Dyrdymały Filmowo‑Serialowe

Dyrdymały Filmowo‑Serialowe

oraz inne związane z tym głupoty

Szaleństwo Serialowe, Tydzień z Battlestar Galactica, Wpisy Archiwalne - Blogspot:

Praw­dzi­we Gwiezd­ne Woj­ny

[ Tydzień z Battlestar Galactica ]
Dzień drugi: Battlestar Galactica

„Naj­lep­szy serial scien­ce-fic­tion. Ba, w ogó­le naj­lep­szy serial, jaki kie­dy­kol­wiek powstał. Coś, co każ­dy powi­nien zoba­czyć. Naj­wspa­nial­szy, naj­mą­drzej­szy, naj­ge­nial­niej­szy” – mniej wię­cej takie opi­nie sły­sza­łam o Bat­tle­star Gala­cit­ca i to na dłu­go przed tym, jak w zeszło­rocz­ne waka­cje zasia­dłam do jego oglą­da­nia. Poprzecz­kę zawie­si­łam więc dość wyso­ko.

Wcze­śniej obej­rza­na Capri­ca mi się podo­ba­ła, ale powiedz­my sobie szcze­rze – to nie był serial, któ­ry wgnia­tał w fotel i powo­do­wał opad szczę­ki. Dla­te­go też do Bat­tle­star Galac­ti­ca pode­szłam tak samo, jak do wszyst­kich innych rze­czy, któ­ry­mi zachwy­ca się ogół spo­łe­czeń­stwa, czy­li dość nie­uf­nie. Po pro­stu nie wie­rzy­łam, że ten serial może być tak fan­ta­stycz­ny, jak wszy­scy mówią. Ale, jak się szyb­ko prze­ko­na­łam – tym razem ludzie z inter­ne­tu mię­li rację. A świat Bat­tle­star Galac­ti­ca zachwy­cił mnie tak bar­dzo, że do tej pory nie mogę wyjść z podzi­wu.

Meta widocz­na już na star­cie

Cylo­ni nie­spo­dzie­wa­nie zaata­ko­wa­li. Dwa­na­ście Kolo­ni Kobo­lu zosta­ło znisz­czo­nych, a cała ludz­ka rasa ule­gła zagła­dzie. Pra­wie cała. Oca­le­li szczę­śliw­cy, któ­rzy w trak­cie ata­ku prze­by­wa­li na stat­kach kosmicz­nych, któ­rych z kolei jakimś cudem Cylo­ni nie zmie­ni­li w kosmicz­ny złom.

Dobra wia­do­mość jest taka, że wśród wszyst­kich będą­cych na cho­dzie stat­ków, znaj­du­je się okręt wojen­ny, tytu­ło­wy Bat­tle­star Galac­ti­ca. Zła nato­miast, że jest to jed­nost­ka dość prze­sta­rza­ła, w poło­wie prze­ro­bio­na na muzeum i wła­ści­wie nie­zdol­na do wal­ki. I na doda­tek z kapi­ta­nem w wie­ku przed­eme­ry­tal­nym. O kontr­ata­ku nie ma więc mowy. Oca­la­łym ludziom nie pozo­sta­je więc nic inne­go, jak tyl­ko wziąć nogi za pas i uciec na dru­gi koniec galak­ty­ki, w nadziei, że tam znaj­dzie się pla­ne­ta, któ­rą będzie moż­na zasie­dlić. I o ist­nie­niu któ­rej nie dowie­dzą się Cylo­ni.

Battlestar Galactica Fleet

Wszy­scy na pokład!

źró­dło: Wal­king Taco

Powiem szcze­rze: gdy­bym do oglą­da­nia Bat­tle­star Galac­ti­ca zasia­dła w dniu emi­sji pilo­to­we­go odcin­ka, w grud­niu 2003 roku, bała­bym się, że głów­ni boha­te­ro­wie będą prze­mie­rzać prze­strzeń kosmicz­ną przez dzie­sięć sezo­nów albo i dłu­żej – dopó­ty, dopó­ki nie skoń­czy się im pali­wo, jakim są widzo­wie. Na szczę­ście serial posia­da tyl­ko czte­ry sezo­ny. I nie obu­rzaj­cie się, że uży­wam tu zwro­tu „na szczę­ście”. Bo jak śpie­wał Per­fect: trze­ba wie­dzieć kie­dy ze sce­ny zejść nie­po­ko­na­nym. I twór­cy Bat­tle­star Galac­ti­ca wedle tej zasa­dy postą­pi­li, stwa­rza­jąc serial ide­al­ny, w któ­rym nie ma ani jed­ne­go nie­po­trzeb­ne­go odcin­ka, a wszyst­ko jest prze­my­śla­ne i zda­je się od same­go począt­ku dążyć do tego, co sta­ło się na koń­cu.

Gene­ral­nie wyda­je mi się, że serial miał duże szczę­ście – do akto­rów, sce­na­rzy­stów, reży­se­rów, pro­du­cen­tów i wszyst­kich innych osób, któ­re za nie­go odpo­wia­da­ły. Szczę­ście, pole­ga­ją­ce na tym, że wie­dzie­li oni kie­dy podróż Bat­tle­sta­ra skoń­czyć. A to jest napraw­dę dużą sztu­ką.

Zasa­dy są po to, żeby je łamać!

Począt­ko­wo może się wyda­wać, że Bat­tle­star Galac­ti­ca jest dość typo­wą pro­duk­cją scien­ce-fic­tion. Posta­ci są sza­blo­no­we, a sama histo­ria bar­dzo podob­na do innych, któ­re w kinie były nam poka­zy­wa­ne wcze­śniej. Szyb­ko oka­zu­je się jed­nak, że twór­cy seria­lu dobrze zna­li kon­wen­cję, bawi­li się nią i czę­sto prze­ła­my­wa­li utar­te sche­ma­ty.

Battlestar Galactica Characters

Coś wam to przy­po­mi­na? Pozo­ry mogą mylić!

źró­dło: Games Radar

Co robi stan­dar­do­wy, dobry fil­mo­wy przy­wód­ca, gdy orien­tu­je się, że część z jego ludzi nie jest w sta­nie uciec przed wro­giem? Oczy­wi­ście wygła­sza pate­tycz­ne prze­mó­wie­nie, w któ­rym stwier­dza, że we leave no man behind, a potem, w jakiś cudow­ny spo­sób wszyst­kich uda­je się w ostat­niej chwi­li ura­to­wać. Kie­dy więc w pilo­cie Bat­tle­star Galac­ti­ca mia­ła miej­sce podob­na sytu­acja i pre­zy­dent Roslin zosta­wi­ła na pastwę Cylo­nów pasa­że­rów stat­ków kosmicz­nych, któ­re nie posia­da­ły napę­du nad­świetl­ne­go, gapi­łam się w ekran z zasko­cze­niem oraz podzi­wem. Bo takie­go obro­tu spraw się nie spo­dzie­wa­łam. I wte­dy po raz pierw­szy pomy­śla­łam „wow, ten serial jest napraw­dę nie­zły”. A potem scen takich, jak ta z pilo­ta było jesz­cze wię­cej.

Nie jesteś widzem, jesteś pasa­że­rem Bat­tle­sta­ra

Dobry film lub serial to taki, w któ­rym lubi­my głów­nych boha­te­rów i kibi­cu­je­my im bez wzglę­du na wszyst­ko. Genial­ny film lub serial posia­da nato­miast boha­te­rów, co do któ­rych w trak­cie oglą­da­nia, co naj­mniej kil­ka­krot­nie zmie­ni­my zda­nie. A czy wspo­mi­na­łam już, że Bat­tle­star Galac­ti­ca jest seria­lem genial­nym?

Naj­pro­ściej rzecz ujmu­jąc, mamy tu sytu­ację podob­ną, jak w Capri­ce, czy­li nale­ży uwa­żać, kogo się lubi, bo twór­cy seria­lu byli cwa­ny­mi i okrut­ny­mi bestia­mi – wie­dzie­li, z kim będzie­my sym­pa­ty­zo­wać i spra­wia­li, że zaczy­na­li­śmy poczy­na­nia naszych ulu­bień­ców kwe­stio­no­wać… Po to tyl­ko, by po jakimś cza­sie znów przed­sta­wić dane posta­ci w bar­dziej pozy­tyw­ny spo­sób.

Battlestar Galactica Ship

Jeśli wcią­gnie­cie się w oglą­da­nie seria­lu (a wcią­gnie­cie na pew­no!), szyb­ko zorien­tu­je­cie się, że sta­tek Bat­tle­star Galac­ti­ca kocha­cie bar­dziej, niż cho­ciaż­by Soko­ła Mil­le­nium.

źró­dło: Bat­tle­star Galac­ti­ca Fan­dom Wiki

O ile jed­nak w Capri­ce boha­te­rów było zale­d­wie kil­ku, tak w Bat­tle­star Galac­ti­ca jest ich znacz­nie wię­cej. I wszy­scy, nawet ci naj­bar­dziej dru­go­pla­no­wi są istot­ni, ludz­cy i bar­dzo praw­dzi­wi. Gdy któ­ryś z nich jest szczę­śli­wy – cie­szy­my się razem z nim. Gdy cier­pi – my też cier­pi­my. A jeśli ginie – odczu­wa­my jego stra­tę.

Ale twór­cy Bat­tle­star Galac­ti­ca swój geniusz w ope­ro­wa­niu boha­te­ra­mi poka­zu­ją w jesz­cze jeden spo­sób. Mia­no­wi­cie nawet po kil­ku sezo­nach potra­fią wpleść do fabu­ły nowe posta­ci, zain­te­re­so­wać nimi widzów, ale jed­no­cze­śnie spra­wić, że nie są to oso­by, któ­re odbie­ra się jako zupeł­nie obce. Tak było cho­ciaż­by z Romo Lamp­ki­nem (tak przy­zna­ję, w tą postać wcie­lił się Mark Shep­pard, któ­ry zawsze doda­je +50 do faj­no­ści gra­nym przez sie­bie boha­te­rów, ale mniej­sza o to).

Battlestar Galactica Mark Sheppard

Na wypa­dek, jak­by­ście nie wie­rzy­li mi na sło­wo – kard z Bat­tle­star Galac­ti­ca z Mar­kiem Shep­par­dem.

źró­dło: kethi­nov

Oczy­wi­ście na Bat­tle­sta­rze oraz innych stat­kach kosmicz­nych znaj­du­je się peł­no pań i panów. A dodat­ko­wo ludz­ki gatu­nek jest na skra­ju wymar­cia. Dla­te­go też wcze­śniej czy póź­niej w Bat­tle­star Galac­ti­ca musia­ły zaist­nieć jakieś rela­cje dam­sko-męskie. Ale tego typu wąt­ki twór­com seria­lu tak­że uda­ło się przed­sta­wić w odpo­wied­ni spo­sób. Inny­mi sło­wy: znów wszyst­ko było w tej kwe­stii bar­dzo praw­dzi­we: momen­ta­mi roman­tycz­ne, cza­sa­mi dra­ma­tycz­ne, ale zawsze pozba­wio­ne ckli­wo­ści oraz innych ele­men­tów typo­wych dla tanich roman­si­deł.

Co wię­cej w tym wypad­ku tak­że prze­ła­ma­ne zosta­ły pew­ne sche­ma­ty. Bo naj­cie­kaw­szy wątek miło­sny nie doty­czył boha­te­rów pięk­nych i mło­dych tyl­ko… albo nie, tego nie będę wam spo­ile­ro­wać.

Battlestar Galactica Apollo Starbuck

Fot­ka dla zmył­ki, bo nie, ta para wca­le nie była w seria­lu naj­cie­kaw­sza!

źró­dło: Kie­ron­mo­ore

Naj­waż­niej­sze jed­nak jest to, iż wszyst­ko, co napi­sa­łam wyżej spra­wia, że z cza­sem prze­sta­je­my być po pro­stu widza­mi seria­lu. Zaczy­na­my zży­wać się z zało­gą Galac­ti­ki. Ba, nawet uży­wać takich samych prze­kleństw, jak oni. A potem nagle, z lek­kim zasko­cze­niem odkry­wa­my, że gdy któ­ryś z boha­te­rów, ku pokrze­pie­niu serc krzy­czy So say we all, my wykrzy­ku­je­my to mot­to razem z nim.

Cylo­ni i inne strasz­ne stwo­ry

Głów­ny­mi anta­go­ni­sta­mi w Bat­tle­star Galac­ti­ca są robo­ty nazy­wa­ne Cylo­na­mi. Na pierw­szy rzut oka przy­po­mi­na­ją oni Ter­mi­na­to­ry – są bez­dusz­ni, nie­po­ko­na­ni i nie do zatrzy­ma­nia. Ale z cza­sem ten sche­mat też został zła­ma­ny i poka­za­no nam, że są to stwo­ry rów­nie ludz­kie, jak my sami. A może nawet bar­dziej.

Przy czym naj­strasz­niej­sze jest to, cze­go nie widać. Dwu­na­stu Cylo­nów nie jest z bla­chy i wyglą­da jak zwy­kli ludzie. A to spra­wia, że my, pasa­że­ro­wie Bat­tle­sta­ra, sta­je­my się podejrz­li­wi. Bo wro­giem może być każ­dy. Przy­glą­da­my się wni­kli­wie mija­nym na pokła­dzie Galac­ti­ki ludziom. Kto jest przy­ja­cie­lem, a kto wro­giem? Co praw­da, jeśli oglą­da­li­śmy wcze­śniej Capri­cę może­my wykre­ślić z listy podej­rza­nych dwie oso­by. Poza tym jed­nak – niko­go nie może­my być pew­ni.

Cylon Evolution

Żart, któ­ry zro­zu­mie­cie dopie­ro po obej­rze­niu seria­lu.

źró­dło: io9

Pomy­śli­cie być może, że jak serial jest scien­ce-fic­tion, to muszą w nim być kosmi­ci. Nie wiem, czy twór­cy Bat­tle­star Galac­ti­ca pla­no­wa­li poka­zać jakieś zie­lo­ne ludzi­ki, ale nawet jeśli – musie­li zmie­nić zda­nie z powo­du Edwar­da Jame­sa Olmo­sa, czy­li akto­ra gra­ją­ce­go jed­ną z głów­nych posta­ci – gene­ra­ła Wil­lia­ma Ada­mę. Cze­mu? Olmos zastrzegł w swo­im kontr­ak­cie, że jeśli tyl­ko zoba­czy na pla­nie kosmi­tę, natych­miast zre­zy­gnu­je z pra­cy w seria­lu. Czy jego upór, wstręt do ufo­lud­ków i wyma­ga­nia z tym zwią­za­ne były słusz­ne? Chy­ba tak, bo brak kosmi­tów nie tyl­ko nie prze­szka­dza, ale wręcz jest dodat­ko­wym plu­sem, spra­wia­ją­cym, że serial jest bar­dziej real­ny.

Battlestar Galactica Cylons

Skąd w ogó­le w seria­lu wzię­li się Cylo­ni? Tak, jak w innych „baj­kach”, zosta­li zbu­do­wa­ni przez ludzi.

źró­dło: kethi­nov

Jed­nak naj­groź­niej­szy­mi posta­cia­mi w Bat­tle­star Galac­ti­ca nie są Cylo­ni, tyl­ko ludzie. A to, jak bar­dzo czło­wiek czło­wie­ko­wi potra­fi być wil­kiem serial zapre­zen­to­wał w chy­ba każ­dy moż­li­wy spo­sób: począw­szy od kon­flik­tów na tle reli­gij­nym, poprzez takie spo­łecz­no-kla­so­we, a na poli­tycz­nych skoń­czyw­szy. Przy czym, co waż­ne, zawsze były tutaj przed­sta­wia­ne racje oby­dwu stron i sce­na­rzy­ści nigdy nie sta­ra­li się niko­go fawo­ry­zo­wać. Dzię­ki temu widz bar­dzo czę­sto musiał sobie zadać pyta­nie, za kim sam opo­wie­dział­by się w podob­nej sytu­acji. A to było trud­ne, bo praw­da zawsze leża­ła gdzieś pośrod­ku.

Kosmos praw­dzi­wy, jak nigdy wcze­śniej

Jeśli cho­dzi o kosmicz­ne bitwy, Bat­tle­star Galac­ti­ca w swo­jej sty­li­sty­ce bar­dzo nawią­zu­je do Gwiezd­nych Wojen. Ale nie ma w tym nicze­go złe­go. Napi­szę nawet wię­cej: Bat­tle­star Galac­ti­ca jest pod tym wzglę­dem lep­szy, bar­dziej reali­stycz­ny.

Bar­dzo podo­ba­ło mi się to, że Vipe­ry (czy­li kosmicz­ne odpo­wied­ni­ki myśliw­ców), nie lata­ją po linii pro­stej, tak jak stan­dar­do­we samo­lo­ty bądź X‑Wingi z Gwiezd­nych Wojen. Te stat­ki wal­czą w pozba­wio­nej gra­wi­ta­cji prze­strze­ni kosmicz­nej i ich pilo­ci ten brak gra­wi­ta­cji wyko­rzy­stu­ją, wyko­nu­jąc róż­ne­go rodza­ju akro­ba­cje, któ­re w ziem­skich warun­kach były­by nie­moż­li­we.

Oko cie­szył tak­że wystrój Galac­ti­ki, któ­ra w środ­ku wyglą­da­ła bar­dziej, jak łódź pod­wod­na, niż sta­tek kosmicz­ny. Co zresz­tą mia­ło tak­że prze­ło­że­nie na słow­nic­two, jakim posłu­gi­wa­li się żoł­nie­rze – przy­po­mi­na­ją­ce to, któ­rym mówi się w mary­nar­ce wojen­nej.

Battlestar Galactica Inside

Gdy­by­ście komuś, kto nie zna Bat­tle­star Galac­ti­ca poka­za­li to zdję­cie i powie­dzie­li, że to wnę­trze łodzi pod­wod­nej – praw­do­po­dob­nie dał­by się nabrać.

źró­dło: kethi­nov

Wróć­my jed­nak do kosmo­su. Inne pro­duk­cje scien­ce-fic­tion przy­zwy­cza­iły mnie do tego, że we wszech­świe­cie za każ­dym rogiem (bądź też za każ­dym sko­kiem FTL) znaj­du­je się pla­ne­ta, na któ­rej bez obaw moż­na zamiesz­kać. Bat­tle­star Galac­ti­ca zry­wa tak­że z tą tra­dy­cją. Tutaj kosmos jest po pro­stu pusty. A zna­le­zie­nie pla­ne­ty, na któ­rej znaj­do­wa­ła­by się woda, przy­po­mi­na szu­ka­nie igły w sto­gu sia­na. Jesz­cze trud­niej jest odna­leźć miej­sce, któ­re nada­wa­ło­by się na zało­że­nie ludz­kiej kolo­nii. To wszyst­ko spra­wia, że znacz­nie bar­dziej odczu­wa­my samot­ność, zagu­bie­nie i bez­na­dziej­ne poło­że­nie ostat­nich przed­sta­wi­cie­li ludz­kiej rasy.

Dobry do same­go koń­ca

Spo­koj­nie, nie będę tutaj spo­ile­ro­wać na temat zakoń­cze­nia. Obi­ło mi się jed­nak o uszy, że nie wszyst­kim finał przy­padł do gustu. Że roz­wią­za­nia nie­któ­rych wąt­ków były za bar­dzo prze­kom­bi­no­wa­ne oraz wydu­ma­ne. I że samo zakoń­cze­nie nastą­pi­ło zbyt nagle.

Ja jestem jed­nak zupeł­nie odmien­ne­go zda­nia. Koniec był nie­spo­dzie­wa­ny? A pamię­ta­cie jesz­cze, co napi­sa­łam aka­pit wyżej, o igle i sto­gu sia­na? Odna­le­zie­nie igły tak­że nastę­pu­je nagle, nie jest pro­ce­sem, któ­ry moż­na by opi­sać w kil­ku odcin­kach.

Battlestar Galactica Ship at The End

Wcze­śniej w tek­ście mogli­ście zoba­czyć, jak Bat­tle­star Galac­ti­ca pre­zen­to­wa­ła się na począt­ku swo­jej podró­ży. A tak wyglą­da­ła czte­ry sezo­ny póź­niej.

źró­dło: io9

Choć Bat­tle­star Galac­ti­ca zaczął się jako serial scien­ce-fic­tion, z cza­sem ewo­lu­ował w coś podob­ne­go do Capri­ki, czy­li pew­ne­go rodza­ju powiast­kę filo­zo­ficz­ną. I z racji tego wyda­je mi się, że „wydu­ma­ne” roz­wią­za­nia zasto­so­wa­ne w fina­le były zupeł­nie na miej­scu.

Zanim na ekra­nie poja­wi­ły się napi­sy koń­co­we, zdą­ży­łam jesz­cze się uśmiech­nąć, wzru­szyć, zosta­łam czymś zasko­czo­na i skło­nio­na do reflek­sji. Niby drob­nost­ka, ale powiedz­my sobie szcze­rze: jak wie­le jest pro­duk­cji, któ­re cze­goś takie­go NIE potra­fią? Spo­ro, czyż nie? I dla­te­go nale­ży doce­niać seria­le takie, jak Bat­tle­star Galac­ti­ca. Zwłasz­cza, że wywo­ły­wał on u mnie emo­cje nie tyl­ko w fina­le, ale też przez wszyst­kie czte­ry sezo­ny.

To nie koniec moich zachwy­tów!

Dobry sce­na­riusz to pod­sta­wa, ale prze­cież waż­ne jest też, by zagra­li go odpo­wied­ni akto­rzy. A do tych twór­cy seria­lu mie­li napraw­dę duże szczę­ście. Wspo­mnia­łam Edwar­da Jame­sa Olmo­sa i Mar­ka Shep­par­da, ale tutaj znów, podob­nie jak w Capri­ce, gdy­bym chcia­ła wymie­nić wszyst­kich akto­rów, któ­rzy świet­nie się spi­sa­li, musia­ła­bym wypi­sać poło­wę obsa­dy seria­lu.

Battlestar Galactica Adama Zarek

Co cie­ka­we, choć nowy Bat­tle­star Galac­ti­ca nie był kon­ty­nu­acją seria­lu z lat 70-tych, to momen­ta­mi do nie­go nawią­zy­wał, a nawet – poja­wi­ło się w nim kil­ku akto­rów z ory­gi­nal­nej pro­duk­cji.

źró­dło: kethi­nov

War­to wspo­mnieć tak­że o skom­po­no­wa­nej przez Beara McCreary'ego ścież­ce dźwię­ko­wej. Brzmi ona napraw­dę nie­źle, świet­nie współ­gra z obra­zem i potę­gu­je emo­cje, któ­re są na ekra­nie. I co rów­nie waż­ne: spo­ro utwo­rów dobrze brzmi tak­że samo­dziel­nie, gdy „wyj­mie” się je z seria­lu.

I choć wie­lu melo­ma­nów być może mnie teraz udu­si, to korzy­sta­jąc z oka­zji chcia­łam napi­sać, że Bat­tle­sta­ro­wy cover All Along the Watch­to­wer jest moim zda­niem dużo lep­szy od ory­gi­na­łu.

Battlestar Galactica Space Battle

Na zdję­ciu może nie wyglą­da to bar­dzo spek­ta­ku­lar­nie, ale sce­ny bata­li­stycz­ne w seria­lu wgnia­ta­ły w fotel!

źró­dło: kethi­nov

Plu­sem są też efek­ty spe­cjal­ne, za któ­re z resz­tą Bat­tle­star Galac­ti­ca zgar­nął kil­ka nagród. A to, że pomi­mo upły­wu lat wciąż pre­zen­tu­ją się one nie­źle (efek­ty spe­cjal­ne, nie nagro­dy) i nawet oglą­da­ne w HD nie spra­wia­ją wra­że­nia sztucz­nych, chy­ba naj­le­piej świad­czy o tym, że przy­zna­nie seria­lo­wi tych kil­ku zło­tych sta­tu­etek było jak naj­bar­dziej słusz­ne.

Wróć­my na Zie­mię

Na koniec chcia­łam jesz­cze napi­sać kil­ka słów (tak wiem, wca­le nie uda mi się zmie­ścić w kil­ku sło­wach) o Bat­tle­star Galac­ti­ca od dru­giej stro­ny, czy­li nie o tre­ści seria­lu, ale o jego pro­duk­cji i innych rze­czach z tym tema­tem zwią­za­nych.

Battlestar Galactica Ronald D. Moore

Koleś z bro­dą, to Ronald D. Moore, czy­li twór­ca nowe­go Bat­tle­star Galac­ti­ca.

źró­dło: kethi­nov

Po pierw­sze: FRAK! Jak już pisa­łam, nie oglą­da­łam ory­gi­nal­ne­go Bat­tle­star Galac­ti­ca z lat sie­dem­dzie­sią­tych i nie wiem, czy to roz­wią­za­nie tam rów­nież było sto­so­wa­ne, czy zosta­ło ono wymy­ślo­ne dopie­ro przez twór­cę nowej wer­sji – Ronal­da D. Moore'a. Nie­mniej omi­nię­cie cen­zu­ry poprzez zastą­pie­nie prze­kleń­stwa sło­wem bar­dzo do nie­go podob­nym, jest genial­nym roz­wią­za­niem. Bo dzię­ki temu posta­ci w seria­lu sta­ły się jesz­cze bar­dziej real­ne i przy­kła­do­wo w sytu­acji zagro­że­nia, zamiast krzy­czeć „ojej, mam kło­po­ty”, ciska­ły taki­mi quasi prze­kleń­stwa­mi. I nie wiem, czy ktoś posia­da do fra­ka jakieś pra­wa autor­skie, ale jeśli nie, to dzi­wię się, że Hol­ly­wo­od nie pod­ła­pał tego pomy­słu i nie zaczął uży­wać fra­ka na szer­szą ska­lę.

What the Frak

Tak powin­no się prze­kli­nać w każ­dym fil­mie!

źró­dło: Red Headed T‑Shirts

Po dru­gie: logo R&D TV w napi­sach koń­co­wych. Powiedz­my sobie szcze­rze: pra­wie nikt nie oglą­da end cre­dit­sów. A umiesz­cza­nie po napi­sach dodat­ko­wych scen jest moim zda­niem roz­wią­za­niem złym i nie do koń­ca w porząd­ku w sto­sun­ku do widza.

Jak więc ten pro­blem roz­wią­zał Ronald D. Moore oraz David Eick, czy­li spół­ka R&D TV? Tak, że za każ­dym razem ich logo pre­zen­to­wa­ne było w inny spo­sób, przy pomo­cy krót­kiej, śmiesz­nej ani­ma­cji. Wyda­je mi się, iż świa­do­mość, że w nagro­dę za obej­rze­nie napi­sów koń­co­wych, zoba­czy się coś takie­go, dzia­ła­ła na widzów bar­dziej moty­wu­ją­co, niż dodat­ko­wa sce­na fil­mo­wa.

I w resz­cie po ostat­nie: fani i inter­net. Ste­ve Jobs powie­dział kie­dyś, że użyt­kow­ni­ków nie wol­no słu­chać, bo tak napraw­dę nie wie­dzą oni, cze­go chcą i co jest dla nich dobre. Sło­wa te moż­na odnieść rów­nież do fanów fil­mów i seria­li. Pro­blem pole­ga na tym, że wie­lu twór­ców nie zda­je sobie z tego spra­wy. I przy­kła­do­wo czy­ta­ją oni na forach, gru­pach dys­ku­syj­nych lub innych Face­bo­okach, jak to by było faj­nie, gdy­by boha­ter A roz­po­czął romans z boha­ter­ką B. Potem two­rzą taki zwią­zek miło­sny i jak zare­agu­ją na to fani? Tak, że boha­ter A nigdy nie powi­nien się zako­chi­wać w boha­ter­ce B!

Bat­tle­star Galac­ti­ca był emi­to­wa­ny od 2003 roku, kie­dy inter­net jesz­cze racz­ko­wał, nie­wie­lu trak­to­wa­ło go poważ­nie, a o upra­wia­niu PR‑u w sie­ci nikt nawet nie myślał. Twór­com seria­lu uda­ło się jed­nak wyko­rzy­stać poten­cjał drze­mią­cy w nowym medium w nie­zwy­kle mądry spo­sób. Czy­ta­li oni to, co w inter­ne­cie pisa­li fani, dys­ku­to­wa­li z nimi, wycią­ga­li wnio­ski, a nawet inspi­ro­wa­li się pomy­sła­mi widzów. Wszyst­ko to robi­li jed­nak w spo­sób nie­zwy­kle mądry i roz­waż­ny (cały ten pro­ces opi­sał Edward James Olmos, w na Comic Con w Dal­las, w 2010 roku). I wyda­je mi się, że wie­lu innych, współ­cze­snych twór­ców seria­li powin­no sobie w tej kwe­stii wziąć Bat­tle­sta­ra za wzór (piszę współ­cze­snych, jak­by rok 2004 był zamierz­chłą prze­szło­ścią, ale prze­cież w świe­cie show biz­ne­su oraz inter­ne­cie wszyst­ko zmie­nia się bar­dzo szyb­ko).

So Say We All by Magestic Lantian

Uwierz­cie mi, wszy­scy byśmy chcie­li, by wię­cej seria­li było tak dobrych, jak Bat­tle­star Galac­ti­ca.

autor: Mage­stic Lan­tian

O Bat­tle­star Galac­ti­ca mogła­bym jesz­cze dłu­go pisać. Sku­pić się na więk­szej ilo­ści szcze­gó­łów i roz­pa­trzyć nie­któ­re wąt­ki na kil­ka róż­nych spo­so­bów. Ale nie chcę tego robić, bo pięk­no tej pro­duk­cji pole­ga przede wszyst­kim na tym, że każ­dy może ją zin­ter­pre­to­wać w inny, wła­sny spo­sób.

Poza tym – co jest rów­nie wspa­nia­łe – seria­lo­wi uda­ło się wyjść poza ramy tele­wi­zo­ra i stać czymś wię­cej, co ist­nie­je tak­że poza ekra­nem. Dla­te­go też, jeśli już zwie­dzi­cie pokład seria­lo­wej Galac­ti­ki, zachę­cam was, byście pogrze­ba­li w sie­ci i przej­rze­li zaso­by YouTu­ba, bo moż­na tam zna­leźć wie­le napraw­dę cie­ka­wych wywia­dów z akto­ra­mi oraz twór­ca­mi seria­lu i za ich spra­wą dostrzec jesz­cze wię­cej walo­rów tej pro­duk­cji.

Co jesz­cze mogę napi­sać na sam koniec? Chy­ba tyl­ko, że tak, jak pisa­li inni inter­nau­ci – Bat­tle­star Galac­ti­ca jest genial­nym seria­lem. I tak, każ­dy powi­nien go zoba­czyć. Jeśli więc jesz­cze tego nie zro­bi­li­ście, skończ­cie czy­tać i szyb­ko zabierz­cie się do oglą­da­nia!

Battlestar Galactica BSG 75 Logo

Tydzień z Bat­tle­star Galac­ti­ca – pozo­sta­łe wpi­sy:

Wpis po­cho­dzi z po­przed­niej od­słony blo­ga.

Zo­stał zre­da­go­wany i nie­znacz­nie zmo­dy­fi­ko­wa­ny.

Ory­gi­nalny tekst mo­żesz zo­ba­czyć w ser­wi­sie Blog​spot​.com.

Nie bądź pirat - kliknij tutaj i sprawdź, gdzie tą produkcję możesz obejrzeć legalnie

źró­dło zdję­cia ilu­stru­ją­ce­go wpis: FDB; autor loga BSG: vipe­ra­via­tor