­ta na sto­le, są jed­nak wię­cej war­te niż nagłe pory­wy ser­ca

            To jest chy­ba naj­pięk­niej­sze i naj­praw­dziw­sze zda­nie o miło­ści, jakie kie­dy­kol­wiek prze­czy­ta­łam! :)

            Dla mnie ostat­nia sce­na to akt bar­dzo wiel­kiej odwa­gi i siły ze stro­ny żony, ale też tro­chę jej sła­bość. Ja bym tam cho­ciaż zapy­ta­ła dla­cze­go i mój mąż usły­szał­by jak bar­dzo mnie to zabo­la­ło, patrząc mu w oczy powie­dzia­ła­bym, że wiem o wszyst­kim, a do wyba­cze­nia potrze­bo­wa­ła­bym choć­by „prze­pra­szam” ina­czej nigdy nie prze­sta­ła­bym szu­kać win w sobie…

            Tu muszę się z tobą tro­chę posprze­czać, bo ja ode­bra­łam tą ostat­nią sce­nę ina­czej – wła­śnie jako coś, co nastą­pi­ło po takiej dłu­giej, szcze­rej i bole­snej roz­mo­wie, któ­ra po pro­stu odby­ła się poza kadrem. I mi się to nie­do­po­wie­dze­nie bar­dzo podo­ba­ło, ta suge­stia, że roz­mo­wa nastą­pi­ła, ale nam, widzom, jej nie poka­za­no.

            No i na koniec muszę dodać, że spoj­rza­łam tak­że na pozo­sta­łe czę­ści serii i jestem bar­dzo pozy­tyw­nie zasko­czo­na.

            O widzisz, a ja ich nie obej­rza­łam. W takim razie, sko­ro piszesz, że pro­duk­cja jest tak dobra, muszę zmie­nić ten stan rze­czy. Dzię­ku­ję za pole­ce­nie! :)

  • Pingback: Fantastyczny kosmita z Wielkiej Brytanii | Dyrdymały Filmowo‑Serialowe()

  • Pingback: Ratunku, kosmita ukradł mi serce! | Dyrdymały Filmowo‑Serialowe()

  • Pingback: Kapitan Jack i kosmici z Cardiff | Dyrdymały Filmowo‑Serialowe()

  • Pingback: Fajniejszy nie zawsze znaczy lepszy | Dyrdymały Filmowo‑Serialowe()

  • Pingback: Czy ten pan ma klucze do TARDIS? | Dyrdymały Filmowo‑Serialowe()

  • Pingback: TARDIS od kuchni | Dyrdymały Filmowo‑Serialowe()

  • Pingback: Migawki z życia Doktora | Dyrdymały Filmowo‑Serialowe()