Dyrdymały Filmowo‑Serialowe

Dyrdymały Filmowo‑Serialowe

oraz inne związane z tym głupoty

Szaleństwo Serialowe, Tydzień z Doctor Who, Wpisy Archiwalne - Blogspot:

Fan­ta­stycz­ny kosmi­ta z Wiel­kiej Bry­ta­nii

[ Tydzień z Doctor Who ]
Dzień pierwszy: Dziewiąty Doktor

„Tydzień z Bat­tle­star Galac­ti­ca nie bez powo­du zakoń­czy­łam odcin­kiem Por­t­lan­dii, w któ­re­go fina­le boha­te­ro­wie zasia­da­ją do oglą­da­nia Doctor Who. To był ide­al­ny punkt wyj­ścia dla nowe­go „Tygo­dnia z…”, w któ­rym opo­wiem wam – a jak­że! – o mojej tego­rocz­nej, waka­cyj­nej miło­ści seria­lo­wej, czy­li wła­śnie o Dok­to­rze.

Zaparz­cie więc her­ba­tę, przy­go­tuj­cie prze­ką­ski, roz­siądź­cie się wygod­nie i zapnij­cie pasy – od następ­ne­go aka­pi­tu cze­ka na was sza­lo­na podróż w cza­sie i prze­strze­ni!

Sta­ry, ale… nowy

Pierw­szy odci­nek Doctor Who poja­wił się na ante­nie BBC w 1963 roku (cie­ka­wost­ka: Doctor Who jest naj­dłu­żej emi­to­wa­nym seria­lem scien­ce-fic­tion ever). To spra­wia, że jest to pro­gram nie­mal tak sta­ry, jak tele­wi­zja, a Bry­tyj­czy­cy darzą Dok­to­ra podob­nym sen­ty­men­tem, jak Ame­ry­ka­nie Gwiezd­ne Woj­ny.

Classic Who by Big Blue Box Podcast

Tak wyglą­da­ło pierw­szych ośmiu Dok­to­rów. Cze­mu było ich ośmiu i dla­cze­go tema­tem dzi­siej­sze­go Dyr­dy­ma­ła jest Dzie­wią­ty Dok­tor? Spo­koj­nie, po prze­czy­ta­niu „Tygo­dnia z Doctor Who” wszyst­ko sta­nie się dla was jasne!

źró­dło: Big Blue Box Pod­cast

Nie­ste­ty w latach osiem­dzie­sią­tych serial stra­cił widzów i został zdję­ty z ante­ny. To dopro­wa­dzi­ło do tego, że na świe­cie poja­wi­ło się całe poko­le­nie dzie­cia­ków, któ­re nie wie­dzia­ły kim jest Dok­tor i nie zna­ły stra­chu przed Dale­ka­mi. Na szczę­ście na począt­ku XXI wie­ku mądrzy ludzie z BBC dostrze­gli ten pro­blem i stwier­dzi­li, że nie mogą pozwo­lić na to, by tak waż­ny ele­ment kul­tu­ry Bry­tyj­skiej, jakim jest Doctor Who, uległ zapo­mnie­niu.

New Who Doctor

Dok­tor na mia­rę XXI wie­ku!

źró­dło: The Tiger Who­Ca­me To Tea

Serial posta­no­wio­no wskrze­sić w taki spo­sób, by był on dosto­so­wa­ny zarów­no do widzów, któ­rzy wcze­śniej go oglą­da­li, jak i takich, któ­rzy w ogó­le nie wie­dzie­li kim jest Dok­tor. Dzię­ki temu, żeby zro­zu­mieć o co cho­dzi w Doctor Who nie trze­ba oglą­dać odcin­ków z XX wie­ku – wystar­czą te, któ­re były emi­to­wa­ne od 2005 roku*.


* Dla roz­róż­nie­nia sta­ra, powsta­ła w XX wie­ku wer­sja seria­lu nazy­wa­na jest Clas­sic Who i była ona dzie­lo­na na sezo­ny. Ta XXI-wiecz­na nazwa­na jest ina­czej New Who i dzie­li się ją na serie (ja jed­nak, żeby unik­nąć słow­nych powtó­rzeń, będę naprze­mien­nie uży­wać ter­mi­nów sezon i seria). Przy oka­zji wyze­ro­wa­no w niej licz­nik odcin­ków, więc pierw­szy wyemi­to­wa­ny w 2005 roku epi­zod jest pierw­szym odcin­kiem pierw­szej serii.

Pierw­sze spo­tka­nie z Dok­to­rem

W tym miej­scu muszę się wam do cze­goś przy­znać. Choć od dłuż­sze­go cza­su zda­wa­łam sobie spra­wę z ist­nie­nia Doctor Who, ani tro­chę nie cią­gnę­ło mnie do jego oglą­da­nia. Dla­cze­go? Bo oce­ni­łam serial po okład­ce (a dokład­niej: po zdję­ciach, jakie zna­la­złam w inter­ne­cie) i wydał mi się on przez to nie­po­waż­nym dzi­wac­twem, na któ­re nie war­to tra­cić cza­su. Och, jak bar­dzo się myli­łam!!!

Doctor Who Silly

Serial, któ­re­go boha­te­ro­wie na zdję­ciach pro­mo­cyj­nych robią takie dziw­ne miny musi być głu­pi, praw­da? Praw­da?!

źró­dło: Spo­iler TV

Tym­cza­sem już na samym począt­ku oglą­da­nia cze­ka­ło mnie miłe zasko­cze­nie. Z całym sza­cun­kiem dla wcie­la­ją­ce­go się w głów­ną rolę Chri­sto­phe­ra Ecc­le­sto­na – Dok­tor nie wyglą­dał, jak typo­wy, hol­ly­wo­odz­ki boha­ter. Nie był mło­dy i przy­stoj­ny. A do tego spra­wiał wra­że­nie oso­by, któ­ra do CV w rubry­ce „hob­by” wpi­su­je „wsz­czy­na­nie bójek w barze”.

Jesz­cze bar­dziej zaim­po­no­wa­ło mi to, co Dok­tor zro­bił, gdy poja­wił się na ekra­nie. Chwy­cił znaj­du­ją­cą się w opa­łach dziew­czy­nę za rękę i krzyk­nął „Ucie­kaj!”. Ilu zna­cie fil­mo­wo-seria­lo­wych boha­te­rów, któ­rzy zamiast wal­czyć z wro­giem, bio­rą nogi za pas? I ilu z tych, któ­rzy gdzieś bie­gną, trzy­ma za rękę inną oso­bę, któ­ra bie­gnie razem z nimi? Cze­goś takie­go po pro­stu nigdy wcze­śniej nie widzia­łam. I to wła­śnie spra­wi­ło, że zako­cha­łam się w Dok­to­rze od pierw­sze­go wej­rze­nia.

Ninth Doctor Who and Rose

Chło­pa­ki, chce­cie poznać faj­ny spo­sób na pod­ryw?

Złap­cie dziew­czy­nę za rękę i krzyk­nij­cie „Run!”

Wiem, że naj­praw­do­po­dob­niej dosta­nie­cie w twarz albo zosta­nie­cie potrak­to­wa­ni gazem pie­przo­wym. Ist­nie­je jed­nak cień szan­sy, że tra­fi­cie na oso­bę, któ­ra po usły­sze­niu tych słów pobie­gnie z wami wszę­dzie, choć­by i na kra­niec wszech­świa­ta.

źró­dło: Zim­bio

W pilo­to­wym odcin­ku wra­że­nie zro­bił na mnie tak­że sce­na­riusz – zwłasz­cza dia­lo­gi. Tam, gdzie w innych wypad­kach głów­ny boha­ter po usły­sze­niu „Wyja­śnij mi, co się dzie­je!” mówił, o co cho­dzi, Dok­tor stwier­dzał, że nie będzie nicze­go tłu­ma­czył. I odwrot­nie, kie­dy zda­wa­ło się, że nasz boha­ter posta­no­wi zacho­wać jakąś tajem­ni­cę dla sie­bie – wyja­wiał nam swój sekret (choć to, co wte­dy mówił rodzi­ło jesz­cze wię­cej pytań). A do tego wszyst­kie­go docho­dził jesz­cze inte­li­gent­ny, angiel­ski humor. Gdy to wszyst­ko oglą­da­łam, byłam po pro­stu w nie­bo wzię­ta.

Następ­ne odcin­ki ujaw­ni­ły kolej­ne cie­ka­we cechy Dok­to­ra – kosmi­ty, któ­ry jest wypo­sa­żo­nym w dwa ser­du­cha, Ostat­nim Wład­cą Cza­su. Koleś jest nie­co zrzę­dli­wy, lubi się popi­sy­wać i bywa aro­ganc­ki. Naj­lep­sze jest w nim nato­mias to, że na widok strasz­nych potwo­rów lub w obli­czu inne­go nie­bez­pie­czeń­stwa, będzie zachwy­cał się pięk­nem tego, co mu zagra­ża i z entu­zja­zmem małe­go chłop­ca krzy­czał, że to jest FAN­TA­STYCZ­NE. Przy­naj­mniej dopó­ty, dopó­ki nie zorien­tu­je się, że powi­nien wziąć nogi za pas.

Ninth Doctor Who Sad

Dok­tor zda­je się być weso­łą i nie­po­waż­ną oso­bą. Ale kie­dy prze­sta­je się uśmie­chać widać, że to znacz­nie bar­dziej skom­pli­ko­wa­na postać.

Pomi­mo tego, że Dok­tor jest oso­bą nie­zwy­kle mądrą i dobrą, posia­da też swo­ją dru­gą, mrocz­niej­szą stro­nę. Cier­pi z powo­du samot­no­ści, potra­fi być okrut­ny, a cza­sem zacho­wu­je się po pro­stu nie­ludz­ko. Poza tym czę­sto trak­tu­je ludzi z góry, jak głu­pie mał­py, któ­re dopie­ro co zla­zły z drze­wa. Zda­rza mu się też strze­lać fochy. Przy czym to ostat­nie zawsze wycho­dzi mu z wiel­ką gra­cją. Podob­nie, jak mówie­nie ludziom, żeby się zamknę­li.

Poli­cyj­na bud­ka, śru­bo­kręt i wizy­tów­ka

Naj­więk­szym (tak­że w dosłow­nym tego sło­wa zna­cze­niu) sym­bo­lem Doctor Who jest TAR­DIS, czy­li przy­po­mi­na­ją­cy nie­bie­ską, bry­tyj­ską, poli­cyj­ną bud­kę tele­fo­nicz­ną z lat sześć­dzie­sią­tych, śro­dek trans­por­tu Dok­to­ra. Nie­zwy­kłość TAR­DIS pole­ga na tym, że potra­fi ona (tak, „ona”, bo TAR­DIS jest rodza­ju żeń­skie­go) latać jak sta­tek kosmicz­ny, tele­por­to­wać się i… podró­żo­wać w cza­sie (TAR­DIS to skrót od Time And Rela­ti­ve Dimen­sion In Spa­ce).

TARDIS in Space by katnipsonfire

Sky is the limit? Nie, jeśli masz pod ręką TAR­DIS – wte­dy nie ist­nie­ją żad­ne gra­ni­ce.

autor: kat­nip­son­fi­re

Na tym dziw­no­ści się nie koń­czą, bo TAR­DIS jest big­ger in the insi­de, co ozna­cza, że wewnątrz bud­ki tele­fo­nicz­nej mie­ści się gigan­tycz­ne wnę­trze. Jak duże? Nie wia­do­mo, bo zawsze widzi­my tyl­ko, znaj­du­ją­ce się przy wej­ściu, pomiesz­cze­nie ste­ru­ją­ce stat­kiem. Resz­ta nigdy nie zosta­je nam poka­za­na. Czy to źle? Wręcz prze­ciw­nie, bo takie nie­do­po­wie­dze­nie pobu­dza naszą wyobraź­nię – sami sobie musi­my odpo­wie­dzieć na pyta­nie, co jesz­cze skry­wa w sobie TAR­DIS.

Ninth Doctor Who TARDIS Inside

Wcho­dzisz do malut­kiej bud­ki tele­fo­nicz­nej, a w środ­ku cze­ka na cie­bie coś takie­go!

Wspo­mnę jesz­cze, że choć z zewnątrz TAR­DIS zawsze wyglą­da mniej wię­cej tak samo (na prze­strze­ni lat mody­fi­ko­wa­no tyl­ko pew­ne deta­le), tak jej wnę­trze w pew­nym sen­sie odzwier­cie­dla cha­rak­ter Dok­to­ra i podob­nie jak on – zmie­nia się co jakiś czas. TAR­DIS z 2005 roku jest więc, podob­nie jak jej wła­ści­ciel, znisz­czo­na po wie­lu przej­ściach. To nie jest błysz­czą­cy niczym Star Trek, pojazd mię­dzy­pla­ne­tar­ny. Kok­pit TAR­DIS zda­je się być zło­żo­ny z ele­men­tów zna­le­zio­nych na zło­mo­wi­sku, tar­gu sta­ro­ci i śmiet­ni­ku – rze­czy, o któ­rych nor­mal­nie nigdy nie pomy­śle­li­by­śmy, że mogą być czę­ścia­mi stat­ku kosmicz­ne­go.

Mało tego, tro­chę jak Fiat 126p, TAR­DIS mie­wa swo­je humo­ry i lubi się psuć w naj­mniej odpo­wied­nim momen­cie. Na szczę­ście Dok­tor zawsze znaj­du­je spo­sób, by ją napra­wić.

TARDIS Console

Cza­sem lepiej nie zasta­na­wiać się, gdzie Dok­tor zna­lazł nie­któ­re z ele­men­tów wystro­ju TAR­DIS. Ale wie­cie co? Ja uwiel­biam to wnę­trze TAR­DIS wła­śnie za jego nie­sztam­po­wy wygląd.

autor: Keith Schen­gi­li-Roberts

Co cie­ka­we, TAR­DIS nie posia­da typo­we­go kom­pu­te­ra pokła­do­we­go lub sztucz­nej inte­li­gen­cji, z któ­rą Dok­tor mógł­by dys­ku­to­wać. Zamiast tego TAR­DIS ma wła­sną duszę i cha­rak­ter. Co z kolei powo­du­je, że cza­sa­mi jest nie­po­słusz­na i nie leci tam, gdzie chcie­li­by tego jej pasa­że­ro­wie. Ba, potra­fi nawet sama z sie­bie wystar­to­wać. Inny­mi sło­wy, TAR­DIS jest bar­dzo nie­prze­wi­dy­wal­na. Ale na tym wła­śnie pole­ga jej urok!

Ninth Ten Doctor Who Coral TARDIS interior

TAR­DIS, podob­nie jak Dok­tor, jest ostat­nim przed­sta­wi­cie­lem swo­je­go „gatun­ku”. TAR­DI­Sy nie były bowiem budo­wa­ne, tyl­ko hodo­wa­ne (jak? tego aku­rat nie wia­do­mo), co wska­zu­je na to, że TAR­DIS to coś wię­cej, niż tyl­ko maszy­na.

Na koniec war­to wspo­mnieć o jesz­cze jed­nej, napraw­dę przy­dat­nej wła­ści­wo­ści TAR­DIS – posia­da ona tele­pa­tycz­ny moduł tłu­ma­czą­cy, dzię­ki któ­re­mu jej pasa­że­ro­wie, bez wzglę­du na to, w jakim miej­scu i cza­sie się znaj­dą, zawsze sły­szą napo­tka­ne oso­by tak, jak­by mówi­ły współ­cze­snym języ­kiem angiel­skim. Pro­ste, ale wręcz genial­ne roz­wią­za­nie pro­ble­mu z któ­rym bory­ka­ją się inne seria­le scien­ce-fic­tion, jakim jest logicz­ne wyja­śnie­nie, dla­cze­go na innych pla­ne­tach kosmi­ci mówią po angiel­sku.

Ninth Doctor Who and TARDIS

Nie­któ­rzy nazy­wa­ją Dok­to­ra sza­leń­cem z nie­bie­skią bud­ką. To bar­dzo traf­ne okre­śle­nie!

Dok­tor, podob­nie jak Mac­Gy­ver, nie prze­pa­da za bro­nią pal­ną. Nie roz­sta­je się nato­miast ze śru­bo­krę­tem sonicz­nym, któ­ry jest połą­cze­niem szwaj­car­skie­go scy­zo­ry­ka i magicz­nej różdż­ki. Co to dokład­nie ozna­cza? To, że śru­bo­kręt sonicz­ny, w zależ­no­ści od potrzeb, potra­fi mię­dzy inny­mi wszyst­ko napra­wić lub popsuć, otwo­rzyć każ­dy zamek w drzwiach oraz odwró­cić dzia­ła­nie nie­któ­rych urzą­dzeń. Genial­ne, praw­da?

Ninth Doctor Who Sonic Screwdriver

Czy to dłu­go­pis? Czy to latar­ka? Nie! To śru­bo­kręt sonicz­ny!

Naj­więk­szą zale­tą śru­bo­krę­ta sonicz­ne­go jest nato­miast to, że jest on na pozór nie­groź­ny. Wro­go­wie Dok­to­ra na widok tego urzą­dze­nia kpią z Ostat­nie­go Wład­cy Cza­su: „phi, my mamy super śmier­cio­no­śne dział­ka lase­ro­we, nie boimy się two­je­go głu­pie­go śru­bo­krę­ta”. A potem bole­śnie żału­ją swo­jej igno­ran­cji.

Ninth Doctor Who Sonic Screwdriver

Jeśli masz na pień­ku z Dok­to­rem, na widok śru­bo­krę­ta sonicz­ne­go nie powi­nie­neś się śmiać. Powi­nie­neś ucie­kać.

źró­dło: The Doctor Who Com­pa­nion

Do nowej odsło­ny seria­lu wpro­wa­dzo­no jesz­cze jeden gadżet, któ­re­go nie posia­da­ły wcze­śniej­sze wcie­le­nia Dok­to­ra – parap­sy­chicz­ną wizy­tów­kę. Co to takie­go? Kawa­łek papie­ru któ­ry poka­zu­je ci dokład­nie to, co ocze­ku­jesz, że zoba­czysz lub też, co chce ci poka­zać wła­ści­ciel takie­go papier­ka. Dzię­ki takiej wizy­tów­ce Dok­tor może podać się za dowol­ną oso­bę: poli­cjan­ta, inspek­to­ra skar­bów­ki, a nawet… kró­la Bel­gii.

Doctor Who -
 Psychic Paper

Jak widzi­cie, napis na parap­sy­chicz­nej wizy­tów­ce mówi, że naj­wspa­nial­sze rze­czy w fil­mach i seria­lach powsta­ją wte­dy, kie­dy ich twór­cy nie mają budże­tu na super-baje­ranc­kie roz­wią­za­nia.

Nie widzi­cie tego napi­su? W takim razie uru­chom­cie wyobraź­nię!

źró­dło: Doctor Who: Time Crash

Dzię­ki wła­ści­wo­ściom parap­sy­chicz­nej wizy­tów­ki wszyst­kie drzwi sto­ją przed Dok­to­rem otwo­rem (prze­cież nikt nie odmó­wi kró­lo­wi Bel­gii wstę­pu do strze­żo­nych pomiesz­czeń). A ponie­waż nasz boha­ter lubi zaglą­dać tam, gdzie nie­upo­waż­nio­nym wcho­dzić nie wol­no, magicz­na wizy­tów­ka bar­dzo uła­twia mu pra­cę (lub prę­dzej – zaba­wę).

Towa­rzysz­ka, Rose Tyler

Kolej­ną nie­zmien­ną od chwi­li powsta­nia, cha­rak­te­ry­stycz­ną cechą seria­lu jest to, że Dok­tor nie może podró­żo­wać sam. Musi posia­dać towa­rzysz­kę (lub rza­dziej: towa­rzy­sza) – oso­bę, któ­rej będzie mógł tłu­ma­czyć wszyst­kie skom­pli­ko­wa­ne spra­wy zwią­za­ne z funk­cjo­no­wa­niem cza­su, prze­strze­ni oraz wszech­świa­ta. I przed któ­rą przy oka­zji będzie mógł się popi­sy­wać.

Ponie­waż nie oglą­da­łam Clas­sic Who nie wiem, jak pre­zen­to­wa­ły się towa­rzysz­ki Dok­to­rów z XX wie­ku. Czy były odważ­ne, wyga­da­ne, nie­za­leż­ne i sym­pa­tycz­ne? A może wręcz prze­ciw­nie – przy­po­mi­na­ły damy, któ­re co chwi­lę wpa­da­ły w opa­ły, i któ­re Dok­tor musiał nie­ustan­nie rato­wać? Ponie­waż nie znam odpo­wie­dzi na te pyta­nia, nie jestem w sta­nie stwier­dzić, czy (gra­na przez Bil­lie Piper) Rose Tyler, któ­ra wsia­dła do TAR­DIS w 2005 roku, była posta­cią inno­wa­cyj­ną, czy może wpi­su­ją­cą się w stan­dar­dy seria­lu. Ale szcze­rze mówiąc, tak polu­bi­łam tą boha­ter­kę, że mało mnie to obcho­dzi.

Ninth Doctor Who - Rose

Czy­ta­łam w inter­ne­cie, że nie­któ­rzy nie lubią Rose. Zupeł­nie nie rozu­miem, dla­cze­go!

Rose jest typo­wą dzie­więt­na­sto­lat­ką z kla­sy śred­niej. Zda­ła matu­rę, ale nie inte­re­su­ją jej stu­dia, pra­cu­je w skle­pie z ciu­cha­mi, miesz­ka w blo­ku razem z mamą i posia­da sym­pa­tycz­ne­go, choć na pierw­szy rzut oka nie­zbyt roz­gar­nię­te­go chło­pa­ka. Jest życz­li­wa dla innych, ale gdy trze­ba potra­fi odpy­sko­wać i na pew­no nie daje sobie w kaszę dmu­chać. Moż­na więc powie­dzieć, że to postać dość stan­dar­do­wa, jakich peł­no we współ­cze­snej popkul­tu­rze. Ale podob­nie, jak w przy­pad­ku Dok­to­ra, z każ­dym odcin­kiem pozna­je­my ją lepiej, odkry­wa­my wię­cej cech jej cha­rak­te­ru. I oka­zu­je się, że tak napraw­dę dale­ko jej do stan­dar­dów.

Jeśli cho­dzi o mnie, to naj­bar­dziej lubi­łam Rose za to, jak reago­wa­ła na rze­czy, jakie poka­zy­wał jej Dok­tor. I tak przy­kła­do­wo, gdy pod­czas jed­nej z podró­ży do przy­szło­ści Rose zoba­czy­ła moment, w któ­rym opusz­czo­na Zie­mia zosta­ła znisz­czo­na przez eks­plo­du­ją­ce Słoń­ce, nie myśla­ła o tym, że oto sta­ła się świad­kiem histo­rycz­ne­go wyda­rze­nia (tak, jak zro­bił to Dok­tor). Wró­ci­ła myśla­mi do swo­ich bli­skich, roz­wa­ża­ła jak mało, w odnie­sie­niu do ogro­mu cza­su i prze­strze­ni, zna­czy poje­dyn­cze życie. Tak, wiem: na papie­rze brzmi to bar­dzo emo, ale w rze­czy­wi­sto­ści reak­cja Rose była nie­zwy­kle praw­dzi­wa, ludz­ka i przede wszyst­kim – poru­sza­ją­ca.

Ninth Doctor Who - Rose not silly

Cechą wspól­ną wszyst­kich towa­rzy­szek Dok­to­ra (z New Who) jest to, że są one oso­ba­mi zara­zem zupeł­nie zwy­kły­mi i cał­ko­wi­cie nie­zwy­kły­mi.

Jed­ną z rze­czy, któ­re spra­wi­ły, że zako­cha­łam się w seria­lu, była rela­cja Dok­to­ra i Rose. Nie było mowy o żad­nym roman­ty­zmie, maśla­nych oczach i innych takich. Twór­cy Doctor Who nawet nie suge­ro­wa­li, że pomię­dzy dwój­ką głów­nych boha­te­rów może zaist­nieć jakiś romans. Co nie zna­czy, że mię­dzy Dok­to­rem i Rose nie było che­mii. Wręcz prze­ciw­nie – było jej napraw­dę spo­ro!

Ninth Doctor Who and Rose - Not a Couple

W każ­dym innym seria­lu od pierw­szej sce­ny było­by wia­do­mo, że ta dwój­ka boha­te­rów się w sobie zako­cha. Ale jak już usta­li­li­śmy, Doctor Who nie jest jak każ­dy inny serial.

Dzie­wią­ty Dok­tor był bowiem dla Rose niczym mistrz… choć nie, wróć – w przy­pad­ku Dok­tor Who „mistrz” nie jest naj­lep­szym sło­wem (dla­cze­go? tego dowie­cie się jutro!). Więc jesz­cze raz: Rose była niczym hob­bit, któ­ry wybrał się w nie­zwy­kłą podróż. A Dok­tor był jej Gan­dal­fem. Czy ist­nie­je na Zie­mi ktoś (poza part­ne­rem Iana McKel­le­na), kto miał­by jakieś fan­ta­zje ero­tycz­ne zwią­za­ne z Gan­dal­fem? Wąt­pię.

Podob­nie spra­wy mia­ły się w przy­pad­ku Dzie­wią­te­go Dok­to­ra, któ­ry kochał Rose, i to z wza­jem­no­ścią, ale była to miłość tyl­ko i wyłącz­nie pla­to­nicz­na. Co jest dla mnie kolej­ną nie­zwy­kłą rze­czą, nie­mal nie­spo­ty­ka­ną w fil­mach i seria­lach.

Strzeż się Dale­ków

Dok­to­ra, jako postać, świet­nie sym­bo­li­zu­je jego nie­bie­ska bud­ka tele­fo­nicz­na (on też jest „więk­szy w środ­ku” i kry­je w sobie wie­le tajem­nic). A co jest naj­lep­szą meta­fo­rą dla seria­lu same­go w sobie? Moim zda­niem Dale­ko­wie.

Spójrz­my na te stwor­ki. Wyglą­da­ją śmiesz­nie i nie­po­zor­nie, wręcz głu­pio. Bry­tyj­czy­cy zwy­kli je nazy­wać wiel­ki­mi pie­prz­nicz­ka­mi. Mnie, gdy po raz pierw­szy zoba­czy­łam Dale­ka naj­bar­dziej roz­ba­wi­ło to, że był on uzbro­jo­ny w trze­pacz­kę od mik­se­ra, prze­py­chacz do kibla, nie­bie­ską latar­kę na kiju i lamp­ki na „gło­wie”, któ­re spra­wia­ły, że koja­rzył mi się z Mysz­ką Miki. Inny­mi sło­wy – pre­zen­to­wał się po pro­stu kiczo­wa­to. Tak samo, jak kiczo­wa­ty na pierw­szy rzut oka wyda­je się Doctor Who. Tym­cza­sem Dale­ków (podob­nie, jak Docto­ra Who), nie nale­ży trak­to­wać nie­po­waż­nie. I już śpie­szę z wyja­śnie­niem, dla­cze­go.

Ninth Doctor Who - Dalek

Boha­te­ro­wie seria­lu też śmia­li się z Dale­ków. Do cza­su.

Zanim zoba­czy­łam Doctor Who myśla­łam, że naj­strasz­niej­szym stwo­rem, któ­ry może cza­ić się w prze­strze­ni kosmicz­nej, jest Obcy. Plu­je kwa­sem, trak­tu­je ludzi jak inku­ba­to­ry i gene­ral­nie jeśli się z nim spo­tka­my, nasze szan­se na prze­ży­cie zma­le­ją nie­mal­że do zera. Ale Obcy są jedy­nie zwie­rzę­ta­mi, któ­re nie mają ambi­cji pole­ga­ją­cych na zawład­nię­ciu wszech­świa­tem. I jeśli nie wej­dzie­my im w dro­gę, oni sami raczej nie zapu­ka­ją do naszych drzwi i nie prze­ro­bią nas na swo­ją kola­cję.

Z tego też powo­du Obcy przy Dale­kach są jak terier­ki minia­tur­ki. Dale­ko­wie są mega-inte­li­gent­ni, cał­ko­wi­cie pozba­wie­ni uczuć i skru­pu­łów, a ich jedy­nym celem ist­nie­nia jest zawład­nię­cie wszech­świa­tem oraz znisz­cze­nie wszyst­kich form życia, któ­re spo­tka­ją (w tym praw­do­po­dob­nie tak­że Obcych). Nie­mal nie­po­ko­na­ni, oto­cze­ni gru­bym pan­ce­rzem i polem siło­wym, któ­rych nie prze­bi­je więk­szość poci­sków, suną przed sie­bie powo­li, niczym minia­tu­ro­we czoł­gi i eks­ter­mi­nu­ją wszyst­ko, co sta­nie im na dro­dze.

Dalek Exterminate

Jeśli prze­ra­ża was świsz­czą­cy oddech Dar­tha Vade­ra, to Dale­ko­wie też będą przy­pra­wiać was o ciar­ki.

źró­dło: Exter­mi­na­te! | Doctor Who

Wła­śnie, EKS­TER­MI­NU­JĄ! Dalek jest strasz­ny. Dalek krzy­czą­cy EXTER­MI­NA­TE! spra­wia, że w czło­wie­ku odzy­wa się jakiś pra­sta­ry instynkt pod­po­wia­da­ją­cy, że powi­nien ucie­kać. Co było­by tro­chę trud­ne, bo głos Dale­ków mro­zi krew w żyłach. Jest chra­pli­wy, mecha­nicz­ny, pełen gnie­wu i pogar­dy, ale jed­no­cze­śnie zawie­ra­ją­cy odro­bi­nę sza­leń­stwa isto­ty, któ­ra przez całe swo­je życie była zamknię­ta w meta­lo­wym pudle (pie­prz­nicz­ce?).

War­to wspo­mnieć o tym, że twór­cy seria­lu nie nad­uży­wa­li mocy Dale­ków. To nie są kre­atu­ry, któ­re uga­nia­ją się za Dok­to­rem w każ­dym odcin­ku. Dzię­ki temu na widok Dale­ków nie wzdy­cha się „o rany, to zno­wu oni, ileż moż­na?!”, tyl­ko za każ­dym razem ich poja­wie­nie się jest dla widzów tak samo (nie)miłą nie­spo­dzian­ką.

Doctor Who, seria pierw­sza

Napi­sa­łam wam o Dok­to­rze i innych boha­te­rach, pora wspo­mnieć co nie­co o tre­ści pierw­szej serii seria­lu.

Auto­rzy innych arty­ku­łów na temat Doctor Who, jakie prze­czy­ta­łam, zarzu­ca­li pierw­szej odsło­nie seria­lu dużą kiczo­wa­tość. Pisa­li, że efek­ty spe­cjal­ne wyglą­da­ły kiep­sko, a sam sce­na­riusz był momen­ta­mi bar­dzo głu­pi. Ja jed­nak jestem zupeł­nie inne­go zda­nia.

Ninth Doctor Who Silly

Przy­zna­ję, pierw­sza serial Doctor Who wyglą­da­ła dość… spe­cy­ficz­nie. Nie ozna­cza to jed­nak, że była kiep­ska!

Po pierw­sze wła­śnie te dzi­wacz­ne efek­ty spe­cjal­ne nada­wa­ły Doctor Who nie­zwy­kły kli­mat, któ­re­go próż­no szu­kać w innych pro­duk­cjach scien­ce-fic­tion. Od stro­ny for­my, serial bar­dzo przy­po­mi­nał Auto­sto­pem przez galak­ty­kę z 2005 roku. Oczy­wi­ście rozu­miem, że nie­któ­rym tego typu sty­li­sty­ka może nie odpo­wia­dać. Ale jeśli widzie­li­ście wspo­mnia­ny film i przy­padł on wam do gustu, jestem prze­ko­na­na, że poko­cha­cie tak­że Dok­to­ra.

Ninth Doctor Who - Aliens

War­to pamię­tać o tym, że jakieś 90% efek­tów spe­cjal­nych, jakie widzi­my w seria­lu nie zosta­ła wyge­ne­ro­wa­na kom­pu­te­ro­wo. Wybu­chy, deko­ra­cje i gumo­wi kosmi­ci byli „praw­dzi­wi”. Nale­ży to doce­nić, a nie kry­ty­ko­wać.

Po dru­gie Julie Gard­ner i Rus­sell T. Davies, któ­rzy przez pierw­sze czte­ry sezo­ny odpo­wia­da­li za wygląd i treść seria­lu, byli moim zda­niem parą geniu­szy, a nie par­ta­czy. Wiem, że jeśli ktoś chce udo­wod­nić, iż Davies i Gard­ner (zwłasz­cza Davies, bo on, poza byciem pro­du­cen­tem seria­lu, pisy­wał też do nie­go sce­na­riu­sze) nie spra­wo­wa­li się dobrze, zawsze wska­zu­je na odci­nek o pusz­cza­ją­cych bąki kosmi­tach. Odpo­wiem na to w taki spo­sób: wbrew temu, co myślą star­si widzo­wie, Doctor Who jest seria­lem fami­lij­nym, czy­li takim, pod­czas oglą­da­nia któ­re­go dobrze mają bawić się nie tyl­ko doro­śli, ale tak­że (a nawet: przede wszyst­kim!) dzie­ci. A każ­dy mało­lat będzie śmiał się do roz­pu­ku, gdy ktoś na ekra­nie tele­wi­zo­ra puści bąka. I nie mów­cie mi, że gdy wy byli­ście dzieć­mi, nie chi­cho­ta­li­ście z tego same­go powo­du, bo po pro­stu w to nie uwie­rzę.

Dla­te­go moim zda­niem Gard­ner i Davie­so­wi uda­ło się ide­al­nie wpi­sać Doctor Who w ramy seria­lu fami­lij­ne­go. Dzie­cia­ki dosta­ły pier­dzą­cych kosmi­tów i inne śmiesz­ne stwor­ki, a doro­śli spo­ro tre­ści ukry­tych mię­dzy wier­sza­mi.

Doctor Who - Julie Gardner Doctor Who - Russell T. Davies

Nie lubię się kłó­cić o to, któ­ry show­run­ner Doctor Who był lep­szy, bo w przy­pad­ku tego seria­lu logicz­ne argu­men­ty nie mają zna­cze­nia – liczy się to, co czu­ło się pod­czas oglą­da­nia. A mnie Doctor Who naj­bar­dziej poru­szał wte­dy, kie­dy za jego ste­ra­mi sie­dzia­ła Julie Gard­ner i Rus­sel T. Davies.

Tydzień temu pisa­łam o Bat­tle­star Galac­ti­ca. Doctor Who to zupeł­nie inna liga, ale wyda­je mi się, że ma on rów­nie dużo mądrych i dają­cych do myśle­nia wąt­ków. Nie potra­fię w tej chwi­li przy­to­czyć żad­ne­go inne­go tytu­łu, któ­ry w tak poru­sza­ją­cy spo­sób opo­wia­dał­by o samot­no­ści, upły­wie cza­su i tym, że with gre­at power comes gre­at respon­si­bi­li­ty.

Poza tym, o czym już wspo­mi­na­łam, sce­na­riu­sze poszcze­gól­nych odcin­ków były napraw­dę świet­nie napi­sa­ne. Ide­al­nie balan­so­wa­ły pomię­dzy kome­dią i dra­ma­tem, ser­wo­wa­ły masę fan­ta­stycz­nych dia­lo­gów, wie­le nie­kon­wen­cjo­nal­nych roz­wią­zań oraz cie­ka­wych zwro­tów akcji. Nie znam inne­go seria­lu, któ­ry dostar­czał­by wszyst­kich tych rze­czy jed­no­cze­śnie.

Ninth Doctor Who - Empty Child

Cza­sem wzru­sza­ją­cy, cza­sem sza­lo­ny, momen­ta­mi śmiesz­ny, momen­ta­mi strasz­ny, czę­sto kiczo­wa­ty, zawsze mądry – mało jest seria­li, któ­rych oglą­da­nie wzbu­dza­ło­by tyle emo­cji i dawa­ły do myśle­nia tak bar­dzo, jak Doctor Who.

Pisa­łam o Rose i Dok­to­rze, ale w seria­lu poja­wi­ła się też cała masa innych posta­ci. Wszyst­kie one zosta­ły świet­nie roz­pi­sa­ne, posia­da­ły wła­sną oso­bo­wość i nie były jedy­nie deko­ra­cja­mi, o któ­rych zapo­mi­na­ło się, gdy tyl­ko poja­wi­ły się napi­sy koń­co­we. I tyczy się to zarów­no boha­te­rów epi­zo­dycz­nych, z któ­ry­mi nasza zna­jo­mość defi­ni­tyw­nie koń­czy­ła się po jed­nym odcin­ku, jak i takich, któ­rzy powra­ca­li do seria­lu co jakiś czas.

Z takich powra­ca­ją­cych posta­ci naj­więk­sze wra­że­nie zro­bił na mnie (gra­ny przez Noela Clar­ka) chło­pak Rose – Mic­key, któ­ry z tchórz­li­we­go i nie­co głup­ko­wa­te­go kole­sia, jakie­go pozna­li­śmy w pierw­szym odcin­ku, z cza­sem zmie­nił się w męż­ne­go hero­sa na mia­rę Hol­ly­wo­od.

Nie mogę też nie wspo­mnieć o kapi­ta­nie Jac­ku Hark­nes­sie (w tej roli wspa­nia­ły John Bar­row­man). Kto to taki i dla­cze­go nie moż­na go nie lubić? Tego oso­bom nie zna­ją­cym seria­lu zdra­dzać nie będę. Napi­szę jedy­nie, że był to chy­ba jedy­ny facet w seria­lu, któ­ry potra­fił zawró­cić mi w gło­wie bar­dziej, niż Dok­tor.

Ninth Doctor Who - Captain Jack

Za spra­wą Doctor Who po usły­sze­niu słów „kapi­tan Jack” już nigdy nie pomy­śli­cie o Pira­tach z Kara­ibów i John­nym Dep­pie. Zamiast tego przed ocza­mi sta­nie wam ten pan, a wy na myśl o nim praw­do­po­dob­nie lek­ko się uśmiech­nie­cie.

W pamięć zapa­da­ją nie tyl­ko boha­te­ro­wie, ale tak­że same odcin­ki. Czę­ścio­wo jest to spo­wo­do­wa­ne tym, że za każ­dym razem TAR­DIS lądu­je w innym miej­scu i cza­sie, dzię­ki cze­mu Dok­tor nigdy nie prze­ży­wa dwóch podob­nych do sie­bie przy­gód.

Co waż­ne, twór­cy seria­lu ewi­dent­nie czu­li, iż w histo­rii o face­cie, któ­rzy prze­mie­rza czas i prze­strzeń w bud­ce tele­fo­nicz­nej, jest coś absur­dal­ne­go. I nie pró­bo­wa­li od tej absur­dal­no­ści ucie­kać. Wręcz prze­ciw­nie, wyko­rzy­sty­wa­li ją, i to z bar­dzo dobrym skut­kiem.

Absur­dal­ność nie szła jed­nak w parze z nie­lo­gicz­no­ścią. Wszyst­kie związ­ki przy­czy­no­wo-skut­ko­we były więc w Doctor Who jak naj­bar­dziej popraw­ne. I byłam w sta­nie uwie­rzyć na przy­kład w to, że gdy­by TAR­DIS, sonicz­ny śru­bo­kręt oraz inne ele­men­ty ze świa­ta seria­lu ist­nia­ły napraw­dę, to ich funk­cjo­no­wa­nie było­by cał­kiem praw­do­po­dob­ne.

Ninth Doctor Who - Charles Dickens

Cudow­ność i magia Doctor Who pole­ga­ją mię­dzy inny­mi na tym, że Dok­tor może w XIX wie­ku rato­wać Char­le­sa Dic­ken­sa przed ducha­mi z inne­go wymia­ru, a my ani przez moment nie pomy­śli­my, że to nie­praw­do­po­dob­ne i nie­lo­gicz­ne.

A przy oka­zji – tak na zakoń­cze­nie – jaką mamy pew­ność, że Dok­tor nie jest praw­dzi­wy? Mówi się, że gdy­by podró­że w cza­sie były moż­li­we, to spo­ty­ka­li­by­śmy oso­by z przy­szło­ści, a tak się nie dzie­je. Tyl­ko, czy aby na pew­no?

Google ma takie cie­ka­we narzę­dzie, o nazwie Ngram Vie­wer, któ­re poka­zu­je jak czę­sto, od 1800 roku do cza­sów obec­nych, w książ­kach poja­wia­ły się wybra­ne przez nas sło­wa. I teraz niech mi ktoś wyja­śni, cze­mu zarów­no o Dok­to­rze, jak i TAR­DIS, w bry­tyj­skiej lite­ra­tu­rze moż­na było prze­czy­tać na dłu­go przed powsta­niem seria­lu, jesz­cze w XIX wie­ku?

Google Ngram -  TARDIS, Doctor Who

Przy­pa­dek? Nie sądzę!

źró­dło: Google Ngram

Keep calm and yes, it is bigger on the inside

Tydzień z Doctor Who – pozo­sta­łe wpi­sy:

Wpis pocho­dzi z poprzed­niej odsło­ny blo­ga.

Został zre­da­go­wa­ny i nie­na­zna­cze­nie zmo­dy­fi­ko­wa­ny.

Ory­gi­nal­ny tekst możesz zoba­czyć w ser­wi­sie Blog​spot​.com.

Nie bądź pirat - kliknij tutaj i sprawdź, gdzie tą produkcję możesz obejrzeć legalnie

jeśli nie zosta­ło stwier­dzo­ne ina­czej, zdję­cia ilu­stru­ją­ce wpis pocho­dzą z ser­wi­su: DVD­bash